<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><FictionBook xmlns="http://www.gribuser.ru/xml/fictionbook/2.0" xmlns:xlink="http://www.w3.org/1999/xlink"><description><title-info><genre>antique</genre><author><first-name>Miłosz</first-name><last-name>Skrzyński</last-name></author><book-title>Okiem eko-przewodnika.Rosja,Ukraina.</book-title><coverpage><image xlink:href="#_0.jpg" /></coverpage><lang>rus</lang></title-info><document-info><author><first-name>Miłosz</first-name><last-name>Skrzyński</last-name></author><program-used>calibre 0.8.38</program-used><date>12.10.2012</date><id>b534c446-d60f-4558-b6c7-0a4b1fa47a38</id><version>1.0</version></document-info></description><body>
<section>
<empty-line /><p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>1</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p><strong>Spis treści</strong></p>

<p>SŁOWEM WSTĘPU..............................................................................................................3</p>

<p>NA DACZY...........................................................................................................................6</p>

<p>DED WASIA, czyli gościłem u prawdziwego NKWD-dzisty..............................................12</p>

<p>TAK SIĘ PIJE NA UKRAINIE...........................................................................................19</p>

<p>PO ŻELAZNEJ DRODZE...................................................................................................22</p>

<p>ELEKTROWNIA.................................................................................................................44</p>

<p>WSPOMNIENIE ZSRR.......................................................................................................54</p>

<p>KOMPLEKSY?....................................................................................................................58</p>

<p>CODZIENNE SYTUACJE..................................................................................................66</p>

<p>Siłownia, płaski brzuszek latem – cena............................................................................66</p>

<p>Informatyk........................................................................................................................ 69</p>

<p>Przygoda w centrum.........................................................................................................74</p>

<p>O naszych krajach............................................................................................................77</p>

<p>Różnica kultur?................................................................................................................80</p>

<p>Barszcz............................................................................................................................. 81</p>

<p>NOCĄ..................................................................................................................................84</p>

<p>PLAŻA................................................................................................................................. 89</p>

<p>BAZAR................................................................................................................................ 93</p>

<p>MOSKIEWSKIE PRZEDSZKOLE...................................................................................100</p>

<p>LIST DO POLAKÓW........................................................................................................102</p>

<p>NA PROWINCJI................................................................................................................109</p>

<p>Trochę o fankach motocykli i motocyklistów Kazaniu..................................................110</p>

<p>2</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p><strong>SŁOWEM WSTĘPU</strong></p>

<p>Cóż to tak naprawdę jest ta „turystyka ekologiczna”? Czy przeciętny obywatel</p>

<p>potrafi w pełni ją określić? Najlepiej chyba definiuje ją Wikipedia: „Turystka</p>

<p>ekologiczna – forma ruchu turystycznego, minimalizująca negatywny wpływ</p>

<p>turystyki na stan środowiska przyrodniczego (miejsca recepcji turystycznej) bez</p>

<p>względu na motywy podjęcia podróży. Turystyka ekologiczna jest często</p>

<p>utożsamiana z ekoturystyką. Jest to oparte na założeniu, że turysta, dla którego</p>

<p>przyroda stanowi główny walor turystyczny, będzie chronił jej zasoby”.</p>

<p>A zatem – ekoturystyka to ruch turystyczny, którego głównym celem jest</p>

<p>zachowanie trwałego, zrównoważonego rozwoju zasobów i walorów turystycznych</p>

<p>poprzez: integrację działalności turystycznej z celami ochrony przyrody oraz życiem</p>

<p>społeczno-gospodarczym, kształtowanie nowych postaw i zachowań turystów i</p>

<p>organizatorów ruchu turystycznego, bazowanie na potencjale społecznym i</p>

<p>gospodarczym danego obszaru.</p>

<p>Ekoturystyka kładzie szczególny nacisk na:</p>

<p>a) rozwijanie aktywności turystycznych związanych z bezpośrednim kontaktem</p>

<p>turysty przyrodą w obrębie otwartych niezdewastowanych obszarów (szczególnie</p>

<p>przyrodniczych obszarów chronionych), co pozwala na poznawanie, podziwianie i</p>

<p>czerpanie przyjemności z piękna naturalnego, ciszy i spokoju,kontaktu społecznością</p>

<p>lokalną, co pozwala na poznawanie tradycyjnego stylu jej życia i kultury regionalnej</p>

<p>oraz nawiązywaniu bezpośrednich kontaktów międzyludzkich;</p>

<p>b) dostosowanie wielkości ruchu turystycznego do chłonności turystycznej oraz</p>

<p>preferowanie małej skali rozwoju w odniesieniu zarówno do grup uczestników ruchu,</p>

<p>jak również bazy i urządzeń turystycznych;</p>

<p>c) aktywizowanie życia społeczno-gospodarczego w obrębie obszarów Natura</p>

<p>2000 w ich otoczeniu, poprzez wskazywanie działań związanych z tworzeniem</p>

<p>3</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>pakietów usług dla różnych form aktywności w ramach ekoturystyki.</p>

<p>Według Dominiki Zaręby, autorki pierwszej w Polsce książki o ekoturystyce</p>

<p>(„Ekoturystyka”, Dominika Zaręba, Wyd. Naukowe PWN, Warszawa, 2000, 2006 i</p>

<p>2008) ekoturystyka stanowi rdzeń koncepcji turystyki zrównoważonej. Jest</p>

<p>„najczystszą” formą podróżowania przyjaznego środowisku, ponieważ odbywa się</p>

<p>zwykle na obszarach o najwyższych walorach przyrodniczych i krajobrazowych,</p>

<p>bezpośrednio przyczynia się do ochrony środowiska naturalnego i kulturowego tych</p>

<p>regionów, a jej uczestnikami są ludzie o dużej świadomości ekologicznej i</p>

<p>wrażliwości przyrodniczej. Dominika Zaręba wyodrębnia trzy najważniejsze cechy</p>

<p>ekoturystyki wyróżniające ją spośród innych form podróżowania:</p>

<p>1. Ekoturystyka jest formą aktywnego i dogłębnego zwiedzania obszarów o</p>

<p>wybitnych walorach przyrodniczych i kulturowych;</p>

<p>2. Ekoturystyka strzeże harmonii ekosystemów przyrodniczych i odrębności</p>

<p>kulturowej lokalnych społeczności;</p>

<p>3. Ekoturystyka dostarcza środków finansowych dla skutecznej ochrony</p>

<p>wartości dziedzictwa przyrodniczego i kulturowego oraz przynosi realne korzyści</p>

<p>ekonomiczno-społeczne ludności miejscowej.</p>

<p>Jestem więc prawdziwym ekoturystą a nawet ekoprzewodnikiem. Już we</p>

<p>wczesnych latach osiemdziesiątych moi rodzice otrzymali adres kobieciny</p>

<p>wynajmującej kwatery w gospodarstwie rolnym nieopodal Ustronia Morskiego i tam</p>

<p>przez kilka lat z rzędu spędzaliśmy coś w rodzaju ekowakacji agroturystycznych. To</p>

<p>jednak temat rozległy i na zupełnie inną opowieść. Teraz warto skupić się na krajach</p>

<p>tak niedalekich, a tak mało nam znanym – Ukrainie i Rosji. Oprócz opisów</p>

<p>wspaniałej przyrody (niewiele ich będzie, bo nie bardzo potrafię to akurat robić)</p>

<p>pragnę przybliżyć czytelnikom ową „odrębność kulturową lokalnych społeczności”.</p>

<p>Pokazać, jak wspaniale jest zwiedzać dzikie ostępy, ale też znane miasta i kurorty,</p>

<p>innymi ścieżkami niż te wytyczone przez biura podróży. A co najważniejsze – chcę</p>

<p>4</p><empty-line /><p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>zachęcić do obcowania z miejscową ludnością, bo to pozwala naprawdę poznać</p>

<p>dokładnie każdy odwiedzany kraj.</p>

<p>5</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p><strong>NA DACZY</strong></p>

<p>Dacza to coś w rodzaju domku letniskowego. Dla wielu obywateli Związku</p>

<p>Sowieckiego była to jedna z oznak luksusu i dobrobytu. Szczyt marzeń niektórych,</p>

<p>nie dla wszystkich osiągalna. Nierzadko coś w rodzaju naszych polskich altanek na</p>

<p>ogródkach działkowych, czasami jakaś budowla kojarząca się raczej z szopą, ale</p>

<p>istnieją też piękne osiedla i miejscowości, gdzie stoją dacze luksusowe, z kanalizacją,</p>

<p>pełną infrastrukturą, wszelkimi podłączeniami, telewizją satelitarną i internetem,</p>

<p>oczywiście ochraniane.</p>

<p>Widziałem te budowle, często przejeżdżając przez podmiejskie miejscowości.</p>

<p>Architektura i pomysłowość właścicieli – wszelaka. Ale przecież chodzi głównie o</p>

<p>to, aby odpocząć, pogrillować, spotkać się z rodziną lub znajomymi „na prirodie”.</p>

<p>Opowiadał mi znajomy, jak kiedyś został zaproszony na daczę gdzieś pod</p>

<p>Leningradem. Drewniana stodoła, a Grisza-gospodarz pił wodę z wiadra. Te czasy</p>

<p>już chyba minęły.</p>

<p>Znajomi, od których wynajmowałem mieszkanie, pochwalili się jednej z</p>

<p>kuzynek, że jest u nich „innostrannyj” gość. Ta postanowiła nas wszystkich zaprosić</p>

<p>do siebie na daczę. Było to w Odessie, więc klimat pozwalał na kilka miesięcy w</p>

<p>roku zamienić mieszkanie w rozgrzanym bloku na położony gdzieś nad morzem</p>

<p>domek. Zaproszenie przyjąłem z wielkim zadowoleniem. W końcu poczuję na</p>

<p>własnej skórze, co to takiego odpoczynek na daczy.</p>

<p>Kuzynka ma na imię Marinka – pracownica administracyjna jednego z odeskich</p>

<p>teatrów. Jej mąż Serioża to wysokiej klasy znany okulista. Podejrzewam, że nie</p>

<p>odpoczywają w szopie i nie piją wody z wiadra. Znajomi bardzo ich chwalą, to</p>

<p>podobno ichnia klasa średnia. Co prawda dawno się nie widzieli, ale teraz przy okazji</p>

<p>zaproszenia gościa zagranicznego odświeżą rodzinne związki.</p>

<p>Jedziemy komunikacją miejską, więc wnioskuje, że bez alkoholu się nie</p>

<p>6</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>obędzie. Umówiliśmy się pod teatrem, gdzie czekać ma Marinka i dalej ruszymy już</p>

<p>razem. Wsiadamy w marszrutkę i niedługo jesteśmy pod teatrem. Marszrutka to</p>

<p>wspaniały wynalazek i udogodnienie dla pasażerów, przynajmniej w moim</p>

<p>mniemaniu. „Marszrutnoje taxi” – rodzaj autobusu, właściwie busa, kilkanaście</p>

<p>miejsc siedzących i nieco więcej stojących. Kursuje bardzo często na każdej trasie.</p>

<p>Przemieszczać się można nim bardzo szybko, jak samochodem osobowym. Takie</p>

<p>skrzyżowanie autobusu z taksówką. Bywają wersje trochę większe, takie mini</p>

<p>autobusy, ale zasada działania pozostaje taka sama. Cena jest trochę wyższa niż za</p>

<p>przejazd tramwajem czy trolejbusem, ale warto ze względu na czas podróży. W</p>

<p>każdym mieście rozwiązano to trochę inaczej, czasami płaci się przy wsiadaniu,</p>

<p>gdzie indziej przy wysiadaniu. Marszrutka zatrzyma się tam, gdzie poprosi pasażer,</p>

<p>lub gdzie czeka, machając przy drodze, nowy podróżny. W Odessie na przykład</p>

<p>opłatę regulujemy przy wysiadaniu. W zależności od ilości przejechanych</p>

<p>przystanków płaci się 1,5 lub 2 hrywny. Nikt nie pilnuje odległości i nie liczy</p>

<p>przystanków, oprócz samych pasażerów. Nie zauważyłem, żeby ktoś kiedykolwiek</p>

<p>nie przyznał się do tej dłuższej trasy. W większej wersji marszrutki posiadają drzwi z</p>

<p>tyłu pojazdu. Czasami, gdy zrobi się duży tłok, kierowca wpuszcza lub wypuszcza</p>

<p>nimi pasażerów. Gdy z powodu ciasnoty wysiadający nie ma możliwości, by podejść</p>

<p>i uregulować opłatę, prosi współpasażerów o pomoc. Wtedy pieniądze wędrują do</p>

<p>kasy z ręki do ręki lub nad głowami.</p>

<p>– Za dwa płacę z Morwagzała – mówi i podaje dalej.</p>

<p>– Za dwa z Morwagzała – powtarzają uczynni współpodróżni i przekazują sobie</p>

<p>banknoty. Tą sama drogą wraca też „zdacz”, czyli wydana reszta. Jeśli ktoś chce</p>

<p>wysiąść, a ciężko mu się dostać do przedniego wyjścia, wystarczy tylko krzyknąć, tak</p>

<p>żeby kierowca usłyszał; a jeśli nie usłyszy, ktoś zaraz powtórzy głośno: „zadnie !!!”.</p>

<p>A wtedy otworzą się drzwi z tyłu. I wysiada nimi ponoć zawsze ten, kto zapłacił.</p>

<p>Jakoś nie mogę sobie wyobrazić podobnego modelu podróżowania w Polsce –</p>

<p>mogłoby wyskoczyć pół autobusu. Nie wiem, czy to mentalność inna, czy tak</p>

<p>7</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>porządku nauczyła ich władza totalitarna, w każdym bądź razie działa. I nikogo nic</p>

<p>nie dziwi, nikomu nic nie przeszkadza. Raz jechałem z dworca z wypchaną torbą,</p>

<p>więc zająłem miejsce na końcu, żeby nikomu nie przeszkadzała. Ponieważ był to</p>

<p>dzień przedświąteczny marszrutka zapełniła się do oporu, wszyscy wsiadali z</p>

<p>przystanków pod dużymi sklepami, targając większe zakupy. Do mojego przystanku</p>

<p>wcale się nie rozluźniło, więc gdy musiałem wysiąść, przepychałem się wąskim</p>

<p>przejściem, środkiem między fotelami, a torbę dźwigałem nad ludzkimi głowami,</p>

<p>czasem nieco je obijając. Nie usłyszałem żadnej przykrej uwagi, więcej – wyciągały</p>

<p>pomocne ręce, by podtrzymać mój bagaż. A kierowca cierpliwie czekał, aż przebrnę.</p>

<p>Pod teatrem wita nas Marinka. Kobieta pod pięćdziesiątkę, wysoka, postawna,</p>

<p>elegancka i bardzo sympatyczna. Ma bardzo miły i przyjemny głos. Zaraz podjeżdża</p>

<p>inna marszrutka i szybko wskakujemy. Jedziemy i jedziemy. To duże miasto. W</p>

<p>Polsce wielu moim rozmówcom wydaje się, że Ukraina to wyłącznie małe</p>

<p>miasteczka i wioski. A to potężne miasta z wielkim zapleczem olbrzymich fabryk,</p>

<p>szerokimi kilkupasmowymi drogami-prospektami, osiedlami bloków-sypialni wraz z</p>

<p>całą infrastrukturą, i masą ludzi na ulicach. Sama Odessa jest wielkości Katowic, ale</p>

<p>ludności ma trzy razy więcej, a gdzie jeszcze Donieck, Dniepropietrowsk, Zaporoże,</p>

<p>Charków, Połtawa...? Taki Lwów też przecież jest duży i Tarnopol, i Stanisławów, o</p>

<p>Kijowie już nie wspominając. Wysiadamy pod większym sklepem spożywczym,</p>

<p>marketem. Wchodzimy na zakupy, bo Marinka twierdzi, że czegoś by tam można</p>

<p>jeszcze dokupić. Pakujemy do koszyka słodycze, czipsy, owoce, to co może się</p>

<p>przydać na takim pikniku. Nie zapominamy o kilku kartonach miejscowego</p>

<p>czerwonego wina. Przy kasie znajomi szepczą mi dyskretnie, że to ja powinienem za</p>

<p>wszystko zapłacić. Trochę mnie dziwi taka bezpośredniość, bo nie jechałem w gości</p>

<p>z pustymi rękami, jak oni, ale płacę. Żaden problem. I znowu do marszrutki. Teraz</p>

<p>jedziemy już po terenach podmiejskich. Domki jednorodzinne, ośrodki wczasowe,</p>

<p>obozy pionierskie-młodzieżowe, jakiś przepiękny klasztor. Autobus kończy podróż.</p>

<p>8</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>Pętla gdzieś w lesie. Trasa ruchliwa, sądząc po ilości odpoczywających kierowców.</p>

<p>Marszrutki się wietrzą. Nie wiem, czy mi się zdaje, czy słychać już szum morza. Po</p>

<p>drodze napotykamy jakieś muzealne wagony – czytam tablice pamiątkowe, gdzieś tu</p>

<p>przebiegała linia frontu.</p>

<p>Przechodzimy na skróty przez dawny ośrodek wczasowy. Całkiem jak w PRL-u</p>

<p>– tylko dużo większy. Domki się rozpadają, na placu zabaw straszą odrapane</p>

<p>karuzele i huśtawki. I nagle rozpościera się przed nami przepiękny widok. Stoimy na</p>

<p>górze, ostre zejście w dół, a tam osiedle – kilka uliczek domków i przepiękna</p>

<p>panorama morza. Cudo. Docieramy pomału. Dacze są przeróżne. Głównie</p>

<p>niewielkie, ale trafiają się też dwupiętrowe: murowane, kamienne lub drewniane.</p>

<p>Drogi wybrukowane, wąskie chodniczki i całkiem niezłe samochody. Trochę to</p>

<p>jednak przypomina mi nasze ogródki działkowe. Jeszcze tylko jedna, druga furtka i...</p>

<p>docieramy na miejsce. Powierzchnia działki niewielka. Trawka trochę wypalona</p>

<p>słońcem, bo tu jednak panują wysokie temperatury, kilka drzewek owocowych i</p>

<p>tradycyjnie leżaki, krzesła ogrodowe oraz grill. Dacza mała, z płaskim dachem. Dwie</p>

<p>sypialnie, pokoik o bliżej nieokreślonym przeznaczeniu, kuchnia i niewielka</p>

<p>łazienka. Wszystko po generalnym remoncie, gipsokartony, ładnie odmalowane.</p>

<p>Kuchnia i łazienka wykafelkowane, oczywiście w pełni wyposażone: lodówka,</p>

<p>pralka, kuchenka mikrofalowa i tradycyjna. Z zewnątrz budyneczek obłożono</p>

<p>panelami. Na wszystkich drzwiach zauważam bardzo potężne i solidne zamki.</p>

<p>Najważniejszą część i centralne miejsce całej posiadłości zajmuje taras, przez który</p>

<p>wchodzi się do wszystkich pomieszczeń. Na tarasie – wielki stół, fotele, krzesła i</p>

<p>rozkładana kanapa. Na niej podobno chętnie śpi gospodarz. Bardzo zdrowo,</p>

<p>wspaniałe powietrze. W Odessie w ogóle jest świetny i zdrowy klimat. Wiadomo,</p>

<p>kurort, wiele sanatoriów. Oprócz wszelkich innych walorów uzdrawiających okolica</p>

<p>ta słynie z leczenia alergii. I faktycznie. Sam cierpię z jej powodu, każdy sierpień to</p>

<p>dla mnie bardzo ciężki miesiąc. Męczył mnie zawsze sienny, alergiczny katar. W</p>

<p>dzieciństwie obrywałem zawsze:</p>

<p>9</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>– Znowu smarkasz! Biegasz z chłopakami, pijesz zimne napoje, jak tak można?</p>

<p>Ale kto wtedy miał pojęcie o jakichś alergiach?</p>

<p>Po trzech tygodniach przebywania w Odessie ustąpiły wszelkie objawy...</p>

<p>Rozsiadamy się na tarasie. Marinka krząta się, na stole pojawiają się oprócz</p>

<p>naszych zakupów różne cuda. Pierożki ze wszystkim: ze szpinakiem, serem i</p>

<p>kartoszką, z mięsem, i jeszcze z owocami. Pełen wybór. To przekąski. Skwierczy też</p>

<p>już coś na grillu – to moi znajomi przejęli inicjatywę. Najbardziej smakuje mi</p>

<p>tutejszy bigos. W przeciwieństwie do naszego składają się na niego różnego rodzaje</p>

<p>mięsa, świetnie przyprawione, troszeczkę tylko przełożone kapustą. Rewelacja!</p>

<p>Naprawdę wspaniała kuchnia. Są i słodkości. No, niczego nie brakuje. A wino</p>

<p>lokalne świetnie smakuje również w wersji schłodzonej, dobrane smakiem i mocą do</p>

<p>tych dań i klimatu. Znowu duży plus dla Marinki. Gospodyni szczerze się stara.</p>

<p>Zrozumiałem teraz, dlaczego moi znajomi tak ucieszyli się z tego zaproszenia. I</p>

<p>skrzętnie ze wszystkiego korzystają. Przypominam sobie, jak wujek opowiadał, gdy</p>

<p>pojechał do Leningradu i wybrał się na imprezę. Podano jedzenie i... zaraz się</p>

<p>zakotłowało. Stwierdził: „zaczekam, aż się uspokoi, wszyscy sobie nałożą, a potem ja</p>

<p>na spokojnie... I to był mój błąd”.</p>

<p>Jak to na imprezie rozmawiamy o wszystkim i o niczym. O dzieciach, o życiu.</p>

<p>Marina, jako długoletnia pracownica teatru, opowiada, jakie to sławy widziała i</p>

<p>poznała. Odbieram esemesa. Muszę pilnie skorzystać z internetu. Ale laptopa tu nie</p>

<p>ma, Serioża ze swoim jeździ do pracy. Może sąsiad pomoże? Idziemy za płot, sąsiad</p>

<p>mówi: „net problema”. Drewniana chata, BMW na podjeździe. W środku pełen</p>

<p>wypas.</p>

<p>– Ale komputer jest tylko w sypialni, zaprowadzę – oferuje się i prowadzi mnie</p>

<p>do pokoju. Tam wielkie łóżko, a na ścianie wieeelki monitor LCD, bezprzewodowa</p>

<p>klawiatura leży obok. – A lubię tak... leżę sobie na łóżku i piszę ze znajomymi –</p>

<p>opowiada skromnie sąsiad.</p>

<p>10</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>Myślę sobie, że wody z wiadra nikt tu raczej nie pije.</p>

<p>Od sąsiada już tylko dwa kroki na plażę. Czyściutko i pusto. Prawie nie ma</p>

<p>turystów. Sami mieszkańcy osiedla. Trochę im zaczynam zazdrościć. Można</p>

<p>zapomnieć o wszystkich problemach. Niech się schowają zatłoczone Tunezje, Egipty,</p>

<p>Chorwacje...</p>

<p>11</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p><strong>DED WASIA, czyli gościłem u prawdziwego NKWD-dzisty</strong></p>

<p>Wszyscy chyba słyszeli o takiej instytucji jak NKWD. Czym się zajmowała, co</p>

<p>do niej należało, jakie miała prawa i obowiązki i jak się dała we znaki każdemu, kto</p>

<p>miał pecha się z nią zetknąć. Otóż na Ukrainie żyje jeszcze wielu „kombatantów”</p>

<p>mających zaszczyt – tak, zaszczyt – służyć w jej organach. Cieszą się ogólnym</p>

<p>szacunkiem, płaci się im wysokie emerytury, biorą udział we wszystkich świętach</p>

<p>państwowych, utrzymali wszelkie przywileje, bo to w końcu weterani. Ich służba</p>

<p>ojczyźnie właśnie na tym polegała. U moich znajomych w rodzinie również</p>

<p>znajdował się taki ktoś.</p>

<p>Nazywany wujkiem i dziadkiem – zdaje się brat babci, czyli wujek ich matki</p>

<p>czy jakoś tak. Ogólnie Died albo Dieduszka Wasia. Opowiadają o nim często przy</p>

<p>okazji obchodów np. Dnia Zwycięstwa. Intryguje mnie on bardzo, chciałbym go</p>

<p>poznać, bo gdzie jeszcze osobiście spotkam kogoś takiego? Może coś ciekawego od</p>

<p>niego usłyszę, może „pracował” w jakimś znanym nam mniej lub bardziej miejscu?</p>

<p>Po prostu odzywa się we mnie żyłka historyka. I któregoś dnia Died Wasia zaprasza</p>

<p>na obiad. Mnie oczywiście też. Jedziemy gdzieś daleko, na drugi koniec Odessy.</p>

<p>Blokowisko, ale jakoś dziwnie dużo zieleni, trawa niewypalona słońcem, czyli ktoś</p>

<p>podlewa. Wszystko czyste i zadbane. Musi to być faktycznie lepsza dzielnica.</p>

<p>Kiedyś, idąc na skróty, zapuściłem się na podwórka pomiędzy blokami i widziałem</p>

<p>tam facetów w podkoszulkach, pijących napoje wyskokowe, jednocześnie dbających</p>

<p>i konserwujących swoje żiguli różnych roczników, mamy z dziećmi w</p>

<p>piaskownicach, grillujące przy ładnie nakrytych ławeczkach ceratowymi obrusami,</p>

<p>taki piknik osiedlowy. Tutaj tego nie było. Po drodze wstępujemy do osiedlowego</p>

<p>marketu, gdyż podobno Dieduszka lubi słodycze, więc nabywam, ja oczywiście,</p>

<p>kilogram dobrych lodów i butelkę wina, bo może staruszek chociaż tego będzie mógł</p>

<p>się odrobinkę napić. Wysłuchuję też opowieści o Zoji, to jest drugiej jego żonie, że</p>

<p>12</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>ponoć to nie najlepsza gospodyni itp. Otwiera nam postawny, sprawny jeszcze</p>

<p>mężczyzna, choć niby chodzi o lasce, ubrany w bielusieńki podkoszulek, ale spodnie</p>

<p>w kancik. Maleńkie mieszkanko. Proszą od razu do salonu. Stół już prawie</p>

<p>zastawiony – chyba wygłupiłem się z tym winkiem. Na ścianach zdjęcia</p>

<p>przedstawiające naszego gospodarza w różnych epokach. W młodości pozuje na</p>

<p>Dzierżyńskiego, bo na portrecie widzę twarz z charakterystyczną bródką, nawet</p>

<p>profil podobnie ujęty. Rozsiadamy się za stołem, ciocia Zoja zaraz poda obiad.</p>

<p>– To co? Porozmawiamy po polskiemu? – zaczyna rozmowę Died Wasia, ale na</p>

<p>tym kończy się jego znajomość naszego języka. Mój talerz coś dziwnie niedomyty,</p>

<p>chyba prawda jest to, co mówili o gospodyni, ale tłumaczę sobie, że staruszka może</p>

<p>już nie dowidzi. Przy posiłku takie tam pogaduchy. Dziadek opowiada, jak to właśnie</p>

<p>był niedawno na pogrzebie pułkownika KGB. Potem wspomina, jak poznał swoją</p>

<p>obecną żonę. Wracał z jakiegoś spotkania kombatantów z wielkim bukietem</p>

<p>kwiatów, który mu tam podarowano. Zoja siedziała na wprost niego w tramwaju, czy</p>

<p>autobusie, wstał i po szarmancku jej go wręczył. I tak to się zaczęło. Enkawudzista</p>

<p>romantyk. Ze swoją córką nie widuje się od momentu swojego ślubu, za to bryluje u</p>

<p>nich Igor-pasierb. Pomaga ojczymowi, wozi go do lekarzy, kupuje lekarstwa,</p>

<p>prezenty, ogólnie bardzo o niego dba. Jak zauważa moja znajoma, chyba głównie ze</p>

<p>względu na wysoką emeryturę i inne dobra doczesne, jakie Died Wasia posiada. Do, i</p>

<p>po posiłku oczywiście wódeczka. Gospodarz domu obowiązek napełniania</p>

<p>kieliszków scedował na mnie i mojego kolegę Saszę.</p>

<p>– Tej wódki nalewajcie sobie, a tej mnie, tamta mi szkodzi, a Zojce tak na razie</p>

<p>też możecie lać ale tylko po połóweczce.</p>

<p>Widzę, że Dieduszka darzy mnie sympatią, a już gdy wypowiedziałem się</p>

<p>niezbyt pochlebnie o inteligencji, polityce i mocarstwowości Amerykanów stałem się</p>

<p>swój.</p>

<p>– Co to za duracki naród – podsumował zadowolony.</p>

<p>Rozmawiamy o historii, całkiem nieźle orientują się oboje. O polskich rodach, o</p>

<p>13</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>rozbiorach, o Napoleonie, a już o szlaku bojowym Ludowego Wojska Polskiego</p>

<p>wiedzą wszystko. W końcu kobiety przenoszą się do kuchni, mają swoje sprawy, tam</p>

<p>można na przykład zapalić, bo w salonie obowiązuje absolutny zakaz, i wiedzą też</p>

<p>doskonale, że dziadek zaraz zacznie wspominać, co nie każdego interesuje, zwłaszcza</p>

<p>gdy te opowieści już wiele razy. Ale ja nie mogę się doczekać. Mam nadzieję, że w</p>

<p>końcu swobodniej sobie porozmawiamy. Wreszcie Ded Wasia zaczyna, pokazując na</p>

<p>ściany:</p>

<p>– Popatrz na fotografie, jaki byłem młody i przystojny, jakie miałem włosy,</p>

<p>wyglądałem jak Dzierżyński... Wiesz, na wszystkie swoje medale i ordery szczerze</p>

<p>zasłużyłem. Są tacy, co je teraz sprzedają, nie szanują. A ja wiernie służyłem</p>

<p>ojczyźnie, ojczyznę trzeba kochać.</p>

<p>Nieistotne, że to już teraz niepodległa Ukraina. Na myśli ma Związek Radziecki.</p>

<p>We wszystkich byłych republikach, teraz już niepodległych państwach, żyją tacy</p>

<p>ludzie. I przez większość współobywateli są traktowani jako zasłużeni kombatanci.</p>

<p>Stawianie sprawy – jak czyni wielu naszych polityków – że Rosja jest be, a Ukraina</p>

<p>cacy, przypomina dzielenie Niemców, na tych wspaniałych z NRD, dobrych i</p>

<p>przyjacielskich, i na tych z RFN, spadkobierców nazistów.</p>

<p>– Miałem 18 lat, jak się zaczęła wojna – kontynuuje wspomnienia Ded Wasia –</p>

<p>byłem słuchaczem w szkole wojskowej. Mieliśmy służbę z kolegą, patrolowaliśmy</p>

<p>teren przyległy do naszej instytucji. Nagle nadlatuje samolot, taki mały kukuruźnik.</p>

<p>Przy lądowaniu ma problemy. Siada, ale uderza mocno w ziemię, rozbija się, ale na</p>

<p>razie nic nie wybucha. Podbiegamy, wyciągamy nieprzytomnego pilota i jakiegoś</p>

<p>wyższego oficera. Ten jest połamany, nie może się podnieść, ledwo się rusza. Kolega</p>

<p>coś grzebie przy rozbitym silniku, posypuje rozlane paliwo piaskiem. Ratujemy im</p>

<p>życie.</p>

<p>Pierwsze pochwały i odznaczenie...</p>

<p>– Niemcy posuwali się błyskawicznie, zostaliśmy odcięci i przebijałem się na</p>

<p>wschód do naszych. Ciężko było, bo to jednak do przejścia była linia frontu, ale jakoś</p>

<p>14</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>się udało. Rosjanie mnie zatrzymali i odstawili do jakiejś mieściny, gdzie trafiło już</p>

<p>wielu takich jak ja. Musieliśmy stanąć przed komisją, takim właściwie sądem</p>

<p>wojskowym. Każdy, kto przyszedł z niemieckiej strony, był podejrzany, a raczej</p>

<p>uznany z miejsca za szpiega. W wielkiej sali za stołem siedzieli oficerowie,</p>

<p>doprowadzano do nich żołnierza, chwila rozmowy i przeważnie decyzja: rozstrzelać.</p>

<p>A mnie już było wszystko jedno. Wykończony, zmęczony, psychicznie zdołowany.</p>

<p>Miałem tylko 18 lat, ale już byłem gotowy, niech rozstrzelają. Moja kolej. Staję przed</p>

<p>komisją, nawet nie podnoszę głowy, nie przyglądam się. Jakieś pytania i nagle zza</p>

<p>stołu podnosi się oficer. Podchodzi do mnie i słyszę: „chłopie, tyś mi życie uratował,</p>

<p>wyciągnąłeś mnie z rozbitego samolotu”. Podchodzi, poklepuje. Pułkownik NKWD.</p>

<p>I zabrał mnie do siebie, załatwił przydział. Całą wojnę z nim przesłużyłem. Dobry</p>

<p>był chłop.</p>

<p>Jak przebiegała dokładnie ta służba, jakoś ciężko z niego wydobyć. Może</p>

<p>tajemnica, może nie chce opowiadać. Wiem tylko – 1 Front Ukraiński i „tak my</p>

<p>razem doszliśmy do Budapesztu”. Gdzieś po drodze słyszę, że był służbowo w</p>

<p>Polsce, w Czechosłowacji. Widział bunkry UPA.</p>

<p>– Co to było za wojsko, jak oni walczyli, siedzieli tylko w tych bunkrach i</p>

<p>wychodzili mordować. Jak tam weszliśmy, to mieli wszystko, pełne wyposażenie,</p>

<p>wentylacja, oświetlenie, woda... No myśmy rozbijali te bunkry.</p>

<p>– Może wam zrobić zdjęcie? – Sasza proponuje, a dziadek momentalnie się</p>

<p>podnosi, wyciąga z szafy marynarkę obwieszoną medalami, zakłada – wszystko</p>

<p>bardzo sprawnie jak na swój wiek – i dopiero teraz pozuje.</p>

<p>Nie wytrzymuję i pytam:</p>

<p>– Potrzebna panu w ogóle ta laska?</p>

<p>– A tak trochę, tak mnie ubezpiecza...</p>

<p>Potem kolejna dawka wspomnień.</p>

<p>– W latach wczesnych 50-tych dowiedzieliśmy się, że jest jakaś szajka złożona z</p>

<p>dyrektorów przedsiębiorstw, sekretarzy i zwykłych spekulantów. Chodziło o łapówki</p>

<p>15</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>i czarny rynek. Czasy były ciężkie, wszystkiego brakowało. A oni nagle mieli wielkie</p>

<p>pieniądze, żony w futrach, luksusy. Jeździli i balowali po kurortach, na Krym, do</p>

<p>Gruzji, sam namierzałem kogoś tam w Soczi – Dieduszka się rozkręca po kolejnym</p>

<p>kielichu. – Normalna robota czekisty wtedy była. No i rozbiliśmy tę bandę. Ludzie co</p>

<p>jeść nie mieli, po kilkanaście osób w mieszkaniu mieszkało, a oni co? Okradali</p>

<p>wszystkich. Siedem osób rozstrzelano, sukces był...</p>

<p>Nareszcie zaczyna o czymś ciekawym, chyba pociągnę go trochę za język,</p>

<p>myślę sobie.</p>

<p>– Wiesz, jak Tatiana, to jest córka mojej siostry, piła za młodu i jak guliała?</p>

<p>Ma na myśli teściową Saszy siedzącego z nami przy stole. To mama Swiety,</p>

<p>która teraz jest zajęta w kuchni z babcią Zoją babskimi sprawami. Faktycznie obiło</p>

<p>mi się o uszy, jak to Tatiana lubiła zabalować za młodu. Dziecko szło do pierwszej</p>

<p>klasy, a na rozpoczęcie szkoły mamusia nie dotarła, bo jeszcze trwała impreza.</p>

<p>Drugim jej mężem był kapitan okrętu szkoleniowego; jak wracał z rejsu, zabierał ją</p>

<p>na maraton knajpiany, bo też za kołnierz nie wylewał, woził do Gruzji, Abchazji, ale</p>

<p>to właśnie przy nim sporządniała, czyli pilnował jednak. Teraz babcia to już raczej</p>

<p>spokojna emerytka. W przeliczeniu jakieś 50 euro emerytury na wiele nie pozwala;</p>

<p>dorabia gdzieś czasem, bo na Ukrainie o dziwo jest praca dla emerytów. Mieszka u</p>

<p>córki i czasami dochodzą od nich odgłosy świadczące o niezbyt miłym współżyciu.</p>

<p>Kiedyś nieśmiało „pożyczyła” ode mnie 20 hrywien i najbardziej widocznym</p>

<p>zakupem była duża butelka piwa. Pomyślałem, pić się chce, bo temperatury tu</p>

<p>strasznie wysokie panują.</p>

<p>– Piła, balowała po nocach, szlajała się... ale ja ją oduczyłem. Nikomu to się nie</p>

<p>podobało, wszyscy jej zwracaliśmy uwagę, prosiliśmy, tłumaczyliśmy, groziliśmy,</p>

<p>ale nie skutkowało. Aż raz wychodzę rano, a tu ciągnie się taka ledwo żywa,</p>

<p>przewraca i jeszcze odgraża mi się. O, czekaj, swołocz, po co ty masz żyć, powieszę</p>

<p>cię... Wyciągnąłem z komórki kawał liny, zarzuciłem za gałąź, zawijam pętlę i jej na</p>

<p>szyję. I ciągnę do góry. Wtedy do niej dotarło, płakać zaczęła, obiecywać,</p>

<p>16</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>przepraszać i tak ja ją właśnie na ludzi wyprowadziłem.</p>

<p>Hm, metoda drastyczna, ale skuteczna.</p>

<p>Chcę dyplomatycznie wypytywać znowu o wojnę, skoro tak na szczerość mu się</p>

<p>zebrało, ale nagle Ded Wasia podrywa się czujnie, coś mu nie pasuje:</p>

<p>– Gdzie kobiety? Chodźcie do nich, zobaczymy, bo mi się coś nie podoba. – I</p>

<p>pomaszerowali z Saszą do kuchni</p>

<p>– Ile wyście wódki przynieśli? – pyta dziadek.</p>

<p>– My wódki w ogóle, tylko to winko – odpowiadamy. A Wasia już węszy,</p>

<p>prowadzi dochodzenie.</p>

<p>– To dlaczego one takie pijane?</p>

<p>Faktycznie, w kuchni Sweta nieźle podchmielona, babcia Zoja ledwo trzyma się</p>

<p>na nogach, ale wie, że to nie przelewki, że mąż trzyma wszystko w domu za mordę i</p>

<p>zaraz się zacznie, więc sprytnie wymyka się do łazienki i zamyka od środka. Dziadek</p>

<p>zły, krzyczy. Swieta próbuje jej bronić, ale z czekistą nie tak łatwo. Okazuje się, że</p>

<p>małżonka ma problemy z alkoholem, dlatego dziadek tak pilnował przy nalewaniu,</p>

<p>pozwalał tylko połóweczkę. Okazało się, że kiedy zniknęły w kuchni, babcia wyjęła</p>

<p>ukryte pieniądze zamotane gdzieś za spinką we włosach i posłała Swietę na zakupy:</p>

<p>„weź, złociutka, dwie buteleczki wódki i papieroski, wypijemy sobie, bo ten kozioł</p>

<p>na nic mi nie pozwala, takie to przy nim życie...”. Dały radę wypić tylko jedną.</p>

<p>Teraz babcię trzeba ratować, bo z łazienki nie odpowiada. Dieduszka zarządza</p>

<p>wyłamanie zamka. Saszka szybko sobie z tym poradził, wchodzą, a na sedesie śpi</p>

<p>babcia. Przenoszą ją i układają troskliwie na łóżko (a nie jest to łatwe). Sytuacja</p>

<p>nieprzyjemna, odwiedziny trzeba kończyć. Alkohol pokrzyżował mi badania</p>

<p>naukowe, trudno. Jeszcze tylko dochodzi do spięcia między Swietą a dziadkiem.</p>

<p>Zapytała tylko, co z daczą, czy jeżdżą tam jeszcze.</p>

<p>– Ja już stary jestem, sił nie mam tam cokolwiek zrobić, Igorowi zapisałem, on</p>

<p>tam teraz gospodarz....</p>

<p>– To jak to, to ja mam syna, on prawie jak Twój wnuk, jemu trzeba było</p>

<p>17</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>zapisać... Jak tak można?.. – Jest podpita, więc też sobie pozwala. Dieduszce to</p>

<p>wystarczyło, widocznie drażliwy temat, podniósł laskę i próbował jej przyłożyć, przy</p>

<p>czym leciały epitety: swołocz, suczara, paszła ty, ubiju, ty taka... Kończymy imprezę.</p>

<p>Zrozumiałem teraz, czemu Ukraińcy, gdy gości żegnają, na koniec zawsze dodają:</p>

<p>„przepraszamy, że bez draki”.</p>

<p>Wychodzimy. O dziwo Dieduszka żegna mnie bardzo serdecznie, ściska i</p>

<p>wręcza niewypitą butelkę wódki.</p>

<p>– Wypij sobie, twoja zdobyczna... jak będziesz miał ochotę, wpadnij, to ci</p>

<p>poopowiadam jeszcze...</p>

<p>18</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p><strong>TAK SIĘ PIJE NA UKRAINIE</strong></p>

<p>Któregoś pięknego, słonecznego i upalnego dnia naszła mnie ochota napić się</p>

<p>zimnej wódeczki, przegryzając bułeczką z czerwonym kawiorem. Zapowiadało się</p>

<p>całkiem wolne popołudnie i wieczór, moi podopieczni odpoczywali po trudach</p>

<p>ciężkiej wyprawy w Step Akermański, więc dlaczego właściwie nie? Ale przecież nie</p>

<p>będę pił sam. W Odessie nie ma zbyt wielkiego problemu ze znalezieniem</p>

<p>towarzystwa do butelki, więc i mnie się udało. Kwatery wynajmowały nam dwie</p>

<p>kobiety, mama z córką. W ciągu dnia pracowały na okolicznym bazarze, jedna</p>

<p>sprzedawała w kiosku z kosmetykami, druga z pamiątkami odeskimi (nota bene</p>

<p>identycznymi, jakie mój syn przywiózł sobie z Mrzeżyna). Przechodziłem tamtędy i</p>

<p>wpadłem na pomysł, żeby może napić się wieczorem z nimi. W końcu to nasze</p>

<p>gospodynie, dbają o nas, trzeba je jakoś uhonorować. Zaproszenie przyjęły z</p>

<p>zadowoleniem, trochę tylko krępowały się tym kawiorem, bo uchodzi za drogi</p>

<p>rarytas.</p>

<p>– U nas to się nazywa „carska kolacja”. Tylko nie kupujcie tu – zastrzegła</p>

<p>młodsza.</p>

<p>– Jak zamkniemy sklepiki, to podejdziemy trochę dalej, ja zaprowadzę, tam jest</p>

<p>taki duży market. Taniej i wybór dużo większy. Tak gdzieś o 18, dobrze?</p>

<p>I tak zrobiliśmy. Spacerkiem przeszliśmy sobie do supermarketu takimi</p>

<p>skrótami, że w pojedynkę pewnie bym się nie odważył. Nabyłem bułeczki, masełko,</p>

<p>jakieś piwko, papieroski, KAWIOR, butelkę dobrej wódki (którą nieśmiało</p>

<p>proponowała Młodsza, chyba ze względu na cenę). Wracając, postanowiliśmy</p>

<p>podjechać te dwa przystanki tramwajem. Na przystanku siedziała kobieta, trzymała</p>

<p>papierosa jak prawdziwa dama. Umalowana, uczesana, tylko alkoholu nadużyła za</p>

<p>dużo. Ludzi zagadywała, wydając z siebie takie dźwięki, że bez tłumacza nie</p>

<p>pojmiesz:</p>

<p>19</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>– Eeeee aaaaaa, buuuuuuaaaaa, da. – I bądź tu człowieku mądry, czego ona</p>

<p>chce.</p>

<p>Na wprost niej siedział mężczyzna, elegancki, w drogiej koszuli, w ręku trzymał</p>

<p>butelkę wódki. To były całe jego zakupy. Kiedy wzrok zawodzącej kobiety skierował</p>

<p>się na niego, podniósł flaszkę, pomachał nią przed jej nosem i zapytał:</p>

<p>– Wodki popijosz? – Dawno nie widziałem takiego szczęścia w czyichś oczach,</p>

<p>aż zaniemówiła. Ale minęło kilka minut, dotarło do niej, że facet robi sobie z niej</p>

<p>jaja, i dopiero się zaczęło...:</p>

<p>– O ty durak, buuuuaaaaa, da...ooooooaaaaaa...</p>

<p>Akurat przyjechał tramwaj, więc nie widziałem finału.</p>

<p>Zasiedliśmy w pokoju pełniącym funkcję jadalni, dziewczyny nakryły stół,</p>

<p>zmroziły wódeczkę, bo na dworze było około 40 stopni. Spojrzałem na butelkę, na te</p>

<p>drobne kobiety i zaproponowałem, że wyskoczę jeszcze do sklepu obok, wezmę jakiś</p>

<p>sok, colę....</p>

<p>– A po co? Wam się chce Coca-coli? – zdziwiła się młodsza.</p>

<p>– Nie, to dla was – odpowiadam, mając przed oczami nasze damy wymyślające</p>

<p>drineczka z sokiem takim a takim, no może ewentualnie z colą, a może w ogóle</p>

<p>jeszcze coś innego, byle nie czystą...</p>

<p>– A nieeeeee... – Zaczęła się śmiać. – Mineralna jest, jakby co!</p>

<p>W miłej i przyjacielskiej atmosferze posiedzieliśmy sobie do bardzo późnego</p>

<p>wieczora i powiem szczerze, kobiety dotrzymywały mi pola. W międzyczasie pojawił</p>

<p>się jeden z moich podopiecznych i był nieco zdziwiony. W końcu wszystko się</p>

<p>pokończyło, a upał i zmęczenie też zrobiły swoje. Starsza pożegnała się i poszła do</p>

<p>siebie piętro wyżej, ale młodsza mieszkała kilka ulic dalej. Mąż był na nocnej</p>

<p>zmianie, a w mieszkaniu tylko teściowa ze swoją córką. Przyjechały ze wsi spod</p>

<p>Nikołajewska posiedzieć młodym trochę na głowie. O teściowej słyszałem, że też za</p>

<p>kołnierz nie wylewa, tylko z gotówką problemy. O tej porze śpi już na pewno, więc</p>

<p>my, jako dżentelmeni, zadecydowaliśmy szarmancko, że odprowadzamy młodszą do</p>

<p>20</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>domu. Zgodziła się chętnie i prowadziła nas tak, że akurat po drodze zahaczyliśmy o</p>

<p>sklep monopolowy. Zza żelaznej kraty, przez mały otwór nabyliśmy jeszcze kilka</p>

<p>butli (chyba 1,5l) piwa. W domu teściowa i córka owszem spały już, ale kiedy w</p>

<p>mieszkaniu pojawili się goście wraz z piwem, momentalnie w szlafrokach zasiadły za</p>

<p>zastawionym stołem. W kieszeni miałem jeszcze paczkę mołdawskich papierosów</p>

<p>bez filtra, którymi można się było raczej najeść, niż napalić (kupiłem z ciekawości), i</p>

<p>darowując je Wali-teściowej, sprawiłem jej ogromną przyjemność.</p>

<p>Długo jeszcze słyszałem, jak to Wali podobało się u synowej. W nocy przyjdą,</p>

<p>piwka i papierosków przyniosą. Raj w tej Odessie!</p>

<p>21</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p><strong>PO ŻELAZNEJ DRODZE</strong></p>

<p>Bardzo lubię ukraińskie pociągi. We wszystkich krajach dawnego Związku</p>

<p>Radzieckiego kolej chyba pozostała niezmieniona. Szerokie tory, wielkie, wysokie</p>

<p>przestronne wagony, wysuwane schodki i poręcze wycierane przez obsługę na</p>

<p>każdym postoju, żeby przypadkiem pasażer się nie zmęczył i nie pobrudził. (Mam tu</p>

<p>na myśli tylko pociągi dalekobieżne, bo takie kursujące na krótszych trasach</p>

<p>nazywane są „elektriczką”.) Pociągi są dłuuugie i często ciągną je dwie lokomotywy.</p>

<p>Na każdy wagon przepada jeden opiekun-prowadnik, ale przeważnie to prowadnica,</p>

<p>czyli kobieta. Do jej obowiązków należy kontrola i opieka nad pasażerem, wpuszcza</p>

<p>go do wagonu (bo bez biletu do tego pociągu nikt nie wsiądzie, no chyba że osoba</p>

<p>odprowadzająca, ale też tylko za zgodą prowadnika), wydaje pościel, robi herbatę</p>

<p>albo kawę, u niej często znajduje się mini bufecik, gdzie podróżny zaopatrzy się w</p>

<p>jakieś przekąski, ciasteczka, wafelki, czekoladki, piwko, a czasami podobno nawet</p>

<p>coś mocniejszego... Jest to taki konduktor-opiekun, postać bardzo ważna dla pasażera</p>

<p>w trakcie jego podróży. Prowadnik jest oczywiście umundurowany, więc</p>

<p>odpowiedzialny jak urzędnik na służbie.</p>

<p>Nie ma pierwszej i drugiej klasy. Najtańsza i najpopularniejsza to plackarta.</p>

<p>Wagony otwarte, bez przedziałów z miejscami leżącymi. Wzdłuż korytarza wnęki z</p>

<p>czterema kuszetkami, dwie na dole, dwie na górze i pod oknem naprzeciwko również</p>

<p>dwa miejsca, oczywiście leżące. Lepsze wagony to kupe, czyli normalny przedział z</p>

<p>czterema miejscami do spania. W każdym wagonie znajduje się samowar, a w zimie</p>

<p>prowadnik pali w piecu umieszczonym w korytarzu przy przejściu za toaletami. Na</p>

<p>dalszych i poważniejszych trasach, czyli między dużymi miastami, ważnymi,</p>

<p>stolicami, kurortami itp. bywają też wagony LUX. Nie we wszystkich pociągach</p>

<p>podczepiony jest wagon restauracyjny i pozostaje nam ratować się na postojach lub u</p>

<p>prowadnicy.</p>

<p>22</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>Ludzie są przyzwyczajeni do kilkunastogodzinnych i dłuższych podróży. W</p>

<p>pociągach przebierają się w kapcie, dresy, po domowemu, śpią, rozmawiają, ale tak</p>

<p>po cichu, żeby nikomu nie przeszkadzać. Jedzą, a jeśli piją, to też bardzo spokojnie i</p>

<p>nieuciążliwie dla otoczenia. Problem bywa tylko z paleniem. Do niedawna w każdym</p>

<p>pociągu, w przejściu między wagonami, znajdowały się popielniczki, a teraz</p>

<p>obowiązuje oficjalny zakaz. I pasażerowie... palą dalej, prowadnice rozumieją</p>

<p>problem, nic nie mówią albo ostrzegają, bo to jednak przepis i mandat można dostać.</p>

<p>A ponieważ na Ukrainie większość ludzi wciąż pali, więc faktycznie stanowi to</p>

<p>problem. Naród zmuszony jest łamać przepisy i łamie, bo kto wytrzyma kilkanaście</p>

<p>godzin bez dymka?</p>

<p>Podróżując często ukraińskimi pociągami, widziałem już niejedno, prowadziłem</p>

<p>wiele rozmów, poznałem naprawdę dużo ciekawych ludzi, cały przekrój</p>

<p>społeczeństwa. Rozmowy o polityce, o świecie, o wszystkim i o niczym, jak to</p>

<p>zwykle w podróży.</p>

<p>Wsiadam we Lwowie. Pociąg już podstawiony, ja jadę do Z, ale pociąg jedzie</p>

<p>dalej, aż do Symferopola, czyli na Krym. Lwów-Symferopol, skład elegancki,</p>

<p>czyściutki, wagon restauracyjny. Prowadnica ładna, młoda dziewczyna sprawdza</p>

<p>bilet i kieruje mnie na moje miejsce. Jadę plackartą, miejsce nieciekawe pod oknem,</p>

<p>dolne na korytarzu, czyli nie we wnęce z kuszetkami. Nade mną też ktoś będzie spał,</p>

<p>ale to nieistotne, ważne, że mam bilet i jadę, zależało mi bardzo, żeby pojechać</p>

<p>akurat tym pociągiem i dotrzeć na czas. Chowam bagaż, zajmuję miejsce. W kuszetce</p>

<p>na wprost mnie jakiś wąsaty facet, brunet w średnim wieku, rozkłada pościel i układa</p>

<p>się do spania. Obok dwóch młodych ludzi, jeden z dziesięcioletnią córką, również</p>

<p>ścielą kuszetki. Pociąg odjeżdża o 9.47 rano, a oni idą spać? Ja mam za sobą noc w</p>

<p>podróży, ale mimo wszystko nie usnąłbym. Pasażerów w wagonie niewielu. Wąsaty</p>

<p>brunet już chrapie, obok chłopaki jeszcze rozmawiają, a córka leży i naprawdę śpi.</p>

<p>Za chwilę jeden z nich również wdrapuje się na swoją kuszetkę i szybko zasypia,</p>

<p>drugi gdzieś wychodzi. Siedzę i myślę. Jak zawsze jestem pod wrażeniem</p>

<p>23</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>lwowskiego dworca. Piękny. Pamiętam go z opowieści dziadków. Zawsze słyszałem,</p>

<p>jaki to był wspaniały dworzec... W czasach sowieckich jak wszystko podupadł, ale</p>

<p>teraz po remoncie wrócił do świetności. Piękne sztukaterie, sufity, kamieniami</p>

<p>wyłożone ściany i podłogi... A przede mną jeszcze jakieś 20 godzin jazdy.</p>

<p>Zastanawiam się, co robić. Kilka godzin na pewno pośpię, ale póki co? Pomału</p>

<p>dosiadają się pasażerowie. Zajmują miejsca, przebierają się... wszyscy po domowemu</p>

<p>.Widzę mężczyznę w eleganckim garniturze, wychodzi do toalety, a wraca w dresiku</p>

<p>i w kapciach, nie do rozpoznania. Korytarzem przechodzi dziewczyna z wagonu</p>

<p>restauracyjnego, pcha wózek. Piwo, czipsy, orzeszki, słodycze. Myślę, napiję się</p>

<p>piwka, może dwóch, trzech i spać pójdę, czas jakoś zleci. Wybieram piwko, płacę,</p>

<p>ładna dziewczyna w białej bluzeczce i czarnych spodniach pięknie się uśmiecha i</p>

<p>podaje mi butelkę. Już odchodzi, ale piwo dostałem nieotwarte. Może zapomniała,</p>

<p>może ma otwieracz, więc proszę ją o pomoc. Z pięknym uśmiechem wraca do mnie,</p>

<p>bierze butelkę i szybkim uderzeniem o obręcz okna otwiera, kapsel spada gdzieś na</p>

<p>podłogę, a ona podaje mi piwko, jeszcze raz błyska zębami w uśmiechu i znika.</p>

<p>Sączę napój chmielowy pomału. Następna większa stacja – Tarnopol. Wsiada dużo</p>

<p>ludzi. Na wprost mnie lokuje się małżeństwo. Zaczyna się krzątanina, na stole ląduje</p>

<p>pieczona kura, worek kiełbasy, słodycze, termosy, napoje i oczywiście butelka</p>

<p>wódki. Ponieważ Wąsal na wprost nich cały czas śpi, spoglądają na mnie i</p>

<p>zapraszają.</p>

<p>– Dawaj do nas!</p>

<p>Trochę mi głupio, ale nie ustępują, więc się dosiadam z moją marną buteleczką</p>

<p>piwka.</p>

<p>– Wasyl – przedstawia się mężczyzna i wyciąga rękę – a to moja żona, jedziemy</p>

<p>do mojej siostry na Krym na 60 urodziny. – Nalewa mi kieliszek i częstuje</p>

<p>wszystkim, co na stole. Nie mam prawa odmówić, byłby to straszny nietakt.</p>

<p>– Po ukraińsku rozumiesz?</p>

<p>– Tak, bez problemu.</p>

<p>24</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>Wypijamy buteleczkę. Najadłem się już świeżych domowych wyrobów, pora</p>

<p>odpocząć. Wraca jeden z braci, był w wagonie restauracyjnym. Nawiązujemy</p>

<p>rozmowę, okazuje się, że to Lwowiak, a brat, który zasnął, mieszka na Krymie. Udają</p>

<p>się do Jałty do pracy, a córka, gdy się dowiedziała, że jest możliwość pojechać nad</p>

<p>Morze Czarne, uparła się i nie odpuściła. Nie było wyboru, musieli ją zabrać. Igor, bo</p>

<p>tak ma na imię mój nowy kolega, chce ze mną rozmawiać po polsku. Rozumie</p>

<p>wszystko, mówi też bez akcentu, ale brakuje mu słów. W międzyczasie budzą się</p>

<p>Wąsal i rodzina Igora. Zaczyna się robić coraz ciekawiej i przyjemniej. Biesiada</p>

<p>podróżna. Dosiada się współpasażerka, zajmuje miejsce nade mną. Bardzo ładna</p>

<p>młoda dziewczyna. Sportsmenka, jedzie na urlop do domu, z miasta, którego barwy</p>

<p>reprezentuje w klubie sportowym. Jedzie tak jak ja do Z, więc dogadujemy się, że</p>

<p>gdybym przysnął, to dopilnuje i mnie obudzi, żebym nie zajechał na Krym, co byłoby</p>

<p>wielce prawdopodobne, bo nie spałem już prawie dwie noce, a impreza się rozkręca.</p>

<p>Wasyl z Wąsalem popijają i nas z Igorem też ugaszczają. Przypominam sobie, że</p>

<p>mam w torbie czekoladowe cukierki, zdążyłem kupić we Lwowie na bazarze, bardzo</p>

<p>smaczne i na warunki ukraińskie dość drogie – towar wręcz luksusowy. Wyciągam</p>

<p>je, częstuję, ale za wyjątkiem córki Igora, która z zachwytem się za nie zabiera,</p>

<p>wśród innych nie cieszą się zainteresowaniem. Biesiadnicy wolą coś konkretnego pod</p>

<p>butelkę, a sportsmenka odmawia, bo dieta. Alkoholu zresztą też nie tyka, ale nie</p>

<p>przeszkadza jej i jak wszyscy pozostali współpasażerowie wykazuje się</p>

<p>zrozumieniem sytuacji. Nikogo zresztą nic nie gorszy, prowadnica też spogląda</p>

<p>wyrozumiale. Przyzwyczajona pewnie do rozmaitych podróżnych. Po korytarzu</p>

<p>kursuje dziewczyna z wagonu restauracyjnego ze swoim wózeczkiem. Też już</p>

<p>zaprzyjaźniła się z nami. Wąsal okazuje się lekarzem wojskowym. Bardzo</p>

<p>sympatyczny, mówi tylko po rosyjsku. Rozmowa toczy się więc w trzech językach,</p>

<p>bo Igor cały czas upiera się szlifować swój polski. Podróż mija szybko i przyjemnie.</p>

<p>Za długo siedzimy, pora już obiadowa, postanawiamy z braćmi przespacerować się</p>

<p>trochę. Dochodzimy do wagonu restauracyjnego. Tu wita nas uśmiechem nasza</p>

<p>25</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>znajoma, ta, która chodzi z wózkiem po korytarzu. Wagon bardzo przyzwoity, białe</p>

<p>obrusy, ceny przystępne. Do obiadu najpierw Igor, a potem jego brat przynoszą po</p>

<p>karafce. Wódkę zamawia się tu na gramy, to znaczy można wziąć 100, 200, 300 itd.</p>

<p>Podaje się zamówioną gramaturę w karafce a do tego stawia odpowiednią ilość</p>

<p>kieliszków. Panie z baru również zaprzyjaźniają się z nami.</p>

<p>Wracamy na nasze miejsca. Zabrakło im napitku. Siedzą spokojnie i rozmawiają</p>

<p>o wszystkim i o niczym. Dokupują po piwku, bo akurat pojawia się koleżanka z</p>

<p>wózkiem. Myślę sobie – taka fajna dziewczyna, Ukrainka, i znalazła pracę w</p>

<p>WARSIE, udało się jej. Po chwili dopiero dociera do mnie, że jestem na Ukrainie i to</p>

<p>raczej nic dziwnego, że w ukraińskim pociągu pracują Ukrainki. Oho! Trzeba</p>

<p>zbastować z tym alkoholem! Zatrzymujemy się na jakiejś stacji. Postój trochę</p>

<p>dłuższy. Wychodzimy na peron, jak zresztą wielu pasażerów. Ze wszystkich stron</p>

<p>zjawiają się nagle sprzedawcy z wózkami: pierożki, piwo, ryba, wszystko co może</p>

<p>być potrzebne w podróży. Zaczynają się zakupy. Sam planuję coś kupić, ale nie</p>

<p>bardzo daję sobie radę z targowaniem, nie czuję się w tym mocny. Daję 50 hrywien</p>

<p>Igorowi, ten wymawia się, ale w końcu chowa do kieszeni i przystępuje do akcji,</p>

<p>zaczynając ostrą polemikę z jedną z babuszek. Widzę, jak nasz Wąsal doktor chowa</p>

<p>już butelkę wódki do kieszeni. Igor też się dogadał, bo wraca już do wagonu z</p>

<p>gorzałką i chyba metrową wędzoną rybą nieznanego mi gatunku. Ruszamy w drogę.</p>

<p>Zakupy na stole, ryba fachowo pokrojona w dzwonki, całkiem smaczna. Oczywiście</p>

<p>odwiedzamy jeszcze raz wagon restauracyjny. Tu nasza znajoma od wózka wciska</p>

<p>mi butelkę koniaku, cena i tak dużo niższa niż w naszym sklepie, więc się decyduję.</p>

<p>Szybko na stole lądują kieliszki i ku mojemu zdziwieniu do mojego koniaku</p>

<p>zasiadają również szefowa restauracji i jeszcze jakaś kobieta w fartuchu, chyba</p>

<p>pracownica. Oczywiście nasza koleżanka wózkarka też. Butelka na długo nie starcza,</p>

<p>bo kobiety pociągają szybko, nie mają czasu na posiedzenia, są przecież w pracy.</p>

<p>Jedynie Igor nie próbuje, twierdzi, że na koniak jest za młody. Wreszcie zapada</p>

<p>wieczór, przygaszają światła, pasażerowie już śpią. My też zapadamy w drzemkę.</p>

<p>26</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>Zmęczenie i procenty. Po jakimś czasie otwieram oczy. Wszyscy chrapią na</p>

<p>siedząco, jedynie Igor na wprost mnie nie śpi i ma bardzo przerażoną minę.</p>

<p>– Co się stało? – pytam</p>

<p>– Pociąg jedzie w drugą stronę, przedtem siedziałem przodem do kierunku</p>

<p>jazdy, teraz tyłem... – Widać po nim widać, że nie może zrozumieć, jak to możliwe i</p>

<p>co się stało. Ale jednak zauważył, znaczy nie był aż tak pijany.</p>

<p>– I co? Myślisz, że nas porwali? Albo zamienili pociągi? – żartuję.</p>

<p>– Nieznaju! – odpowiada. I duma.</p>

<p>– Pośpijmy – mówię i siadam na swojej kuszetce. On też wdrapuje się na swoją.</p>

<p>Budzi mnie światło. Nade mną stoi moja sąsiadka Sportsmenka i już pakuje</p>

<p>torbę.</p>

<p>– No i dojechaliśmy, zaraz będzie Z – mówi do mnie. – A pan nic nie pospał,</p>

<p>tak tylko na siedząco trochę. – Widać, że się martwi, tam są bardzo dobre i</p>

<p>wyrozumiałe kobiety.</p>

<p>Rozmawiamy jeszcze chwilkę, 4 rano, dojeżdżamy, pomagam jej wypakować</p>

<p>bagaż. Jedynie Igor złazi ze swojej pryczy i podaje mi rękę na do widzenia. Cała</p>

<p>reszta towarzystwa śpi snem sprawiedliwych. Sportsmenkę odbiera mama, mówimy</p>

<p>sobie „spasiba i dasfidania” i każdy rusza w swoją stronę. Tak minęło prawie</p>

<p>niespostrzeżenie 20 godzin jazdy. Ja muszę jeszcze zaczekać na dworcu około</p>

<p>godzinki, zanim ktoś mnie odbierze, tak się umówiliśmy. Znajduję toaletę dworcową,</p>

<p>ale nie mogę skorzystać, bo akurat panie myją podłogę i mnie przeganiają. Idę więc</p>

<p>do damskiej i nikogo to nie dziwi. Przypominam sobie ten rosyjski dowcip, jak to</p>

<p>facet musiał, tak jak ja w tej chwili, skorzystać z damskiej toalety. Stoi z rozpiętym</p>

<p>rozporkiem, a wpada ktoś z obsługi i krzyczy: „Towarzyszu, to dla kobiet!”, a on się</p>

<p>odwraca z tym rozpiętym rozporkiem i pyta: „A co? A to nie dla kobiet?”. Zaczekam</p>

<p>na dworcu. Na każdym znajdują się poczekalnie i przynajmniej jeden bar. Jest też</p>

<p>tzw. „poczekalnia o podwyższonym standardzie”, gdzie płaci się za wstęp lub za</p>

<p>każdą godzinę oczekiwania. Tam są wygodne fotele, w zimie zawsze jest ciepło, gra</p>

<p>27</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>telewizor, ochrona. Można nawet spokojnie i bezpiecznie się przespać. W poczekalni</p>

<p>spotykam współpasażerów. Ojciec i syn, nie brali udziału w naszej biesiadzie, ale na</p>

<p>korytarzu kilka razy rozmawialiśmy. W Z. mieli się przesiadać. Dołączają do mnie i</p>

<p>widać, że coś ich gnębi.</p>

<p>– Zabrakło nam na bilet, nie wiedzieliśmy, że ceny podnieśli. Trzy ruble – mówi</p>

<p>ojciec. Często ludzie pamiętający Związek Radziecki na hrywnę mówią rubel. Przez</p>

<p>sentyment chyba. Wychodzę do kiosku, kupuję papierosy, po to tylko żeby rozmienić</p>

<p>pieniądze, i wręczam im 5 hrywien oraz kilka papierosów. Nie dowierzają, są</p>

<p>zdziwieni.</p>

<p>– Hwatit? – pytam</p>

<p>– Hwatit, hwatit. – Obściskują mnie i biegną do kasy.</p>

<p>Niedawno opowiadał mi kolega ze wschodniej Polski, jak to jego ojciec</p>

<p>postanowił spędzić urlop na Krymie. Znajomi zawieźli go do Lwowa, kupili bilety i</p>

<p>wsadzili do pociągu (chyba tej samej relacji, czyli Lwów-Symferopol). Miał</p>

<p>mnóstwo obaw, jak to będzie. Ktoś mu doradził:</p>

<p>– Daj konduktorowi 100-150 hrywien, żeby się tobą zajął, zadbał o czystą</p>

<p>pościel itp.</p>

<p>Próbował dać, ale ten nie wziął. I tak wszystko było w porządku. Opowiadał</p>

<p>potem:</p>

<p>– Przyjechał długi pociąg, dwie lokomotywy i pociągnął, wszystko było super!</p>

<p>Podobno też odbyła się imprezka, zapraszali go, bał się, ale w końcu się</p>

<p>przełamał. Od tej pory jest wielkim propagatorem spędzania urlopu na Ukrainie. Czy</p>

<p>to Morze Czarne, Krym czy Karpaty.</p>

<p>Nie zawsze jednak bywa tak przyjemnie...</p>

<p>Zmęczony wsiadam, prowadnicy (bo to pociąg dalekobieżny i jest ich dwoje –</p>

<p>mężczyzna i kobieta, jadą długo i zmieniają się w obowiązkach co kilka godzin)</p>

<p>28</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>wskazują mi miejsce, tym razem droższe kupe. Mam górną kuszetkę. Nie spałem</p>

<p>długo, więc pokręciłem się trochę i kładę się na łóżko. Wagon prawie pusty, a w</p>

<p>moim kupe jeszcze nikogo. Zmęczenie bierze górę i zasypiam. Budzę się z bólem</p>

<p>głowy i dziwnym smakiem w ustach. Godzina chyba 16, więc przespałem jakieś 6-7</p>

<p>godzin. Coś jest nie tak. Sięgam do kieszeni wewnętrznej, nie ma karty kredytowej.</p>

<p>Zgodnie z zasadami dokumenty i gotówkę porozkładałem po różnych kieszeniach...</p>

<p>paszport jest, pieniądze, portfel w kieszeniach spodni też... brak tylko karty... Trzeba</p>

<p>zgłosić, żeby nie było potem problemów. Idę do prowadników. Opowiadam</p>

<p>wszystko. Twierdzą, że właściwie nikogo obcego nie zauważyli w wagonie, ale mógł</p>

<p>ktoś przechodzić. Przecież to złodziej pilnuje ofiary. Po moich objawach, tj. bólu</p>

<p>głowy i niesmaku w ustach, stwierdzają, że najprawdopodobniej dostałem „balonik”.</p>

<p>To znaczy śpiącemu przykłada się do nosa jakiś środek „mocniej” usypiający,</p>

<p>najczęściej właśnie w baloniku. Prowadnicy wzywają przez radio milicję. Na</p>

<p>najbliższej stacji ma ktoś się zgłosić. Nie dowierzam, ale faktycznie na peronie już</p>

<p>czekają. Dwóch oficerów operacyjnych-operatiwniki, jeden w cywilu, drugi</p>

<p>umundurowany. Jeden młody, postawny, drugi trochę starszy, obaj w drogich</p>

<p>skórzanych kurtkach. Wzbudzają zaufanie, ale też respekt. Zaczynają przesłuchiwać</p>

<p>mnie i prowadników, obszukują wagon. Pociąg rusza, a oni jadą z nami. Wynajdują</p>

<p>jakiegoś pana zalanego w trupa, który podobno kręcił się między przedziałami i ku</p>

<p>mojemu zdziwieniu dokładnie go rewidują. Kazali mu się rozebrać do majtek...</p>

<p>Wygląda podejrzanie i nieciekawie, ale on raczej nie ma z tym nic wspólnego.</p>

<p>Dzwonią ciągle telefony. Operatiwniki do kogoś, ktoś do nich. Okazuje się, że na</p>

<p>moją kartę, ktoś już kupił telewizor plazmowy. Jak to ustali, nie wiem, ale potrzebuję</p>

<p>już zaświadczenie o kradzieży do banku. Wypełniam dokumenty, podpisuję, młodszy</p>

<p>z oficerów informuje mnie, że w tej chwili to podpada już pod „sprawę kryminalną” i</p>

<p>ktoś tam zacznie to jutro prowadzić. Ja dostanę wszystkie dokumenty na adres</p>

<p>domowy do Polski. Mam prawo potem domagać się odszkodowania od ukraińskich</p>

<p>kolei i takie tam... Właściwie to wymuszam na nim, żeby wystawił od ręki jakieś</p>

<p>29</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>zaświadczenie. W końcu wystawił i bogu dzięki, bo informacja i dokumenty do</p>

<p>Polski do dnia dzisiejszego nie dotarły. Widocznie jeszcze prowadzą to kryminalne</p>

<p>śledztwo. Na odchodne młodszy oficer wyraża swój żal i ubolewanie, że tak się stało,</p>

<p>mówi, że Ukraina nie jest wcale taka zła itp. Ma rację. Właściwie to przecież mogło</p>

<p>się zdarzyć wszędzie, kradzieże w pociągach to nic niezwykłego. To była moja wina,</p>

<p>nie powinienem zasypiać w pustym przedziale. Ale trudno, stało się. Do końca</p>

<p>podróży pozostałem pod czułą i serdeczną opieką prowadników Stiopy i Hałki, za co</p>

<p>im jestem ogromnie wdzięczny.</p>

<p>Prowadnice bywają bardzo różne, ale z reguły są sympatyczne. Nie raz</p>

<p>nawiązywałem rozmowy, zazwyczaj opowiadały, jak to ciężko żyć w takim kraju jak</p>

<p>Ukraina, ile zarabiają, o rodzinie, o znajomych. Mnie oczywiście wypytywały, co tu</p>

<p>robię, jak jest na zachodzie, bo Polska to dla nich już zachód. Jeżdżąc na tych samych</p>

<p>trasach, już się rozpoznajemy, witamy i pozdrawiamy niczym starzy znajomi.</p>

<p>Ostatnio wsiadam do wagonu, tym razem trafiam na mężczyznę. Też bardzo</p>

<p>przyjemny chłopak. Zostało jakieś 20 minut do odjazdu, to wychodzę jeszcze na</p>

<p>powietrze, na peron. Patrzę w lewo – sąsiedni wagon obsługuje znajoma. Pamiętam,</p>

<p>jak częstowałem ją polską kawą i herbatą, a ona mnie ciasteczkami. Zauważa mnie,</p>

<p>kłaniam się, podchodzi i zaprasza do siebie na herbatkę, gdy ruszymy. Potem patrzę</p>

<p>w prawo, a tu też znajoma. Ta znowu mieszka w Z. na ulicy Wrocławskiej, jej córka</p>

<p>pracuje w Niemczech, ostatnio, gdy wysiadałem, prosiła: ,,przekażcie ode mnie</p>

<p>polskiej ziemi pokłon”, a pochodzi zdaje się z Moskwy. Jako nałogowy palacz</p>

<p>problem z zakazem palenia doskonale rozumiała. Przed każdym dłuższym postojem</p>

<p>szła przez swój rewir i informowała palaczy, że zaraz będzie postój, tyle i tyle minut,</p>

<p>i można spokojnie wyskoczyć na peron na papierosa; albo nawet w nocy, że co</p>

<p>prawda to nie żadna stacja, ale pociąg będzie stał jakiś czas w polu, to otworzy drzwi</p>

<p>i w korytarzu pozwoli zapalić. Też mnie zauważa, witamy się:</p>

<p>– Zapraszam do mnie w gości wieczorkiem, herbatki się napijemy. – Ileci gdzieś</p>

<p>dalej wzdłuż wagonów.</p>

<p>30</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>Przy tylu zaproszeniach ta podróż też może szybko zlecieć. Nie korzystam</p>

<p>jednak. Zapadam się w kuszetkę z ciekawą książką i czas jakoś mija. Drugiego dnia</p>

<p>rano, jakąś godzinę przed przyjazdem do stacji docelowej, nagle w korytarzu pojawia</p>

<p>się ta z prawego wagonu. Teraz to się dopiero ze mną wita! Łapie i ściska za szyję,</p>

<p>obejmuje...</p>

<p>– A dlaczego w gości nie przyszedł? Wstydził się ? – pyta z uśmiechem.</p>

<p>Tłumaczę się chyba chorobą czy bólem nerek, życzy mi zdrowia i rozstajemy</p>

<p>się. Niedługo znów się spotkamy, bo na tej trasie podróżuję często.</p>

<p>Lubię patrzeć przez okno "pędzącego" pociągu. Ukraina jest piękna, duża i</p>

<p>oferuje widoki zróżnicowane, zależnie od okolic. Pagórki, lasy to za Lwowem.</p>

<p>Karpaty i step. Wielkie przestrzenie. Czasami nie widać nic na horyzoncie.</p>

<p>Miasteczka i wioski. Maszerujące stada kaczek i gęsi. Na wszystkich mijanych</p>

<p>stacyjkach ludzie z towarem próbują coś sprzedać. Raz mijaliśmy miejscowość, w</p>

<p>której chyba musiała być fabryka zabawek, bo wszystkie stragany zawalone były</p>

<p>pluszakami wszelkich rozmiarów. Niektóre większe od samych sprzedających.</p>

<p>Czytam napisy na mijanych dworcach, staram się zawsze skojarzyć, czy wiem coś o</p>

<p>danym miejscu.</p>

<p>Tarnopol,o wiadomo, masa repatriantów, dawne polskie województwo itp.</p>

<p>Winnica, kwatera Hitlera na wschodnim froncie, teren działania agenta</p>

<p>sowieckiego Kuźniecowa, tu Hans Kloss przebierał się w mundur niemieckiego</p>

<p>porucznika i szerzył dywersję.</p>

<p>Szewczenko to chyba od nazwiska poety Tarasa Szewczenki...</p>

<p>Ot, takie ćwiczenia pamięci i szarych komórek...</p>

<p>Zaporoże też łatwe, kozacy, Chmielnicki, „Ogniem i mieczem”... Ciekawa tu</p>

<p>wszędzie historia, wiążąca się z Polską, z sowietami i nie tylko... Czego ta ziemia nie</p>

<p>widziała: Tatarów, Turków, kozaków, Połowców, zbrojne chorągwie</p>

<p>Rzeczypospolitej, pancerne zagony niemieckie i sowieckie, partyzantów polskich,</p>

<p>31</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>sowieckich, rezunów UPA. Można tak wymieniać bez końca. Powstało o tym wiele</p>

<p>książek, filmów, opracowań i prac naukowych.</p>

<p>W ślimaczym tempie przejeżdżamy przez jakąś mieścinkę. Już niedaleko do</p>

<p>Lwowa. Odsuwam zasłonkę i tłumaczę nazwę na polski, Zadwórze. Kojarzę taką</p>

<p>pieśń „Kwiaty Zadwórza, czy pamiętacie” i dalej szło „Termopile, polskie Termopile,</p>

<p>to ofiara młodej polskiej krwi, pod kurhanem we wspólnej mogile wolna Polska</p>

<p>harcerzom się śni”. Tak, to musi być tu. Miejsce bitwy z bolszewikami. „Wyszło ich</p>

<p>ze Lwowa ponad trzystu, by zatrzymać Konnej Armii trzon, obronić Polskę od</p>

<p>bolszewizmu....” i jakoś dalej. I rzeczywiście. Zaraz stacją rzędy niskich wojskowych</p>

<p>białych krzyży i jeden wysoki. Cmentarzyk. Wszystko odnowione, wysprzątane i</p>

<p>zadbane.</p>

<p>Zadwórze było traktowane jak dalekie strategiczne przedpole Lwowa. Podczas</p>

<p>wojny polsko-bolszewickiej, kiedy Konarmia Siemiona Budionnego zbliżała się do</p>

<p>miasta w celu opóźnienia jej marszu, wyruszył oddział 330 Obrońców Lwowa ze</p>

<p>zgrupowania rotmistrza Romana Abrahama – młodzi ludzi, ochotnicy, często jeszcze</p>

<p>uczniowie, harcerzy, Orlęta Lwowskie, w tym wiele dziewcząt. Dowodził kapitan</p>

<p>Bolesław Zajączkowski. Przemieszczali się wzdłuż linii kolejowej. Znienacka zostali</p>

<p>ostrzelani z broni maszynowej, od strony Zadwórza zajętego już przez bolszewików.</p>

<p>Polacy formują trzy tyraliery i nacierają. Obok stacji stoją sowieckie działa.</p>

<p>Porucznik Antoni Dawidowicz prowadzi pluton, chce je zdobyć. Wtedy z lasu</p>

<p>szarżuje sowiecka kawaleria. Polacy odpierają natarcie i kontratakują. W południe</p>

<p>zdobywają stację kolejową, która potem w wyniku zaciętych starć przechodzi z rąk</p>

<p>do rąk. Żołnierze polscy zajmują również pobliskie wzgórze. Odparto kilka szarż</p>

<p>bolszewików. Zaczyna brakować amunicji. Ze Lwowa nadlatują trzy polskie</p>

<p>samoloty. Atakują nieprzyjaciela bombami i ostrzałem z karabinów maszynowych.</p>

<p>Przybywają kolejne oddziały bolszewików i zacieśniają okrążenie. Polaków</p>

<p>ostrzeliwuje ciężka artyleria. Kończy się amunicja. W ruch idą szable, bagnety i</p>

<p>kolby. Ocalałych około 30 ludzi wraz z kapitanem Zajączkowskim próbuje przebić</p>

<p>32</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>się do pobliskiego lasu. Otoczeni w pobliżu budki dróżnika podejmują jeszcze walkę</p>

<p>na bagnety i kolby. Nie mają jednak szans. Sowieci wściekli dobijają ich szablami i</p>

<p>bagnetami. Aby uniknąć niewoli kpt. Zajączkowski i kilku żołnierzy popełniają</p>

<p>samobójstwo. Ginie 318 Lwowskich Orląt. Nieliczni trafiają do niewoli. Zwłoki są</p>

<p>obdarte z odzieży i ograbione. Strasznie zmasakrowane, nie ma możliwości</p>

<p>identyfikacji. Wśród poległych jest kawaler Krzyża Walecznych i Virtuti Militari</p>

<p>Konstanty Zarugiewicz, dziewiętnastoletni uczeń, obrońca Lwowa z 1918 roku. Jego</p>

<p>matka wybiera później trumnę ze szczątkami N.N, która następnie zostaje</p>

<p>umieszczona w Warszawie w Grobie Nieznanego Żołnierza. Wszystkich poległych</p>

<p>pochowano właśnie w pobliżu miejsca bitwy.</p>

<p>Być może ich ofiara nie poszła na marne. Może faktycznie opóźnili atak na</p>

<p>Lwów. Budionny 20 sierpnia odstępuje od swoich planów i kieruje się na pomoc</p>

<p>Tuchaczewskiemu w okolicach Warszawy. Pod Komarowem w pobliżu Zamościa</p>

<p>zostaje zatrzymany i całkowicie wycofuje się na wschód.</p>

<p>Tu co krok to historia. Ta najbliższa, czyli najbardziej bolesna. Wspomnienia</p>

<p>cudem ocalałych, w porę ostrzeżonych, często przez sąsiadów Ukraińców, ludzi,</p>

<p>którzy wymknęli się mordercom UPA. Mógłbym przytoczyć setki przykładów.</p>

<p>Czystki etniczne. Zbyt to brutalne i bolesne, aby tu o tym teraz pisać, ale trzeba</p>

<p>pamiętać. Jesteśmy im to winni. Zwłaszcza teraz, kiedy zostali w imię jakiś wyższych</p>

<p>niezrozumiałych przyczyn, układów i potrzeb politycznych zapomniani, a wręcz stali</p>

<p>się niewygodni. Ich jedyną winą jest to, że zginęli z rąk „niewłaściwego” wroga,</p>

<p>gdyby zabiło ich NKWD, byliby „wymordowaną elitą polską”, a tak są tylko „naszą</p>

<p>trudną wspólną historią”... Podobnie traktuje się w pewnych kręgach konflikt i walki</p>

<p>polsko-ukraińskie z lat 1918-1919. Polska oficjalnie przeprosiła za „Akcję Wisła”</p>

<p>czy za Pawłokomlę. A czymś godnym pożałowania jest fakt, że prezydent Polski,</p>

<p>zaproszony na obchody rocznicy rzezi wołyńskiej przez rodziny pomordowanych,</p>

<p>odmawia, choć oficjalnie przyjmuje patronat nad odbywającym się w tym czasie w</p>

<p>Sopocie „Tygodniem kultury ukraińskiej”. Nie tędy droga. Podajmy choćby taki</p>

<p>33</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>przykład. Kobieta zamordowana przez banderowców. Gardło podcięte kosą i zwłoki</p>

<p>wrzucone do studni. W czasie I Wojny Światowej ta kobieta wraz z mężem, ludzie</p>

<p>bardzo zamożni, zaopatrywali Legiony Polskie w żywność i wiele innego</p>

<p>niezbędnego wyposażenia. Marszałek Piłsudski (tak hołubiony przez przedstawicieli</p>

<p>pewnej partii) niejednokrotnie wyrażał im wdzięczność za okazaną pomoc,</p>

<p>umożliwiając np. naukę ich dzieciom w elitarnych szkołach na koszt państwa. Dziś o</p>

<p>grób tej kobiety patriotki nikt z nich się nie upomni. A gdyby poświęcić choć jedną</p>

<p>tysięczną tej energii i zapału, jaką zużyto wobec ofiar Katynia... Ale po co? To my</p>

<p>tworzymy historię! Efekty takiej polityki, wprowadzania nowej wersji historii, już są</p>

<p>widoczne. Na popularnym portalu internetowym zobaczyć można takie zdarzenie.</p>

<p>Obrońcy krzyża pod Pałacem Prezydenckim protestują, jednocześnie wyrażają się</p>

<p>bardzo pogardliwie o ówczesnym rządzie polskim i oczywiście rosyjskim. W</p>

<p>pewnym momencie jedna z obrończyń zaczyna śpiewać „Pieśń obrońcy Lwowa”.</p>

<p>Śpiewa o Jurku Biczanie, poległym w 1918 roku w listopadzie w walkach o miasto,</p>

<p>nieletnim ochotniku. „Krzyżowcy” chyba jednak nie mają pojęcia lub wiedzieć nie</p>

<p>chcą o tym, że Jurek Biczan zginął w walkach z Ukraińcami. Jest tak jak w pieśni</p>

<p>Lecha Makowieckiego „Wołyń 1943”:</p>

<p><emphasis>Czy spamiętasz Panie świata</emphasis></p>

<p><emphasis>męczenników tych z Wołynia</emphasis></p>

<p><emphasis>umierali z myślą o tej, która nigdy nie zaginie</emphasis></p>

<p><emphasis>Polska o nich zapomniała, rozpłynęła się w oddali</emphasis></p>

<p><emphasis>Czasem drżąca ręka starca świeczkę jeszcze tu zapali</emphasis></p>

<p><emphasis>Porastają chwastem zgliszcza, groby toną w bujnej trawie</emphasis></p>

<p><emphasis>Jutro już nie będzie komu świeczki za nich tu postawić. </emphasis></p>

<p>Opamiętajcie się, panowie i panie politycy! Przecież na Ukrainie zbrodni</p>

<p>przeciw ludzkości nikt nie popiera! Może tylko jakaś marginalna część fanatyków,</p>

<p>ale tacy zdarzają się we wszystkich krajach. Upominając się o pamięć i prawa</p>

<p>34</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>swojego narodu, nie stracicie niczego w oczach Ukraińców !</p>

<p>Przeważnie wszystkie swoje eskapady po Ukrainie zaczynam we Lwowie. Stąd</p>

<p>łatwo i niedrogo można znaleźć połączenia ze wszystkimi miejscami dawnego</p>

<p>imperium. Wspaniały, przepiękny dworzec świadczący o wielkości, bogactwie i</p>

<p>znaczeniu miasta. Lwów to przecież stolicja Galicji. Mieszanka kultur,</p>

<p>wielonarodowościowość. Często nazywany Paryżem czy Rzymem wschodu</p>

<p>(Rzymem to dlatego, że również wznosi się na wzgórzach). Wiele o nim napisano,</p>

<p>toczą się cały czas dyskusje nad jego statusem historycznym, kulturowym,</p>

<p>narodowym. Ja przede wszystkim staram się go poznać po swojemu. Znam go od</p>

<p>dziecka z opowieści dziadków, sąsiadów, znajomych. Zawsze wspominali go z</p>

<p>zachwytem wręcz, czcili jako coś niepowtarzalnego, jedynego. Słyszało się też</p>

<p>ironiczne, złośliwe uwagi o lwowiakach typu „chlib, mliko, tajojki, lwowskie</p>

<p>chamstwo i prostactwo”, od ludzi pochodzących z innych stron naszego wspaniałego</p>

<p>kraju, ale być może powodowała nimi zazdrość, kompleksy. Łatwo to udowodnić, ale</p>

<p>nie czas i miejsce na to. A także nie ma najmniejszego sensu. W ich przypadku</p>

<p>postępujmy tak, jak śpiewali lwowskie batiary w jednej z licznych, cudownych</p>

<p>piosenek „a kto Lwowa nie szanuji naj nas w dupe pocałuji”.</p>

<p>Do lwowskich korzeni przyznaje się w tej chwili tylu obywateli, że jak to</p>

<p>policzył jeden naukowiec, miasto musiałoby przed wojną mieć około 6 milionów</p>

<p>mieszkańców. Bycie lwowiakiem chyba ich w jakiś sposób nobilituje. Łatwo to</p>

<p>wytłumaczyć. Lepiej jeśli przodkowie pochodzą z europejskiej metropolii, gdzie</p>

<p>rozwijała się wspaniale kultura, nauka, architektura, jeździły elektryczne tramwaje,</p>

<p>tętniło życie towarzyskie, ulica dyktowała style, modę, działały znane teatry,</p>

<p>kabarety, niż z zacofanej wsi ukraińskiej, gdzie o toalecie, nawet takiej drewnianej,</p>

<p>często nikt nie słyszał.</p>

<p>Osobiście spotkałem się z przypadkiem faceta pochodzącego z rodziny</p>

<p>niemającej pojęcia o czymś takim jak polskość we Lwowie – dla nich lwowianie byli</p>

<p>35</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>zawziętymi, wrednymi, zacofanymi, ewentualnie spolszczonymi Ukraińcami, którzy</p>

<p>z przyczyn materialnych kiedyś przeszli na katolicyzm (ale jednak te straszne geny</p>

<p>często biorą górę) – który pod wpływem swojej drugiej żony stał się prawdziwym</p>

<p>batiarem i piewcą polskości kresowej. Oczywiście rodzina jego teściowej była</p>

<p>najważniejszą, najbardziej popularną, wpływową i opiniotwórczą w Galicji. Wydała</p>

<p>najlepszych prawników, posiadała niezmierzone bogactwa m.in. szyby naftowe w</p>

<p>Borysławiu, o takich drobnostkach jak luksusowe automobile już nie wspominam.</p>

<p>Cały czas słyszy się od niego, jak to smakuje karp po lwowsku, jak wygląda lwowska</p>

<p>zastawa stołowa, jaki to w domu wisi piękny lwowski obraz... no i oczywiście, tu</p>

<p>muszę zacytować: „mieszkali przed wojną we Lwowie w polskiej dzielnicy”. Jakiś</p>

<p>czas temu wrzuciłem ten temat na jedno z for internetowych historycznych i do</p>

<p>dzisiaj amatorzy historii, zawodowi badacze i historycy oraz dawni mieszkańcy łamią</p>

<p>sobie głowę, gdzie znajdowała się dokładnie ta niby dzielnica polska. Koledzy z</p>

<p>pracy (kiedy akurat pracował, bo jak u serialowego Ferdka nie zawsze w tym kraju</p>

<p>jest praca dla ludzi z jego kwalifikacjami) mieli go za prawdziwego batiara. I na tym</p>

<p>poprzestańmy, bo to temat na inną opowieść, być może fantastyczną, i pole do popisu</p>

<p>dla psychologa lub psychiatry. Lwów więc do dzisiaj nobilituje i leczy kompleksy.</p>

<p>Prawdą jest, że w dawnym Lwowie jak w każdym dużym mieście istniał</p>

<p>również półświatek. Dziewczyny lekkich obyczajów, batiarka, kieszonkowcy,</p>

<p>mordercy, złodzieje i włamywacze dżentelmeni, kasiarze. Koloryt tego pięknie</p>

<p>oddają piosenki lwowskiej ulicy .Polecam: „Na Łyczakowskiej”, „Ballada o</p>

<p>Białoniu”, „Na Batorego” i wiele, wiele innych. Mówiono nawet, że we Lwowie to</p>

<p>tylko „kurwa i złodziej”. Taką scenkę opowiadał mi dziadek.</p>

<p>– Wysiadam na dworcu we Lwowie, a tam prostytutki na peronie dorwały</p>

<p>starego Żyda, zabrały mu kapelusz i grały nim jak piłką, podawały sobie, a on biedny</p>

<p>miotał się od jednej do drugiej, skakał z wyciągniętymi rękami, próbował złapać i</p>

<p>wołał: „aj, aj, aj, panie, oddajcie”.</p>

<p>A babcia opowiadała:</p>

<p>36</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>– Żyliśmy wszyscy razem, wspólnie. Miałam koleżanki Ukrainki i Żydówki.</p>

<p>Jako dzieciaki biegaliśmy na jakieś ceremonie i do cerkwi, i pod synagogę, oni</p>

<p>przychodzili do nas. Mieszkaliśmy niedaleko torów kolejowych, jeździł wtedy taki</p>

<p>pociąg międzynarodowy, bardzo drogi i elegancki, Lux Torpeda. Patrzyło się na</p>

<p>zegarek i leciało szybko na nasyp oglądać, jak przejeżdżał. „Chodźcie, zaraz będzie</p>

<p>Lux Torpeda!!!” A torpeda tylko przeleciała i tyle ją było widać.</p>

<p>Tamtego miasta już nie ma, ale Lwów nadal jest piękny i pasjonujący. Urokliwe</p>

<p>zaułki, zakamarki i uliczki. Udawał Paryż w radzieckiej wersji „Trzech</p>

<p>Muszkieterów”. Grała tam też Odessa, a Kamieniec Podolski znany nam z „Pana</p>

<p>Wołodyjowskiego” był twierdzą La Rochelle.</p>

<p>Wały Hetmańskie i opera. Przechodząc obok, zawsze przypomina mi się</p>

<p>sowiecki film propagandowy z 1939 roku. Tędy właśnie przejeżdżają radzieckie</p>

<p>oddziały wyzwolicieli, a tłumy mieszkańców wiwatują rozradowane, rzucając</p>

<p>bukiety kwiatów. Lektor sączy umiejętnie propagandowy tekst. Kolejna scena to</p>

<p>wiec pod pomnikiem Mickiewicza. Tu naród słucha uważnie i potakuje agitatorowi,</p>

<p>nauczycielowi nowego prawa i historii. „Mickiewicz-nacjonalista. W swoich</p>

<p>wierszach nawoływał do nienawiści do Ukraińców i Żydów. Te czasy już nigdy nie</p>

<p>powrócą”. Tłumy uśmiechniętych mężczyzn i kobiet z walizkami w rękach idą w</p>

<p>stronę dworca kolejowego – „bezrobotni lwowscy, a stanowili oni jedną trzecią</p>

<p>mieszkańców miasta, odjeżdżają do pracy na terenie Związku Radzieckiego” . Jak,</p>

<p>kogo i po co wywożono naprawdę ze Lwowa, wszyscy chyba dzisiaj dobrze wiedzą.</p>

<p>Następny film, jaki widziałem, to już 1944 rok i przemawiający na Rynku marszałek</p>

<p>Koniew. Do mieszkańców wtedy dotarło, że na zawsze pozostaną, jeśli chcą tu</p>

<p>mieszkać, obywatelami radzieckimi. Tak będzie, po to ich oswobodzono. O udziale</p>

<p>jednostek Armii Krajowej w walkach o Lwów – oczywiście ani słowa.</p>

<p>Niedaleko opery, po drugiej stronie ruchliwej ulicy znajduje się restauracyjka, a</p>

<p>właściwie lokal gastronomiczny, bo to określenie do tego typu przybytku bardziej</p>

<p>pasuje. Cztery sale, samoobsługa, można tu niedrogo i całkiem przyzwoicie zjeść</p>

<p>37</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>wszelkiego rodzaju dania, deserowe także, a co najważniejsze pokrzepić się</p>

<p>alkoholem. Często tu przesiaduję, zabijam czas. Bywa tu cały przekrój mieszkańców</p>

<p>miasta, bo turyści raczej w takie miejsca nie zaglądają. Wpadają ludzie interesu w</p>

<p>eleganckich garniturach z wiecznie dzwoniącymi telefonami i babuszki w chustkach</p>

<p>na talerzyk barszczu. Młodzież świętująca urodziny przy butelce szampana,</p>

<p>wręczająca młodemu jubilatowi prezenty, czy pary tak po prostu tylko na obiad.</p>

<p>Bardzo często do każdego posiłku zauważam kieliszki i obowiązkowo karafkę. Ale</p>

<p>cisza, spokój i kultura. Raz nawet popijali zdrowo kibice w szalikach, bo akurat grały</p>

<p>„Karpaty”, i też zachowywali się jak normalni ludzie. Siedząc raz blisko baru, widzę</p>

<p>wchodzących dwóch starszych panów, obaj pod krawatami. Czytają cennik za</p>

<p>plecami kasjerki i jeden z lekkim zdziwieniem, widząc ceny napitków podane za 50</p>

<p>gram, pyta:</p>

<p>– A po 100 nie można?</p>

<p>– Można, można – odpowiada kobieta..</p>

<p>– A to proszę trzy razy po 100, trzy kawałki chleba... – Płaci, zabiera tackę i</p>

<p>znika w małej sali z kolegą. Po kilkunastu minutach pokrzepieni zwracają tackę z</p>

<p>pustym szkłem i wychodzą. I takie atrakcje można obserwować przez cały dzień.</p>

<p>Właśnie tam, czytając i studiując wnikliwie potrzebne mi do czegoś wspomnienia</p>

<p>przedwojennych oficerów, natrafiam na ich relacje dotyczące Lwowa. Na przykład</p>

<p>Józef Kuropieska w swych „Wspomnieniach oficera sztabu 1934-1939” pisze: „W</p>

<p>czasie postoju pociągu szkolnego któryś z kolegów zauważył, że w Polsce jest</p>

<p>nadmierna liczba Lwowiaków, gdyż prawie co siódmy obywatel twierdzi, że</p>

<p>pochodzi ze Lwowa. Po bliższym sprawdzeniu okazuje się, że jest obywatelem</p>

<p>odległego miasteczka czy osady w powiecie trembowelskim czy borszczowskim. Nie</p>

<p>tak jak nasz F. Goertz, co do którego nie ma wątpliwości, dzięki jego akcentowi i</p>

<p>zachowaniu się, że dzieciństwo i młodość spędził w grodzie nad Pełtwią. Kończąc</p>

<p>swą tyradę, kolega ów zapytał Goertza, jakie gimnazjum skończył we Lwowie. Ku</p>

<p>zdziwieniu wszystkich przysłuchujących się ten odpowiedział: Ta gimnazjum ta ja</p>

<p>38</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>skończył w Sanoku. Najbliżsi rzucili się do niego, by go wyłaskotać, że nas tak długo</p>

<p>swoim tajowaniem i akcentem radcy Strońcia – jednego z bohaterów Lwowskiej Fali</p>

<p>– nabierał”. Kuropieska wspominał też swoją podróż słynną Luxtorpedą. Znowu</p>

<p>generał Stanisław Maczek, rodowity lwowiak zresztą, w swoich wspomnieniach</p>

<p>często wraca do rodzinnego miasta. Podczas swojego pobytu w Szkocji jeszcze nie</p>

<p>zdawał sobie sprawy, że nigdy w życiu tu nie przyjedzie. „Mieliśmy polskie teatry.</p>

<p>Na czoło wysunęła się Lwowska Fala. Czy dlatego, że Lwów? Zajmowałem z</p>

<p>rodziną mą duży dom w Cairnhill pod Forfar, oddany nam przez szczerze Polakom</p>

<p>oddaną Right Honourable Miss Nancy Arbuthnot. A że dom był naprawdę obszerny –</p>

<p>jak polski dwór – nie dziw, że po każdym występie Lwowskiej Fali dokończenie było</p>

<p>u nas z wszystkimi aktorami i częścią widzów z Forfar. Nasza pieśniarka lwowska</p>

<p>Włada Majewska i Mira Grelichowska, Budzyński, Wieszczek, Szczepcio i Tońcio,</p>

<p>Strońć, Rapacki, Bojczuk, Henio Hausman z akordeonem i kuzyn mój Staszek</p>

<p>Czerny, zanim przeszedł z teatru na czołg strzelców konnych”.</p>

<p>Albo ten Lwów z czasów mojego dzieciństwa. Pojawiający się w</p>

<p>opowiadaniach starszych. Bardzo często i w odniesieniu do wszystkiego. I</p>

<p>opowiadania tych, którzy tam pojechali, bo pojawiła się taka możliwość, już w latach</p>

<p>60-tych, odwiedzenia bratniego ZSRR. Wyjazdy bardzo często o podłożu</p>

<p>zarobkowym, dyskusje o tym, co można zabrać, a co przywieźć i jak zorganizować</p>

<p>tam kupno wyrobów jubilerskich i tak chodliwego u nas złota. Pan T. Wspominał:</p>

<p>„Jeździliśmy często. Jednego razu byliśmy na wycieczce autokarem. Na parkingu</p>

<p>ukradli z autobusu reflektory. Wezwano milicję. Zjawił się funkcjonariusz z</p>

<p>raportówką.</p>

<p>– Co się stało? – Kierowca opowiedział o zdarzeniu. – Aha... – Milicjant wyjął z</p>

<p>raportówki płachtę szarego papieru, z kieszeni kopiowy ołówek, popluł, torbę położył</p>

<p>na kolanie i przystąpił do spisywania raportu. – Jakie to były dokładnie lampy? –</p>

<p>Kierowca opisał jeszcze raz wszystko ze szczegółami. Raport gotowy, milicjant</p>

<p>39</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>postawił na nim jeszcze pieczęcie, aby nadać mu mocy prawnej i wręcza naszemu</p>

<p>szoferowi.</p>

<p>– A na co mi to?! Niech Pan złodzieja łapie!</p>

<p>– Złodzieja ja już nie złapię, a to dla ciebie papier, żebyś ty wytłumaczył się i</p>

<p>rozliczył przed polskimi władzami.</p>

<p>Kolega miał zaporożca, psuł się, jak wszystkie samochody wtedy. Wiedział, że</p>

<p>jadę do Lwowa, to dał mi jakieś 120 rubli i poprosił o kilka części. Nie można ich</p>

<p>było kupić w sklepach, ale miejscowy skierował mnie do jakiegoś warsztatu</p>

<p>przyzakładowego i kazał zwrócić się z tym do Olega. Tak zrobiłem. Oleg wysłuchał,</p>

<p>czego potrzebuję, kazał poczekać, po jakimś czasie zjawił się z kartonem</p>

<p>wypakowanym częściami i podał jakąś bardzo śmiesznie niską cenę, 20 rubli chyba,</p>

<p>nie pamiętam dokładnie. Dałem mu 50, nie chciał przyjąć, ale nalegałem. Ten</p>

<p>pomyślał chwilę jak fachowiec...</p>

<p>– Czekaj, jak to zaporożec, to psuje się też często to i to, i jeszcze to –</p>

<p>wymieniał po kolei – więc ja ci to wszystko dam, będzie na zapas. Poleciał i za</p>

<p>chwilę wrócił, zaopatrując mnie jak należy.</p>

<p>Kolega w Polsce był bardzo, bardzo szczęśliwy.</p>

<p>Złoto też się woziło, jak się udało kupić. Raz chciałem medalik albo krzyżyk,</p>

<p>ale ten, co nas zaopatrywał, skrzywił się.</p>

<p>– U nas tego nie kupisz, możesz co najwyżej zapytać u popa w cerkwi.</p>

<p>Poszedłem zatem do popa i mówię, że chciałem krzyżyk kupić dla matki albo</p>

<p>medalik. Pop czystą polszczyzną odpowiedział:</p>

<p>– Jeśli to dla matki, mogę podarować, bez żadnych pieniędzy, ale prawosławny,</p>

<p>a myślę, że mamie raczej nie o taki chodzi.</p>

<p>I nie skorzystałem.</p>

<p>Pani J. te czasy do dzisiaj wspomina z uśmiechem na ustach.</p>

<p>– No ja przecież rodowita lwowianka jestem, co prawda wyjechałam do Polski,</p>

<p>gdy miałam 3 lata i niewiele pamiętam. Ale tam pięknie! Lubiłam tam jeździć.</p>

<p>40</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>Znajomych też wielu było. Tak, handlowało się. Tam się zawsze coś sprzedało,</p>

<p>wszystko szło za duże pieniądze. Na granicach wtedy strasznie kontrolowali.</p>

<p>Pieniądze było strach wozić a co dopiero złoto. A tam tylko złoto warto było kupić,</p>

<p>bo co? Tylko na tym był biznes. No dolary jeszcze były w bardzo dobrej cenie dla</p>

<p>nas, ale problem z tym był taki, że w obiegu mieli tylko bardzo małe nominały, takie</p>

<p>jednodolarówki, no pięcio– to już maksymalnie. I nie było gdzie wymienić na</p>

<p>grubsze. Strach z tym było przez granicę, jak to schować? Zaraz by zabrali. Złoto</p>

<p>można było kupić i w sklepie. Jeśli ktoś cię polecił i odpowiednio rozliczyłeś się z</p>

<p>ekspedientką, to bez problemu. Pierwszy raz ustawili mi transakcję, no dać trzeba</p>

<p>było sprzedawczyni w sklepie 20 rubli. Dobra, poszliśmy do domu towarowego w</p>

<p>Rynku, tam na odpowiednie stoisko, poprosiliśmy o umówiony towar, a tu akurat w</p>

<p>sklepie kontrola! Odłożony więc dla mnie pierścionek mogłam kupić bez żadnej</p>

<p>łapówki. Ale powiedziałam, że dam to znaczy, że dam! Mówię do ekspedientki, czy</p>

<p>mogłaby zapakować mi w inne pudełko? W innym kolorze? I oddaję to, które miałam</p>

<p>wsuwając do niego te 20 rubli. Dziewczyna połapała się od razu, o co chodzi. Od</p>

<p>tamtej pory zawsze wszystko wszędzie tam udawało mi się załatwić. Kiedyś nawet</p>

<p>miałam ochotę na schabowego, a znajomi pytają: „Ty co? Widziałaś w mięsnym, co</p>

<p>można najwyżej kupić? Taką rąbankę”. A ja poszłam do mięsnego i schab</p>

<p>załatwiłam. No ten pierwszy raz na granicy trzepali bardzo. Ja miałam ten złoty</p>

<p>pierścionek na palcu, wytłumaczyłam się, że ja się we Lwowie urodziłam, dostałam</p>

<p>go w prezencie teraz od rodziców chrzestnych... i sprawdzali niby? Nie było u mnie</p>

<p>nigdzie metki od niego na wszelki wypadek, więc jakby co, to nie do udowodnienia,</p>

<p>że to na handelek. A metkę już wcześniej posłałam listem do Polski.</p>

<p>We Lwowie jako mieście wielokulturowym na bazarze w grudniu słuchałem</p>

<p>puszczanych przez megafony kolęd. Melodie znane jak nasze polskie, tylko tekst</p>

<p>ukraiński. Ale wszystko jedno, i tak przyjemnie. Na wschodzie Ukrainy często mnie</p>

<p>pytano o nasze polskie Boże Narodzenie. Jednego roku utknąłem tam do 3 stycznia,</p>

<p>41</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>postanowiłem więc w miarę swoich skromnych umiejętności kulinarnych przybliżyć</p>

<p>grupce przyjaciół nasze zwyczaje. Odbyła się więc tradycyjna polska wigilia. Był</p>

<p>barszcz, uszka, pierogi, ryba i oczywiście prezenty. Wszyscy podeszli poważnie i z</p>

<p>szacunkiem do tematu. Chwalili, dopytywali się o szczegóły, przepisy itp. Tam</p>

<p>świętuje się inaczej. Nowy Rok to powszechnie wiadomo, największe święto, jak</p>

<p>nasze Boże Narodzenie. Ja od siebie mogę dodać tylko, że w życiu nie widziałem</p>

<p>takich kolejek po wódkę, nawet w Polsce podczas stanu wojennego, jak na Ukrainie</p>

<p>w dniu 31 grudnia. Ale najbardziej urzekły mnie obchody Dnia Kobiet. Na miejsce</p>

<p>przybyłem 6 marca. Dziwiły mnie bardzo tłumy i kolejki w sklepach, takie jak u nas</p>

<p>przed poważniejszymi świętami, ludzie ogarnięci typową przedświąteczną gorączką.</p>

<p>Na ulicach, bazarach okresowe stragany z pamiątkami, laurkami i wielkie ilości</p>

<p>kwiatów. Ludzie z bukietami. W końcu ktoś mi objaśnił, że już przygotowują się do</p>

<p>hucznych obchodów święta 8 marca. Znajome kobiety wracały z pracy obdarowane</p>

<p>słodyczami, prezentami i kwiatami. Goździki, róże, tulipany, wszystko znajome.</p>

<p>Wyjątek stanowił mężczyzna oczekujący kogoś z wiązanką, jak na nasze zwyczaje</p>

<p>typowo cmentarną.</p>

<p>– Ten chyba na pogrzeb – rzuciłem.</p>

<p>– A ty co? Na kobietę czeka, święto przecież!</p>

<p>– Z taką wiązanką? W Polsce na cmentarze takie się nosi!</p>

<p>– U was może na cmentarze, a tu ukochanej kobiecie – podsumowano i</p>

<p>rozmowa na ten temat zakończyła się.</p>

<p>Ósmego marca uwagę moją przyciągnął tłumek mężczyzn stojących w sklepie</p>

<p>przed regałami z bombonierkami i słodyczami. Wyglądali trochę zabawnie, niektórzy</p>

<p>w słynnych czapkach uszatkach, przeliczając dostępne środki i porównując wnikliwie</p>

<p>ceny produktów. Wszystko w wielkim skupieniu. Ja sam zmuszony byłem ulec magii</p>

<p>świąt i zakupić kilka bukietów i innych podarków dla znajomych, żeby nie wyjść na</p>

<p>całkowitego prostaka i aroganta. Jak świętować to świętować, nie muszę wspominać</p>

<p>o wylanych hektolitrach odpowiednich napojów, co zauważalne było i na ulicach, od</p>

<p>42</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>szampana do niezastąpionej gorzałki.</p>

<p>43</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p><strong>ELEKTROWNIA</strong></p>

<p>Rzeka Dniepr jako najbardziej „zasobna w energię” na Ukrainie, w czasach</p>

<p>sowieckich zabudowana została kaskadą 6 elektrowni wodnych o łącznej mocy</p>

<p>ponad 3700 MW. Krzemieńczucka, kachowska, dnieprodzierżyńska, zaporoska,</p>

<p>kijowska i kaniowska. I tam gdzie sięgały Kresy dawnej Rzeczypospolitej, gdzie</p>

<p>bywali Chmielnicki, Skrzetuski, Tuhaj-bej, dosłownie vis a vis Zaporoskiej Siczy,</p>

<p>wznosi się majestatycznie kolos wielkiej zapory na Dnieprze o wysokości 60 i</p>

<p>długości 760 metrów. Wchodzi ona w skład hydrowęzła obejmującego zbiornik</p>

<p>wodny o powierzchni 420 km2 i Elektrownię Dnieprogres. Budowę obiektu</p>

<p>rozpoczęto w 1927-28 roku zgodnie z założeniami stalinowskich „pięciolatek”</p>

<p>industrializacji i elektryfikacji ZSRR. Ujarzmienie tak potężnego żywiołu nie było</p>

<p>proste, ale naród wspomagany strachem i pojony ideologią potrafił dokonywać</p>

<p>cudów. Już w 1932 roku na ukończonej zaporze oddano do użytku drogę dla ruchu</p>

<p>kołowego i kursować zaczęły nawet tramwaje, a elektrownia osiągnęła moc 560 MW.</p>

<p>Powstanie zbiornika wodnego spowodowało też zalanie słynnych dnieprzańskich</p>

<p>progów skalnych i umożliwiło żeglugę w dolnym i środkowym biegu rzeki. Niestety</p>

<p>nie ma możliwości poznania szczegółów tych osiągnięć. Jak to w systemie</p>

<p>totalitarnym nie pozostało zbyt wiele dokumentacji, a dostęp do niej jest w zasadzie</p>

<p>niemożliwy. Świadków też już nie znalazłem. Na moje pytania wszyscy zagadnięci</p>

<p>odpowiadali tylko coś w rodzaju: „człowieku, ilu tam ludzi zginęło...”. Jedynym</p>

<p>materiałem chyba ogólnie dostępnym to książka L.I. Kucharenki z lat</p>

<p>pięćdziesiątych, ale to same peany na cześć wyższości społeczeństwa</p>

<p>komunistycznego nad kapitalistycznym, walce klas, przemówienia i pochwały</p>

<p>czerwonych wodzów itp.</p>

<p>Podczas II wojny światowej po wyzwoleniu Zaporoża rozpoczęto rozbudowę i</p>

<p>modernizację elektrowni do stanu w zasadzie zbliżonego do tego z dnia dzisiejszego.</p>

<p>44</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>Było to również niemałe przedsięwzięcie. I tu udaje mi się dotrzeć do jego</p>

<p>uczestników. Bez większego trudu umawiam się na rozmowę. Małe mieszkanko przy</p>

<p>Prospekcie Lenina (podobno jest to najdłuższa ulica w Europie). Wita mnie</p>

<p>uśmiechnięte starsze małżeństwo. Poznali się i pokochali, pracując jako młodzi</p>

<p>komsomolcy na tej właśnie wielkiej budowie. Bardzo romantyczne. Chętnie podzielą</p>

<p>się swoją wiedzą i przeżyciami z czytelnikami. Pamiętajmy, że to pokolenie urodzone</p>

<p>i wychowane już w czasach stalinowskich, więc wnioski wyciągnijmy sami. Pijemy</p>

<p>herbatę i spokojnie słucham opowieści.</p>

<p>„23 lutego 1944 roku Narodowy Komitet Obrony zadecydował o zwróceniu</p>

<p>władzom cywilnym Elektrowni Dnieprogres im. W. I. Lenina. Dyrekcji</p>

<p>przedsiębiorstwa polecono przeprowadzenie wielu pilnych zadań, ustaleń, a w</p>

<p>szczególności wykształcenie i zorganizowanie specjalnych budowlano-montażowych</p>

<p>ekip zwanych Dnieprostrojcami (budowniczowie Dniepru). Dla rozwiązania tego</p>

<p>problemu do Zaporoża przybyła grupa kadry kierowniczej prowadzonej przez</p>

<p>głównego inżyniera F.G. Łoginowa, zastępcę Ludowego Komisarza elektrowni</p>

<p>ZSRR. Rozpocząć należało od usunięcia przeszkadzającego gruzu, rozbitego betonu,</p>

<p>którego zalegało jakieś ćwierć miliona metrów sześciennych. W tym samym czasie</p>

<p>prowadzono też inne roboty przygotowawcze. Wkrótce został przebity pierwszy</p>

<p>tunel, otwór dolny, których potem było 16 i umieszczony silniczek o mocy 3 kW. I to</p>

<p>tam, gdzie dawniej energetyczne możliwości mierzyło się setkami tysięcy kilowatów!</p>

<p>7 lipca 1944 roku w rany tamy wylano pierwszy metr sześcienny betonu.</p>

<p>W związku z trudnościami, bo był to jeszcze czas wojenny, przy robotach</p>

<p>przewidywano maksymalne wykorzystanie lokalnych dostępnych materiałów.</p>

<p>Opierano się na takich urządzeniach i maszynach, jakie były dostępne w danej chwili</p>

<p>lub wykonane we własnym zakresie. Uruchamiać Dnieprogres zjeżdżali się dawni</p>

<p>jego budowniczowie i pracownicy, a także młodzież, która dopiero stawiała pierwsze</p>

<p>kroki w swoim życiu. Dla niej jak i dla weteranów słowo „odbudowa” stanowiło</p>

<p>symbol. Trudno było budowniczym odnawiać tamę. Złe warunki mieszkaniowe, brak</p>

<p>45</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>żywności, a w pracy ani narzędzi, materiałów, ani maszyn. Nikt nie narzekał.</p>

<p>Przecież na froncie było jeszcze trudniej. Jak całej Radzieckiej Ukrainie tak i nam</p>

<p>ogromną pomoc okazywały bratnie republiki, a przede wszystkim wielki naród</p>

<p>rosyjski. Z rezerw przeznaczonych dla frontu Narodowy Komitet Obrony przyznał</p>

<p>nam 44 samochody ciężarowe. Armia przysłała brygadę inżynieryjno-budowlaną, a</p>

<p>flota grupę płetwonurków. Kolej kilka parowozów i trzysta zdobycznych wagonów.</p>

<p>W czasie wykonywania najbardziej czasochłonnych prac z dalekiej Buriacko-Mongolskiej Autonomicznej Republiki przybyły 252 konie, a zaraz potem jeszcze</p>

<p>127 z Mołdawii. Dzięki temu udało się częściowo zrekompensować braki maszyn</p>

<p>budowlanych.</p>

<p>Pierwszego grudnia 1944 roku Narodowy Komitet Obrony orzekł „w sprawie</p>

<p>środków pomocy w odbudowie Elektrowni im. W.I. Lenina” – jej zwiększenie. Coraz</p>

<p>większą liczbę pociągów wysyłano do Zaporoża z Uralu i Syberii, z Moskwy,</p>

<p>Leningradu, Baku, Petrozawodska, Taszkientu i innych miast kraju. Drewno</p>

<p>budowlane spławiano Dnieprem przez progi, które pojawiły się w związku z</p>

<p>obniżeniem poziomu wody uciekającej przez ubytki w zniszczonej tamie. Na</p>

<p>tratwach znowu stanęli smagli od wiatru, barczyści flisacy-piloci z Kamienki</p>

<p>Dnieprowskiej. Wśród nich wyróżniał się i był darzony wielkim szacunkiem przez</p>

<p>budowniczych Kuźma Iwanowicz Kazaniec. Prowadził on karawany flisaków przy</p>

<p>pierwszej budowie tamy i chętnie podjął się tej niełatwej, często niebezpiecznej pracy</p>

<p>przy jej odbudowie.</p>

<p>Za wynik i jakość pracy budowniczowie odpowiadali przed całym krajem.</p>

<p>Prawie wszystkie komsomolsko-młodzieżowe kolektywy przyznały sobie prawa i</p>

<p>obowiązki frontowe. Jednym z pierwszych takich był zespół Ani Łoszkariewej, która</p>

<p>przyjechała na naszą budowę z Uralu.</p>

<p>W ulotkach „Prawdy” razem z wiadomościami o ilości ulic zajętych przez nasze</p>

<p>wojska w Berlinie publikowano raporty o ilości betonu wlanego w zranioną tamę i</p>

<p>nazwiska tych, którzy tego dokonywali: Marii Bielik, Żeni Romanko i wielu, wielu</p>

<p>46</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>innych.</p>

<p>Budowniczowie rozumieli, że dla ożywienia gospodarki jest bardzo potrzebna</p>

<p>stal, której do wybuchu wojny głównym producentem była fabryka</p>

<p>ZAPOROŻSTAL. Jak i samej ZAPOROŻSTALI, tak i innym dużym</p>

<p>przedsiębiorstwom Przydnieprza potrzebna była praca Dnieprogresu. Dlatego właśnie</p>

<p>odbudowa tych obiektów stała się priorytetem. Były to dwa główne projekty</p>

<p>budowlane kraju.</p>

<p>W sierpniu 1946 roku pierwszym sekretarzem zaporoskiego komitetu partii</p>

<p>wybrany został Leonid Ilicz Breżniew. O tych trudnych warunkach wspominał</p>

<p>później Leonid Ilicz:</p>

<p>„Potrzebna była ogromna praca organizacyjna wśród mas, polityczna uwaga,</p>

<p>operacyjne umiejętności zarządzania, żeby prawidłowo oceniać sytuację, zarys</p>

<p>głównych obszarów działania, skoncentrować wysiłki i zasoby na głównych</p>

<p>odcinkach. Potrzebne były bolszewicki cel, bezgraniczna wiara w nasze siły, silna</p>

<p>wola i ogromna pracowitość żeby pokonać wszystkie przeciwności i osiągnąć</p>

<p>sukces”.</p>

<p>Wciąż przed budowniczymi i montażystami wyrastały niezmiernie trudne</p>

<p>zadania .I zawsze pierwszemu sekretarzowi partii udawało się razem z kolektywem</p>

<p>rozwiązywać problemy i brać udział w osiąganiu sukcesów. Było to możliwe tylko</p>

<p>dzięki ciągłemu przebywaniu i wręcz przyjaźni z ludźmi. L.I. Breżniew znał nie tylko</p>

<p>kierownictwo budowy, ale i wielu prostych, zwykłych robotników. Znał nie tylko z</p>

<p>widzenia, ale dobrze!!! On często wyrażał się ciepło i serdecznie o przodujących</p>

<p>pracownikach.</p>

<p>Zaporoskij Komitet Partii mobilizował na pomoc Dnieprostrojcom także</p>

<p>pracowników rolnych. Na czele tych grup stawali po prostu rejonowi sekretarze</p>

<p>komsomołu.</p>

<p>Duże trudności pojawiły się podczas wybijania dolnych otworów. Tunele</p>

<p>przeprowadzono i wykonano w sposób nieznany na świecie i przez specjalistów od</p>

<p>47</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>inżynierii wodnej, wybuchami uwalniającymi. Były problemy z zamykaniem</p>

<p>otworów z powodu wielkiego ciśnienia wody. Ogłoszono konkurs na najlepsze</p>

<p>inżynieryjne rozwiązanie problemu, pomysły nie dawały zadowalających rezultatów.</p>

<p>Sprowadzono płetwonurków. Opuszczano ich do wody w specjalnej żelaznej klatce</p>

<p>uniemożliwiającej wessanie ich w otwory. A kiedy przepływ wody udawało się</p>

<p>zmniejszać, przychodziła kolej budowniczych. Oni docierali krok po kroku w tunel,</p>

<p>w dole którego z prędkością pociągu kurierskiego przesuwała się woda na wysokości</p>

<p>metra. Inżynierowie i zwykli robotnicy wykazywali się prawdziwym bohaterstwem.</p>

<p>Popularne było wtedy takie powiedzenie: „Kto się boi wody, ten nie ma czego szukać</p>

<p>w tunelach”. Nie każdy mężczyzna ośmielił się tam wejść, a dziewczyny z brygad</p>

<p>Poliny Szyło czy Paszy Korobowej pracowały tam. Nigdzie i nigdy tak głęboko</p>

<p>jeszcze nie betonowano jak przy renowacji Dnieprogresu. Najlepiej ze wszystkich z</p>

<p>tą trudną pracą poradziła sobie brygada majstra Praskowej Iwanowny Kancelarist.</p>

<p>Komuniści Dnieprostroja dobrze zapamiętali dobrze Pierwszą Konferencję</p>

<p>Dnieprostojewską z udziałem Leonida I. Breżniewa. On skoncentrował uwagę</p>

<p>komitetu i wszystkich delegatów na takich ważnych zadaniach jak organizacja</p>

<p>masowej pracy politycznej i szerokiego wdrażania współzawodnictwa</p>

<p>socjalistycznego.</p>

<p>Kiedy w styczniu 1947 roku miał ruszyć próbnie pierwszy hydrogenerator,</p>

<p>zaszczyt przecięcia czerwonej wstęgi na regulatorze turbiny budowniczowie</p>

<p>zaproponowali Leonidowi I. Breżniewowi. 3 marca agregat zaczął pracować. Było to</p>

<p>wielkie zwycięstwo na tym trudnym froncie. Przecież nie minęły jeszcze dwa lata od</p>

<p>zakończenia wyniszczającej wojny, a Dnieprogres, dzieło i duma całego radzieckiego</p>

<p>narodu, gotów do eksploatacji! W tym roku były już pod ciśnieniem jeszcze dwa</p>

<p>agregaty i tu należy też wspomnieć o dwóch amerykańskich agregatach, które</p>

<p>montażystom naszym przysporzyły niemało kłopotów i na prawie dwa miesiące</p>

<p>opóźniały uruchomienie wszystkiego. Z czterech kompletów łożysk oporowych jeden</p>

<p>okazał się takim dobrej jakości. Start drugiego i trzeciego hydrogeneratora opóźniał</p>

<p>48</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>się. Wtedy nasi montażyści postanowili przysposobić łożyska od starych</p>

<p>zniszczonych agregatów. Przedstawiciele firmy „General-elektrik” kategorycznie się</p>

<p>sprzeciwiali temu, a było jasne, że robią to tylko z innych powodów.</p>

<p>Głównych inżynierów I. Kandałowa (Dnieprostroju) i K. Mielniczenkę</p>

<p>(Hydromontażu) zaprosił do siebie L. I.Breżniew. Omawiano problemy w spokojnej,</p>

<p>rzeczowej atmosferze. Pierwszy Sekretarz wnikał we wszystkie szczegóły, problemy</p>

<p>techniczne, cierpliwie słuchał objaśnień, rozwiązań i propozycji. Upewniwszy się w</p>

<p>tym, że eksperyment ze startem na starych łożyskach nie wymaga żadnych przeróbek</p>

<p>i nie zagraża niczym generatorowi, Leonid Ilicz wydał polecenia, by przygotowywać</p>

<p>się do uruchamiana urządzeń, a odpowiedzialność całą i za wszystko przed</p>

<p>wszystkimi instytucjami wziął na siebie. Na przerobionych łożyskach uruchomiono</p>

<p>agregaty drugi i trzeci! Właściwie na wszystkich trzech amerykańskich generatorach</p>

<p>pracowały nowe łożyska skonstruowane i wyprodukowane w leningradzkiej fabryce</p>

<p>„Elektosiła”.</p>

<p>W 1948 roku ruszył bez problemów pierwszy agregat radzieckiej konstrukcji i</p>

<p>produkcji. Obłudny „Głos Ameryki” zdążył ogłosić, że w związku z odjazdem</p>

<p>amerykańskich specjalistów nic nie udaje się naszym energetykom i agregat pracuje,</p>

<p>nawet nie wykorzystując połowy swoich możliwości. W rzeczywistości wszystko</p>

<p>było odwrotnie! Przy normalnym trybie pracy wydajność amerykańskich turbin była</p>

<p>dużo mniejsza. Radziecki sprzęt okazał się bardziej niezawodnym i wygodnym w</p>

<p>eksploatacji. Wirnik amerykańskiej turbiny składał się z trzech części, a nasze były</p>

<p>lepsze, całościowe z usprawnionymi ostrzami. W amerykańskiej łożyska trzeba było</p>

<p>smarować olejem, naszym woda nie przeszkadzała. Kiedy w amerykańskie woda się</p>

<p>dostawała, trzeba było je zatrzymywać, radzieckie pracowały nadal. Przewagę</p>

<p>technologiczną nad sprzętem importowanym miały także nasze generatory.</p>

<p>Odbudowa obiektu jest prawdziwym przykładem zjednoczenia sił, środków na</p>

<p>wszystkich odcinkach przy wielkiej pomocy partii. W grudniu 47 roku Leonid Ilicz i</p>

<p>wielu innych działaczy zasłużonych odznaczeni zostali orderami Lenina.</p>

<p>49</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>Pierwszego maja 1948 Dnieprostroj otrzymał najwyższą nagrodę państwową!</p>

<p>Na piersiach wielu budowniczych zawisły ordery! Około 646! Początkowo</p>

<p>uruchomiono 3 hydrogeneratory zamiast planowanych 2! A przy instalowaniu 5</p>

<p>wykorzystywano już wiele nowoczesnych rozwiązań! Jeśli osuszanie importowanego</p>

<p>generatora dawniej zajmowało około miesiąca, to radzieckiemu potrzeba było 5-8</p>

<p>dób! Kolejne agregaty były uruchamiane także przed planowanym terminem! W</p>

<p>czerwcu 1950 roku pracowały już wszystkie 9!!! Pięć lat od zakończenia</p>

<p>wyniszczającej wojny Dnieprogres stał się piękniejszy, lepszy i mocniejszy! W</p>

<p>porównaniu z osiągami przedwojennymi początkowo moc wzrosła o 16 procent, a</p>

<p>suma wyprodukowanej energii w końcu pierwszej powojennej pięciolatki</p>

<p>przewyższyła dawną o 45 procent! Wartość dodatkowo wytworzonej energii</p>

<p>właściwie w pełni pokryła koszty odbudowy!”.</p>

<p>Tyle wyniosłem z opowieści mojego gospodarza. O sukcesach komunistycznych</p>

<p>mógł opowiadać jeszcze długo, ale może oszczędźmy sobie tego! Wyjaśnił mi</p>

<p>jeszcze:</p>

<p>„Dnieprogres po wojnie osiągnął wydajność 1400 MW. Linie wysokiego</p>

<p>napięcia na Ukrainie (ponad 81 tys. km) łączyły wszystkie elektrownie w 2 systemy:</p>

<p>wschodni, włączony do ogólnego systemu europejskiej części ZSRR i zachodni MIR</p>

<p>z sąsiednimi krajami socjalistycznymi. Linia o napięciu 750 tys. V od roku 1975</p>

<p>łączyła Zagłębie Donieckie z Ukrainą Zachodnią”.</p>

<p>Kolejną modernizację elektrownia przechodziła w latach 1969-80, w wyniku</p>

<p>której wydajność wzrosła do 1581 MW. W stanie niezmienionym właściwie</p>

<p>funkcjonuje do dzisiaj. To jeden z symboli Ukrainy, pojawia się na wielu</p>

<p>fotografiach, turyści chętnie spacerują po zaporze, do swoich celów wykorzystują ją</p>

<p>też samobójcy. W każdym bądź razie robi niesamowite wrażenie. To przecież</p>

<p>największa elektrownia wodna w Europie.</p>

<p>W Zaporożu koniecznie zobaczyć trzeba wyspę Chorticę. To tam mieściła się</p>

<p>50</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>kozacza Sicz Zaporoska. Zresztą oprócz Dnieprogresu i wielkiego pomnika Lenina</p>

<p>nie ma tam żadnych większych atrakcji. Odbudowano tam coś w stylu skansenu,</p>

<p>podobno na potrzeby filmu „Taras Bulba”, ale to nie do końca prawda. Zobaczyć</p>

<p>możemy warowną osadę, drewniane chałupki, jakieś gadżety niby z epoki, a na</p>

<p>samym środku ładną drewnianą cerkiew. Sfotografować się w stroju kozaka, napić</p>

<p>grzanego wina i przegryźć chlebem ze słoniną. Problemem jest dosyć mała</p>

<p>powierzchnia obiektu, a ławki przy tym niby barze często są zajęte przez</p>

<p>odwiedzających, ale konsumujących własny prowiant. Więc nie zdziwmy się, jeśli</p>

<p>będziemy musieli próbować kozackich przysmaków na stojąco. Jednak cała ta</p>

<p>rekonstrukcja osobie o jakiej takiej wyobraźni pomoże przenieść się w tamtą epokę.</p>

<p>Całkiem niedaleko od skanseniku stoi budynek muzeum. A tu naprawdę jest co</p>

<p>oglądać. Stroje, broń, wyposażenie, ciekawe malarstwo. Na portretach Chmielnicki,</p>

<p>Wiśniowiecki, Krzywonos. Warto. Ktoś, kto nie bardzo orientuje się, co zwiedza, a</p>

<p>chciałby się dowiedzieć – może kupić w sklepiku różnego rodzaju książki, od</p>

<p>broszurek informacyjnych po duże, ilustrowane bogato albumy. Sama droga do</p>

<p>muzeum i skansenu została nieciekawie oznakowana, ktoś niewtajemniczony będzie</p>

<p>miał problemy z dotarciem. Nastawić się trzeba na dość długi marsz od przystanku</p>

<p>komunikacyjnego, przez zaniedbany las, polną dróżką, co przy deszczowej pogodzie</p>

<p>bywa uciążliwe. Miejscowi znają na wyspie wiele pięknych zakątków, skałek, plaż</p>

<p>opanowanych przez wędkarzy i miłośników opalania. Samemu lepiej się nie</p>

<p>zapuszczać, łatwo stracić orientację. Jest dosyć bezpiecznie, tereny patrolowane są</p>

<p>przez strażników na koniach, po których stylu jazdy i sposobie trzymania się w siodle</p>

<p>widać, że nie są potomkami zaporoskich kozaków. W głębi wyspy mieści się druga</p>

<p>osada kozacka i siedziba słynnego „Zaporoskiego Teatru Konnego”. Żal, że władze</p>

<p>miasta nie pomyślały o wygodzie turystów, bowiem nie ma możliwości dojechania</p>

<p>tam jakimkolwiek środkiem transportu komunikacji miejskiej. Pozostają tylko własne</p>

<p>samochody lub skorzystanie z taksówki. Jeśli już tam dotrzemy, zobaczyć można</p>

<p>odtwarzane przez grupę pasjonatów życie dawnych kozaków, popisy artystyczne,</p>

<p>51</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>pracę kowala, fechtunek itp. Główną atrakcją są popisy jazdy konnej, kozackiej</p>

<p>dżygitówki. Jeźdźcy wykazują się rzeczywiście wielkimi umiejętnościami, starając</p>

<p>się naśladować dawnych Zaporożców. Pasjonaci! Czapki z głów! Grupa hobbystów</p>

<p>chce żyć po kozacku, musi się tu też dziać wiele innych ciekawych rzeczy, w które</p>

<p>się angażują. Widziałem kiedyś na dworcu, a był to pierwszy dzień ferii zimowych,</p>

<p>grupę małych chłopców z plecakami, po których wyszedł najprawdziwszy kozak!</p>

<p>Jakiś obóz zapewne. Na Ukrainie jednak, w przeciwieństwie do Rosji, nie robi się</p>

<p>niczego dla odtworzenia dawnego kozactwa. Zresztą ci wszyscy pasjonaci to nie</p>

<p>potomkowie prawdziwych Zaporożców, a zwykli aktorzy i hobbyści. Ostatni kozak</p>

<p>zniknął stąd za panowania Katarzyny Wielkiej, a nie przetrwały, bo nigdy ich tu nie</p>

<p>było, skupiska kozactwa, takie jak nad Donem czy w Kubaniu albo na terenach</p>

<p>syberyjskich. Mieszkańcy Zaporoża tych argumentów nie przyjmują. Chcą mieć</p>

<p>swoich prawdziwych kozaków i już! Obrażają się wręcz na moje wywody i</p>

<p>argumenty.</p>

<p>– Nie wiesz, że niektórzy kozacy tu wrócili?</p>

<p>Jak mogli wrócić, skoro nie przeżyli, ale niech Wam będzie!</p>

<p>52</p><empty-line /><p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>53</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p><strong>WSPOMNIENIE ZSRR</strong></p>

<p>Wszyscy mają jakieś wspomnienia związane z minioną epoką. Symbole PRL-u</p>

<p>tkwią nam gdzieś w głowach, niektórzy z ironią, inni z pogardą, a jeszcze inni z</p>

<p>sentymentem wymieniają: rowery Wigry, Pelikan, Jubilat,.Ukraina, telewizory</p>

<p>Neptun i Jowisz, kartki na mięso, ocet w sklepach, kolejki, lody włoskie i Pingwin na</p>

<p>patyku... Przykłady można mnożyć i mnożyć. A co wspominają nasi rówieśnicy zza</p>

<p>wschodniej granicy? Ci urodzeni w ZSRR? Oto notatki z dyskusji, którą kiedyś</p>

<p>rozpocząłem:</p>

<p>– Co jest dla was symbolami tej epoki?</p>

<p>– Jura Gagarin.</p>

<p>– Sierp i młot – mołot, sierp – nasz sowiecki herb.</p>

<p>– Pionierzy.</p>

<p>– Oleg Popow.</p>

<p>– Amajak Akopjan.</p>

<p>– Odznaka „październik”.</p>

<p>– Rower Szkolnik, obóz pionierski Artek.</p>

<p>– Program poranny w radio „Pionierska zorka”, w telewizji program „Poranna</p>

<p>poczta”, a gazeta „Pionierska prawda”.</p>

<p>– Demonstracje pierwszomajowe i 7 listopada.</p>

<p>– Kolejki za kiełbasą, deficyt.</p>

<p>– Automaty z wodą gazowaną po 1 kopiejce.</p>

<p>– Perfumy „Czerwona Moskwa”, a jeszcze polskie „Być może”.</p>

<p>– Parady zwycięstwa na Placu Czerwonym.</p>

<p>– Olimpiada w Moskwie.</p>

<p>– Jakie wspomnienia z dzieciństwa?</p>

<p>54</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>– Lody „Płombir”, z mleka je robili,</p>

<p>– Pochody dwa razy w roku, z mama i tatą, nam dawali chorągiewki w ręce... a</p>

<p>jeszcze tata brał na plecy...</p>

<p>– A jaki świąteczny nastrój zawsze był!</p>

<p>– A bilety w autobusie samemu się odrywało, jakie przyjemne zajęcie było, stać</p>

<p>do takiej kasy...</p>

<p>– Lemoniada „sitro”, napój czekoladowy „Died Moroz”, obuwie damskie.</p>

<p>– Smak produktów.</p>

<p>– Pamiętam, jak z mamą za serwisem do kawy staliśmy dobę w kolejce.</p>

<p>– „Eskimo” za 20 kopiejek.</p>

<p>– Podbój kosmosu, takie przekonanie było, że jeszcze chwila i na Marsie nasze</p>

<p>jabłonki będą kwitnąć.</p>

<p>– Duma ze swojej wielkiej ojczyzny ZSRR.</p>

<p>– Mundurki szkolne wszyscy nosili jednakowe i nikt nikomu niczego nie</p>

<p>zazdrościł.</p>

<p>– Pierwsze RIFLE kupione po znajomości za 200 rubli.</p>

<p>– Tato jeździł w delegacje do Moskwy i przywoził nam ze stolicy różne</p>

<p>wspaniałości i smakołyki!</p>

<p>– Ja pamiętam, jak do naszego sklepu przywozili co rano bułki i chleb. I ten</p>

<p>zapach!</p>

<p>– Żadnych komputerów, telefonów, internetu, a zawsze było czym się zająć</p>

<p>– Wsiadałem na rower Ural i cały dzień mnie nie było. A spróbuj teraz oderwać</p>

<p>swoje dzieci od komputera.</p>

<p>– A wyście klucz od mieszkania też pod wycieraczką zostawiali?</p>

<p>– Aha! A najdziwniejsze, że każdy o tym wiedział i bo każdy tak robił i nic się</p>

<p>nie stało nigdy.</p>

<p>– Chustki pionierskie, czerwone, do tej pory mam jeszcze w domu</p>

<p>– I spokojnie jako dzieci sami autobusami jeździliśmy, nawet na drugi koniec</p>

<p>55</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>miasta. Do babci czy do kina. I nic nikomu nigdy nie groziło</p>

<p>– Nasi rodzice budowali komunizm i byli z tego dumni...a my dzieci</p>

<p>pierestrojki.</p>

<p>– Pijało się z puszek 0,33, „aurora”, „black dack” i wino z plastykowych</p>

<p>butelek, i jeszcze spirytus „royal”.</p>

<p>– Nie, to było później... na ulicy pijało się potwain 777.</p>

<p>– Pełno pomników Lenina, pod nimi do pionierów uroczyście przyjmowano.</p>

<p>– No, ja płakałem krokodylimi łzami, jak mnie chcieli wyrzucić z pionierów.</p>

<p>Zaledwie 2 tygodnie po przyjęciu, to był odległy 1986 rok.</p>

<p>– Czy chcielibyście, żeby wróciło coś z tamtych czasów i co?</p>

<p>– Znieść wszystkie granice między krajami WNP?</p>

<p>– Nic.</p>

<p>– Umieć i móc tak cieszyć się świętami.</p>

<p>– Smak produktów.</p>

<p>– Darmowe wykształcenie i dostępność mieszkań.</p>

<p>– A muzyka tamtych czasów?</p>

<p>– Zespoły Kino, Nautilius, Modern Talking, no i Anna German,</p>

<p>– DDT, Akwarium.</p>

<p>– Biały telewizor na nóżkach, a w nim Sofija Rotaru!</p>

<p>– Pierwszy hit „Płacze dziewczyna w automacie”.</p>

<p>– Pugaczowa, Walery Leontiew...</p>

<p>– Michael Jackson oczywiście!</p>

<p>Sowieckie Kino?</p>

<p>I tu materiał nie na osobny artykuł, a nawet na książkę...</p>

<p>56</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>Seks w ZSRR?</p>

<p>Pamiętamy wszyscy słynne frazy filmowe SEXA U NAS NET.</p>

<p>57</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p><strong>KOMPLEKSY? </strong></p>

<p>W przeświadczeniu przeciętnego Polaka wszystko, co „na wschód” od nas, to</p>

<p>coś gorszego, mniej cywilizowanego, brud, smród, ubóstwo, prymitywizm, kraje</p>

<p>rządzone przez mafię i gangsterów, gdzie strach pojechać samochodem, zmrużyć</p>

<p>choć na chwilę oko w pociągu itp. U wielu osób funkcjonuje taki stereotyp</p>

<p>Ukraińców, Białorusinów, Rosjan, a już o pozostałych nacjach nie wspomnę (o ile</p>

<p>ktoś w ogóle posiada jakiekolwiek pojęcie o żyjących tam innych narodach). Krótko</p>

<p>podsumowując, mówimy i myślimy o nich dokładnie to samo, co wielu mieszkańców</p>

<p>Zachodu o Polakach. Sam pracując kiedyś w Niemczech i Anglii, słyszałem pytania i</p>

<p>uwagi stawiane zresztą bez żadnej złośliwości, po prostu wynikające z ich</p>

<p>świadomości, np. „czy Polacy znają zastawę stołową” lub na widok grubych kromek</p>

<p>czarnego razowego chleba „o, to typowo polskie”. „Typowo polskie” było również</p>

<p>picie z blaszanego kubka, a nasze typowe cechy narodowe to złodziejstwo i</p>

<p>pijaństwo. Dokładnie te same stereotypy przelewamy na naszych wschodnich</p>

<p>sąsiadów. Ktoś przecież musi być od nas gorszy. Szlag trafia przeciętnego czytelnika</p>

<p>lub słuchacza, gdy opowiadam, jak tam żyje wielu ludzi. O tym, jakie samochody</p>

<p>jeżdżą (i to za gotówkę kupowane, bo system kredytowy nie jest tam zbyt korzystny),</p>

<p>jak odpoczywa się na Krymie, w Karpatach, nad Morzem Czarnym czy Azowskim. O</p>

<p>tym, że lokale są zawsze pełne ludzi, jak wykańcza się mieszkania, domy, jaki sprzęt</p>

<p>AGD funkcjonuje w wielu gospodarstwach domowych, jak ubierają się ludzie i za</p>

<p>jakie kwoty itd. „Złodzieje, gangsterzy, mafiozi”– podsumowują bardzo często, z</p>

<p>trudem ukrywając złość i skoki ciśnienia. Moich sprostowań i wyjaśnień – że biznes</p>

<p>robi się tam bardzo przyjemnie i łatwo, nie ma problemów z płatnościami, płacą na</p>

<p>czas i uczciwie, często z góry, w przeciwieństwie do Polaków, którzy kombinują</p>

<p>tylko, jak zarobić jeden na drugim, nie zapłacić faktury... – nikt nie słucha lub</p>

<p>traktuje mnie, najłagodniej mówiąc, jak debila lub agenta służb specjalnych</p>

<p>58</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>sowieckich.</p>

<p>Ukraina to oczywiście kraj wielu kontrastów i bardzo zróżnicowany. Zachód –</p>

<p>Lwów, Tarnopol, Karpaty (pomijając wszystkie uwarunkowania i przyczyny</p>

<p>historyczne ) to tereny, gdzie nie ma wielkiego przemysłu (dawnego</p>

<p>postsowieckiego), więc dzisiaj są tu wielkie problemy z pracą i jakimkolwiek</p>

<p>zatrudnieniem, co ma też wpływ na obowiązujące wynagrodzenia. To stąd głównie</p>

<p>rekrutują się gastarbeiterzy pracujący w Polsce. To całkiem niedaleko, duże</p>

<p>podobieństwo języka, a także (co nie wszystkim oczywiście miło słyszeć) mentalność</p>

<p>zbliżona do polskiej, co pozwala im w miarę łatwo funkcjonować w naszym pięknym</p>

<p>i bogatym, mlekiem i miodem płynącym kraju, gdzie ludzie są dobrzy, uczciwi,</p>

<p>tolerancyjni i wrażliwi na ludzka krzywdę.</p>

<p>Są tacy, co zakotwiczyli się tu na dobre. Mają stałą pracę od lat. Przyjaciół,</p>

<p>pomoc, referencje. Z zarobionych pieniędzy często utrzymują całe rodziny na</p>

<p>Ukrainie, gdzie np. mąż niepracujący i nadużywający trunków i dzieci w wieku</p>

<p>szkolnym. Niektórzy dorobili się naprawdę i inwestują, kupują mieszkania,</p>

<p>remontują domy. Wielu przyjeżdża po raz pierwszy i marzy o zarobku, wydaje im</p>

<p>się, że to zachód na zasadzie „wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma”. Często płacą</p>

<p>niemałe pieniądze pośrednikom za pracę, wizy, zaproszenia. Stoją w kilometrowych</p>

<p>kolejkach pod polskimi konsulatami.</p>

<p>Pracują w różnych zawodach. Budowy, rolnictwo, ogrodnictwo, kobiety</p>

<p>sprzątają, zajmują się dziećmi. Wielu przeżywa to, co i polscy pracownicy. Wypłaty</p>

<p>nie będzie albo nie tyle, na ile się umawialiśmy. Przykładem polskiej uczciwości i</p>

<p>skrupulatności jest niejaki pan M. prowadzący gospodarstwo ogrodnicze. Często</p>

<p>zatrudnia przy kwiatkach czy choinkach; bywa, że pojawia się jakaś pilna praca i</p>

<p>wtedy wydzwania w poszukiwaniu pomocy. Ostatnio właśnie potrzebny był ktoś na</p>

<p>już!!! M. wręcz panikował! Pilne! Szczęśliwy Wołodia jechał dłuuuugo komunikacją</p>

<p>miejską na peryferie Wrocławia, żeby dorobić dodatkowo, bo to wiadomo każdy</p>

<p>grosz się liczy, a tu pojawiła się fucha. Szybko zrobił co mu kazano, a gospodarz</p>

<p>59</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>sięgnął do portfela, żeby się uczciwie rozliczyć. Bez kalkulatora udało mu się</p>

<p>obliczyć należność:</p>

<p>– Za godzinę płacę 10 złotych, ty zdążyłeś wszystko zrobić w 45 minut, więc</p>

<p>proszę, tu twoje 7,50, a jak coś jeszcze będzie do zrobienia, to zadzwonię.</p>

<p>I Wołodia wyruszył w długą podróż powrotną na drugi koniec miasta,</p>

<p>roztrząsając po drodze, a potem jeszcze wieczorem z przyjaciółmi, jaki tu w Polsce</p>

<p>jednak jest porządek i kultura.</p>

<p>Tania z kolei przyjechała szukać zarobku wraz ze swoim przyjacielem ze</p>

<p>Lwowa. Pośrednikowi zapłacili za wszystko ponad 1000 dolarów. Trafiła do</p>

<p>przyjaciółki już ustawionej we Wrocławiu i poszukiwała jakiegoś zajęcia. W mieście</p>

<p>się nie udało. Ktoś gdzieś pomógł i trafili oboje do gospodarstwa rolnego przy</p>

<p>granicy czeskiej. Karmią bydło i świnki, doją krowy, 50 złotych dziennie, miska i</p>

<p>nocleg. Może to nie najgorsza praca dla zawodowej pielęgniarki, ale czy zdążą</p>

<p>odrobić to, co zapłacili, skoro wiza pracownicza obowiązuje tylko 6 miesięcy?</p>

<p>Znałem i obserwowałem pewną rodzinę huculską, która też przyjechała dorabiać</p>

<p>się we Wrocławiu. Dwie siostry z mężami. Huculi to górale karpaccy i podobnie jak</p>

<p>nasi, często bohaterowie anegdot i ciekawych historyjek. Żeby zaoszczędzić</p>

<p>mieszkali wszyscy – 4 dorosłe osoby – w pokoiku w jednej z podwrocławskich</p>

<p>wiosek. Szwagrowie zaczepili się w firmach budowlanych. Starszy, niezły fachowiec</p>

<p>zarabiał na czysto 15 złotych. Drugi mniej doświadczony, ale za to początkowo</p>

<p>bardzo robotny i zaangażowany – 12. Pracować chciał koniecznie 10 godzin</p>

<p>dziennie, no bo inaczej to on nic przecież nie zarobi. Szef go jednak docenił, liczył</p>

<p>jemu po jakimś czasie pełną dniówkę, czyli 120 bez względu na to, czy odrobił te</p>

<p>godziny, czy nie. Do dobrobytu przyzwyczaił się szybko, zaczęło się gderanie i</p>

<p>pretensje, że on nie ma z czego żyć za takie pieniądze. Wyjeżdżając do domu,</p>

<p>przypadkowo zabrał ze sobą trochę drogich firmowych elektronarzędzi. Żony</p>

<p>60</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>natomiast sprzątały. Sądząc po wyglądzie niektórych chat huculskich, nie wychodziło</p>

<p>im to raczej zbyt dobrze i dołączając do tego ich pazerność, gospodynie w okolicy</p>

<p>przestały korzystać z ich pomocy. W tym sezonie Hucułów już u nas nie ma. Z</p>

<p>czegoś jednak biorą się te ludowe opowieści.</p>

<p>Dziewczyny, które sprzątają, to zupełnie inna historia. Często pracują u dam,</p>

<p>które całkiem niedawno szorowały toalety i podłogi, tylko trochę dalej na zachód.</p>

<p>Zarabiają nieźle. Na zasadzie: „ja dobra pani, zawsze coś dołożę, dam prezent, jakiś</p>

<p>ciuch czy coś dla dziecka, nakarmię”. W jakiś sposób są zaprzyjaźnione z</p>

<p>pracodawcami. Znają ich wady, zalety, upodobania, gusta. No i sekrety! Wiedzą, że</p>

<p>sławna modelka została wyrolowana przez swojego fotografa z dobrego kontraktu w</p>

<p>Paryżu, że facet jednej z nich ma kupę kasy i trzy byłe żony a sześcioro dzieci</p>

<p>kosztuje go olbrzymie alimenty, że któryś z szefów właśnie wczoraj przepuścił 100</p>

<p>tysięcy w kasynie, za co siedział w więzieniu jeden ze znanych lokalnych</p>

<p>biznesmenów i takie tam różne smaczki. U takiej elity pracuje Magda. Od 15 lat jest</p>

<p>w Polsce, początkowo jej praca polegała na opiece nad dziećmi i prowadzeniu domu</p>

<p>bogatego przedsiębiorcy. Potem dzieci robiły się coraz starsze, więc i obowiązków</p>

<p>ubywało, dochody zaczęły spadać, ale znalazła bez problemu zajęcie u innych ludzi z</p>

<p>tego kręgu. Sprząta, prasuje, czasami gotuje. W tej chwili i klienci już nie tacy, jak</p>

<p>byli. Jeszcze trochę i kończy z tą robotą. Ile można myć toalety? Dziewczyna</p>

<p>wykształcona, niegłupia życiowo. Dorobiła się. Kupiła i wyremontowała mieszkanie</p>

<p>w centrum Lwowa. Teraz je wynajmuje. Został jej tylko remont w mieszkaniu mamy</p>

<p>i zacznie rozkręcać jakiś swój biznes. Nieważne już są dochody. Szkoda zdrowia i</p>

<p>nerwów. I dosyć już poniżeń, bo polski dorobkiewicz też potrafi zaleźć za skórę.</p>

<p>Mieszka w mieszkaniu służbowym należącym do ludzi, u których od początku</p>

<p>pracowała. Wraz z nią kilka innych dziewczyn. Z wiosek z okolic Lwowa,</p>

<p>Tarnopola. Te tak dobrze nie trafiły, ale radzą sobie. Wszystkie mają klientów, są</p>

<p>zadowolone. Zarabiają pieniądze. I u każdej podobna sytuacja. W ich okolicach</p>

<p>61</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>żadnej pracy. Mąż pijak niekalający się pracą lub pracujący tylko na siebie. Dzieci,</p>

<p>które trzeba wychować, wykarmić, ubrać, wykształcić, a nauka na Ukrainie w tej</p>

<p>chwili jest bardzo droga. Wychodzą z domu skoro świt, wracają wieczorami.</p>

<p>Zmęczone, zestresowane, padają. Pracodawca potrafi dokuczyć, a i z czystością</p>

<p>lokali też bywa różnie. Trzeba się naprawdę narobić, odgruzować, żeby był efekt.</p>

<p>Dniówka, minimum 150 złotych, wszystko wynagradza. Oszczędzają na wszystkim,</p>

<p>to co potrzebne na siebie i do domu kupują przeważnie na Dworcu Świebodzkim w</p>

<p>niedzielę. Tak się już i u nich utarło, że na bazarze niby najtaniej. Wyjeżdżając do</p>

<p>domu, chociażby na święta, potrafią zabrać ze sobą i 15 (słownie piętnaście) toreb</p>

<p>zakupów. Takie ponoć różnice w cenach, a i tam na wsi wszystko się przyda. Ale na</p>

<p>święta nabywają drogie prezenty. Przykładowo dziecku telefon komórkowy, którejś</p>

<p>tam generacji za 2 tysiące złotych. Proste, ale dobre dziewczyny.</p>

<p>Wyjątkiem tu jest Liuda. Muzyk z wykształcenia po konserwatorium. Śpiew</p>

<p>operowy i fortepian. Też sprząta, ale jej zdolności już zostały dostrzeżone.</p>

<p>Proponowano jej już nauczanie gry na fortepianie, ale ma problemy z językiem i</p>

<p>raczej nie dogada się z uczniami. Polska i Polacy jej się podobają. Pani, u której</p>

<p>sprząta, załatwiła jej zaproszenie, więc z kolejnym wjazdem nie będzie miała</p>

<p>problemu. W tej chwili pobyt się kończy, ale i tak musi pilnie wracać, bo mąż już się</p>

<p>domaga pieniędzy. Sam pracuje jako mechanik samochodowy, ale tylko na siebie.</p>

<p>Chciałaby bardzo pracować jako muzyk, może się to kiedyś uda. Do Polski</p>

<p>przynajmniej ma blisko. Jej mama sprząta we Włoszech i tam minimalnie płacą 900</p>

<p>euro, więc jeśli już sprzątać, to raczej w Italii. Tu opowiadała, jak sprzątała u kogoś, i</p>

<p>stał piękny fortepian, „aż mnie korciło, żeby zagrać!”. Czasami tylko wieczorami</p>

<p>śpiewa współlokatorkom narodowe pieśni ukraińskie.</p>

<p>Dziewczyny jeszcze nie zdają sobie do końca sprawy, ale już pomału zaczynają</p>

<p>zauważać, że ich praca też niedługo nie będzie nikomu potrzebna. Kryzys,</p>

<p>bezrobocie i zubożenie społeczeństwa spowodowały to, że do sprzątania jest w tej</p>

<p>chwili wiele chętnych Polek, studentki i rencistki, ale nie tylko, które podejmują się</p>

<p>62</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>tej samej pracy nawet za 40 procent tego, co biorą Ukrainki.</p>

<p>Kryzys ostatnich lat, bardzo dotkliwy na Ukrainie dla średnich przedsiębiorców,</p>

<p>i dość przyjazne dla nich przepisy w Polsce tyczące się rejestracji firm, głównie</p>

<p>spółek z o.o., spowodowały pojawianie się u nas biznesmenów zza Buga, chcących</p>

<p>prowadzić tu działalność gospodarczą. W końcu to jednak Unia Europejska. Głównie</p>

<p>z branży budowlanej, bo to silna gałąź gospodarki. Po zarejestrowaniu spółek,</p>

<p>przywiezieniu pracowników, sprzętu, wynajęciu lokali, jeśli już komuś udało się</p>

<p>znaleźć w miarę intratne zlecenie, zaczynały się schody. Zdziwienie brało zarówno</p>

<p>rodzimych inwestorów-zleceniodawców, jak i wykonawców. Nie chodzi tu o</p>

<p>technologie, jakość, terminy, zobowiązania, bo tu już właściwie żadnych różnic nie</p>

<p>ma. Stawki, ceny jednostkowe za wykonane zlecenie – ukraińskie są i były raczej</p>

<p>wyższe niż polskie (chodzi tu o stawki pomiędzy firmami, nie mylić z</p>

<p>wynagrodzeniami). Jednakże skoro już Ukraińcy zgodzili się pracować za tyle, to</p>

<p>chcieliby pieniądze otrzymywać. Na Ukrainie zaliczka nie jest niczym dziwnym.</p>

<p>Często bierze się z góry olbrzymią sumę i po jakimś czasie rozlicza koszty</p>

<p>materiałów, robocizny itp. Jeśli obie strony są zadowolone, powtarza się operację i</p>

<p>tak do zakończenia inwestycji. Każdy wie, że jeśli się nie płaci, to problem ma tylko</p>

<p>zamawiający, ponieważ nikt dla niego niczego nie wykona. W Polsce natomiast</p>

<p>normą jest kilkumiesięczny termin zapłaty, często przeciągany lub w ogóle</p>

<p>ignorowany, nie mówiąc już o zupełnym braku rozliczenia. Wykonawca właściwie</p>

<p>powinien sponsorować inwestora, a nie bardzo ma prawo się upomnieć o swoje, bo to</p>

<p>i tak nie przyniesie efektu.</p>

<p>W końcu zgodzili się na takie warunki.</p>

<p>Menadżerowie polscy w służbowych samochodach z kredytu, zadłużeni po</p>

<p>uszy, uważają, że biedny Ukrainiec powinien ich całować po rękach za to, że dają mu</p>

<p>zajęcie. Ukrainiec, jeżdżący Mitsubishi Pajero za gotówkę, dziwi się natomiast, że</p>

<p>Polak nie ma na zaliczkę nawet 5 czy 10 tysięcy, i to złotych polskich. Byłem</p>

<p>63</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>świadkiem rozmowy, gdy rodzimy biznesmen, dopłacając po 3 miesiącach</p>

<p>opóźnienia 2 tysiące złotych, uświadamiał Ukraińca, jakie to u nich zacofanie i że</p>

<p>może za 20 lat u nich budownictwo będzie tak wyglądało jak w Polsce, żeby się nie</p>

<p>martwił.</p>

<p>Znowu jeden z Ukraińców, prowadzący firmę budowlaną w Londynie,</p>

<p>współpracujący z krajanami, którym poszczęściło się mieć możliwość budowania w</p>

<p>Polsce, postanowił z nimi zrobić świetny biznes. Pozostała mu po jednej dużej</p>

<p>inwestycji na Wyspach masa niezużytych materiałów. Wszystko z górnej półki:</p>

<p>marmury, drogie płytki ceramiczne, kamień ciosany, mosiężne klamki, designerskie</p>

<p>krany, kabiny prysznicowe, nawet duże pralki przemysłowe, skórzane kanapy, okapy</p>

<p>kuchenne, 150 par drzwi drewnianych wraz z listwami – pełne komplety. Postanowili</p>

<p>przywieźć to do Polski, zmagazynować i potem wykorzystać przy jakiejś inwestycji.</p>

<p>Co się uda, to sprzedać, bo to naprawdę towar pierwsza klasa i ceny bardzo dobre.</p>

<p>Przyjechało tego chyba trzy TIR-y, zostało zmagazynowane w jednej z mieścin</p>

<p>niedaleko Wrocławia w hali, której właściciel prowadził m. in. hurtownię budowlaną,</p>

<p>więc piękna perspektywa – klient sam przyjdzie po to wszystko. Okazało się jednak,</p>

<p>że to, co podoba się bogatym Anglikom, niekoniecznie przypada do gustu naszym</p>

<p>rodakom, zwłaszcza tym budującym domy pod miastem. Mimo że ceny były</p>

<p>naprawdę bardzo atrakcyjne, sprzedawały się niewielkie ilości i to sporadycznie.</p>

<p>Kafelki miały odcień nie taki, krany nie dla nas, klamki nieładne, a drzwi to już w</p>

<p>ogóle model angielski, wymiar nie taki i żaden stolarz się nie podejmie ich montażu.</p>

<p>Nie da się. Inwestycja budowlana się przeciągała, więc towar leżał sobie spokojnie w</p>

<p>hali nikomu niepotrzebny. Aż którejś pięknej spokojnej nocy nagle zniknął z</p>

<p>magazynu. Co do jednej sztuki. Nikt nic nie widział, bo przynajmniej dwóch</p>

<p>załadowanych i wyjeżdżających Tir-ów nie da się na wsi zauważyć. I po co komu</p>

<p>tyle takiego marnego, niepraktycznego towaru? Policja prowadzi chyba jeszcze do</p>

<p>dzisiaj śledztwo, ale efektów brak. Lepiej chyba by było dla sprawców, aby odnalazła</p>

<p>ich policja, zanim zacznie poszukiwania właściciel. Gdyby taka sytuacja miała</p>

<p>64</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>miejsce na Ukrainie, a poszkodowanym był Polak, wtedy wszyscy by rozumieli,</p>

<p>przecież to dziki kraj, wiadomo, że ryzykował. Biznesmenów zaangażowanych w te</p>

<p>przedsięwzięcia już w Polsce nie ma. Wrócili do swojego zacofania i tam jakoś sobie</p>

<p>radzą.</p>

<p>65</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p><strong>CODZIENNE SYTUACJE</strong></p>

<p>Ukraińcy i Rosjanie bardzo chętnie opowiadają o wszystkim, to bardzo otwarci</p>

<p>ludzie i sympatyczni rozmówcy. Zanotowałem niektóre opowieści tyczące się</p>

<p>codziennych zdarzeń. Opowiadali: urzędniczka państwowa o tym, jak postanowiła</p>

<p>odzyskać sprawność fizyczną, informatyk o szczegółach wykonywania swej pracy</p>

<p>zawodowej, instalator o przygodzie, jaka przytrafiła mu się w centrum miasta. Snuł</p>

<p>też wywody jeden intelektualista o obecnej sytuacji w kraju i kierownik placówki</p>

<p>bankowej o tym, jak spędzał urlop. A na koniec warianty zastosowania barszczu</p>

<p>ukraińskiego w stylach sztuki.</p>

<p><strong>Siłownia, płaski brzuszek latem – cena. </strong></p>

<p>Ja oczywiście staram się nie poddawać masowej histerii z powodu mody na</p>

<p>płaskie brzuszki i zgrabniutkie pupy, we mnie i tak jest tyle piękna, a siła mojej</p>

<p>osobowości i urok osobisty skutecznie odwrócą uwagę od możliwych jakichś</p>

<p>drobnych niedostatków. Ale przyszła wiosna, po wiośnie nastąpi lato ze swoimi</p>

<p>strojami kąpielowymi i niestety gołymi brzuchami, dlatego zebrałam się w sobie i</p>

<p>podjęłam decyzję zapisania się na siłownię. Interesująco brzmiała ich oferta</p>

<p>stworzona jakby specjalnie dla mnie: „Siłownia, wspaniałe ćwiczenia na wszystkie</p>

<p>partie mięśni z elementami stepowania. Polecamy każdej kobiecie dla zachowania</p>

<p>lub powrotu do wspaniałej sylwetki”. To bardzo dobrze, że te ćwiczenia opracowane</p>

<p>dla każdej kobiety, a nie dla jakichś Pudzianów. Ja co prawda jestem wysportowana,</p>

<p>w zeszłym roku przez trzy dni codziennie rano robiłam przysiady, a w domu też leżą</p>

<p>nawet gdzieś hantle. No od czegoś trzeba teraz zacząć, czegoś łatwiejszego. A potem,</p>

<p>jak już zacznę na tej siłowni, jak się wciągnę, to wiadomo, że będę jednym</p>

<p>wspaniałym kłębkiem pięknych mięśni.</p>

<p>66</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>Nic nie zapowiadało katastrofy. W przestronnej sali treningowej kobiety</p>

<p>różnych sylwetek, podobne do nagrobków dla krasnoludków step-platformy,</p>

<p>rytmiczna muzyczka, no trenerki jeszcze nie ma. Przypomniawszy sobie, że przed</p>

<p>treningiem sportowcy się rozgrzewają, z odpowiednim wyrazem twarzy wykonuję</p>

<p>kilka podskoków, przysiadów. Pokręciłam głową we wszystkie strony, pokazałam</p>

<p>wszystkim, że jest tu fanka fitnessu, która wie co i jak. No gdzie ten trener?! Ja</p>

<p>przestaję coś tu rozumieć!</p>

<p>Pojawia się trenerka, nieduża, zgrabniutka i ładna dziewczyna.</p>

<p>– Pani dzisiaj pierwszy raz? Będzie ciężko. Proszę wchodzić, zaczynamy!</p>

<p>Pięć minut. Wszystko normalnie. Fajnie tak skakać sobie przy muzyczce.</p>

<p>Dlaczego ja tu wcześniej nie przyszłam? Należy zajmować się sportem, prowadzić</p>

<p>zdrowy tryb życia.</p>

<p>Siedem minut. Dalej wszystko normalnie, tylko narasta niepokój wewnętrzny.</p>

<p>Całe 50 minut treningu w takim tempie mam podrygiwać?</p>

<p>Dziesięć minut, tak sobie! Wokół 20 kobiet z zaciętymi wyrazami twarzy macha</p>

<p>nogami i tupie w platformy, co tam słoń przy tym batalionie mrocznych kobiet</p>

<p>chcących przywrócić do porządku swoją figurę.</p>

<p>Dwanaście minut. Zaangażowanie okrzepło. Trenerka krzyczy:</p>

<p>– Jeszcze szybciej. Max, step, step! Jeszcze cztery razy, nie zmniejszać tempa!!!</p>

<p>Piętnaście minut. Ja zaraz wybuchnę i zapaćkam wam całą salę. Albo noga w</p>

<p>kolejnym zamachu mi odpadnie. Zrozumiałam, dlaczego baby za mną tak mocno</p>

<p>walą butami w te platformy. Ja swoją też znienawidziłam. A masz gadzino, i jeszcze</p>

<p>raz, i kopa znowu, połam się nawet cała, niech cię szlag trafi!!!</p>

<p>Dwadzieścia minut. Bierzemy kocyki, będzie seria ćwiczeń na mięśnie brzucha.</p>

<p>Super, przynajmniej nie podskoki już. Ale mi to dało!!! A twarze u wszystkich w</p>

<p>jednakowych kolorach, miejscami sine, miejscami czerwone...</p>

<p>Dwadzieścia dwie minuty. Mamo!!! Zabierajcie te platformy!!! Ja chcę umrzeć</p>

<p>normalnie, a nie w pozycji raka epileptyka! Ja nie mogę założyć nogi za głowę siłą</p>

<p>67</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>mięśni brzucha. Ja tam nie mam mięśni, ja tam mam śniadanie i nerwy.</p>

<p>Dwadzieścia pięć minut. Ćwiczenia na brzuch nie pójdą na marne. Tak można</p>

<p>jeńców przesłuchiwać. Po piętnastym razie ja jestem gotowa wydać wszystkich,</p>

<p>opowiedzieć wszystkie sekrety...</p>

<p>Ćwiczymy. Jeśli ja teraz umrę, to goły brzuszek latem nie bardzo będzie mnie</p>

<p>cieszyć. Po cichutku leżę spokojnie i tylko ciężko dyszę. W lustrze odbijają się pupy</p>

<p>wszystkich rozmiarów i kolorów, a buźki w jednym kolorze, malinowym. Na</p>

<p>twarzach wypisane jedno, antycelulitowy dżihad!</p>

<p>Trzydzieści minut. Grupa podobna do oddziału zombi. Figury w różnych</p>

<p>pozycjach półprzysiadów, rozczochrane włosy, płonące oczy. Wybaczcie, ale ja nie</p>

<p>mogę odwrócić się w takiej pozycji. Mi nogi wyrastają chyba nie z tej strony.</p>

<p>I tak, ja też nie dam rady. Należałoby odkroić kawałek trenerki i zanieść go na</p>

<p>badanie. Analizy wykażą, czy ona jest może z gumy czy z innej planety. Normalny</p>

<p>człowiek nie może tak się wyginać.</p>

<p>Trzydzieści pięć minut. Oczywiście, dlaczego by już kończyć trening? Tylko</p>

<p>moje ciało odmawia przyjęcia każdej pozycji za wyjątkiem horyzontalnej.</p>

<p>– No dziewczyny, obracamy się na platformie, dotykamy jej piersiami. U której</p>

<p>to się uda, u tej piersi będą przepiękne!</p>

<p>Ja dotknęłam platformy piersiami właściwie od razu i tak już leżałam sobie. To</p>

<p>się liczy czy nie?</p>

<p>Czterdzieści minut. Ja nie mogę usiąść, mnie się nogi nie zgnają!</p>

<p>Dotknąć końcem ręki do końca nogi w takiej pozycji? To utopia! Co wy</p>

<p>robicie?! Przestańcie łamać moje ciało. Jaka silna baba ta trenerka. Taka malutka, a</p>

<p>jaka zawzięta. Faszystka. Ja tak się nie złożę, ja nie z klocków zbudowana... aaaaaaa!</p>

<p>Stójcie, nie uciekajcie, rozłóżcie mnie pomalutku. Ja sama nie dam rady a i w</p>

<p>samochód w takim stanie nie wsiądę.</p>

<p>Czterdzieści pięć minut. Bardzo chciałoby się schować za platformą. Ja umrę w</p>

<p>mękach, w scenie finałowej rozerwę się na pół. Odpuście wszystkie winy!</p>

<p>68</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>Pięćdziesiąt minut. Ktoś dobry zebrał mnie do kupy i odstawił pod ścianę.</p>

<p>Zajęcia skończone. Czekają na nas za dwa dni. Czekajcie.</p>

<p>Ale mąż!!! Przyjeżdżaj i zabieraj moje szczątki. Boże, jak mi źle!!!</p>

<p>Poranek, dzień następny. Boże, wczoraj było tak wspaniale wstawać, dzisiaj taki</p>

<p>koszmar. Takie uczucie, jakbym spała w betoniarce, mogę poruszać tylko oczami.</p>

<p>Przynieście mój testament, ja zapiszę też coś na moją trzecią niekochaną siostrę. Mąż</p>

<p>zapamięta mnie młodą i piękną. Teraz ja będę wstawać, szykować się do pracy i</p>

<p>umrę podczas czynności ubierania majtek.</p>

<p>Mmm... cholerne lato, jeszcze się nie zaczęło, a już tak źle...</p>

<p><strong>Informatyk</strong></p>

<p>Pracuję jako informatyk, administrator systemu w jednym z biur w znanej</p>

<p>firmie. Stale spotykam się z głupotą ludzi posługujących się komputerami i</p>

<p>internetem. Dzisiaj na przykład przychodzi kobieta i oznajmia mi:</p>

<p>– Ja przeniosłam się dzisiaj na inny komputer, tego będę teraz używać. Przenieś</p>

<p>mi tam moje hasło.</p>

<p>– A po co?</p>

<p>– No moje tam nie pasuje, nie działa</p>

<p>– Wprowadź tam nazwę użytkownika i hasło ze starego komputera, wszystko</p>

<p>będzie działać.</p>

<p>Mija 15 minut. Tym razem dzwoni telefon na biurku. Wewnętrzny.</p>

<p>– Nie udaje się.</p>

<p>– A jaką nazwę użytkownika i hasło wprowadziłaś?</p>

<p>– Swoją...(tu podaje nick i hasło).</p>

<p>– A to ze starego komputera?</p>

<p>– Nie, to mój nick i nowe hasło.</p>

<p>– Tłumaczyłem, wprowadź użytkownika i hasło ze starego komputera.</p>

<p>69</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>– A ja chcę, żeby było tak, jak wprowadziłam i hasło nowe.</p>

<p>– No dobrze.</p>

<p>Dodaję nowego użytkownika i nowe hasło.</p>

<p>– I jak? Weszłaś w system?</p>

<p>– W jaki system? Jeszcze mi się Windows nie uruchomił, pisze, że hasło</p>

<p>nieprawidłowe.</p>

<p>– A jakie hasło wpisałaś?</p>

<p>– 1911196.</p>

<p>– Przecież chciałaś hasło SASZKA2.</p>

<p>– Ale się rozmyśliłam.</p>

<p>– Zaraz podejdę.</p>

<p>Przychodzę do jej pokoju, wprowadzam użytkownika i hasło, naciskam</p>

<p>potwierdzenie ustawień.</p>

<p>– Jakie chcesz hasło?</p>

<p>– 1911196.</p>

<p>– Na pewno? Dobrze się zastanowiłaś?</p>

<p>– Tak, ja go nie zapomnę nigdy, na 100 procent.</p>

<p>– Dobrze, bardzo proszę.</p>

<p>Minęło może około 40 minut. Dzwonek.</p>

<p>– Windows się nie uruchamia, podaje, że złe hasło.</p>

<p>– A jakie hasło wprowadzasz?</p>

<p>Tu podaje kilka liter.</p>

<p>– Ale ja ci ustawiłem 1911196.</p>

<p>– Ale ja je zmieniłam, żebyś ty nie znał.</p>

<p>– To po co do mnie dzwonisz?</p>

<p>– Bo nowe hasło zapomniałam.</p>

<p>– Co?!</p>

<p>– No zapomniałam nowe hasło!</p>

<p>70</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>Przychodzę, ustawiam jej hasło 123456, zatwierdzam.</p>

<p>– Hasło będzie 123456. Zmienić się go nie da i nawet nie próbuj.</p>

<p>– Dziękuję.</p>

<p>Za jakieś 10 minut.</p>

<p>– U mnie zniknęła poczta i wszystkie moje dokumenty!</p>

<p>– A one tam były?</p>

<p>– Tak! Oczywiście, na starym komputerze.</p>

<p>– A ty teraz jesteś przy starym komputerze?</p>

<p>– Nie, przy nowym.</p>

<p>– I myślałaś, że poczta i dokumenty wszystkie pojawia na nowym?</p>

<p>– Automatycznie powinny, ja o tym w książce czytałam.</p>

<p>– W jakiej książce? To o tym, jak pracuje i działa nasz system administracyjny,</p>

<p>książki już piszą?</p>

<p>– Nie pamiętam, chyba nie.</p>

<p>– Dobra, przeniosę twoje dane.</p>

<p>Kopiuję profil, redaguję, sprawdzam.</p>

<p>– Cała poczta w porządku?</p>

<p>– Tak raczej.</p>

<p>– A dokumenty?</p>

<p>– Tak</p>

<p>– A tło pulpitu?</p>

<p>– Tak,dziękuję</p>

<p>– Potrzebujesz jeszcze czegoś ode mnie?</p>

<p>– Nie, dzięki, jak coś, to będę dzwonić.</p>

<p>– Dobra</p>

<p>Za 15 minut.</p>

<p>– Ja miałam skrzynkę na interii.pl, a teraz nie ma. Jak tam wejść?</p>

<p>– Zakaz używania takich rzeczy na służbowym kompie. Zarządzenie od dyrekcji</p>

<p>71</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>firmy.</p>

<p>– No ale mnie potrzebne... do spraw służbowych...</p>

<p>– Pisz pismo do szefostwa.</p>

<p>– Twojego czy mojego?</p>

<p>– Przecież u nas jest jedno szefostwo.</p>

<p>– A do kogo właściwie?</p>

<p>– Wszystko jedno, choćby do dyrektora albo kierownika oddziału.</p>

<p>– Dobrze, już.</p>

<p>Dzwoni szef.</p>

<p>– Ustaw jej tę skrzynkę, już z nią nie mogę.</p>

<p>– Dobra</p>

<p>Ustawiam pocztę...</p>

<p>– Nick?</p>

<p>Podaje nicka</p>

<p>– Hasło?</p>

<p>– Ja nie pamiętam. A ty nie znasz?</p>

<p>– Ja?! Skąd? Przecież ja za waszą prywatną pocztę nie odpowiadam.</p>

<p>– No ty przecież jesteś administratorem systemu.</p>

<p>– Zwróć się z tym do ramblera.</p>

<p>– A jaki tam telefon?</p>

<p>– Nie mam pojęcia.</p>

<p>– A ty w ogóle coś możesz zrobić?</p>

<p>– Tak, szefowi zaniosę wykaz ostatnio odwiedzanych przez ciebie stron.</p>

<p>Poczerwieniała jak burak.</p>

<p>– No nikt nie widział, gdzie ja wchodzę...</p>

<p>– Przecież na szkoleniu miesiąc temu, ja wszystkich uprzedzałem, że wszystko</p>

<p>zapisuje się na serwerze. Kto gdzie właził i kiedy. Ciebie nie było?</p>

<p>– Byłam... To zrobisz mi to hasełko?</p>

<p>72</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>– Nie.</p>

<p>Za pięć minut dzwoni szef.</p>

<p>– Ustaw jej to pieprzone hasło.</p>

<p>– Spróbuję, no nie obiecuję...</p>

<p>– Wymyśl coś, a potem wpadnij do mnie.</p>

<p>Szef świetny facet, ale ta musiała go doprowadzić już do białej gorączki.</p>

<p>Wydobywam hasło ze starego systemu.</p>

<p>– Wszystko? Teraz już wszystko?</p>

<p>– Tak, dziękuję. A ty na serio możesz widzieć, kto gdzie wchodzi w necie?</p>

<p>– Oczywiście.</p>

<p>– A można mi tak ustawić, żeby nikt nie widział, gdzie ja wchodzę?</p>

<p>– Nie. – I uprzedzam kolejne mądre pytania. – Dlatego że posługiwanie się</p>

<p>internetem w celach prywatnych i do zabawy w pracy jest w naszej firmie</p>

<p>zabronione.</p>

<p>– A kto za to odpowiada?</p>

<p>– Ja.</p>

<p>– Jasne. Tylko nie mów nic, ja nie chcę, żeby dyrektor wiedział.</p>

<p>– Pomyślę.</p>

<p>– Dzięki</p>

<p>Idę do szefa, sprawdzamy wejścia. Portale randkowe, towarzyskie, czaty, nasze</p>

<p>klasy itp. Gdyby nie grafik obowiązków służbowych, to i filmy by ściągała...</p>

<p>– Możesz jej zablokować na to wejścia?</p>

<p>– Pewnie, że mogę.</p>

<p>– To blokuj, tylko jej nie mów, bo zamęczy potem.</p>

<p>Blokuję.</p>

<p>– U mnie internet nie działa! – Znowu znajomy głos.</p>

<p>– Cały czy tylko niektóre strony?</p>

<p>– Cały... w ogóle.</p>

<p>73</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>– Na jakie stronki wchodzisz?</p>

<p>– Na różne</p>

<p>– Spróbuj na www.praca.com.</p>

<p>– Tu ok.</p>

<p>– Czyli internet pracuje, podaj dokładny adres portalu, na jaki chcesz wejść.</p>

<p>– A... ja, ja, ja nie wiem – zaczyna się jąkać. – O, na przykład www.dopary.ru.</p>

<p>– I co napisano?</p>

<p>– Dostęp niemożliwy.</p>

<p>– To znaczy, że nie mamy praw wejść na to. Wiąże się to z portalami</p>

<p>randkowymi i różnymi dziwnymi, więc serwer blokuje.</p>

<p>– A do kogo w tej sprawie się mam zwrócić?</p>

<p>– Do serwera proxi.</p>

<p><strong>Przygoda w centrum</strong></p>

<p>Wczoraj zesrałem się w samym centrum miasta. I to nie jest wcale śmieszne,</p>

<p>zdrowy facet, a nawalił sobie do pełna w gacie. A było to tak. Idę sobie po ulicy,</p>

<p>nikogo nie zaczepiam, aż tu nagle zachciało mi się puścić bąka. Na ulicy mroźny</p>

<p>dzień, to zdrowo tak, co się męczyć, tym bardziej że ja to bardzo lubię – tak sobie</p>

<p>oczyścić jelita. W domu czasami jak puszczę, to u sąsiadów lampy przygasają.</p>

<p>Postanowiłem więc wypuścić z siebie gazy. A jak puszczałem, tak zrozumiałem, że</p>

<p>nie odpierdziałem wszystkiego spokojnie do końca. Stoję, sram prosto w gacie i</p>

<p>niczego z tym zrobić nie mogę. Gówno samo leci i nie pyta mnie o zgodę. Zawsze</p>

<p>mnie dziwiło, dlaczego jeśli robisz to w domu, to spokojnie, porcjami, siedzisz sobie,</p>

<p>wyciśniesz kawałek, stronę w gazecie przeczytasz, potem znowu jeszcze troszeczkę</p>

<p>wydusisz, a tak jak dzisiaj, to leci bez umiaru i o żadnym porcjowaniu kału nie może</p>

<p>być mowy. Tyłek otwiera się i gówno leci. Przy czym otwiera się na tyle szeroko, że</p>

<p>mam wrażenie, że bez mojej zgody bierze udział w konkursie „narób jak najwięcej,</p>

<p>74</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>najszybciej i wygraj telefon komórkowy”. A na co mojej dupie telefon komórkowy?</p>

<p>Stoję, aż się spociłem. Centrum miasta, do domu daleko, co robić? Na piechotę do</p>

<p>domu trzy godziny z pełnymi majtkami – od razu ostygłem, nie da rady. Ale jest</p>

<p>mróz, myślę, podmarznie trochę, to wtedy do autobusu i szybko jakoś się przemknę.</p>

<p>Siadłem na ławeczce i czekam. W tyłek jeszcze gorąco. Naszła mnie taka myśl, jeśli</p>

<p>to wszystko w gaciach zamarznie, to z genitaliami będzie straszny problem, brrr...</p>

<p>Nie, tak nie można. Wstałem, ludzie mnie jakoś omijają, pewnie zrozumieli, nad</p>

<p>czym ja tu myślę. Aż tu nagle genialna myśl wpadła mi do głowy. Wejdę na jakąś</p>

<p>klatkę schodową, tam w windzie się przebiorę, doprowadzę do porządku i potem</p>

<p>szybciutko do domu. Wchodzę do wysokiego bloku, brama była otwarta, naciskam</p>

<p>guzik, czekam na windę. Na klatce zrozumiałem jeszcze jedno. Ode mnie idzie taki</p>

<p>zapach, że... fuuu... Wsiadam do windy, naciskam guzik na ostatnie, 14 piętro, a</p>

<p>drugą ręką rozpinam spodnie, żeby czasu wystarczyło, póki nie dojadę. Drzwi nie</p>

<p>zdążyły się zamknąć, a tu wpada zdyszana kobieta.</p>

<p>– Zdążyłam. Pan na 14? A ja na 13, to wjadę z panem do końca i zejdę sobie to</p>

<p>pięterko.</p>

<p>Oczywiście pojedziemy, ja już guzik wcisnąłem. Podtrzymuję spodnie.</p>

<p>Ruszyliśmy, a u mnie w głowie jeden szum, plecy mokre od potu, a gówno już</p>

<p>całkiem zastygło. Śmierdzieć w windzie musiało bardzo mocno, bo współpasażerka</p>

<p>jakoś tak dziwnie zaczęła na mnie spoglądać. A ja na to robię taką minę, która mówi</p>

<p>wyraźnie, że nie srałem w windzie i już. Gdzieś tak na 10 piętrze winda wycięła nam</p>

<p>numer. Zatrzymała się i światło zgasło, szarpnęło nami też mocno, ja o mało co drugi</p>

<p>raz się nie zesrałem.</p>

<p>– O, co to, stoimy? Awaria? – pyta dziewczyna.</p>

<p>– Myślę, że tak – odpowiadam, strugam inteligenta i zastanawiam się, co tu</p>

<p>robić, a zrobić coś trzeba z moim gównem i brudnym tyłkiem. Kobieta naciska jakiś</p>

<p>guzik, zaczyna z kimś rozmawiać, pomoc wzywa, podaje adres domu. Wyobraziłem</p>

<p>sobie, jak przyjdą monterzy, jak nas będą wyciągać, jak zapytają, dlaczego tu tak</p>

<p>75</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>śmierdzi... A w windzie ciemno choć oko wykol. Wpadłem na to, że teraz właśnie</p>

<p>można się szybko przebrać, nic nie widać. Trzeba zdjąć szybko gacie, położyć gdzieś</p>

<p>w rogu, potem w tym stresie i zamieszaniu ona niczego nie zauważy. Zresztą jak</p>

<p>światło włączą, to po takiej ciemnicy, zanim oczy się przyzwyczają, my już</p>

<p>wysiądziemy. Rozpinam spodnie, a szeleszczę aż strach i pasek jeszcze dzwoni.</p>

<p>– A co pan robi? – z niepokojem pyta dziewczyna.</p>

<p>– A tak staram się usiąść jakoś wygodnie, długo czekać będziemy. – I spodnie</p>

<p>opuszczam.</p>

<p>– Co to za zapach?</p>

<p>O mało się nie wygadałem, że się osrałem na ulicy.</p>

<p>– A chamstwo takie windami jeździ, kto wie, co tu wyprawiają. – Spodnie już</p>

<p>całkiem zdjąłem, stoję w brudnych majtkach. Pomyślałem, że jak teraz włączą</p>

<p>światło, dziewczyna padnie na serce. Wyjścia nie ma, podążam dalej. A dziewczyna</p>

<p>zaczyna głośno szlochać, chyba się boi. Strasznie szeleszczę ciuchami, kombinuję,</p>

<p>jak zdjąć majtki i wyobrażam sobie, jaki będzie smród.</p>

<p>– Niech mi pan nie sprawia bólu! Nie dotyka mnie, bardzo proszę! – dziewczyna</p>

<p>aż zawyła.</p>

<p>– A ty co, zwariowałaś? Ja jestem ojcem dwojga dzieci. Idę do kolegi w</p>

<p>ważnych sprawach, jak mogłaś o mnie tak pomyśleć – odpowiadam wiarygodnie i</p>

<p>odklejam gacie od tyłka. Ale śmierdzi, gdy narobisz w gacie! Nie jak w toalecie, ale</p>

<p>tak że muchy na 5 metrów tracą przytomność. Dziewucha poczuła, że coś tu jest</p>

<p>mocno nie tak jak powinno, chyba skuliła się w kącie i płacze.</p>

<p>– Przestań już, nic ci nie zrobię – tłumaczę spokojnie. Majtki już odkleiłem i</p>

<p>kombinuję, jak je ściągnąć, żeby nie rozmazać nigdzie. Dziewczyna jakaś otępiała,</p>

<p>coś tam szepcze, modli się chyba. Majtki już mam na kolanach.</p>

<p>– Niech mnie Pan nie zabija! Proszę!!! – I szlocha rozpaczliwie.</p>

<p>– A na cholerę ty mi potrzebna, ja sam mam problem. – Zdjąłem wszystko, cały</p>

<p>rozmazany, a śmierdzi tak, że aż łzy z oczu lecą. Pasażerka w szoku. Coś tam dalej</p>

<p>76</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>gada do siebie. Czego panikujesz, myślę, stój sobie spokojnie, śmierdzi i już, tak</p>

<p>bywa. Rozumiem, że trzeba się śpieszyć. Albo teraz albo nigdy. Ściągam, aż mi</p>

<p>ulżyło. Dziewczyna chyba zemdlała, siedzi cicho. Stoję z gaciami, ostrożnie,</p>

<p>zastanawiam się, gdzie ona jest dokładnie, żeby jej nie rzucić majtek na głowę</p>

<p>przypadkiem i nie podeptać swoich spodni. Przysłuchuję się... Aaaa... siedzi na</p>

<p>wprost. W inny róg trzeba celować. Nagle niespodzianka. Włączają światło i winda</p>

<p>rusza. Zrozumiałem, że z dziewczyną coś nie tak. Oczy jej błyszczą, ręce się trzęsą,</p>

<p>ustami jak ryba porusza. Wyobraziłem sobie teraz ten obrazek w windzie. Stoję do</p>

<p>pasa rozebrany, w ręku osrane gacie, patrzę na leżącą kobietę. Nie tracę czasu,</p>

<p>wycieram się, ubieram i stoję jak uczciwy obywatel, czekam na swoje piętro. Na</p>

<p>podłodze kobieta, chyba martwa, w ręku brudne gacie. Stwierdziłem, że tak jej</p>

<p>zostawić nie mogę i w tym smrodzie. Wyciągnąłem z windy, położyłem na piętrze i</p>

<p>biegiem z tego budynku!!! Ona jakoś zaraz dojdzie do siebie, a mnie wstyd, że hej.</p>

<p>Tylko jednego zrozumieć nie mogę. Czego się bała? Jeśli śmierdzi gównem, to</p>

<p>znaczy, że ktoś się zesrał. O, jeśli by śmierdziało fiutem, to można zacząć się bać.</p>

<p>Chociaż i w tym niczego strasznego niektóre nie widzą.</p>

<p><strong>O naszych krajach</strong></p>

<p>Skończyły się złote czasy. W kraju wszystko za pieniądze. W płatnej toalecie</p>

<p>korzystający, który miał zatwardzenie i nic nie wydusił, może zażądać zwrotu</p>

<p>pieniędzy. I nawet oddając sprawę do sądu, wygra! Każdą dziwną sprawę można</p>

<p>oddać do sądu i wygrać! Główne zadanie sądu – być niezależnym. Głowna rola</p>

<p>cerkwi – być niezależną. Sąd, cerkiew i naród całkowicie oddzielili się od państwa,</p>

<p>nauczyciele oddzielili się od uczniów, milicja od złodziei, lekarze od chorych,</p>

<p>wszystko... Nawet nie ma kogo zapytać, jeśli pojawi się problem.</p>

<p>Na ekranie bez przerwy tylko strzelają, kochają się jedno z drugim, we krwi, w</p>

<p>brudzie. I śpiewają. Piosenki sensem zbliżają nas do debilizmu. Seks całkiem</p>

<p>77</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>oddzielił się od miłości. Na weselach na okrzyk „gorzko” nie całują się, a posuwają</p>

<p>się dalej. Kochankowie nazywają się partnerami, uściski nazywają pozycjami,</p>

<p>pocałunki – grą wstępną. Zniknęły całkiem zaręczyny, a jedną z chorób</p>

<p>wenerycznych jest ciąża.</p>

<p>Reszta – normalnie. Odessa śpiewająca, W Dniepropietrowsku się poprawia,</p>

<p>Kijów dawno poznał już, co to takiego korki uliczne. W dumie dyskusje czy</p>

<p>emerytury wypłacać od 60 czy 65 (przy średniej długości życia 57).</p>

<p>W sklepach jest wszystko, tylko kto będzie to wszystko jadł?</p>

<p>Od 1917 roku jasne jest, że jedzą tak tylko „nowi Ruscy”.</p>

<p>Piosenek w kraju śpiewa się 100 razy więcej niż dawniej, za to tekstów w nich</p>

<p>100 razy mniej.</p>

<p>We wszystkich gazetach piszą o tym, jak zachowywać się w łóżku, jakbyśmy z</p>

<p>niego nigdy nie wstawali. Wszystkie porady, jak spać, przespać się, a ani jednej – jak</p>

<p>żyć. W rezultacie, jak okraść bank, wie każdy Rosjanin, jak bezpiecznie trzymać tam</p>

<p>pieniądze – nie wie nikt.</p>

<p>Nasza władza pracuje prawidłowo. Chodzimy dobrze ubrani. Kobiety odwrotnie</p>

<p>– chodzą prawie rozebrane, gdzie się da, robią wszystko, żeby potem jakby co podać</p>

<p>do sądu.</p>

<p>Nowy prezydent dla wszystkich jest zagadką. Dawniej był tajemniczy kraj,</p>

<p>potem tajemniczy naród, teraz tajemniczy prezydent. Rozumem tego wszystkiego nie</p>

<p>ogarniesz. Tu trzeba czym innym myśleć. Czym? – my jeszcze nie wiemy.</p>

<p>Dzisiejszego życia zrozumieć się nie da. Nie ma literatury, nie ma</p>

<p>podręczników.</p>

<p>Co jest dobrego w Rosji? Wszyscy żyją niedługo, nawet kryminaliści. Dlatego</p>

<p>trzeba wytrzymać. A w zamian mrocznych i jednakowych pojawili się szczęśliwi i</p>

<p>nieszczęśliwi. Choć teraz cały ten bałagan, ze wszystkimi swoimi plusami i</p>

<p>niedostatkami, i tak bardziej przypomina normalne życie niż wtedy, kiedy łagier,</p>

<p>więzienia, mięsny kombinat, fabryka butów czy komitet partii wyglądały jednakowo.</p>

<p>78</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>Nie będziemy robić z siebie abstynentów. Ale z nałogów szczerze wybierzemy</p>

<p>jeden. Kulturze narkotykowej my przeciwstawiamy się kulturą alkoholową. Nie tylko</p>

<p>dlatego, że częściej się u nas pije (regularnie), niż kłuje. Kultura narkotykowa jest</p>

<p>zamknięta, egoistyczna, kultura alkoholowa – otwarta i aktywna. Człowiekowi</p>

<p>pijącemu potrzebne jest towarzystwo. Interesuje się innymi. Ćpun nie potrzebuje</p>

<p>nikogo. Inny mu tylko przeszkadza, odciąga od przyjemności.</p>

<p>Wywody z tego można rozwinąć nawet globalnie. Popatrzmy na sukcesy</p>

<p>militarne ludzkości. Narkomani z obu Ameryk, wszyscy ci Aztekowie, Majowie,</p>

<p>Inkowie ze swoimi kaktusami-pejotlami albo liśćmi koki.</p>

<p>Wielkie kultury Średniej, Południowo-Wschodniej, Mniejszej i samej Azji z ich</p>

<p>haszem i fajkami wodnymi.</p>

<p>I gdzie oni wszyscy są teraz?</p>

<p>Wszystko stracili, przegrali walkę z pijącymi wodę ognistą Europejczykami.</p>

<p>A jak można jeść jakieś grzybki, otumaniać się muchomorkami? Przecież</p>

<p>wiadomo, że grzyby są dobre z cebulką, smażone albo suszone. Jak można je</p>

<p>porównywać z dającymi kopa stoma gramami? Jak do głębi zrozumiał to kniaź</p>

<p>Włodimir – „Na Rusi się wesoło pije” – i odpędził całkowicie od nas islam.</p>

<p>I jeszcze jedno. Olewajcie zawsze rośliny. Pijący winko Francuzi i Hiszpanie</p>

<p>przeciwko Brytyjczykom z ich whisky, dżinem i kolonialnym rumem – i kto królował</p>

<p>na morzach? Zima 1812 roku pokazała przewagę rozgrzewającej wódeczki nad bordo</p>

<p>i chablis... Hitlerowi też wszystko wychodziło, dopóki nie poszedł ze swoim ubogim</p>

<p>sznapsem na naszą czyściochę. A my jeszcze sojuszników z angielskim scotchem</p>

<p>mieliśmy. Synom Hirohito, z ich dwudziestoprocentowym sake, z nami się nie udało,</p>

<p>ani z pijącymi burbony Jankesami. Rosję, Ukrainę czeka więc wielka przyszłość. Nie</p>

<p>dlatego, że Putin czy tam Janukowycz... tylko dlatego, że Smirnoff, Hortyca czy</p>

<p>Hlibnyj Dar.</p>

<p>79</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p><strong>Różnica kultur? </strong></p>

<p>To już tydzień jak odpoczywamy w Turcji. Przyzwyczaiłem się już do rozkładu</p>

<p>dnia wczasowicza. Wiem co, gdzie i o jakiej porze należy robić i to właśnie robię.</p>

<p>Jeszcze trochę i całkiem mi obrzydnie tak daleko od domu kąpać się w morzu,</p>

<p>dostawać czyste ręczniki, brać udział w konkursach, o jednej i tej samej porze</p>

<p>przychodzić na obiad, i nie dostawać za to ani grosza...</p>

<p>Każdego ranka po śniadaniu, kiedy z rodziną wybieramy się na plażę,</p>

<p>zostawiam w pokoju, na mojej poduszce jednego dolara dla podniesienia bojowego</p>

<p>ducha u niewidzialnej tureckiej sprzątaczki. Nie jest to żaden wyczyn z mojej strony i</p>

<p>też nie twierdzę, że ona bez tego nie wywiązywałaby się ze swoich obowiązków, ale</p>

<p>zawsze po powrocie znad morza wita nas czyściutki pokój ze świeżą pościelą na</p>

<p>posłanych łóżkach. Czego chcieć więcej?</p>

<p>Ale dzisiaj wszystko ułożyło się inaczej.</p>

<p>My z synem już wczesnym świtem zmierzaliśmy wąskimi serpentynami na</p>

<p>wycieczkę do jakiegoś Dołman-Hrełman albo Hrełman-Dolman, a w pokoju została</p>

<p>żona, która w przeciwieństwie do nas dobrze się wyspała, a potem miała pochodzić</p>

<p>po mieście.</p>

<p>Wieczorem, zmęczeni i głodni po takiej wyprawie, zaszliśmy na plażę, żeby</p>

<p>zabrać naszą mamę, a co ważniejsze klucze od pokoju.</p>

<p>Wchodzimy do środka i nie wierzymy własnym oczom. Po kolorze walizki</p>

<p>wygląda, że to nasz apartament, ale coś jest nie tak! Dookoła jakieś zwierzątka</p>

<p>różnych rozmiarów i kolorów, zrobione z moherowych ręczników i serwetek. Tu</p>

<p>rybki, tu chyba gęś... a to dinozaur? Czy to jakieś dziwne święto narodowe? Nasze</p>

<p>łóżka usypane płatkami róż. Wszędzie też rozstawione kwiaty, naturalne pomieszane</p>

<p>z takimi powycinanymi z serwetek. Nawet na moim laptopie stoi talerzyk z wodą, w</p>

<p>którym pływa jakiś kwiatuszek-lilijka. Nie wiemy, co myśleć. Może według</p>

<p>tureckich pojęć powinniśmy zostać powaleni tymi ozdobami. Ciszę przerwała żona:</p>

<p>– Wydaje mi się, że trumnę z ciałem zmarłego dopiero co wynieśli, a my nie</p>

<p>80</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>zdążyliśmy ani się z nim przywitać, ani pożegnać...</p>

<p>Wszystko jeszcze ułożone było w kształcie serduszek, nawet buty. Na pewno,</p>

<p>gdyby nasza niewidzialna sprzątaczka miała więcej czasu, to i pilota od telewizora</p>

<p>ogrzałaby nad ogniem i wygięła w serce...</p>

<p>Podobało się tylko naszemu synowi. A my się zaczęliśmy zastanawiać... Jeśli to</p>

<p>ukryta kamera? To dlaczego u nas akurat i co dalej? Doszliśmy do wniosku, że do</p>

<p>naszego hotelu przyjechał z wizytacją turecki minister turystyki, ale żona odwiedziła</p>

<p>wszystkich sąsiadów i okazało się, że u nich wszystko jest jak zawsze.</p>

<p>Późnym wieczorem, kiedy pogodziliśmy się z faktem, że w świecie jednak</p>

<p>zdarzają się niezbadane i tajemnicze sytuacje oraz zjawiska, małżonka nagle spytała:</p>

<p>– Dziwne, gdy dzisiaj rano wróciłam z bazaru, zostało mi 50 euro w jednym</p>

<p>banknocie i nie chciało już mi się otwierać sejfu, żeby je schować. Wsadziłam je pod</p>

<p>twoją poduszkę... nie brałeś?</p>

<p><strong>Barszcz</strong></p>

<p>Przygotowanie potraw dla niektórych kobiet to domowe hobby. Prawidłowo!</p>

<p>Barszcz ukraiński jak najbardziej wpisuje się do naszej narodowej, smacznej kuchni.</p>

<p>Ale jakie miejsce ta zupa może zająć w sztuce?</p>

<p>REALIZM. Wszystko jak zawsze. Dusić warzywa, buraki, cebulę, marchew itp.</p>

<p>Na mięsnym bulionie, dołożyć kapusty, ziemniaczka. Gotować, aż się ugotuje.</p>

<p>IMPRESJONIZM. Przygotować normalnie. Przed podaniem zmiksować.</p>

<p>EKSPRESJONIZM. Włożyć do garnka całe buraki. Za godzinę ziemniaki,</p>

<p>marchew. Całą cebulę i całą główkę kapusty. Gotować trzy godziny.</p>

<p>ROMANTYZM. Wszystkie produkty pokroić w kształcie kwiatuszków.</p>

<p>HIPERREALIZM. Ugotować buraki, ziemniaki. Pokroić cebulkę, kapustę,</p>

<p>ogórki kiszone. Całość polać roztopionym masłem.</p>

<p>SZTUKA ALTERNATYWNA. Ugotować całość nie na zwykłym bulionie, a</p>

<p>81</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>np. na bulionie z kuropatw, bażantów albo owoców morza.</p>

<p>PRYMITYWIZM. Podać gościom nieświeże produkty.</p>

<p>NEOPRYMITYWIZM. Chcących zjeść zupę ludzi wysłać do sklepu na zakupy,</p>

<p>stworzyć im możliwość przygotowania potrawy samemu.</p>

<p>ABSTRAKCJONIZM. Wyjść na dwór, nazrywać trawy, obojętnie jakiej, jaka</p>

<p>będzie pod ręką, zalać wrzątkiem, gotować 40 minut. Sól, pieprz do smaku.</p>

<p>NEOKLASYCYZM. Bulion zamienić na proszkowy, świeże warzywa na</p>

<p>suszone.</p>

<p>KONCEPTUALIZM. W talerze nalać wrzącej zupy. Podawać bez soli i pieprzu.</p>

<p>HIPERKONCEPTUALIZM. Podać gościom pełne talerze aromatycznej zupy, a</p>

<p>łyżki schować tak dobrze, żeby nikt nie znalazł. Gospodarz przeprasza gości,</p>

<p>wychodzi w nagłej, bardzo ważnej sprawie.</p>

<p>BARSZCZ OP-ART. Nalać pełen talerz zupy i pokazać go mającym ochotę</p>

<p>zjeść. Wszystko.</p>

<p>BARSZCZ POP-ART. Mającym ochotę zjeść barszcz powiedzieć „Figę wam, a</p>

<p>nie zupę, wynocha”. Wszyscy rozchodzą się pod wrażeniem. Akcja sztuka udała się.</p>

<p>EKLEKTYKA. Barszcz ozdobić jasnymi różyczkami.</p>

<p>FUTURYZM. Barszcz jemy z koryta po 7 porcji na głowę. Obowiązkowo w</p>

<p>cylindrach i fraku. Nieobowiązkowo, ale wskazane jest ubrać żółte kalesony.</p>

<p>HIPARYZM. The Barszcz gotować z kradzionych i znalezionych warzyw po</p>

<p>zamknięciu targu. Konopiami przyprawiać. O soli zapomnieć. Jeść łyżką aluminiową</p>

<p>ukradzioną ze stołówki studenckiej. Łyżkę nosić na szyi zamiast krzyżyka. Much nie</p>

<p>odpędzać.</p>

<p>HAPPENING. Po tym jak goście już dobrze się najedli, zademonstrować im</p>

<p>ugotowanego w zupie kota. Akcja pt. „A potem zupa z kotem”.</p>

<p>POSTMODERNIZM. Gościom nalewać niewidzialny barszcz, czyli udawać, że</p>

<p>jest. Wszyscy powinni udawać, że jedzą. A tego kto powie, że nic tu nie ma, wygonić</p>

<p>za prostactwo i chuligaństwo.</p>

<p>82</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>SYMBOLIZM. Gościom podajesz talerze z karteczkami, na których piszesz:</p>

<p>burak, marchew, ziemniak, kapusta, cebula... itp.</p>

<p>STYL FOLKOWY. Na stół stawiasz koszyk z surowymi warzywami. Dalej</p>

<p>goście powinni sobie sami ugotować.</p>

<p>PERFOMANSE. Zaproszonych na barszcz gości gospodarze witają ubrani jak</p>

<p>ich matka rodziła.</p>

<p>Niech gotowanie smacznych potraw będzie dla Was przyjemnym, domowym</p>

<p>hobby, a nie ciężkim obowiązkiem.</p>

<p>83</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p><strong>NOCĄ</strong></p>

<p>Nocą w ukraińskich miastach jest tak samo niebezpiecznie, jak we wszystkich</p>

<p>innych europejskich. Nie należy łazić, gdzie nie trzeba, a wszystko będzie jak</p>

<p>najbardziej w porządku. To do takich, którzy na wieść, że jadę na Ukrainę, z miejsca</p>

<p>wybałuszają oczy i przerażeni pytają: „A ty się nie boisz?!”. Wiele razy znajdowałem</p>

<p>się w środku nocy w różnych zakamarkach miast. Nie mówię tu o ścisłym centrum,</p>

<p>gdzie jak wszędzie trwa bujne nocne życie towarzysko-knajpiano-dyskotekowe. Na</p>

<p>dworcach nocą też jest bezpiecznie. W dalszej ich okolicy to już inaczej może być,</p>

<p>ale to przywara chyba wszystkich dworców na świecie. Na lwowskim, który jest dość</p>

<p>duży, trwa ciągły ruch. W poczekalniach dosłownie tłumy, często nie ma gdzie</p>

<p>przysiąść, chociaż są dosyć obszerne. I dużo milicji. Mundurowych i po cywilnemu.</p>

<p>Nic wam nie grozi. Ciekawym dla mnie doświadczeniem, aż uległem zdziwieniu,</p>

<p>było zachowanie kibiców również oczekujących na pociąg. Nie było gdzie choć na</p>

<p>chwilkę posadzić tyłka, żeby dać ulgę zmęczonym nogom. Chłopaki w szalikach,</p>

<p>rasowi kibice, przysiedli za lodówkami w części należącej do punktu</p>

<p>gastronomicznego. Sprzedawczyni wyskoczyła, ochrzaniła zdrowo, oni przeprosili,</p>

<p>spuścili głowy i odeszli. Jakoś nie wyobrażam sobie, żeby coś takiego mogło</p>

<p>wydarzyć się w Polsce. Z naszymi kibolami nie udałoby się tak raczej.</p>

<p>A tak na co dzień bez większych atrakcji. Pijakami, młodzieżą wyglądającą na</p>

<p>uciekinierów z domu i w ogóle wszelkim podejrzanym elementem zajmuje się od</p>

<p>razu milicja. Żal mi tylko było koczujących staruszek w starych płaszczach i</p>

<p>chustkach na głowach. Przyjeżdżają handlować na bazarze, sprzedają to, co na wsi</p>

<p>można wyhodować, aby dorobić do głodowej emerytury. Na nocleg ich nie stać,</p>

<p>spędzają więc noce w poczekalniach dworcowych, wraz z torbami zawierającymi ich</p>

<p>towar. Serce się kroi.</p>

<p>A weźmy dla przykładu kurorty, zwłaszcza te nadmorskie. Odessę chociażby.</p>

<p>84</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>Tu przy samej plaży całą noc trwa wielki bal w okolicznych lokalach. Dyskoteki,</p>

<p>tańce na rurze... jedna wielka impreza dla przyjezdnych, ale i miejscowi nie</p>

<p>odmawiają. Często niedobitki, albo polegli podczas zabawy, leżą, śpiąc twardym</p>

<p>snem na plażowych ławkach, kiedy ta zapełnia już się wczasowiczami. Czasami ktoś</p>

<p>się zlituje i nakryje przynajmniej głowę, bo z odeskim słońcem żartów nie ma. Ale w</p>

<p>oddalonym centrum również życie kwitnie. Pooddychajmy trochę atmosferą, o jakiej</p>

<p>w swoich piosenkach śpiewa Alosza Awdiejew; tylko na słynną Mołdawiankę,</p>

<p>dzielnicę słynącą z mieszkańców nie bardzo przestrzegających prawa, lepiej się nie</p>

<p>zapuszczajmy, bo tam i dzisiaj może być nocą niebezpiecznie.</p>

<p>Deptaki, knajpy pełne turystów, gra muzyka, spacer to coś bardzo przyjemnego.</p>

<p>Można też pojeździć dorożką. Pięknie oświetlone wystawy, zwłaszcza antykwariaty z</p>

<p>cudami z dawnych czasów. Wrażenie robi wejście do meczetu. Pochodzić należy</p>

<p>obowiązkowo po starówce, deptakach, a potem po słynnych „potiomkinowskich</p>

<p>schodach” zejść do portu tzn. morwagzału. Schodzę więc w międzynarodowym</p>

<p>tłumie na dół... a tu na dole jest jezdnia, czego nie widać prawie nigdy na zdjęciach</p>

<p>czy w telewizji. Przystanki autobusowe i knajpka, gdzie można napić się czegoś i</p>

<p>odetchnąć. Zamawiam i ja piwko, odpoczywam, delektuję się smakiem i przyglądam</p>

<p>turystom. Słychać przeważnie rosyjski, ukraiński, niemiecki i angielski. Nagle z</p>

<p>zadumy wyrywają mnie dziwnie brzmiące gdzieś za plecami słowa w również</p>

<p>znanym mi narzeczu: „o k...a, jakie chu...e piwo!”. Bo Polacy nie gęsi i swój język</p>

<p>mają.</p>

<p>W porcie też jest co zobaczyć. Cumujące kilkupiętrowe statki pasażerskie o</p>

<p>różnych banderach, z reguły raczej krajów czarnomorskich. Na pokładach tańce i</p>

<p>zabawa. Duży „parking” prywatnych jachtów; widzę kilka katamaranów, wielkością,</p>

<p>ilością i jakością łajby wcale nie odróżniają się od tych w portach</p>

<p>zachodnioeuropejskich. Pomnik przedstawiający kobietę z dzieckiem żegnającą</p>

<p>odpływającego małżonka i ojca w rejs oraz stara cerkiewna kapliczka to portowe</p>

<p>zabytki. Jeszcze rzut oka na latarnię morską,”odeski majak”, i można wracać na</p>

<p>85</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>kwaterę. Miejska komunikacja, czyli marszrutki, funkcjonują przez całą dobę. A</p>

<p>niedaleko domu całodobowo czynny market, można więc bez kolejek uzupełnić</p>

<p>zapasy w lodówce. Kupiłem jeszcze lody, siadłem na ławce przed blokiem, spokojnie</p>

<p>skonsumowałem i nie przypłaciłem tego życiem czy utratą choć jednej kopiejki.</p>

<p>86</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>87</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p><strong>PLAŻA</strong></p>

<p>Jeżeli ktoś lubi wypoczynek aktywny, zwiedzanie, góry i morze jednocześnie,</p>

<p>ma dość dużo pieniędzy, to idealnym miejscem dla niego jest Krym, a zwłaszcza jego</p>

<p>południowa i wschodnia część. Tam znajdzie wszystko, czego szuka. Na zachodzie</p>

<p>bowiem mogą urlop spędzać tylko miłośnicy plażowania, ponieważ nie ma tam</p>

<p>innych większych atrakcji. Ale plaża krymska na całej swej długości jest bardzo</p>

<p>zatłoczona, a wręcz zapchana, za to z cenami o wiele wyższymi niż w wielu</p>

<p>światowych kurortach. Zupełnie inaczej jest w Odessie. Mniej prestiżowo (w</p>

<p>mniemaniach ukraińsko-rosyjskich oczywiście), ale również miło można spędzić</p>

<p>urlop. Miejsce mojego zamieszkania od kąpieliska dzieliły 2-3 przystanki jazdy</p>

<p>tramwajem lub 15-20 minut spaceru. Znajdowało się tuż za dawnym pionierskim</p>

<p>obozem „Młodej Gwardii”. Już od prawie samego przystanku tramwajowego do</p>

<p>właściwej plaży witały stragany oferujące pamiątki, koszulki, popcorn, hot-dogi,</p>

<p>lody, napoje i wszystko, co może być potrzebne ludziom w takich miejscach, jak</p>

<p>chyba na całym świecie. Niektóre zresztą, dokładnie takie same – zwłaszcza latarnie</p>

<p>morskie, marynarzyki, wiatraczki – można kupić nad naszym Bałtykiem, azjatyckiej</p>

<p>produkcji zapewne. Ja zawsze kupuję tielniaszkę, tj. charakterystyczną marynarską</p>

<p>lub wojskową koszulkę w paski i nadal nie posiadam takiej w swojej garderobie,</p>

<p>bowiem każdą zawsze oddaję komuś w prezencie. Jak się okazuje, bardzo wiele osób</p>

<p>chce taką właśnie posiadać. Za straganami coś w rodzaju wesołego miasteczka:</p>

<p>karuzele, strzelnice, automaty do gier, wszystkie znane wyciągacze pieniędzy. Dalej</p>

<p>wzdłuż nadbrzeża ciągną się lokale gastronomiczno-rozrywkowe, niektóre są</p>

<p>własnością stojących również tam, tylko bliżej miasta niż wody, hoteli. Mamy</p>

<p>jeszcze camping i całą szeroką interesującą nas plażę właściwą wraz z molo. Fajnym</p>

<p>pomysłem są dmuchane duże baseny wraz ze zjeżdżalniami dla dzieciaków, które</p>

<p>mogą i tu się popluskać, niekoniecznie trzeba puszczać je do morza. Odeskie słońce</p>

<p>88</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>jest naprawdę silne i potrafi być niebezpieczne. Miejscowi więc zalecają plażowanie,</p>

<p>i tak zresztą sami robią, w godzinach popołudniowo-wieczornych. Pierwszy raz tak</p>

<p>właśnie zaprosili mnie „na morie”. Po pracy. Pojechać, popływać, pobiesiadować i do</p>

<p>domu. Po drodze obowiązkowo zaopatrzenie w piwko, napoje, coś do przegryzienia i</p>

<p>niezastąpioną suszoną rybę. Życie na plaży jeszcze trwa, a w okolicznych lokalach</p>

<p>dopiero się zaczyna. W koszach na śmieci i wokół nich przesypują się puste butelki,</p>

<p>opakowania itp. Widać, że turystów w dzień bywa tu bardzo wielu. Ale pierwsze na</p>

<p>co zwróciłem uwagę, to grupa czarnoskórych kobiet, wszystkie fantazyjnie, kolorowo</p>

<p>ubrane i u każdej egzotyczna fryzura, oferujące zainteresowanym skręcenie dredów.</p>

<p>Nie jest to więc taki koniec świata ta Ukraina, jeśli zajmują się tym i oferują to samo</p>

<p>co ci w Maliboo.</p>

<p>Miałem wolny dzień, ponieważ był to lipiec, pogoda jak to nad Morzem</p>

<p>Czarnym, więc postanowiłem i ja poplażować. Zabrałem ze sobą nieodzowne</p>

<p>wyposażenie, ruszyłem zdobyć trochę opalenizny. Ludzi już trochę było, wybrałem</p>

<p>więc odpowiednie miejsce i postanowiłem skorzystać ze stojących tam leżaków.</p>

<p>Czytam książkę, nagle pojawił się nade mną jakiś cień, postać.</p>

<p>– Tak? – pytam.</p>

<p>A to całkiem młody facet, uśmiecha się do mnie, pobłyskując złotymi zębami:</p>

<p>– Ja rozliczyć się, za ten leżak.</p>

<p>No tak, leżaki są płatne, ale nie wiedziałem, jak i gdzie to się załatwia.</p>

<p>– Dobrze, jasne, już płacę.</p>

<p>10 hrywien i mogę tu sobie leżeć do samego wieczora.</p>

<p>– Pan na pewno z Priboja? Z tego hotelu tutaj? Pierwszy raz? – próbował zagaić</p>

<p>rozmowę, ale przybywające plażowiczki zmusiły go do zajęcia się obowiązkami</p>

<p>służbowymi. Miły facet swoją drogą, uczynny. Przynosił według życzenia poduszki,</p>

<p>kocyki, wszystko w cenie. Rzeczy osobistych też pilnował, jeśli ktoś chciał się</p>

<p>oddalić popływać czy w innym celu. Zachciało mi się pić, podskoczyłem do budki z</p>

<p>piwem i kupiłem też dla niego. Zasłużył i spodobał mi się. Krępował się trochę, ale</p>

<p>89</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>zdobyłem tym oddanego kolegę.</p>

<p>Plażowicze jak wszędzie i zajmują się tym co zwykle, na wszystkich plażach</p>

<p>świata. Niestety zapomniałem o ostrzeżeniach znajomych. Słońce trochę mnie</p>

<p>poparzyło. Ironicznie patrząc na mnie, stwierdzili:</p>

<p>– Dorwał się jak Ruski do słońca.</p>

<p>90</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>91</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p><strong>BAZAR</strong></p>

<p>Bazary są wszędzie i bardzo różne. Takie małe, lokalne, osiedlowe, przy</p>

<p>każdym większym skupisku mieszkańców, coś takiego jak w Polsce na początku lat</p>

<p>90-tych. Tradycyjnie zaopatrzyć się tu można we wszystkie produkty spożywcze, a</p>

<p>więc budki-stragany z warzywami i owocami, nabiałem, delikatesami itp. Dużym</p>

<p>zainteresowaniem cieszą się wyroby „domowe”, tj. śmietana, masło, słonina czy kura</p>

<p>z przydomowej hodowli. Stanowiska handlowe są bardzo różne, często dosyć</p>

<p>skromne. Widywałem ludzi targających codziennie domową wagę, a cały ich</p>

<p>asortyment to worek ziemniaków, woreczek buraków i miska fasoli. Na życie zarobić</p>

<p>jakoś trzeba, choćby i tak. Czasami siedzą staruszki, sprzedają papierosy, nawet na</p>

<p>sztuki, zapałki, przysłowiowe mydło i powidło. Są i profesjonalne sklepiki, pawilony.</p>

<p>Dokładnie jak u nas. Oprócz placów wyznaczonych do uprawiania tego fachu wielu</p>

<p>targujących ustawia się w miejscach niedozwolonych, najchętniej wzdłuż dużych,</p>

<p>często uczęszczanych ulic. I tu trwa nieustająca zabawa z milicją w kotka i myszkę.</p>

<p>Przyjdą, spiszą, wlepią mandaty tym, którzy nie zdążyli się w porę ewakuować, a</p>

<p>następnego dnia wszystko po staremu. Zawsze w tym interesie jest ruch. Ludzie</p>

<p>chętnie zaopatrują się na targu, a i mnie się niejednokrotnie zdarzało.</p>

<p>Nie spotkałem się co prawda z sytuacją, o jakich opowiadały mi zaprzyjaźnione</p>

<p>Lwowianki: „U nas na bazarach coraz większe chamstwo. Chodzę, oglądam, a tu</p>

<p>sprzedająca baba do mnie: – Co jabłka tylko oglądasz. Kupować będziesz? Tylko mi</p>

<p>towar psujesz! A u drugiej kilka dni później to samo: – Kupujesz? Bo nie wyglądasz</p>

<p>mi na taką, co pieniądze ma!”. Do mnie nikt tak jeszcze nie wyskoczył, ale może</p>

<p>wszystko przede mną?</p>

<p>We Lwowie znam tylko bazar usytuowany niedaleko dworca kolejowego, drugi</p>

<p>w pobliżu opery i trzeci bardzo ekskluzywny, już w samym ścisłym centrum. Ten</p>

<p>tylko dla turystów (bogatych), bo asortymentem są tu wyroby narodowego rękodzieła</p>

<p>92</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>ukraińskiego, jak w naszej Cepelii.</p>

<p>Te duże targowiska to coś w rodzaju centrów handlowych. Pawilony dosyć</p>

<p>duże, właściwie sklepy, bo handluje się tu takimi rzeczami jak meble czy materiały</p>

<p>budowlane i wykończeniowe, miejsca do tego potrzeba wiele. A słynny odeski bazar</p>

<p>PRIWOZ to miejsce nawet historyczne. Pojawia się w pieśni, literaturze i filmie. To</p>

<p>tu od zawsze panował miejscowy słynny półświatek. Położony w dobrym miejscu, w</p>

<p>centrum miasta, niedaleko parku i ogrodu zoologicznego. Dziś to targ, niby jak każdy</p>

<p>inny, ale na pewno ma wiele swoich tajemnic i odbywają się tu nadal transakcje, o</p>

<p>których nikt niewtajemniczony nigdy się nie dowie. Ja odwiedziłem go tylko raz, tak</p>

<p>turystycznie. Chciałem zobaczyć miejsce, o którym śpiewa Alosza Awdiejew. Na</p>

<p>pierwszy rzut oka niczym się nie różni od innych, choćby położonego o wiele bliżej</p>

<p>mojego miejsca zamieszkania, Bazaru Siewiernyj (północny). Co dzień w jego</p>

<p>kierunku zmierzają tłumy klientów, marszrutki i tramwaje opróżniają się na</p>

<p>przystankach w pobliżu i zapełniają od razu na nowo powracającymi już z zakupów.</p>

<p>Wraz z tłumem przechodzę przez jedną z bram. Pierwsze na co zwróciłem uwagę, to</p>

<p>kobiety siedzące na taboretach. W rękach trzymają pęki banknotów. To takie kantory,</p>

<p>punkty wymiany podobno po dużo korzystniejszym kursie niż w miejscach</p>

<p>posiadających do tego oficjalne uprawnienia, których na targowisku zresztą też jest</p>

<p>kilka. Wrzucam trochę hrywien do pudełka proszącemu o wsparcie człowiekowi bez</p>

<p>nóg, ubranemu w mundur wojsk powietrzno-desantowych, błękitny beret, na piersi</p>

<p>ordery. Słyszałem o ich rentach, takich dziesięciu weteranów-inwalidów nie dostanie</p>

<p>razem tyle, ile nasz dzielny agent Tomek. No ale też nie są tacy przystojni.</p>

<p>Targowisko wielkie, właściwie można tu kupić wszystko w pawilonikach, na</p>

<p>straganach i nawet wygrzebać ciekawostki wśród kupy rupieci, bo handlarzy</p>

<p>starzyzną też nie brakuje. Wrażenie w takich miejscach robią na mnie zawsze wielkie</p>

<p>hale, w których sprzedaje się ryby a w innych mięso. I ciekawe co powiedziałby o</p>

<p>tym nasz Sanepid. Zatrudnienie i zarobek znajduje tu naprawdę bardzo wiele osób.</p>

<p>Nie tak dawno gruchnęła wieść, że bazar zostanie zamknięty, ponieważ został</p>

<p>93</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>sprzedany zagranicznym biznesmenom. Zaczęły się dość gwałtowne protesty, szybko</p>

<p>doszło do zamieszek. Tłum przekonany, że odbiera im się miejsca pracy, ruszył pod</p>

<p>siedzibę dyrekcji i zarządzających obiektem. Skończyło się demolką, podpaleniem,</p>

<p>niestety jeden z dyrektorów dość poważnie ucierpiał. Skończył w szpitalu. Całe</p>

<p>zamieszanie okazało się niepotrzebnym incydentem, bowiem sprawy wyglądały</p>

<p>zupełnie inaczej. Otóż miejscowi hochsztaplerzy sprzedali bazar na zasadzie takiej</p>

<p>jak „warszawskie cwaniaki” sprzedają naiwniakom Kolumnę Zygmunta. Znaleźli</p>

<p>naiwnych Czeczeńców i z nimi dokonali poważnej, handlowej transakcji. Wiadomość</p>

<p>o tym wyciekła i stało się, jak się stało. Handlowcy bronili swoich praw, zniszczono</p>

<p>pawilon dyrekcji, a sam kierownik oberwał. Odeski półświatek zarobił, biznesmeni</p>

<p>kaukascy ponieśli znaczną stratę finansową, a wszystko wróciło do normy i toczy się</p>

<p>jak dawniej.</p>

<p>Na mojej ulicy też funkcjonuje miejscowy, lokalny bazarek. Do nabycia również</p>

<p>wszystko. Przy czterdziestostopniowym upale mięsko czy mleko i serek – bez</p>

<p>lodówki, ale chętni są. Często handlowcy zabijają nudę, siadając przy stoliku jednego</p>

<p>z nich, popijają wódeczkę, przegryzają czymś ze swojego asortymentu. Smutno nie</p>

<p>jest. Ciekawa propozycja u kobiety sprzedającej ziemniaki. Można kupić tradycyjnie</p>

<p>jak na całym świecie albo, jedynie hrywnę drożej za kilogram, już obrane. Pływają</p>

<p>sobie już takie poważone, czyste, w garnkach z wodą, a sprzedawczyni obiera przez</p>

<p>cały czas w oczekiwaniu na klientelę. Miejscowy uczastkowy, czyli dzielnicowy,</p>

<p>często tu bywa. Przechadza się między straganami, a kupcy pakują mu i wręczają,</p>

<p>zachwalając jednocześnie, a to pomidorki, a to jabłuszka czy banana. Kryguje się,</p>

<p>ale przyjmuje pakieciki. Jego mama też tu handluje dwa razy w tygodniu. Pościelą i</p>

<p>ręcznikami, ale ma też chyba najlepsze wino domowe w okolicy. Według ukraińskich</p>

<p>przepisów można tym oficjalnie handlować. Bardzo smaczne, winogronowe,</p>

<p>polecam. Kupuję u niej często. Polubiła mnie nawet, bo każe się nazywać ciocią</p>

<p>Leną. Czasami wśród straganów pojawia się duchowny – pop. Na piersi oprócz</p>

<p>krzyża wisi też puszka, skarbonka. Kropi święcona wodą i błogosławi: „Haroszej</p>

<p>94</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>wam targowli, niech was Bóg błogosławi...”. Kobiety żegnają się znakiem krzyża i co</p>

<p>któraś podbiega, i wciska banknot do puszki. A mówią, że komunizm zabił tam</p>

<p>całkiem religię.</p>

<p>Podziwiam, co może radziecka konstrukcja na przykładzie Wołgi 21. Takie</p>

<p>jeszcze pracują tu na bazarze i z powodzeniem zastępują dostawcze busy. Solidnie</p>

<p>zapakowane, wykorzystując też powierzchnię na dachu, potrafią naprawdę przewieźć</p>

<p>bardzo wiele. W Odessie jest zresztą dość dużo starych samochodów w świetnym</p>

<p>stanie. To chyba zasługa klimatu, że nie starzeją się, a zachowują dłuuuugo młodość,</p>

<p>urodę oraz urok – i kobiety, i samochody.</p>

<p>Kolorytu dodaje naszemu bazarkowi lokalny bar. Właściwie to są tu dwa, ale o</p>

<p>tym drugim mieszkańcy mają nie najlepszą opinię. Podobno właścicielka oszukuje na</p>

<p>procentach, sprzedając najbardziej tu popularne napitki, czyli gorzałkę i piwo. Znam</p>

<p>więc tylko ten jeden, od parasoli reklamujących piwo Desant, rozpostartych nad</p>

<p>stolikami, nazywamy go Desantnikiem. I tak lokal otwiera się wraz z godzinami</p>

<p>rozpoczynania pracy na bazarze, bowiem handlowcy też są jego stałymi klientami, a</p>

<p>zamykany jest zapewne wraz z ostatnim klientem. Tego nie wiem akurat, nie dane</p>

<p>było mi sprawdzić. Każdego ranka znajduje się jakiś chętny, który pracującym tu</p>

<p>kobietom pomoże rozstawić krzesła i stoliki, rozłożyć parasole za symboliczny</p>

<p>kufelek. W środku w barze miejsca niewiele. Tak na trzy, może cztery stoliki. Lada,</p>

<p>na niej poustawiane talerzyki z zakąskami, tj. suchą rybką, kanapkami. Kilka</p>

<p>lodówek z napojami i telewizor. Całe życie knajpiane toczy się na zewnątrz przy</p>

<p>stolikach. Frekwencja duża. I dużo się dzieje. Czasami ktoś, kto nadużył trunków,</p>

<p>spokojnie odsypia kilka metrów od lokalu, w krzakach pod najbliższym blokiem,</p>

<p>przez nikogo nieniepokojony. Widziałem nie raz, jak mężczyzna, wysłany zapewne</p>

<p>przez małżonkę na zakupy, z pustymi jeszcze torbami wchodzi do baru, zamawia sto</p>

<p>gram, zanim zdąży odebrać resztę, już przegryzł, i spokojnie udaje się na targ. W</p>

<p>drodze powrotnej podobna akcja, z tym że teraz odstawia już pełne siatki. Pokrzepia</p>

<p>się i wraca spokojnie do domu. Jak zawsze w tego typu miejscach bywa czasami, że</p>

<p>95</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>ktoś kogoś ma ochotę rąbnąć w pysk. Przeważnie agresor szybko jest przywoływany</p>

<p>do porządku przez pozostałych. Jednego razu doszło do poważniejszej draki, ktoś,</p>

<p>zapewne poszkodowany, wezwał milicję. Co dziwne winien zamieszania wcale nie</p>

<p>uciekał, a raczył się dalej alkoholem ze swoimi znajomymi. Być może wiedział, że i</p>

<p>tak go zaraz znajdą, więc po co porzucać kupione już dobro? W końcu podjeżdża</p>

<p>radiowóz. Stara łada. Wysiada dwóch funkcjonariuszy w jasnych, tropikalnych</p>

<p>mundurach. Wszyscy zwracają się do nich z wielkim szacunkiem. Chwila wyjaśnień,</p>

<p>po czym sprawcy zamieszania wsiadają grzecznie na tylne siedzenia samochodu,</p>

<p>mieści się w środku trzech wcale niemałych facetów, i odjeżdżają na komisariat. „O,</p>

<p>teraz to ich dokładnie tam sprawdzą. Odciski palców i wszystko. Jak już zabierają, to</p>

<p>coś muszą znaleźć”. Udzielają mi wyjaśnień zorientowani w takich zwyczajach</p>

<p>miejscowi mieszkańcy. Nikogo właściwie nic nie dziwi. O, tak po prostu. Stało się.</p>

<p>Na co dzień jest spokojnie.</p>

<p>Jako miłośnik staroci i antyków poprosiłem, aby zabrano mnie na targ staroci.</p>

<p>Tu nazywa się to „bazar starokonyj”. Pojechaliśmy więc którejś zdaje się niedzieli.</p>

<p>Co dziwne targowisko nie mieści się, jak to bywa, na jakimś wyznaczonym placu –</p>

<p>handlarze rozkładają się wzdłuż ulic w jednym z miejskich kwartałów. A na targu</p>

<p>wszystko i nic. Spodziewałem się czegoś ciekawszego, może tymi prawdziwymi</p>

<p>starociami-antykami już się tu teraz nie handluje. Bardziej zainteresowała mnie</p>

<p>architektura i stan okolicznych budynków, niż to co można było tu nabyć. A czasami</p>

<p>trafiały mi się naprawdę perełki w tego typu miejscach i za bardzo abstrakcyjną cenę!</p>

<p>Będąc na Ukrainie czy w Rosji, polecam jednak gorąco odwiedzić takie miejsce!</p>

<p>W Rosji bardzo podobnie. Kraj tylko dużo bogatszy od Ukrainy, a więc i obroty</p>

<p>wraz zarobkami na targowiskach dużo większe. Na bazarach zauważycie od razu</p>

<p>dużą liczbę handlowców kaukaskiego pochodzenia, Gruzinów, Dagestańczyków,</p>

<p>Ormian i wszelkich innych tamtejszych nacji. W pobliżu wszystkich miejsc chętnie i</p>

<p>często odwiedzanych przez turystów – stragany, na których sprzedaje się różnego</p>

<p>rodzaju gadżety związane z Rosją i dawnym Związkiem Radzieckim. Figurki,</p>

<p>96</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>maskotki, czapki, flagi, lalki, gry itp., wszystko bardzo chętnie kupowane przez</p>

<p>zagranicznych turystów. W pobliżu Placu Czerwonego przebierałem na takim</p>

<p>właśnie straganie, stojącym w rzędzie jemu podobnych, próbując wygrzebać coś</p>

<p>ciekawego na prezent. Obok mnie stanęła para zainteresowana żelaznym modelem</p>

<p>rakiety z napisem CCCP.</p>

<p>– Skolko? – zapytali z zauważalnym obcym akcentem i widać było, że jest to</p>

<p>jedno z nielicznych słów rosyjskich, jakie znają.</p>

<p>– 1400 – odpowiedziała sprzedająca z pięknym uśmiechem. Turyści nie</p>

<p>zrozumieli, patrzyli ze zdziwioną miną i trochę na migi zaczęli kontynuować</p>

<p>rozmowę.</p>

<p>– Skolko? How much?</p>

<p>– A wy skąd jesteście? Espania?</p>

<p>– Yes, Espania.</p>

<p>– A Epania, tak 2000.</p>

<p>97</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>98</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p><strong>MOSKIEWSKIE PRZEDSZKOLE</strong></p>

<p>Czytając streszczenie „wykładu” pewnego „słynnego reżysera”, słynnego</p>

<p>właściwie chyba tylko z tworzenia teorii spiskowych, obrażania znanych ludzi itp.,</p>

<p>zaintrygowało mnie stwierdzenie, jakoby imperializm rosyjski wpajany był dzieciom</p>

<p>już od lat najmłodszych. Postanowiłem więc przyjrzeć się pracy jednego z</p>

<p>moskiewskich przedszkoli. I zdobyłem kolejny dowód na to, że pan reżyser chyba</p>

<p>nigdy w Rosji nie był. Na czym opiera swą wiedzę nie wiem, ale właściwie już mnie</p>

<p>przestało to interesować, szkoda czasu.</p>

<p>Przedszkole pracuje jak każde inne na świecie, jego zadaniem jest zapewnienie</p>

<p>opieki dzieciom, nie zapominając o innych aspektach edukacyjno-wychowawczych.</p>

<p>Typowe osiedle w wielkiej metropolii, wokół wysokie bloki, sam budynek także</p>

<p>przypomina nasze, polskie przedszkole, tylko jak wszystko w Moskwie jest większy.</p>

<p>Sale zabawowo-lekcyjne, kuchnia, magazyn, zaplecza, część administracyjna oraz...</p>

<p>basen! Wszystko wyremontowane, zadbane, czyściutkie. Plac zabaw. Instytucja</p>

<p>podlega pod ichnie ministerstwo oświaty, więc podobnie jak szkoły pracuje tylko w</p>

<p>okresie roku szkolnego, to jest od początku września do końca maja. Dzieci w wieku</p>

<p>5-6 lat podzielono na 11 grup. W grupie około 20 dzieciaczków.</p>

<p>Odpowiednio dobrany i wykształcony personel. Na każdą grupę jedna</p>

<p>nauczycielka i pomocnica, ta bardziej od spraw gospodarczych, pomaga sprzątnąć,</p>

<p>umyje kubeczek itp. Wychowawczynie bardzo przyjemne i sympatyczne (tu</p>

<p>wspomniałem swoje koszmary z dzieciństwa, a o urodzie już nie dyskutujmy).</p>

<p>Pracują do godziny 19, bo i tak bywa, że zapracowani rodzice zostawiają dziecko na</p>

<p>cały dzień lub w różnych godzinach. Pojawia się tu cały przekrój społeczeństwa.</p>

<p>Robotnicy, prości ludzie, wykształceni, na stanowiskach, biedni i bogaci biznesmeni.</p>

<p>Koszt miesięcznej opieki nad dzieckiem to ok. 125 złotych. Są oczywiście</p>

<p>zniżki i pomoc od państwa. Rodziny wielodzietne i samotni rodzice nie płacą w</p>

<p>99</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>ogóle, dla nauczycieli i wojskowych rabat 50 procent. W zamian za to przedszkole</p>

<p>oferuje wszystko, co powinno być. Dzieci są nakarmione, rano dostają śniadanie,</p>

<p>później porcje owoców i naturalne soki, wreszcie obiad i podwieczorek.</p>

<p>Zajęcia edukacyjne, oczywiście w odpowiednim zakresie, obejmują</p>

<p>matematykę, naukę czytania i pisania, literaturę i sztukę, rysunek, malowanie, prace</p>

<p>ręczne, lepienie z plasteliny, modelowanie, muzykę i ekologię. Wychowanie</p>

<p>fizyczne, naukę pływania i zabawy na basenie. Z dziećmi pracują też logopedzi i</p>

<p>psychologowie. Podczas spacerów wychowawczynie starają się pokazać maluchom</p>

<p>otaczającą ich przyrodę, wplatając umiejętnie przekaz wiedzy we wspólną zabawę, a</p>

<p>także w ten sam sposób przyswajają je do trudów przyszłego codziennego życia.</p>

<p>Poświęca mi swój czas Natalia, wychowawczyni jednej z grup. Bardzo ładna,</p>

<p>miła i sympatyczna. Nie dziwię się, że dzieci ją uwielbiają. Sam im trochę</p>

<p>zazdroszczę. Pytam, czy chce coś powiedzieć jeszcze o swojej pracy.</p>

<p>– Praca bardzo ciekawa, oddajemy się jej w pełni, czasami bardzo trudno bywa,</p>

<p>emocjonalnie. Przychodzisz do domu i jeszcze pracujesz, przygotowujesz się do</p>

<p>zajęć, piszesz plan pracy. Podczas wszystkich świąt i z różnych takich okazji</p>

<p>organizujemy przedstawienia – występy, a w nich też wychowawcy występują w</p>

<p>rolach, jak dzieciaki. Jedyne na co mogę narzekać, to jak wszyscy zawsze – na</p>

<p>zarobki.</p>

<p>Bardzo dziękuję Pani Natalii za pomoc, poświęcony czas i informacje dla</p>

<p>polskich czytelników.</p>

<p>A panu „reżyserowi” i jego zwolennikom powiem tylko tyle, że nie zauważyłem</p>

<p>tam żadnej politycznej indoktrynacji. Nigdzie nie biegają putinowskie zombie, tylko</p>

<p>normalne, miłe dzieciaczki, a na terenie całego obiektu nie ma nawet portretu</p>

<p>przywódcy!</p>

<p>100</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p><strong>LIST DO POLAKÓW</strong></p>

<p>Smoleńsk, Katyń, zsyłki, powstania... nasza wspólna trudna historia. A jak to</p>

<p>widzą Rosjanie? Czy do końca tak, jak przekazują nam media? To list Rosjanina,</p>

<p>swoją drogą wielkiego przyjaciela naszego narodu, ale też rosyjskiego patrioty. Może</p>

<p>warto poznać ich punkt widzenia? List nieopublikowany w kilku polskich dużych</p>

<p>dziennikach, pomimo zapewnień, że tak się stanie. Dlaczego właściwie?</p>

<p>Niewygodny? Oceńmy sami. Pisownię autora zachowuję oryginalną, żadnych</p>

<p>ingerencji w tekst.</p>

<p>Ukazał się w „Gazecie Wrocław”.</p>

<p>Minął ponad rok od katastrofy w Smoleńsku. Z optymistycznych prognoz</p>

<p>poprawy stosunków polsko-rosyjskich powoli nie zostaje ni śladu. Często oglądam</p>

<p>wiadomości telewizyjne, słucham polskich i rosyjskich dziennikarzy, czytam</p>

<p>artykuły na temat Rosji, a także rozmawiam ze zwykłymi Polakami.</p>

<p>Muszę przyznać, że w morzu materiałów informacyjnych rzadko można spotkać</p>

<p>się z obiektywnym przedstawieniem opinii panujących w społeczeństwie rosyjskim.</p>

<p>Popularny dziennikarz Gazety Wyborczej Wacław Radziwinowicz w swoich</p>

<p>artykułach w sposób prymitywny dzieli Rosjan na „dobrych” i „złych” w zależności</p>

<p>od tego, na ile ich poglądy są zgodne z jego własnym zdaniem. Pierwsi to oczywiście</p>

<p>ci, którzy przynosili kwiaty pod polskie przedstawicielstwa dyplomatyczne po</p>

<p>katastrofie smoleńskiej oraz reprezentanci naszej niezbyt patriotycznie nastawionej</p>

<p>prozachodniej inteligencji. Drudzy to zdaniem Radziwinowicza albo „staliniści”, albo</p>

<p>naiwne ofiary propagandy kremlowskiej.</p>

<p>Wątpię, czy Polacy czytający teksty Pana Radziwinowicza będą w stanie</p>

<p>zorientować się w poglądach rosyjskiego społeczeństwa, ponieważ wspomniany</p>

<p>dziennikarz przeprowadza wywiady tylko z tymi, którzy powiedzą mu to, co chciałby</p>

<p>usłyszeć. Niewątpliwie przyjemnie jest rozmawiać o stosunkach rosyjsko-polskich z</p>

<p>Lilją Szewcową, Ilją Jaszynem, Władimirem Ryżkowem i innymi samozwańczymi</p>

<p>101</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>przedstawicielami „intelektu i sumienia narodu”. Jednak opinie tych ludzi, łagodnie</p>

<p>mówiąc, nie oddają w pełni tego, co sądzi całe społeczeństwo.</p>

<p>Jeżeli oficjalnie akredytowany dziennikarz orientuje się wyłącznie na nich, to</p>

<p>można takie działania porównać do szukania zguby pod latarnią, bo tam jest widno.</p>

<p>Moim zdaniem, taki uproszczony obraz nastrojów panujących wśród Rosjan jest</p>

<p>szkodliwy dla autentycznego rozwoju stosunków polsko-rosyjskich. Dezorientuje on</p>

<p>polskie społeczeństwo, a także w pewnym stopniu elity polityczne.</p>

<p>Dlatego postaram się w imieniu „złych Rosjan”odnieść się do polskich pretensji</p>

<p>i oczekiwań.</p>

<p>Poglądy Polaków na temat Rosjan często są obciążone różnymi mitami. Na</p>

<p>przykład o tym, że Rosjanie nie chcą przeprosić za Katyń, ponieważ rzekomo nie</p>

<p>wiedzą, kto jest winien rozstrzelania polskich oficerów w 1940 roku i nadal tkwią w</p>

<p>przekonaniu, że Polaków rozstrzelali hitlerowcy. A oficjalnie władze miałyby</p>

<p>tolerować taką sytuację. Początkowo ten mit był rozdmuchiwany w polskiej prasie,</p>

<p>potem przeniknął do rosyjskich wydawnictw prozachodnich, w końcu również do</p>

<p>naszych mediów prorządowych.</p>

<p>Otóż to nie jest prawda. Rosjanie o wszystkim wiedzą. Na przykład ja osobiście</p>

<p>pamiętam, jak Gorbaczow i Jaruzelski kładli kamień węgielny pod budowę pomnika</p>

<p>w Lesie Katyńskim – pomnika oficerów polskich rozstrzelanych przez NKWD, a nie</p>

<p>przez Niemców. Relacja z tego wydarzenia była emitowana przez centralny kanał</p>

<p>telewizyjny. A wydarzyło się to jeszcze przed rozpadem ZSRR.</p>

<p>Czy to była prywatna inicjatywa Gorbaczowa, jak mogliby przypuszczać polscy</p>

<p>prawicowcy? Nie. To było oficjalne stanowisko Rosji, od którego nie zdystansował</p>

<p>się żaden przywódca naszego państwa, nawet „imperialista” Putin.</p>

<p>Po katastrofie smoleńskiej w pierwszym kanale rosyjskiej telewizji z pompą był</p>

<p>wyświetlany film „Katyń” Andrzeja Wajdy stanowiący rzekomo moment</p>

<p>przełomowy w uznaniu winy przez Rosję. Jeśli się zastanowić, to takich</p>

<p>„przełomowych momentów” można zliczyć z dziesięć – od uznania winy przez</p>

<p>102</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>Gorbaczowa, poprzez jelcynowskie przeprosiny itd., itp., po prezentację filmu</p>

<p>Wajdy. Mimo to problem istnieje. Stronie polskiej są potrzebne wciąż nowe i nowe</p>

<p>„przełomowe momenty”, rzekomo po to, by zamknąć wreszcie pewien rozdział w</p>

<p>historii i zacząć budować normalne stosunki z Rosją. A Rosja powinna prosić</p>

<p>Polaków o wybaczenie jak Achilles Zenona z Elei bezskutecznie starający się</p>

<p>dogonić żółwia.</p>

<p>Wróćmy jednak do filmu. Słyszymy, że teraz również „zwyczajni Rosjanie”</p>

<p>wiedzą, kto jest winien tragedii katyńskiej. Proszę wybaczyć, lecz zwyczajni</p>

<p>Rosjanie nie są takimi ignorantami za jakich ich uważają polscy politycy i</p>

<p>dziennikarze. Obywatele Rosji mający porządne radzieckie średnie i wyższe</p>

<p>wykształcenie, zahartowani doświadczeniem trzech pokoleń żyjących w okresie</p>

<p>ZSRR, stanowią większość w naszym kraju. I proszę mi wierzyć, nie tak łatwo</p>

<p>ulegają oni oficjalnej propagandzie.</p>

<p>Ale twórcy mitów nie poddają się. Pojawiają się publikacje o tym, że w Rosji są</p>

<p>historycy jakoby popierani przez władzę, którzy negują zbrodnię katyńską. Spróbuję i</p>

<p>te kwestię wyjaśnić.</p>

<p>To prawda. Są u nas tacy historycy. Ale, po pierwsze, ich poglądy mają oparcie</p>

<p>w braku zaufania naszego społeczeństwa do koniunkturalnej – nie waham się</p>

<p>powiedzieć – zdradzieckiej polityki Gorbaczowa, po drugie, ich zdanie jest wybitnie</p>

<p>prywatne i nie odzwierciedla stanowiska władz, po trzecie, takich historyków jest</p>

<p>naprawdę niewielu (ja osobiście znam tylko jednego – Jurija Muchina), a po czwarte,</p>

<p>ich opinie mają bardzo wąskie grono odbiorców – podejrzewam nawet, że jest ono</p>

<p>mniejsze niż grono stałych słuchaczy „Radia Maryja”.</p>

<p>Zastanówmy się. Czy w Polsce nie ma historyków tego pokroju? Czyż</p>

<p>Wieczorkiewicz nie snuł spekulacji historycznych na temat „Jak Hitler i Rydz-</p>

<p>Śmigły razem przyjmowaliby paradę na Placu Czerwonym?”. Nie wspominam już</p>

<p>niegodziwych publikacji o tym, jak w 1945 roku do Krakowa wdarli się pijani</p>

<p>żołnierze Koniewa. Na marginesie przypomnę, że pomnik marszałka, który uratował</p>

<p>103</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>miasto przed zburzeniem, został zdemontowany i oddany na złom. Na ten temat</p>

<p>strona rosyjska milczy wstydliwie, podłość tę przemilczały także liberalne media</p>

<p>rosyjskie lat 90-tych. Jednak naród rosyjski pamięta.</p>

<p>Z czym tak naprawdę nie mogą się pogodzić Rosjanie? Rosjanie nie godzą się</p>

<p>nie z pretensjami o Katyń, lecz z formułą pojednania, którą Polska próbuje narzucić.</p>

<p>„Proście nas o wybaczenie, my zaś w niczym nie zawiniliśmy, dlatego prosić o</p>

<p>wybaczenie nie będziemy”. O nie, także zawiniliście! Nie możemy się zgodzić na</p>

<p>nieustanne negowanie zarzutów przedstawianych przez naszą stronę. Wydaje się to</p>

<p>niepoważne i niekonsekwentne.</p>

<p>Można w tym miejscu przytoczyć historię śmierci głodowej tysięcy żołnierzy</p>

<p>radzieckich, którzy trafili do polskiej niewoli. Nie podlega dyskusji, że wtargnęli oni</p>

<p>do Waszego kraju jako agresorzy. I jeżeli nawet rosyjskie dane o 80 tys. są</p>

<p>zawyżone, to liczba 12-16 tys. podana przez stronę polską też jest olbrzymia.</p>

<p>Nawiasem mówiąc, porównywalna z katyńską. Czytałem w Waszych</p>

<p>wydawnictwach, że nie była możliwa poprawa trudnych warunków ich egzystencji z</p>

<p>powodu problemów państwowych tworzącej się Polski.</p>

<p>Mimo wszystko ludzie w niewoli nie powinni umierać z głodu. Ponosicie za to</p>

<p>winę. U Was były problemy tworzącego się państwa – u nas reżim totalitarny.</p>

<p>Reżimy totalitarne nie są precedensem w historii świata. Niestety totalitaryzm nie</p>

<p>ominął także Rosji. Ale najbardziej kuriozalne usprawiedliwienie śmierci żołnierzy</p>

<p>radzieckich i jednocześnie wyjaśnienie dlaczego Polska w odróżnieniu od Rosji nie</p>

<p>jest do niczego zobowiązana wobec Rosji przeczytałem niedawno w wywiadzie z</p>

<p>byłym polskim prezydentem Aleksandrem Kwaśniewskim.</p>

<p>Kwaśniewski przekonywał, że w odróżnieniu od śmierci głodowej naszych</p>

<p>żołnierzy, śmierć polskich oficerów była decyzją polityczną, dlatego, jego zdaniem,</p>

<p>Rosja za tę decyzję powinna ponieść odpowiedzialność polityczną. Polska zaś nie</p>

<p>ponosi odpowiedzialności politycznej za śmierć żołnierzy Armii Czerwonej. Jak to?</p>

<p>104</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>Decyzję polityczną w ZSRR podjęły konkretne osoby – Stalin i Beria, którzy od</p>

<p>dawna leżą w grobie, a kto zamorzył głodem naszych żołnierzy? Wychodzi na to, że</p>

<p>polskie społeczeństwo w osobach zaopatrzeniowców, strażników więziennych itp.,</p>

<p>przy cichej akceptacji polskich władz. Moim zdaniem ta sytuacja nie tylko nie</p>

<p>zdejmuje winy z Polski jak twierdzi Kwaśniewski, przeciwnie, jeszcze ją pogłębia.</p>

<p>Jeszcze kilka słów na temat polskiego i rosyjskiego społeczeństwa, dla</p>

<p>porównania. Wielu Waszych „Sybiraków” nie skarżyło się na wrogość ze strony</p>

<p>miejscowej ludności, wręcz przeciwnie, spotykało się z ciepłym przyjęciem i</p>

<p>wyrazami współczucia. I teraz proszę porównać ze stosunkiem Polaków do żołnierzy</p>

<p>Armii Czerwonej.</p>

<p>Poza tym w naszej narodowej mentalności nie ma tradycji stawiania zarzutów i</p>

<p>żądania przeprosin. Jeżeli nawet o nic Was nie oskarżamy, to nie dlatego, że nie</p>

<p>uważamy Was za winnych wobec nas, lecz dlatego, że za wszystkie nasze problemy i</p>

<p>nieszczęścia przywykliśmy winić samych siebie. Obca jest dla nas „moralność</p>

<p>Kalego” a proces historyczny postrzegamy przez pryzmat wyłącznie własnych</p>

<p>osiągnięć i niepowodzeń. Mentalność człowieka rosyjskiego wobec straty doskonale</p>

<p>wyraża cytat z Czechowa: „Umarła moja Staruszka... cóż, popłakałem z miesiąc i</p>

<p>wystarczy. A całe życie lamentować – Staruszka nie jest tego warta” (przekład mój).</p>

<p>Jeśli spojrzeć całościowo na stosunki międzynarodowe, to one właściwie nigdy</p>

<p>nie były idealne. Jest w nich i niegodziwość, i krew. Niestety, w relacjach</p>

<p>międzynarodowych to rzecz normalna, również w naszych czasach określanych</p>

<p>mianem „końca historii”.</p>

<p>Wróćmy jednak do katastrofy smoleńskiej.</p>

<p>O ile wiem,większość Polaków nie uważa Rosjan za winnych tej katastrofy.</p>

<p>Lecz mniejszość nie próżnuje. Urządza głośne akcje z gołosłownymi oskarżeniami, w</p>

<p>sposób dyletancki spekuluje danymi śledztwa. Czasem zachowuje się wręcz</p>

<p>bezceremonialnie, jak w przypadku umieszczenia tablicy na miejscu katastrofy. Była</p>

<p>to inicjatywa części rodzin ofiar. Tekstu tablicy nie tylko nie raczono uzgodnić z</p>

<p>105</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>władzami rosyjskimi, lecz nawet nie przetłumaczono na język rosyjski.</p>

<p>Szarogęszenie się w obcym domu bez pytania gospodarza wydaje się co najmniej</p>

<p>nieprzyzwoite.</p>

<p>Powinni o tym wiedzieć ci, którzy do tej pory snują marzenia o jagiellońskiej</p>

<p>doktrynie świętej misji Polski na „barbarzyńskim Wschodzie”. Dotychczas udało im</p>

<p>się zademonstrować jedynie własne barbarzyństwo i brak zasad. Nasze Ministerstwo</p>

<p>Spraw Zagranicznych dwukrotnie wysyłało pisma z prośbą o uzgodnienie tekstu na</p>

<p>tablicy, lecz strona polska je ignorowała. Prawdopodobnie zakładając, że Rosjanie w</p>

<p>atmosferze polskich podejrzeń nie będą zaostrzać dopiero co „znormalizowanych</p>

<p>stosunków”. Cieszę się, że władzom rosyjskim starczyło odwagi i woli, by</p>

<p>zdemontować wątpliwy napis na monumencie. Pozornie dobre stosunki nie są</p>

<p>potrzebne ani Rosji, ani Polsce. Przechodziliśmy już okres „bratniej przyjaźni” w</p>

<p>czasach PRL.</p>

<p>Władze polskie i rosyjskie wspólnie podjęły decyzję o budowie pomnika na</p>

<p>miejscu katastrofy. Zgoda. Ale powinien to być pomnik niewymierzony przeciwko</p>

<p>Rosji. Nie chciałbym, aby Kaczyński, który szczerze nienawidził Rosji, był w nim</p>

<p>postacią centralną. Nie chcę widzieć pomnika tego człowieka na naszej ziemi.</p>

<p>Pamiętam, jak to on właśnie, kiedy był prezydentem Warszawy, nazwał jeden z</p>

<p>warszawskich placów imieniem Dudajewa – przywódcy bandytów i terrorystów.</p>

<p>Poza tym przemówienie, jakie zamierzał wygłosić na uroczystościach katyńskich,</p>

<p>byłoby kolejnym policzkiem dla Rosjan.</p>

<p>W Polsce ciągle słychać hasła: „Żądamy prawdy o Smoleńsku!”, „rosyjscy</p>

<p>śledczy coś ukrywają”, „Śledztwo powinno mieć charakter międzynarodowy!". Jakiej</p>

<p>prawdy żądają? Domyślam się jakiej – śmierć polskiej delegacji jest wynikiem</p>

<p>zamierzonych działań Rosji. W związku z tym znowu trzeba rozpocząć epopeję</p>

<p>żądań przyznania się, pokajania się i kompensacji.</p>

<p>Moim zdaniem Rosja nie powinna iść na żadne ustępstwa, nie powinna potępiać</p>

<p>samej siebie, by zaspokoić życzenia pieniaczy i głupców. A cóż na to polscy</p>

<p>106</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>pragmatycy Tusk i Komorowski? Pod presją garstki staruszek i fanatyków ustąpili,</p>

<p>nie licząc się z głosującą na nich większością. Również przyłączyli się do chóru</p>

<p>oskarżycieli Rosji, mówiąc, że śledztwo idzie nie tak, że wina leży po stronie</p>

<p>rosyjskiej, choćby dlatego, że chodzi o Rosję, czyli z definicji kraj podejrzany.</p>

<p>Obawiam się, że nie wyjdzie im to na dobre. Dla „moherowych beretów” i tak nie</p>

<p>staną się „swoimi”, a głosy myślących wyborców mogą utracić.</p>

<p>Nie chciałbym, żeby Rosja szła na smyczy swoich odwiecznych wrogów i ciągle</p>

<p>się poniżała, kajała czy usprawiedliwiała. Boję się, że przekonaniom Kaczyńskiego i</p>

<p>jemu podobnych nie pomoże ani przekazanie wraku samolotu i czarnych skrzynek,</p>

<p>ani nawet międzynarodowe dochodzenie – to nie ma znaczenia. Nawet jeśli rezultaty</p>

<p>najbardziej niezależnych ekspertyz udowodnią winę strony polskiej, to te ekspertyzy</p>

<p>zostaną przez nich uznane za herezję, zaś osoby prowadzące śledztwo – za opłacone</p>

<p>przez Moskwę. Nie ma sensu dobijać się do zamkniętych drzwi.</p>

<p>I wreszcie parę słów o Rosji i krótkie podsumowanie.</p>

<p>Stanowisko Rosji również mi się nie podoba. Przyjmuje ona pasywną z</p>

<p>założenia pozycję obronną. A bierna obrona wcześniej czy później zostaje</p>

<p>przełamana – taka jest zasada.</p>

<p>Chciałbym tylko jednego. By Polacy zrozumieli, że pojednanie na ich</p>

<p>warunkach może skutkować tylko pogorszeniem stosunków polsko-rosyjskich.</p>

<p>Władze rosyjskie w osobie jakiegoś rosyjskiego Quislinga mogą przyjąć formułę</p>

<p>Kaczyńskiego: „uznanie winy-przeprosiny-kompensacje” – podobne przykłady</p>

<p>zdrady narodowej w Rosji nie należą do rzadkości. Wątpliwe, czy taka formuła</p>

<p>pojednania, nie mająca oparcia w społeczeństwie rosyjskim, okaże się trwała i</p>

<p>faktycznie przyniesie korzyści naszym krajom.</p>

<p>Z wyrazami szacunku dla polskich czytelników</p>

<p>Aleksander Czewieriew.</p>

<p>107</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p><strong>NA PROWINCJI</strong></p>

<p>Rosyjska prowincja nie jest wcale tak zacofana, jak nam się wydaje, ale</p>

<p>faktycznie jest inaczej, jeśli porównać styl i poziom życia Moskwy czy innych</p>

<p>dużych miast do wsi. Chociaż i tak wiele już zmieniło się na lepsze. Urzeka siła</p>

<p>tamtejszej przyrody. Potężna tajga, po wyjściu z której dziwisz się, jakie europejskie</p>

<p>drzewa są małe! Nawet w Moskwie to widać. W parkach można obserwować, jaka</p>

<p>potężna musiała być tu puszcza, zanim zalano wszystko betonem. Drzewa, krzewy,</p>

<p>pagórki, strumyczki. Mieszkałem w bloku na szóstym piętrze, a drzewa pomiędzy</p>

<p>budynkami wznosiły się o wiele, wiele wyżej! Na takim zwykłym, dawnym</p>

<p>blokowisku. A Moskwiczanie chętnie i często wyjeżdżają za miasto. Normalną</p>

<p>sprawą jest przejechanie czterystu kilometrów na grzyby. Nikogo to nie dziwi. Inni</p>

<p>znowu, to już myśliwi, i te 600 kilometrów (przynajmniej) na wschód przemykają,</p>

<p>żeby zapolować. Tam w bardzo eleganckich ośrodkach, bazach myśliwskich można</p>

<p>również doskonale wypocząć, przygotowana jest świetnie cała infrastruktura. Bardzo</p>

<p>chętnie bywa tam towarzystwo z całego świata, najmniej jest Polaków. Nie wynika to</p>

<p>tylko z obaw przed odwiedzeniem Rosji, ale również z braku możliwości</p>

<p>finansowych. Szkoda, bo naprawdę warto!</p>

<p>Mojego przyjaciela, zapalonego motocyklistę, zaproszono kiedyś na zlot</p>

<p>motocyklowy w Kazaniu. Skorzystałem więc z okazji i zabrałem się z nim. Stolica</p>

<p>Tatarstanu od dawna mnie ciekawiła, ze względu na swą historię i bardzo piękne</p>

<p>ponoć położenie geograficzne. Potężny Samarski Zbiornik Wodny przy ujściu rzeki</p>

<p>Kazanki do Wołgi. Wielki ośrodek przemysłowy, uniwersytet i wspaniałe zabytki.</p>

<p>Wielokulturowość. Tu znajduje się słynna cudowna ikona Matki Boskiej Kazańskiej,</p>

<p>jak i wspaniałe meczety.</p>

<p>Miasto mnie poraziło swym ogromem. Ponad milion mieszkańców, potężne</p>

<p>zakłady przemysłowe, szerokie ulice, ogromne place, wspaniały park wodny, nie</p>

<p>108</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>wygląda to na rosyjskie zacofanie stepowe, tak głęboko tkwiące w głowach Polaków.</p>

<p>Zabytki robią wrażenie. Kreml całkowicie odrestaurowany. Wspaniały meczet</p>

<p>Mardzani, Sobory Pietropławowski i Błagowieszczeński, Cerkiew Pałacowa, Pałac</p>

<p>Gubernatora czy budynek uniwersytetu.</p>

<p>W 2005 roku oddano do użytku największy meczet w Rosji Kul Szarif i</p>

<p>uruchomiono metro.</p>

<p>Tych, którym zdaje się, że miejscowi motocykliści poruszają się na Iżach,</p>

<p>Mińskach czy Dnieprach, muszę rozczarować. Powitały nas takie maszyny, na jakie</p>

<p>wielu rodzimych fanów jednośladów raczej nigdy w życiu nie będzie stać.</p>

<p>Odbyliśmy wspaniałe „pokatuszki” po kazańskich arteriach, na każdym prawie</p>

<p>motorze sympatyczka na tylnym siedzeniu, bardzo często w bikini. O nich w</p>

<p>następnym artykule.</p>

<p><strong>Trochę o fankach motocykli i motocyklistów Kazaniu. </strong></p>

<p>Po przejażdżkach zasiadamy przy piwku i jedna ładna 24-letnia pasażerka</p>

<p>motocykla opowiada mi, jak to jest z tymi rycerzami szos. Używa ksywy</p>

<p>Klubicznaja. Wiem, że na tylnym miejscu siedzi się trochę niebezpiecznie, ale ona</p>

<p>już się przyzwyczaiła. To ich styl życia albo...? Oceńcie sami. Staram się dokładnie</p>

<p>przetłumaczyć jej słowa.</p>

<p>Pasażerka siedzi równo i prosto za plecami kierowcy. Jeśli kierowca przechyla</p>

<p>się w bok, pasażerka robi dokładnie to samo. Pomiędzy tyłkiem kierowcy a</p>

<p>podbrzuszem pasażerki powinna pozostawać niewielka wolna przestrzeń (na</p>

<p>początku) – dlatego że przy hamowaniu pasażerka gwałtownie przesuwa się do</p>

<p>przodu i jeśli tej wolnej przestrzeni nie będzie, to po kontakcie z bakiem u kierowcy</p>

<p>zmieni się głos.</p>

<p>Jedna ręka pasażerki obejmuje kierowcę w okolicach brzucha, drugą trzyma się</p>

<p>za oparcie. Jeśli oparcia nie ma, to też za brzuch. Nie za mocno ściskać, żeby nie</p>

<p>109</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>przyduszać kierowcy.</p>

<p>Oparcia należy trzymać się mocno i prawidłowo, tak żeby nie połamać</p>

<p>przypadkiem palców.</p>

<p>Podczas jazdy pasażerka patrzy na drogę jednym okiem i z jednej strony. I</p>

<p>uważa, żeby nie stukać swoim kaskiem o kask kierowcy. A drogę też powinna</p>

<p>obserwować, żeby mocniej się trzymać przy przejeździe po dziurach.</p>

<p>Przy przechylaniu się motocykla należy:</p>

<p>– pasażerka pochyla się w tę stronę, co motocykl</p>

<p>– pasażerka patrzy w tę stronę, z której słychać warkot silnika</p>

<p>– ziemia będzie przybliżać się do głowy pasażerki. Krzyczeć nie trzeba! Żeby</p>

<p>nie straszyć bardziej kierowcy, i tak się boi.</p>

<p>Jeśli ona nie pochyli się lub nie obróci głowy – BACH.</p>

<p>Jeśli wystraszy kierowcę – BACH.</p>

<p>Kolana pasażerki ściskają kierowcę delikatnie.</p>

<p>Wiercić się i wyginać w różne strony nie wolno!</p>

<p>Kiwać się w przód i w tył też nie wolno! Każde kiwnięcie wpływa na tor jazdy</p>

<p>motocykla, utrata równowagi – BACH.</p>

<p>Denerwować też nie wolno!</p>

<p>Jeśli pasażerka kończy (a bywa tak), to powinna wyprostować plecy, podbrzusze</p>

<p>przycisnąć mocno do siedzenia. Nogami można ścisnąć kierowcę. Najważniejsze to</p>

<p>nie kręcić się, dlatego że denerwować nie można. A kręcić się to denerwować</p>

<p>kierowcę. A tego nie wolno, bo wtedy – BACH!!!</p>

<p>I najważniejsze!!! Każda pasażerka powinna znać reguły. Wsiadła – dała.</p>

<p>Dlatego kończyć na motocyklu wcale nie trzeba. Można kończyć z motocyklistą.</p>

<p>Do tego trzeba pamiętać:</p>

<p>– jeździć tylko z płcią przeciwną</p>

<p>– wsiadła – dała.</p>

<p>110</p><empty-line /><p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>111</p>

<p>Miłosz Skrzyński: Okiem eko przewodnika: Rosja i Ukraina RW2010</p>

<p>112</p>

<p> 
<strong>Document Outline</strong></p>

<p>SŁOWEM WSTĘPU 3</p>

<p>NA DACZY 6</p>

<p>DED WASIA, czyli gościłem u prawdziwego NKWD-dzisty 12</p>

<p>TAK SIĘ PIJE NA UKRAINIE 19</p>

<p>PO ŻELAZNEJ DRODZE 22</p>

<p>ELEKTROWNIA 44</p>

<p>WSPOMNIENIE ZSRR 54</p>

<p>KOMPLEKSY? 58</p>

<p>CODZIENNE SYTUACJE 66</p>

<p>Siłownia, płaski brzuszek latem – cena. 66</p>

<p>Informatyk 69</p>

<p>Przygoda w centrum 74</p>

<p>O naszych krajach 77</p>

<p>Różnica kultur? 80</p>

<p>Barszcz 81</p>

<p>NOCĄ 84</p>

<p>PLAŻA 89</p>

<p>BAZAR 93</p>

<p>MOSKIEWSKIE PRZEDSZKOLE 100</p>

<p>LIST DO POLAKÓW 102</p>

<p>NA PROWINCJI 109</p>

<p>Trochę o fankach motocykli i motocyklistów Kazaniu. 110</p>

<p>SŁOWEM WSTĘPU</p>

<p>NA DACZY</p>

<p>DED WASIA, czyli gościłem u prawdziwego NKWD-dzisty</p>

<p>TAK SIĘ PIJE NA UKRAINIE</p>

<p>PO ŻELAZNEJ DRODZE</p>

<p>ELEKTROWNIA</p>

<p>WSPOMNIENIE ZSRR</p>

<p>KOMPLEKSY?</p>

<p>CODZIENNE SYTUACJE</p>

<p>Siłownia, płaski brzuszek latem – cena.</p>

<p>Informatyk</p>

<p>Przygoda w centrum</p>

<p>O naszych krajach</p>

<p>Różnica kultur?</p>

<p>Barszcz</p>

<p>NOCĄ</p>

<p>PLAŻA</p>

<p>BAZAR</p>

<p>MOSKIEWSKIE PRZEDSZKOLE</p>

<p>LIST DO POLAKÓW</p>

<p>NA PROWINCJI</p>

<p>Trochę o fankach motocykli i motocyklistów Kazaniu.</p><empty-line /><empty-line /><empty-line /><empty-line /><p>Сконвертировано и опубликовано на http://SamoLit.com</p>
</section>

</body><binary id="_0.jpg" content-type="image/jpeg">/9j/4AAQSkZJRgABAQAAAQABAAD//gA7Q1JFQVRPUjogZ2QtanBlZyB2MS4wICh1c2luZyB
JSkcgSlBFRyB2ODApLCBxdWFsaXR5ID0gNzAK/9sAQwAKBwcIBwYKCAgICwoKCw4YEA4NDQ
4dFRYRGCMfJSQiHyIhJis3LyYpNCkhIjBBMTQ5Oz4+PiUuRElDPEg3PT47/9sAQwEKCwsOD
Q4cEBAcOygiKDs7Ozs7Ozs7Ozs7Ozs7Ozs7Ozs7Ozs7Ozs7Ozs7Ozs7Ozs7Ozs7Ozs7Ozs7
Ozs7Ozs7/8AAEQgCFwF5AwEiAAIRAQMRAf/EAB8AAAEFAQEBAQEBAAAAAAAAAAABAgMEBQY
HCAkKC//EALUQAAIBAwMCBAMFBQQEAAABfQECAwAEEQUSITFBBhNRYQcicRQygZGhCCNCsc
EVUtHwJDNicoIJChYXGBkaJSYnKCkqNDU2Nzg5OkNERUZHSElKU1RVVldYWVpjZGVmZ2hpa
nN0dXZ3eHl6g4SFhoeIiYqSk5SVlpeYmZqio6Slpqeoqaqys7S1tre4ubrCw8TFxsfIycrS
09TV1tfY2drh4uPk5ebn6Onq8fLz9PX29/j5+v/EAB8BAAMBAQEBAQEBAQEAAAAAAAABAgM
EBQYHCAkKC//EALURAAIBAgQEAwQHBQQEAAECdwABAgMRBAUhMQYSQVEHYXETIjKBCBRCka
GxwQkjM1LwFWJy0QoWJDThJfEXGBkaJicoKSo1Njc4OTpDREVGR0hJSlNUVVZXWFlaY2RlZ
mdoaWpzdHV2d3h5eoKDhIWGh4iJipKTlJWWl5iZmqKjpKWmp6ipqrKztLW2t7i5usLDxMXG
x8jJytLT1NXW19jZ2uLj5OXm5+jp6vLz9PX29/j5+v/aAAwDAQACEQMRAD8A4ukoorzT1Re
9JS0lABRRRQAUdqKKAFpKKKAClpKWgBKR/uGlqOSTbwOtNLUCs4J5BII5q1C++NWqEbf4hS
7jAwHUNVtXESuveqd4fnUDgitqw0uXVBugkA2nDg9qdrmkwWGnLMr75d+Cw9MUR0epLObQ5
kBb1rRGGUckYrPhAMvP4VbSfeCGHermKApOTSVLCqSLuHIoeA/eXOBUXWxZFRRS4zVAJTgM
05YyeoA96kWJR15qW0BBg56U4RMRnFWMUVPMBX2Pj7vWgIdpYjGKs0mKOYZAqbm68e1NcBW
wO3Wp/LGcjimSIxOcU09RENFLSVYBS0lFABRRRQAUUUUAFFFLQBSuv9d+FVD97Hard0P334
VWYVpHY4qu5ESVzxTB82c05+uBTVzuFaIlbBg4yaSpGztqPFNAjphNGTgOKeCD0IrB3D1py
zMPuyH865fZnSqxu0lZCXkyHhyfrU6ak3G5alwZaqRZoUVXjvYX6ttPoanDBhkEH6VLTRaa
YtHaiikMWkoooAWikpaAEpsiB1I6H1p1MlbavB5oW4FIS+XuR+SOhp4YSKMj3FKI0mJD8eh
rt9J07R4dGiluYYsgZZ3Ga1ujNtoy/CUqyXksRwGKcD1qnrFqIJpI9z7C3fpXUx6Vp8pF7p
Tokij5TGeD7EVl6rH58zebEVLfeBHes5O2p04WKqScTjpIniuNmMFT27itRtMSSL7Ratuz9
5T1FWZNKhm+YzMrovGe+KfpulajGi3UK745P4Se1U53V0V7JU5uM9jLgQw7gR34BrSSN5bK
SPID4yAv8qdq1qBF5yrsYH5x6U7SULOZs5A4rNu6uawpOE+TuYjKyMVYEEdQanRRsGee/NS
+J4HtbsXUZOycZx6GsiKe6ftgGtrcyucMpcsuU096jvTs8ZHNVokkf75/KrCjAx1rNqwwV1
bjnNOFJRSGP2ErlV4HU03r2p8Uhjb/AGT1prja5AOR2pFtK10Nooo9qZA0orc4pphHY0iHb
IVPA7UrNsf2NVqBCVZTgikqyCrjjmoniK8jmqUu4iOiiiqAKKKRmVR8xAoBsWiq0t4ifd5q
pLfO/AOB7VSi2ZyqxRPcMDMcHPFQNyMU2I7stmnHI7VdraHM3fUhK5+o70gIbjHTvUh600c
cY4qrmdxSDSYPoKXJwaZvagFcd5qkYxQGUmn+QRwDxSNFx0pXRTixc+jV1fgbwVc+LL13lk
8jT7fmebH/AI6PeuR8v2Ir3hrdfDnwPkMGFklsAzN0y0mOf/HqpJMlux51qviXRtGvpbLw5
pNqIYztN1dJ5ryEdT83AH4Vp+G9Q0PxhejS9VsYbG+mG22u7TKDd2DL0NecGQ/xCrGn3BtN
QtrqFsNFKrj8DmlYadtjpfEWm3fhbWJNO1AA4+aOVRxIvY1VSVJFyjA16n8WrCHVPBlrq4w
HgZHDAZyrjp+oNct4Z8DeH9T8OX+sQ6tc3UtpC5MaqI1VwpIz1JrOVK70No12tzl6Kf4bs7
rXbowjEcUQ3T3DnCRJ3LGuw1HRPB0fhqa50/WWuL2LoC4G85/u46Vj7Nm/tI9DjKK6rwd4a
0nxDdLBdajLHOQW8iNMEgf7R/wrH8QWMOm6/e2Vvu8qCYom45OBS5Xa5XMm7GbSOu9cV20P
g3T9M8Lr4g164mKOqslvAQCc9ASar6BaeEfEl6+nYutNuCpaJ2nDhsduR1qlBk+0Rw4+Tdl
uQa218Q21ppa2rA3DMhz6DPas7UNMMPieXSRMssSXPlGaP+IZxmtnx34Os/CmpW1rZ3E8yT
QlyZipIOccYAq+Tqyee7sjnrfVp7GZXsZHT+8pOQTXVWeqQaxDsmxFOB3PWqngTwraeJNZk
s7qaaNFiLhosZyCPUGsrUrddO1e5tomYrBMyKzdSAcc0pwTRdObjPTc6230jjzJmGB2qwgk
Mi+UuEUcAcAiq1nqsd5ZBCwDYAb0okuWRfKjb5R371z6I9BRq1n725BrKx3NvIgXbJ3PrWX
pWYbYA/xHmtC5ikVFkZfkfo1UJ5xAFAXczHCqO9TdvQ7YQhBKV9h+uhTpS7hlvMGM/TmsBE
3dK6QaLdagFa9l8pR0jXnAqG+8PCzieeGQsqjJDdRW0dFY8itOMqjaMoDAAFXF0u8aJZFhJ
VhkGrOh6d9rnE0w/cpz9TXZIUVccADt2FTuZOVjzlgVOGBB96StbxHMsuokIOFGM461lYOM
9qCkFHTrUrwhbaOUZ+YkH0qW5tvLijZFJ+XLHFK5p7KVmVelJjkGnyDBGOhAplMhqxG6/vF
I4NOkXcp9qVuBn0oJBO31FMRWVipyKleQ4GD9aa0RC5plXoxCnaRkcH0ptApkj+WhbrVWAL
hzHESOtZEkzuxDZq5NexyRlQDmqjlWHbOK1grbnLVld6EJJbuaFU9M4FLn9KQtzWpiyzEAA
RntTmNMiAAJz2pwOKzY+g00DpSk5pMHPpSIsJR8tBXnNLTAl3ijdmocOxyp4pyq4HJqbGvN
IkJz2r3fVCmr/BHMXIXTozx/0zxn/wBBrwUsR1r0D4dePLfR4ZdC1vLaZdZAcjPlEjBz7Gq
joRJ3PPinf9KSGDzLmOJc5dgox7mux17wFqVteyTaPH/aenud0M1uwc4PYgHIq74Z8IHR7+
LWvFLx6fZWjCRYncGSVhyAFHOKFe4aHa/FO7j0j4b2unvzJL5UKjv8oyT+lYvwmCSeBvEgZ
9iMpDNjO0eWea43x94rl8Ya39oTdHaQApbxn0z1I9TXWfC+aKHwH4mSSREYo2AWAz+7NXdN
k2siv458PTaJ4RsToEvm6JIm65lj+9K56M57jHT0rz21upIRjO5fSvQPhJ4olW5l8NX8f2i
wuVJG88Rcc5z2NUfGfw5udL1GW50Vo7qwlYsqpIpaLvtIzyPepkroqMnFlz4U3on8bwptwf
Jk/wDQaoeMJ4v+Ew1VSwBFywNRfCq9hsfH1r9qkEQdJIwzHA3FTgVa8deGrq28Q6zqd8PJg
mm3WjB1PnEkds5wBmocPdNI1Hz3Os0+S58QeAJLTXkFppsKr5N/uw3ynjC459Oorzi5tdJt
42e01WS5nBwA1tsB/Hca9M+02/i74YwadpUite2qxhrYkKxK9cZ6+tc94I8GzJq7X/iOyFr
p9qrH/SSFDt247jvRZ6IpSSu2cfpzMNVtN2WJnTp/vCvVfiKLObxLY29xbea725wxPAGTXB
6leaTc+NsaLH/opuUEeFwCcjJHtmvUPHHhq81ue2v9Jmg+02gZHWRsDB96LNxaHJrmTM3wH
aWNp4gkWCJEkaBuB1xkV5l4hOPEOo7uP9Jf/wBCNegeBYbTRvFz297qMdzqM8TBjG2Y05Hy
57k+1Z/inw0+nTX0t80TrcXZe1RGy205JJ9OwqXpA0pR5qvKupxmnXLJKq7sI1bqPKYPNjX
zMMAMd+aW3WyeTfdgDy1+UAYFaGnsjwExfdJJAx0rldpO56zqToQcexBeXDGAQuUYqeQO1U
okzIGKg46EinTRSxzt5mcue9SRpsFZvc7aMUoepahumj4fLCrRVb22dFxhlIOaqQQCXkkgD
knHFc5quusZJLa3YxwjglTy1awUmedi1RT03OwtbQW0MduoxtFTkrGpUcseprlvDutM8MkU
7l3DqELH1rZk1S3hLCZipBwSFJFW9HY86zYt/Zw3Nu29ASBkEdaxtPhQ27KyA/MQc1qzanC
1jJLA+8gcDFU9NhLWodj975iazkd+EsneRFeQqbTaq9CMACpzGrxeWy5XGMUsk0bzGCFlMm
RgE1ZtY1lXEilWU8ioszudWEbyMfULeOK0U4wV4Bx1rLro9aCm1Ma8bSCT61zlWjzq75mpW
tcO1B6ilPA+tJjNUYBUMgzn2NTUx13AgDr3pp6gQdqQgMMHpTsdV702tRGZd25iOV6GqzLj
pW1LGJEKnvWTIjJIUYcCtoyuclSHK9CAnHakwCetPYAHimYxWhky1F9z1pWHNEXCClIzWT3
Ha6GjrSlcgZ7UBfWnHnikwSshhOcUu2jGD7UbhTJ9RI8gYJzTiwFRkHORRz3p2HzMUtuwRz
TsAmo+mMDpTg+O3SgXUsw3d3bDFvdTRA9QkhX+VRzXNxO26eaSVumXct/Oot5NN3lTyKFcP
QkDjv1p4dgpVHYA9QDgGoGdc5xS7sDINKw7jgJEOUcj6GkM1xnPnSAezGnqwPelwKfM0O3Y
r5YENvIIOQe9Xor24nObmeWUgYTe5bH51AUFOiAjcE9BQ3dDjdM0oZZYiskMjRvjqpINQS3
Go3spSe7nkUno8hI/WnRkYwr+9PXckuRypPSsr2OpxUtzb8G6WJ/FGmw9/tCsfwOf6Vu/EM
Xlv42vIYLl4o5USQhXKj7oBz+Rrm7O8nsLuK7tZDHNEwZGA6GnarqF3rN697fTGWd8AvgDg
dsCoU9LFKKU0+hLaWSQkSltz5yGB6H1FXZriST55pWfA6u2f51lRSXbbY45PYcCn6nb3NvZ
JJcS/Mx+VRWLTb1Z6sa9OELxiK+px+cECblJxmtuwuBFlWzjHSuPQEYxyRXTWSSPCruDkDm
iceXYdCp7dSjUJ755ZkZwCz4woHatPT7K4Nmi3ESOw6kCpNMsA7CeboOVHrWs7rGvXAFOK7
nLiq6UlGHQxr6J2tJYo0KEqQNpxXnk9jKJGGxgQeciu71TW41bZbASSbsewp08cdxarG6hG
kwS2P0q4y5djkUW90U9A0aGz0+OcjfLMAx3D7tbMllHcxmKRNwZe9WIUQQqFHAGMVR1PVYt
Mj6gyn7q0N33Itd2Rz95aNo7yRtkrJ9xwP0NSC/Y2GI0KSIhyAMfjWdqWo3l4/7yVHAOQoA
4qGC8kWRvtCFx0PGKlx6ndCbjaLKnnSrL5m9g55znmrkOtXsXSTcfU1A9pK9wwjQkdR9Kb9
n2MFkJD5+7V+6zLlnE3JLj+1LWN1GGz+8FZ8dq8kpjCHgkbsV0XhrStqGWdCAexroFsrSNW
CxKA3J+tZ2HOpHS6PO5LWWJCzKcKcE1FXZaxpwMBWPgMRkCsebRC7t9nzsyBgnOD3oIk47o
xgrEZCkikIIOCMEV09lo6QRFJyJMkHjjmoNV0cSAz2y/OT8y+tMhtdDndg3bsdRUEibW9jV
9bOdrgQbNsh6BuKjuLd4XaKVdrDqKaYFLFU72HI8wfjV9UO/BHBpjR7soe9axlZkyjzKxhM
Mk8YNMOAOatzR7JGBHI4qvtyfX610pnFtoTx/cHFOpEGFxTqzauNCUUUUhiHvTKkI4pPloI
auQ+U3YmjymB+8anpR1p8zHypkGyQD71JtkHerRFN70KQ3CxX/eD0o3Sf3QanxWjoF3ptjq
0dxqtib21UENCDjPHFPmJ5TG3P3TNG/HHl179rXh7wz/AMK7vNW03RraAzWHmxv5Q3qCuRz
614P8tU9CdyESY/hNL5w7gipcKe9J5a+pqbodhomHqfyp6OHIUck9qTyx2NaGj2Ymu9xGQv
NKTSVzWlCU5KKNC104wWwkcZLc8c4FSDTJZwdgxWuISYSQvyDir1jCAokPIORiuJTk2e7PD
U6cbs5goY/kbORxzRsbIGDk9K2n05Z5jNg7WfAq02m5lLsoAj5B9aLmPsEnrIy4oZ4pIxDE
7lW3EYqTVLa9v2WWSAoqjAX1rq9Njh+yKWA3Glu/KXaFx0qktLmFSa5+W2iON07SHuGkTYV
Ze5HStaFZBEbeNWKqcFz1ateAxw79igFuOKUIgj46+lJq4411B6IbbXIhhCMDlemBVC5a+1
DcrZt4j0A6t9a1AyRKQBliOT6VFTsYuavexTTTbaOFUZchOSfWquoan+7eG2QsQv3x0WtVg
GBB6Gqgsk3yYAIIxzSehrBxndzexbttSiXTVuBlgI+eMnNcZfz3d/ctcSwkgjA4OBXTNLba
PZlXJ2dQPU1hz+JbmXKQwogJ4wvNUrmcVZmbtNmrSOmXxlc9ven6ZqP2y7WG7yd7D5x1GO2
KfcI84ZmJO/ufWofD1rINaQkcR5JJ6VUbNO5U3JNJF2eT7PeyxRsNhPyt1xT7e1CN50jb3P
OT2qItDJcyhzgs59sVDc34aJYo2J7Mw9Kys3sd1KcYxvPXsdho100sbIeQvcVpliF/nXG2X
iCG0iWGKEqvc1opq7zJvDkBuxFO/KtTCVB1qjcbGhPcCSYwg5z0NOSNY923+I7jVeziyPNY
cnpVumu5jXUIvkj0CnrE57Y+tS28W5s9fSrckOF+Uc0zmMx4drhnVT/dNZ+paUl+wcNsdQe
cdfStWVGZPmH3TkYqKgdzjrywmstnmj71UZRyGFdve2iXds0bAZx8p9DXLXunTWe0TbTv6Y
o2NE7mFqMQBEgHBFZrj5s810l1abtHaYDJjfBNc8wPIaumm7o5aqtK49elOpqjAp1UQhKKK
KkYhGaTb7049KZn2oJdh9Ko5ooXrQWtx1emeEPAGjv4Uk8T6+ZJoVjaZYY2IARc9cdScV5m
SK9w8B2eoaV4HlbxFJbjR5IGkVHzvWNhyD2wfT3pwWoVHocnol94D13WY9Lfw41olwdkc/2
g8H39KwviF4Ut/Cmvpa2c5kgmj81VY/MnJGD69KseIrnwCtnONDivVu+PKdjhBz7nNchLcy
XEm+WVpGxjLtk02Qj326/5IqP+wOn/AKAK8s+HOiw6vrjC80kXliqHzXd9iQ/7RP8ASvV3M
f8Awp2IzAmL+yo9+OuNgzVfW/DFtrXw9itvC8ogiCCWJYmws3qGI6nr+NXYm55d4+m8Kfb4
bbw1aqiw7hNMudrnjAGfTnmofBng2fxZdzDzhbWdsu+ecjOB6D36/lXNPG0czJKjI6nBVhg
g17l8NNPS5+GM8MOBLdGZWPfOMCpWrHsjmtHn+F8l6NOksp9rHat3cMxDH8OmfpW1rXw1tN
KtZtR0J2aIruaFjuwvXKn6V43JG8MzxSKVdGKsp7EV7n8Itck1bwxNYXT72sWEak94yOB/M
UmlJNM0p1JUpqcehxiIotvfdWhaqFt0HtUVwkYv7uBDkeawT8DViFSsQUjBFcMVZntYud4J
fMjSGNZmIAz1x6VJLG0sZjQ4JpQgDlu5oikMN6r5yCPu1Vjj5nKXMnsFvpk8QO6ViAp47VE
tv+83OxbB4zWt9uiIPBPHpVEkbiQPpRZEutO7fcWSNFkGD0HWkAJOBUgkDE7hktT5No46HF
MyuQfwnjmkpR04PJqbyQUA7+tAiCo5pVgheVsAKMmppE2NiszW0kexYIMqMEgfWhmlOPNKx
zVzPNq14cnv8o7AVGbOSB8sQFz19fpVu3ERuXZUIOABxjFI8q+YXY5kJ2oO31pczvZHoqjB
Ru9yL5g3lMDtTpjqanZ2SEx/NGjjOPX8amjgCxYbljyTRLG8ke07TWfMbfV3ytsP+Edkms0
ljl+Z15FV7nSXjRV8ox7eCQM5/Kuj0ls6fGP7vFXOD1FaK55rnyNxaOHWxeQMVVSR7kVMln
NbtHMd21SOGPX6V1N1BEYiFCq2QRWfqFtJLOkD4xsGMHpScmddNQlFOO5dXU4RGpCnOOlVH
vZJZs9AegFQK3k/upUOF4yatJAsgDhgB2IrNts64UaNP3je06482AY4IGDmrpQEZJJrMtLa
UQAwzLg1M0F242tOAp6461qtjxqvJzuz0G3U6xnbEN7H07VX5xz1pxXZ8npSfhTM3boRwSC
WLeMnkjn6026tY7uBopB1HBxyKniCICp6daHwSdvAoB76HKmJo9O1G0ZfuYIJrjnHJB7V6H
LGqz6jnJZowfbGK8+mGHK+9bUtmZVhB0paFHy0VtYyCkpaKnUYlHFLSUmAo96AcUlITtGaB
3FJC/Mxr3rTtV03xz8O20mzvYo7x7MQtGxwUcAdvTI7V4Fgy44wKlUtEQY2KkdwcVSaRLTk
dY/wp8TQzFbuO2ghB5uHuFCY9euf0qvd+DoJtYtNJ8P6hHq15JGTNs+VFYdcMeCMVzz3NxI
u2SaRh6MxNNR3jbdG7K3qpwaLhyn0jNoN1J8Ov7ABT7UNOW36/LvCAdfTIrz74f8AiO68Ha
/L4S8QN5KswEeXDCJ2GQMjs2R+deZ/a7sf8vM3/fw1XctIxdyzOT94nJ/OnzE8rWh7P8RPh
ncave/2toMUfnOP38G4LvP94E8Zrnfhn41j8LX91omtMYbZnID9RFIDg5x2P9K8/wDtNx/z
8zf9/DTMknJ5J70XV7oaWlme0eLvhrZeKpv7Z8P3sEckvMgBzHJ75HQ1naVdWHw30S7sf7Q
hvdZvWwUgOViAGBk+2a8rW4mjXak0ir6KxFEDlJ1YknnqaUnpoVBWkrnfpNukWUn5mO7J71
qK4dQynINcrHfLJYbVb94nGfSpLDWHtZMPl0PqelcMbpns4qUKiTW51FPt7VZpi2cEDrUMM
0c8YeNgwPpU0UzQtlQTnirPP1RNPZrDHuQk+tNtYw+8sM4HFEl08iFCKiBkQdwDQJjpU2OA
KaQSCxqdW3EbsHjimylcbe+aBCKh2qR1zUy9OvegDAAqRBxnvQBUuPvioiAwwRkGp7hSTu4
9KjSMtyegoGY19ZCKQzIAFPUCsp7Rp7qMRpuwcn2rqmAIwRkVHDbxw52Lgnqanl1O+OKXs+
WS1Kq2CR2zb+Xx19KzDxXQsMxkdiK59gdxHvUSVjrwVWVTm5mXdMlCsyE4B6VsPATASpw+O
Kx9Oty7FnB21tQOQvlueR0yO1VHY5MZyKrePzMOQuxyWO4VFciTy1uGycnbnNbF/YxrbvOn
ykdvWsyPcbYowyuc/Q1DVnqehTqKrBOBVLls7+c96kt5CuUJ+U9B6VZgiEkm3yy4x0FWbbR
5JVJYbAPXrSs2aVKlOGki3Yki3G1u/FaYPFYqtJCgjA4B5NW4L8FjDLwwHB9a3TPBrU3KTk
hsylZDnvU1qg3liQcLSXW07SOtETqlu/TJ4pmHQgYjccCko6jpVe5vbe1QtJIoI6LnkmkUZ
+u3pt4zFEAXkU7zjkCuAuD++I967e4glewnvJoyZrggBRztWuS1OxezmXdyJVDA1rTetiaq
vHQqqPlo46UqDilbpXQjO2gyijtRRbUkSiilqGAlIwyMUtBPSkBIF+XjtTTyaUdKQdTSNGK
elIDQTQaBPcGNNpTzzRTJb1E60UtB6UCEpy9KbTl70DW5YgujFKCeh4NayzW8kcbQ53D7+f
WsD1NPgmdCdp+tTKF9TWFVp2Z3+hTRPHIqAjocdga6Cz2sSuwE+tec6BqjW1+of7rnafpXc
20szjcg5J4x6Vi1yuxtJOpeSLN0hWc8Yz6UOJgArEkHpTGLyPg5J6UrK45ckEdAaRkBjYdM
8CmqpLgHrmrWNsRI6ikiUGQHOTjmgB+0gVKijy+e9KRyDT+wpk3uUp1BIHvSqBsA7U6UAsf
rQBxxSKK0q7WxgY7VHWvaaQNSXC3kMLg4CSHBP0pmoeHdQ05DI8W+IfxocgVXK7XFzK9jM/
hpqWcTfMEXP0pwJHSp7cHaamxak47MSOHY447dqJYxtPJ9qt20STXCRySrErHBc9BWxdeGY
YLYTvqUYQjKnb976VSi2tCHJJ6nK3LM1lICeAOBVCxmjeL7O6fe4LdxWrdxhrdwOPlrB0+3
ku9QitY2VWkbaCxwKyle56uDUZUpX6GvpQjSaaN8A9s1rKpA6c4qeLwLexobmW7iG0FsICe
lUINSgeLMkgQg4INXyuK1OWs1Vm5Q1I5YwrY29TzmsnWLaWWaNbdtjgfe9K2ZL2wd8NMu5R
ms2+vSLvbDEZSQMBeoFJ6kUuaEr2Hw+cIESZ97Acn1omkEUbOccDuazp9WnUiOOykEh7NWT
LNeak6rK21d+3AHApkcvVnVFA8J2ycsONvvVODQLYzea0bSMe8hzWhaxLbhdzn5VAHcVeyr
rxg0zJuxXW1Cpt2g4FYusaFBqGWBKOFwp7VvOGzzwPrVWZVU8daBo8/sPDtxfNOAwRYiVyf
4jWZeWU1jO0M6bXFeiWTIkDkqsQ8xuM9eetch4reKXVQ8TBhsAJHrW0JtsUloYNFO2gU2tz
FqwUnNLRUtXEJSN94U0SjI96cfvCpsDZLXbWXwm1/ULOO6trmweOVQwImJxkZwcDrXE9q9h
+CEsjadqaM7FVlQgE8Dg0RV2XNtK5yUvws1aCUxSanpKSKcFGugGB+hFZmu+AfEPh+3a5vL
QPbg8ywtvUe5x0qT4jsw+IGrYY/61e/+wteseEPtI+GP/E8JK+RIf3vXy8cZzVWTM+ZrU+f
+TgYrqtL+G3iTU7QXf2aO1gI3B7p/L49cdaZ8PrGDUfHdhDKgeFZC+1hkHaCR/IV2vxt1O4
gGm6bDK0cUitI6qcBsEAZpJaXY29bI5aT4V+I/sxntTZ3qjr9nnDVyN1az2Vw9vcwvFLGcM
jrgg11fwy1q90/xjZW0UzmC6fy5IyTtIPfHqK6f42afawXel6iIwJZi6S44LhcEfzNFla6F
dp2Obsvhbr13pMOpNNZW8EyBwZ5dpAPTPHFTW3wo1q6dlttQ0uYgZIjudxA/AVW8V+Lrrxj
e2WnaZDNb2iIsUVqG5ZunOOvtXollBYfCvwSbu5Ak1Gdfm7l5COFH+yKaSC7R4/4i8P3nhn
Vm029aJpggc+U2Rg9K2tK+GniK7shfSww2cDLkNdSbPzHasSTWZbvxEur6j/pDNOJZFbkEZ
zj6V7H440298ceHLG48OXCywbt7R7tu8EcfiKErjvZo89l+GniGytzfxi2vIUBLNbS7yAPb
v+Fdl4U0m61LTIpopYc/dIdsNx7Vzmj63r/wwnl0/U7JZEvE8xI2kztPTPH8q0PD9xO1oL0
ExSNK0gC8AZOfyrKpZNXNYuTizpbjwhqEW6VpYAo5yXxQng/U5kWQSQEMMg7z/hXQaoDrPh
r7RDkOq+YB7jqKqeDNQeSKWxlfcU+dMnkDuKfJG9jPmla5hSaNcfbVsPOh8wjO7f8AL+dWp
fC95ZI08ssIVVyfn5P0pt7pksOtCzXJLyfKf9k0/Wrz7Tqrxq+Y4RsXn061Fkr3Rd29ikkM
s8qxxIzsT0ArYXw1qDR7iqA/3S3NXLC3/s/w9NfIP37oSG7gdqx7fVLu2kEqzuSOSGOQaLJ
WuSm3sUr2yuLKYxzxFD2OOD9DUccMkzrFChd24wB1ruJlg17RN4UZZSV9VYVU8K2aJayXLK
PM3lAfQCq9l7we00MGTwtqLIjM0MRPRXkwTXQeGoL6G1ns9RUnYRtDcjBHrXK69qEl3q0js
7bEYhFz0ArrvC1+9/pX7xizxNsyepHanT5eayFPm5bs486f5mtz2cTRp+9YKXOAADWqfCuo
RxO37psDOFbk/pWPqa51i6JP/LZsfnXb2upJbrY28x4nhGGPrUxjFt3Kk5JKxwyqQ5Vhgjq
DW3qSmXQNNUDLMSAKteI9IEMv26Bfkc/vAOx9aq6oCNA04qcEbiCO1HLy3Qc3NYrS+F9UmG
FhRQV5LPXATxvb3UsTffjcqceoNey+GppZtIVppGdtxGWOTXkOq8aveY/57v8A+hGsq0Ukm
j1crm3KUWeoeGJWbwJFI7FiIZOSfc15rYWsmr3otISiPJnBdsCvR/DHPgCP/rjJ/Nq5/TvD
jaBoza5dwfap0AeKFT8qf7TeuK0nByUSKFWNKVXu3ZGNq3hW90COKe4MTtK+xNjZOak06wf
f8qtJLIeSOSfaqUurXer6t9pvZjIx+6o+6nsB2rv/AAVZr5c1y6qWBCqfT1rOEYylaJOLnV
hFKpv5GTL4Mu5E3u8cBfH3nwSfSsceDr6G/j09Yn3sS2/HykepNdHrd291qMmWOyM7VHYYr
e8OXjXNkySEs0RxuPp2rVRhKVjhVScFc85uzJpupyWEhVjFw5x146iqFzqgsLjJbzIJDlSp
5X2rR8XQGXxDdyRN0fa/PSsOW0intzErHfnGT0zXPK6lY9NUqc6SfUuTeJbOKMESs59MVj6
h4maVWjtk2g/xE81j3dtJbysr84OMjpVVpFUdRn0rVK5yWSLEbT3T+VGzOSfug5rZtvC3nw
E3bFHPTHaszRWaG48zzPL3cFwOhrtbcyeSDM6M3XKjAxSbs9BNnnmqaZLplz5MhyCMg+oqj
txmuk8WX9tczRwxfNJFnc3aubbPSumDbRhKw2ilIwaSrMiv5TZHoDUg+9g1J1ppA3VF7iaJ
wmYy3oa9e+B//Hlqp/6aJ/I15GpxA31Fd7o3xXXQrBLSx8PWkSgDeUcjewGMnjqaUXZmtRN
xsih4u1a40P4p6lf28cbyRyABZU3LzGo6Vl67461/xDF9nvLwrBjBhhGxT9QOtWPF3jODxU
okbRba1utwLXCMS7ADGDXK0NmdjsPhXz4+sfo//oJr17xDJ4X/AOEitLbXoImuLiBkgedcp
gnkexryDwl47h8KW2ItCtbi6yc3TMQ5B7Vo698UY/ENi1ve+HbR22kRSM5LRE9xxVJpIlpt
ncp4N8P+BZJfEVvZ3d40IJSNMP5Yx1H+NeVeNfGN14v1RZ5I/It4crDDnO0HqSfU4re8H/F
W80WIWOsLJfWgwFbILxj0Geo+tN1zxh4MlkeXSvCkbzS8vJcDaAfYKTzQ2mgSaZ0Pw08Jw6
Fp7+KtbAiYRloRIP8AVpj731PauG8Y+JLzxn4jzCrtAH8q0hHpng49TXRX3xg/tKzNle+HL
We3OMxPIdpx04xVKx+IumaZcrdWXg7ToJl6OjHI+nFF1aw0ne7J9E8Fw6J8QNH07VZ4bkzR
+c0JThTtOFOevIro/i9qup6VHp1rp08lpbSq/mGElckYwMj6mvMtc8UX+teJH13ebefIMWw
/6sDoAa6mH4r317p4s9Z0iz1Mesgxn8BxQmrDSbkmcdaR32s6lDDvmupSwC5Jc9a9Nsbc21
usJUqU4IIxiqOneJmgjD6bo9lpPmHGYI8sR9TWklw8m55XLOxySe9c05KT0Ot05wiuZWudZ
4Svt4lspT975k9/X+lZEsUug+JS68Rh9wA/iQ9qoW17JYzw3UX3kIOPX2qW81GXVb43cihc
gAKOgAquf3fMw5fefY7bUY7ddmrFhmCNip9cjiuDh3eZIzHJYk5rQutbnl09NMKjauMvnkg
dBVKHG0miclJ6ChFpanZ6FPDf6P8AZXwSg2Mvt61zmp6fNp8rI6kp/C4HBFVrW9ns7kSW8p
Ruh9DWy/iibyNstrFIfU03KMlqJKUXdFjQZmsfD8082VUsTGD34/xqfwvcK9nLCSN6yFiPY
4rmbnU7q/YGd8RqflRRhRRBdzWU6zQOVYfrTVSzQOF0ytrdo9tqk0BXGGJB9Qa67whZva6S
XkG0zOWA9u1Y0nidbplNzpsEskZwrGj/AITG9gDAwxuW+72Cj0xRFxUr3CSk42sZupxsNVu
96kfvmIyPetfWsi104jIIg4qifEE19Okt3bwyrGSQmMA8VeudfW+tvLksIvukKc/d+lTeOu
o3fTQ19E1GPVLJrS4AMiLhgf4h61n+JLYWmm2sAOQrNj6Vj2tzLZzrPCcMp/Ormq602oxxN
JbqBEd2M/eqnNONnuSotS0Nzwmc6N1/javKNbXbrV4Mf8tm/ma7+Dxc0Fvsg0+JEXkKGIFc
prms29zq8F22lwDYd0i9pfrWdVxcUrno5e5RqvTc7fwwCfAMYxz5MmPzaqfgfXk1DT/7KvW
DSouE3fxp6VkQ/EeWCFYIdKgSNRgIrEAD8qxbnVjJqkd/aW0dk6YIWLpnPWm6sVaz2NI4Op
U51ONru6fYt+KfD7aBq4nhQ/ZJmyjY4U91rr/A10klnLDkZyGA9RXPXPxCluIjb3OlW8yMM
EMxwar2F7LDdm6tVW17rHH0UelKMoRlzRMsTCrKklVVmuvc29Xt2ttSmVlwGbcp9Qa3vDNs
8Vk8rgjzTwD6DvWV/wAJF9qiH2qxhlZehNQyeL7q1jldYUcAfKnQLitE4xle5wuMpLlsc34
rRrbxHcyOu1JXwTnqMVnW1qk0gSJuFO84PJ9MVta1farr9tGJlhVAwbYF5z9ahjtGt7UR7g
rYIAXtXPJJydj1FUUaau9djntUuFbVF0t4U8t8EtjkVBf+F7VoZJLclHAyAelL4rge3ube7
Q/ORjd3JFJY+JkfEd2mM/xKKtX6HI9UU9PvLPStOleYh5MkKB34qLSfFLLIY7wlo2PBJ6Vn
eIoTBfFVH7tzvQjuDWQTitFC6uYznZmzrdpEty1xaEvA/OfQ1lN0pY72REKbsg+tR5zWsLr
RkuUXsKetJzSjFGasgQU3+OnCk/jGKgRYxi3J9TUBNTE/uCMd6gqDWbHAdTTaXOAaSmQFFF
LQISlHWiihIBOtOFJQOtMaA8cVuaDphlIuJV+QdPesQcuM9M122lPEYY4iwGBjHSsa0mlY7
sFThKo5S6GnFaqY43U9D0q/ntVFybWPeCdmRVwHIB9axiaYpuTTvdE8kmFCr6UsMhaUDgVB
kip4uXLEdqo4ySRi8z+gGKnhGIF9arRnduIHU1cxtjA9KYmRpzJnvmpJmwlMQ4BbFE7YWgB
YfuHNLNnb7Y5psIO2lnOEPvQBWLfMFA471BK25vapgCpY9qiwDIB60hk0IKjGKtIMLUUQyc
1MAaaJYAYB+tK4/ct9KXsaDyhHtQCKS8Q8enesPVR86nHat11+VgeRWPqa5hB9DUS2O3Bu1
ZGZEMuAatVXgGXJ9KsVifQDSgLqT2Na6/dG0kcdqyqu2ku5Nh6irgzzsfTcoqS6GpDM0dqx
O59vQDk1Uzc3s4j8l44+pJ6Ed6t2D/My+vNXa1seTGaj0EVQoA9BUErbpD7cVO7bVJqpgBm
YDljk0EGR4lthcaWWx80ZyDXCng4NemXMQnt3jYZUjpXPyaBZ3UKsgMT+o5zTTszRfBc5jU
IpprCKZmLqvyjnp7VjGvQU0JI9LmtHfeXJZTjoccVwssXlSsjDlTitqburGFRXd0VtpzTwK
UjnigAjtWtrGKjYSjFOxnqKPwqh2Gim/wAYpaQffrNCZYOPIHrnmoanb/UL9TUFI1mFFFFB
mFFFFABRRSUALRSUtNbAI3C5rf0K+hRljuwNjZw3cGsAjI61IGIXg4xSlHmWppSm4SujtoX
f7Q8Rl3wMNyZOc1vL9wfSvO9LuZPPjBcnDDHPavQYWV0DD0xXNy8rsd1SftKaaRIKmDbY2w
e/FQ0oyeKDlLcKHCA8Z5q1J901DDjzAPQU+Ruw700SwRcKPc1FdDOAD1NWVHT2FQS/foAkh
+5UV2TsI7VPHxGKgn+/14AoAiVhs3H8ajX5nzntmnqcoxxUIOGz05pDLkAIAHpVjGDUNuDt
POamHNMnqHc0vak6mlHIoGilLzIFz1NZuoJm2cZ6c1rOo8zpWdfKrxyAHtUvY2ou1RMxIWA
yO9T1U+61ToxbBxxWB9MSUqsUYMDikooE0mrM27KUearDo3Falc5YTBHCnHXIrogcqD7Vun
dHzlek6U3EjnJwPSq5OKfLICc5wKgWTLkEgimYD92SMciqEQ8t5Is52satMwVxtHSo5o9sx
fA+YCguLVmmNrhPFFmLXVS6g7ZRu/Gu7rB8W2fn6cJwPmhOenY1cHaRBxNIc54paK6iGNz2
pd1GOaXimLUgLc0KfmqM54NSR8rmosYq7HMz9AOKYd9Px70mPelcp6jctQS/YZpe/BpDnHW
gkUbsdKMt6Uozt60mT60aAGW6Yo3H0pcH1o59aAE3nPSjcfSlGfSlNFxpDSSRipcfLTAcil
3YGKaY0XtMOJt3BC9q7bT7xTGowdxGT6VwNrIY515wD1rp7G7VTFGG4brntXLVunc9PCOMk
4S2OnaUCRUzyamjGZBWQr4cHPK1q2soZS5H0qIu5eJw3skmi9GSrM3en7gzLVaKQ4O5qnhO
6Q9OKo4Wiz0FVmOWNWGOFJNVgMt+NMRYThBVe4YZJ7AVZ6CqE5PPuaBi4BjyBwRUJXCDPUm
px8oVfaqzNuNIDQtCTHzU+Kr2Z/d461YHSmAh4OakVMqTke1RnoamjUvCVUZOQaZJUYZlNZ
0ygllPOeDWk3EhGOaz5QBIcUmVF2ZzsoKysD2NPgPUU6+TbdN781FCcSD3rnZ9RCXNFMs0U
UlIsVWKsCDyK6WCUTWKOp/hAP1rlXbY+exFaWkXo2PbyMADyM1cHqcGOpc8OZdDTlcKuO/a
quammC5HPNRHnkDFaniDlc42jHPc0+b/AFSknpUXH40XDsbRtoyy4I/OgEIKiuoBcW0kLdH
UipR0qVIzuXgHcKaFseUSxmKV42HKkg02tzxdZi01tyowsqhx71h9K64u6JCjFFFMCpuG3N
SRnKA1DtYjBAp4dlX7opWOeNiXFJgUzzW/u0eY/wDdFKxV0P2ijaMVH5rf3aC7H+GlZg7Eo
HGKTaKYJG/uGjzG/uU7MLokxxSFaj8491pfNYj7lFguh4XHelIyKj80j+E0vmH+6aVmGg8D
ApCDnNM83n7ppd+T0xRZibRIjYYHHQ1uwvgI68HgiufDk9ua1LS7V1WNuGrOom0b0ZJM2o7
vzJ1L535AGDxmuot1CwLjuM1xsDKsqkru545rsLV90CdTxya51ozvqSlOl8yfJFXbIDBPeq
VXrIHbk96o4mSzuAtQpkyjn8KS4fMnX8KW2wJD37UwLT/cP0rNl/12K0ZThKy2YmTI55oAl
kOX/wB0VBUsvBPvUVIC3ZHDfXirtZ9mxEmO1aAoAD0qWKUxq2OpqMjANKjFYyABz1poRC3+
t5PUVQuFKS885rQZf3gPpVG4+adqARh6muJgcdRVNTtYH0rR1Xoh+tZtYS3Po8K70YlsHK5
HegfWoo2Ij455qWpOkbKu5OO1QRuUcMOxqywJU4qpjmgT1OlWaK4CujemaawwxrK02ba5jJ
xnpWoea3i7o+exNL2VRoKeqh45E7spAplSQj5+nUUznRQgvbfz1shJulVAT/KtS1IZgpPTN
edi4ey8WsW4AnKnPoTXf2zYmUjnNU1YT1Oa8c2zGKCfYPkJUnPOD0rjK9H8VwfaNMuABuZB
uHtivNwc1vTehIvtRTG60lakOQwYz1oINRmJ/wC9SeVJ2eosZEh4FJnIpnlv3ak8tv79OyJ
JQpZgAMk8Crl1pF7ZQ+bPFtTOMg5rPCPnO/pXa2EiTaHAl45bz8x7m7k5rKpJxs0ejgcLTx
HNGTs0tOxxver1tpF9dQedDDuQ9CTjNSx6BcHWvsbE+UDuLf7FbmsTrHoEv2OQoI2WMMvbk
A0pT1Sia4fL/dnOtoo3+djkcc9BVzUdOOn+UDKsnmru+UdKNM0+2uo3NzfC3KnABxzT9Z0d
dNEDxXBlE2cEjtx/jV3XNa5zLDy9hKpa6732+Rn1r6foD6haicXMaAnG0jJrGCuP4hU9lHJ
JewBckiRTgD3pyTtozLDcntEpxumTalYtpl19naQOdobIGKqV1PiDSoZ5XvZ7tYVWMKAR1I
rlkV3ICnJPQYqYS5o3NsdhXQrOKWj2FBINXdNiMs4OOBV6Pw/DbwCXUr0Q7h90YzWnplhZr
GWs7kTKecHrUTqJR0OihltbmXNb0vr9xBcQ+Sw5zkV0ujzBrVY88qorCugjKoAyxOBVu3uI
dIAE9wodudvX9K5kzteFcpSjHRHRVoW3EWe2K586vAsBnPMY6lTnFa8tz5NiCvORwK0T6nB
Uw1SE1B7vYZI26QkVZsx8uawG160jkaN5og44Kl+RVoa/FZmLzY8iR1Rdp5JJxST1NZ4GtG
Lk7WW+pt3JxEazkJ3Crt4xEY56mqsAyTkVRxIdOPlB9KgqWdsnaDUVICa1bbJWkDkVlwE+Y
PetOEAAKxpgOPPanxrlH+XJA/Kk4Ke4PWnQPslwxwDwaYmQS9RxgGqMwxM+M9K0b3ACsOD6
Vnz7lmY9QRyKTBGTqS5gBz0NZVbOoLmAg8HPFY1Yz3PfwLvRJYRkMM1Ike0k5JpkGcGpqg7
RGzj5etVW+8at1UYYYj3oAEco4YHBFbsM3nxK3fvWDV/TZsOYyevSri7M4sbS56fN1Rp1PD
kkk8VBVmEYQVqeCeceJFNv4lmkIxlw1dzYzCa2hlU5DKDXJ+NoduqpL2eP9a2fCM63GlLEx
OYiQf51b+FMO5uajGsisuAd6EEeteUzxmC4kibqrEGvWLhw4THp1rzbxJa/ZtYlwCFc7h+N
aUnrYh7XMxutJR1oxW5kxtI33TzilqNix4xjms0DAH8aQ5J68UEgDLHFRmVR0GaqxmThlA6
1u3rsnhS0dDgiUEH061ziT7XB2g4PSugbxX+7EbadHtHRSePyrOcZXVkelgqlOMZqcrXVia
XxHnRwF/4/XHl5Hb/azUQB/wCELfdy3mjP/fQrGjvAt99paJT+83+X/D16Vst4pzE0Y0+Lb
/d3cVLg1blR008XGrzOtPo0tPxMHDE8rxW94jOLDTf9w/yFQWmvC2tUiawhkK9WPerD+Kd4
AfTo2C9MtnH6UPmck7bGdFYaNGUHU+K3TYwQ2R61raPqsVigjS2DzySAeYewOKpahf8A265
Egt44FC4Cr3rRi8RJDHGg02FigA3dOn4VUk2rWMMK6dKs5KdrbO243xUSdWVSSVEQIHYcmq
2iGMaxb+YRt3Hr64OP1q8/ijzGy+nRMfUnP9KyLm5NzdvcCNYtxyFTtSiny8rNMTUoqv7eE
+bW9rGh4iiuDqrvMCUwPLPbFTeHHlN0ERTgHJOOMUW3iKQQiO7t1uQo4J4NNuPEshjMVlap
a5HLcE1FpuPLY6FPDKt9Y9o+9rampDOr6zcRY3oJAAPQ4q7NNHHc7ns/Mk+6HUAn171ylhq
DWTq23eQ245PU1twa/JOu42SuQeMPj+YrOdNp6HVhsZTlGXNKzb7XNSZoNStXSdZoUBDP8u
0kDnH04rdYrLCMEFCowfbFc2IdT1YGDCWUJHznducj29K3pIWSy8mADKJhATgHA4BpJOxhi
50pVo8ult3/AJIxJmtNIhNvHGbu4mlLAFQzux/pxWlo2kJBdLe6xIj3jcxRk/JD9Peqa2ms
l/NFlabl4Decc/yp91pOv3kOx4bZAWUlxOSRgg+ntVrmHWnh3BxjPTtbd+bOkvWyVHoM1HA
DzS3bZY8fjTYg20ehNSeWRycuabT3HzsB2phoAdEcSA1poRn61lA4rTiO6JTTEycnnjNBJJ
96FJGcdxSjbuGScY5oGNvVZbdWPXH41nTtuQN0Jq/csXQ+nbNZ0hDRA9xQwRXkUPGQwzWA3
DEV0HasGYATOB0zWUz1sul8SHQdT9KnqCDqfpU9ZnqhVeZNrZ7GrFRTD5QRQBBTo3Mbhh1B
ptFAmrm9by+dCsnr1q+uCox0rH0aTc5iPQcitlsIMdvat07o+cxFP2dRo5nxlAJNO8zbzGw
5A7VmeCLsx38lqWIEikjHqK6LV4kn0+WAtgyqQpPc9q4TSbg2GsROxICttbH5VtHVNGD6Ho
1cT4z/AOQjH/uV2uQeR0Ncn42UbrZ8c8jNKn8QpbHKUUCiuhswGnqKqyOxc81Zz8/4VTb7x
+tOCJkHXqaSiitDMdH/AKxamuT0FQx/6xfrUtz94VL3KWxBTlcg0KpJHHH0p8oUKMDk020L
VD1kGOaXcP71M+yXQj8w28oTGd2w4xT3VREDjk1FkXytbqwpxj1pCSO3FRgletSBgehpWFa
wFwKdTM7hz2pVPA4oFYlU/KKYT8xFLnmms3zAHvSsNu6H55HuK0dNbCkHvWZnDD6VZtpGVl
APWlJXRrSdpHf6I3mx+YeoXbitWsPwyxeCU54BHFbmQa5UrHXVlzSuT2yknHTnNXWOF5qnD
IFTLnAHemfb4blXEMquUOGAPK59aZm4Sa5ugyRy7EmpI+EBJ6ZIqGp1yqnPQLSER7sqx9aZ
RTEbrvIBz0zQUot7D6vWbZiI9Ko1asmwxWmSy8OlOAIG4cYpg4zTkkV1JVwwHoc0Ak7XGvj
aSazMgq/5itKTlSB1IrMYbX+vBpAMrFvv+Pp62qyNSXFz9RUT2PRy9/vGiKAfKTStNgjGMU
6MARiq7EE5FZHtFoEEZFJIMoajgbqCamNAFOig8EiigCS3laCZZFOCK6QzCSEMMHd6Vy9aO
m3H/LFvwq4PU8/HUeaPOt0S6pJJHabo2wQeenSuB1OMwak4C7QcMPx5rt9ah81IcvtG/p61
zni+1MV5DOFwrxgflXRB+8eLL4TrrCcXNjDLjG5BWN4yhL6ZG4H3JOfypfCV/wCfYm2b70R
4+lHjEt/ZSBTwX5/KhaSE1ocNRQDxS10Pc5yM55J9KqHqatueD9KpnrVQM5BRRRWhI6P74r
e0TTob28ea4G6OBd231NYUf+sFa2mX1zp101xFA8sIGJAAcAfXtWVS9tDswbgqsXNXRpR+J
bWSfyG09FgzgnjIH0xUHi6C3hFoYI0QMD90YyKtDUPDuoHM0QhkbqSMfqKzfEWlCzEM8U7z
QScLuOdv0NYQSU10PXxMqksNPVTXdbo0tP1Ce+8NX/nlT5URVcDHG2shNIv7i3jkitmZWGQ
eK0/C0AudHvoC20SHbn0yKs6zqE+kW0NlZow+UATMMgfT3o5mpuMRyoxq4aFau3ZL53uc1e
W0trmOdCjjsaki0PUJYFlS3Yqw3A8dKjupZrqUyXEplkbAJPoK6Pw1e3E0jxSyl4oovlXA4
xWk5SjG55mFo0a1f2bbSe3/AATnoND1K6UvFbMVHGSQP50ya2ltX8uaMpIvY1o6j4ovZbgr
anyI0bAA5J+tVNQ1GfU5VmmCqVXaAoppzfxCrwwsU1Tk219xMmjai6B1tmKsMg5FH9halnP
2VvzFX49V1HUXtrXTg0IjQCRuCPrVrUdcbTYfscU32q6x88hxhfyrLmnex2LCYTkc3J2XXu
/IwrfTru73NBAXVOCRjrST2l3ZlBcRGPd0z3qTTNVuNOnRVkJiLbpEPf1rU8SRSTCG+SVpL
dhhVxwpNXzNSs9jCFCjPDupBvmXQ2PC3mRRO82VVwCM963VuEMjkthRwD61y8M89josQ3Fp
5sJCh7Z/zmte001rOOYyzySyuwZnbHPGMAVzO+rO9YeinGDvd2v5XLeqrLc2iRWt2kDMfmZ
gTge3vS6fZW2m2ZjtwXLHc7nlnPqayba3udXupybl7a2t5DGBEfmdh1JP41clkbT7i2jV2c
NKIyW6nINPVWXcmpTozUowb9zvsaw68nFK91CNyiQZNQXCsYDg9OTWPbWcbsZJdSuHYk48s
gKB6YqWxYfCwqU+Z3b7K36m7vQ52sDisvUwy280yOQDESB3Bwec1XmiuV1GOWMj7PHEyly3
LFsdvwq7fR+bZiPON6Fc/UUm9EzfD0vZ4hxhezuvwJNOnX+y7QySZZoEJJ5JO0VftpVMgKn
I9q5yRL5lttPsY8t5YUzsPlRQMZ+vtWjpumNYXDXEl5LcyMoX58AAewFWtdTixNGlRShrzd
ex0EtzBEAJZAu4dKztGszb6jdT/b/tEUgwkIGAgyfz69affab/AGnCgW5ktnU/fjAJI9ORW
fow2+ImXOcWjf8Aoa0a3FGEHh5OLd1a/Y6KQ4rMfJ59zWjPnYefes+U84HfmmcaI93zAe1U
tSh3qrjtxV6op18yFgBk1Mtjow8+SomZfCpjtioNpGeKssOobik2jOfasD6MroGDjHWrPam
s4jHvQjhxnpQBA4KuRTaknGHB9ajoAKcjFHDA9DTaKBNXVjdEcdyiMyAkYYexrM8YWTT6R5
i9YSGx/OtPSZFltgp+8nFP1KH7VZSwkYLoRxXRF9T5qtBwm4s4PwvNImo7I2AZh/EM1veJ5
of7Nlg3lpCwbGOlcpYXEmmamrgYZGwQa63UZobrRZJ2j3M6hWJ7GtJfFczWsbdjgioHINGf
c0hJV8Y4PenYFdDOVjWB5zjFUzVyTv8ASqZqokSCiiirJHx/6xfrXT6FfWNvZXMN3KqB26H
uMYrmI+JBSzZ8zkVnOKnodWGxDw8+dK50TaJojSeYupBYuu3cM1V1/U7WeCCwssmKA/fPf6
VhnrRSVPW7dzapjU4OFOCjfc6u1k07T9AuY4b5WlmiJwTg7sdBVnT76yuNKWLU7mNj0AfqB
9a5RVKooqWT+GsnTT6m9PMZRtaKsla3QuanBYQzRCzuvODZ3Y521taZ/ZGnFpF1BWaRNpDN
0rlR6nrTZSMAYpuHMrXMaWMVOq6igv8AI3LjS9DCSSLqWX5IGQeaxUxhc8D1qCp+iirs0t7
mNerGo01FL0Ovhm0i2sTbQX0cJYYZw3zGqtpaaFa3HnG/SY85EjAg1zbAYBxzTBjcayVLfU
7XmN7XprTYkk2vcS7MbNzbSPTPFdF4an+0wyafOvmRBdwz0HtWLp400TP/AGiXCbfl2etbl
lqWgWMUkds8qiTqdpJ/OnV1jZIvLko1FVlNJdVcbNqH2nWhLH/qrU7Ix6nua6me/hXTluZC
I0bGWY9K4nzLT7SwsQ/kqBgt6967XQmEulR7hke4rGUdkP27jVdR2bv8ivol9ZNcT2trL5z
yM07MOQM4GKh1DUrBLoG4uFR7eQPsB5yO1b2wKDsUA+wpqRggF0Ut6kUtLijieXnlyr3ipP
fL9givtxiiZQx3DBGfWqUmoaI4/fJbb+7Z2mtksDJ5ZA6ZqRoIHhy8SMc9SoNFle444nkgo
SgnY5G51H7RNClgG8lH+eb+HHoD3rR1jULe3tWilmWNjEdgJ5PFN1xo5JEt0baU6KBwa0tN
KTWMZZQ2BjJGaWl7Gn1qor1Glfp5FGG5i0/S7K4klEQaFMsx6naKltvEFndXkdtFIJXkzzH
yFx61qqq5AKggdsVJKiqMhFHPUCnZXuYTxTnTUJRWnXqZ9z4hh06byZpYozjIDnqKzbXXtO
tb83a3kJcxmPBbjBIP9K30VTICyqfqKvRxxHjy0/75FCSKWMUYOKpqz3Kek65BrSTrACxhw
GcfdbPoaRzlq1UVFGFUKPYVRu4ij5H3TTOOTu27Fao402ZGTg9M1JUcp2lCemaTLhd+6jNu
423kEgYPWoRLtwuQfer18m/5l5GMGswjBxWDVmfQ0J89NMHbcxNSwMMEd6hp0f3xSNh8/wB
4VFVmVAw9xVagAooooAuaZcGG6VScKxwa2pHVxwMGuZBIII7V0Nm4ls1fILYwa0g+h5OPpb
VEee+I4TBrc3AXJ3ACrVpM89uImm2RuATnpkVp+NLAvFFeov3Btf6dq560YtBgdjXTvE8uP
xNGdIFWVgOxpu+nSAeaynqDTdgrVnM73I3PU9sVVq0/GSPSqtaRMmFFFFWIdH/rFp03+spI
f9auaWf/AFnFLqPoR05BucCm0qsVOR1piLZ+97UkxOVUd6iWViQMdTT7liCpHWs7alp6DjU
LsQ3PrTfMcjB70znNNRFew7dVgcqKrBTVgDCiiQD85GKYgGTkd6dSDGT61CC4jhMnI6URvn
oML6U1gSW96mtbaW5mSCFCzscADuaq9kUty3p6M8pjQFmboBXomkwSW2nRRSrtZR0qvoHhl
NLtxPMAblhzn+GtSuWcrs6o6RsNBJJ4wB3qB7nY3HzegqK8fbJkMQMetQ208e/5hn69qwct
bHqUsKuT2j18iwjn7QrNwW6ir38H41n3IVm3xv8AP6Vfhy0OG+9jP41UTDExXLGRz9xHjVZ
iwDZG5RV/SQ0cPlsu3vjPSqs0LLqDSdRyPpV6yPzEcetSnqdUqf8As7ZcqWRt6gg1FSk/KB
6VoeQJViCbHyk81XooA00filnQSxle/UVUikynXkVKJD1B60wsUSCDg9qjmi81Nucc5qaQh
nJAx60wsAeTikXBtO63KasN5iYggjH41QuE2tnvVu4wJyV+tR3UYlRZR1PX61iz3qXu2ff8
ylUsC5Jb0qNULNtq0oCjAqTqDrVeVNjcd6sUyVNwz3FAFeiiigArU0W4Cs0TfxdKy6fDKYp
lkBxg007MxrU/aQcTV1m1a6064hJwShxXnVoxSRlzXqO5J4/MHIYc5rzzVbJtO1l1K4jcll
9MGuuD0sfNtNS1Mq8AW5JHGfSodx9anvf9d17VB8vrW3Q5qnxMiD70YkU2OIOuS1IAyqQaa
m4napxmtEuxmS+So/ipfKULkmj7MT1al+zDuxoHqChcjAoKhpDkU5YApyGNGxXdt3al1HYZ
sjAzxQFT1BpZIlONo5oWFVOW70CETaXzT5AC4z0xSeQAwIpZI/MYdsCl1KWwxhEvvTCyYP6
VJ9mB/iNJ9l96onUaoQnrUvamm3A5yaUDGBUsHfqOAyKbkA80vQUAZPIpCQ6CF55/LjUszE
ADFeh+GdBh0hBcXA33BHQjhaqeEPDe2P7dcIfMbmMHsPWuklgI4bIHsaxnO+iOqEEtySSYs
cgkA9qipCu7GCRikkzsODg+tZGiV2jK1LcXUIOA2DVNpEiUsxxjp71tywoYWYryRzWIbNpr
zdN/qVPQVk1rqezSqt07QWpPpHnzMbid8Rr0BHWtW0uRJcHng9Kzry7ihiCqNqrwq1Ssrxk
ueuRnIIp37GTpJxtN+8/wNfUV8qcseFPQ1HbSLGwJBJzWmYotStQDgkcg+9Z8tq0Od3GKGr
aoujVjOHsp6PYupIrj5TTqzIpjEwPb0rQWVX24/iGaqMrnFiMM6UtNh9FIxCjJOBVeO5LMR
jIB6+1O6MIUpTTa6FpWIOR2qbzSRuHGO1VxwT1pI5Q+cdRwRTI5XuPZtzE+tVrg+Wd55UjG
KsUyVQ8ZU0nsaUZKM1fYzTljxkjtShvkKHoeaQ/KxGc4ptYn0SV0RocSMO571KKjkBDBx26
08HIzSLFPWjGaa4JU0q9BQBDMgAyq/WoquHkYqtIhQ57UAMooooA2tKkEtsY/4l7k1keLrM
SWAuAPnhbsO1WdMnEN2u7o3GfStW/tBdW0sJXIdcGt4M8HGU+SrfueXXxG1GH8VUtvvWjew
vEDDKMNE201R2D3rrjseZUXvETjgk0QqCh9c0Nkq2etOgZQgBHNadDLqNkZ1kA3HFWFTIBJ
qC4dfMxtyRTPNcjA4osNOzLRA6A1GrKrtuPOaZCrE7iaZMp3Fu2cUktQbJjOg6UkoaRQAMV
WA5FaAx5f4U3oEfeKsUzAhD69afLIY2GBnioY/wDW561JLjf26UPcFqg+1H+7Sfaj/dpjN3
wKaWz2FOxLuiQ3DNxjGalx0qsvX8asjnGKmQCgcVu+FNDbVr3zJB+4iOW9z6VhopZgB3OK9
S8I2sFro6qjqXzmQjnmsZuyNacb6myuLdQAoAA4FVJpDI2SMVeCmVgzfdHaleCNh8wGAKwN
zImlWFCzECse81ZSSiHJzgKKk1+6t5VwgOEPy4PesOPa5UyHJY9uoqG7noUYezSutWdNpt3
9rtsMPnXgiqWp+ZGW2cDtiorKb7G45LLjn1xWtcRLdQZXqRkGlujVL2FTXZnK3D70Xc2W7g
9qbC7LlV7nOfSnXMDrdMncmmvtjOAvUYJNMyfNzuT6HQ6ZfeQwG75TW1MY7qEMMZxXG2Rfa
wJyo6VrWd88LYdiVpKVtGb1aHtUqsNGOnt3hfPX0psM0ozlduG+WtHzYp1+8Du7Gs+5srhJ
fMikymOVxQ11RdOvze7VWpcjkW5iKucHviquXglwDVeJpIz85OD3q0C0yndyyjK0r3NFS9n
dr4X0LWW2owJJBw1Kh/eZGNrioY582+5eGPUY6UkcoALZyVOeB2qrnF7J2ZbVww9D6U6qc0
pSZWJ+Ucge1TrOrPtzjuPeqTOedCSSkincxeXLkDg8ioQRnHetOeISpjuORWW8TLJ1+YHpW
UlZnrYSuqkLPdCtyDTYwVGCfpVqOzmk6Dr2NSz6RPHHvGM9aXKzR4iknbmKeKAKO+KKR0BS
EZ60tFAFaRNrexplTSupBXHIqGgBVO1gw6g5FdNby/aLZJF/iHzVzFa2izkl4C3bK1cHZnB
jqXPT5l0Oc8ZWnl3YkCcSLyfcVyma9L8T2aXGlPIVJeM5Fef/AGcen6V1wloeHKPNqZr/AH
WGaZF/rF+tOfo1EKAlW755roWxx9Ql/wBa30qNameN2kYgcGomjZDg0w6liH/V5qKYgr/wK
pYf9VUMn3fxqVuN7Ea/eH1q+3Ef4VRTlx9auufkPsKchw2ZUh/1op8v+s6VHEf3gqSX7xoe
4okbZIwBSFGAyQcU8NtYNjOKJJt+QBgU1cJEacMM1aUjNVk+8DVyGGSeZY41LM3AAqZCSuT
2EEk9wqxqzHPRRXqejWUVlZRxhdvGWGMEn3rJ8L+HVsIhNMoa5b/x0V1SQqvLcmuWcrs64r
lVhU3MckYA6Cs7Xr0W1n5StiSU7RjritX+lchrlzHPfO6tnyxtBzxWbeh0YeHPOxh3kheQc
k47VDEoZ8FgPrTTknJ5zU6TDaUEYBxwRU7I3up1OZl7hVG7jjk1Jban5cflGUn3rJeeSQbW
bIFM4B9RSUTonik2rLQu3MouJQy8kHqO9VGOWIJI+tJnDgofpUkbo0mJVznuKexhKXtJal6
3BEQz6emKmUZOM01NuwbemOKlhHz5xxWZ7MFyxSJVX5QehA608zzQf3ip9aUD36VPdMDGiY
4IpozqNOSja9yrPcpMANm33Heo4HKvuD9OxpXKIArYz2quwLHAU/hSL5Uo2WxrQpHzImCD1
B7GmRoi3ZIB2OOPSo7Ev5gVoyQep9KvtGm0gLkr0Gatao8uq3Tm4vW5FdQNLa4BBceneoBb
TPbjqHWp0kldSEjAX371KZHEqLjhuvtTsmTGpUprlQ6JWWMBjk4okt1LqzDkc/WrdqI3Uhx
zmlniKnDdP4TV2OLnkpNojt5RFJuIyKvmXzY/3eG9qzApJAweaekkkL8ZHqKCDOvojFKWK4
B7YqtW9dvDeWxVl2OOQawSMEg9qykrM93BVuenyvdBRRSEhRk1B2lZxhyKbSu25iaTrQA4k
benNPtZzb3CSDoDzUZzjOOKaelNEyXNFo6e4VZ4GXAIZea5f/hG5PVa3NOuzcWYYn5hw3FW
Nw9R+dbpnzUk4SaPHnxtbNLEeE5701m/dnPNJCMlcnjNdyPP6luq8x+f8KsVWnPz0Fj4T+5
z71C+SQvYmposCECoZOCCD3oW5L2EXAkUdweaty5ERPtVSPmVfrVuU/uTRLccdmVIQDIM1J
L/AKw0yAZkFPl/1hpvcIkZOOaaSWOac3Slt7eS5mWKJSzscACjYTu3YdDEzuqhSxPQCvR/C
fhhrdVvLlcSMOAf4RUnhfwfDZRx3N2oefrg9FrrSyxgKB9AK5ak+bRHRCNtQjjWJcLT0VpH
wMAe9NAJ5b8qdWRZW1C5W1sZXOM7Tg1w9wCynGwAjc31rovFc+y0ihAP7xu3Suauo1KZJC4
/WoluejhY/u5SKB60ds5pTjgDr602mcwUoUnoM0lOOAowxyetAJCYOcYqe3Q7ydgbFMhjaW
QAH8TWhFAkf3Rye9TJ2OvDUHN83QlQAnBOKsp90dqiij+b5hyOanrM9gUSbDn+dOluDIg2q
APYVEyB8AnAzyatW1jJcELGOD39KauYTdOL5pFNoy6/KpLdqu6bpskzBpUx65res9NjhQBV
3ydzir0entndgLmtY0zza+PbuoaFBbKFE2hcGqE0G1iD34zWy6lHKnqKrTW6urEn3FUeepO
9zGt/lZ4y2cdPpUjnDgsVx2+tQ+U0N5jOAafcsqr93Ldvap6HXON6itrdE0RKYYHrzV15RL
bhcc5qpbrviUc5xUke7eAByOtUcktG0WUhGNjcEdDUjQiZdrDB9alG2Rc0+KMy5VT84pkmZ
PbNGc4OKx7iNklOe/NdqiJLH5MqgOvtWHqNkoJ44z+VKcdDpwuI9lPXYwajfJU8dqmkjMUh
Q9qjddykDrXOfQpqSuirSjOOKMYz7UZPPPWgYrZ9eKZT0AZgD0pHXa2KALGkztHeSQt92QZ
X8KueVb+r/nWHNI0Dxzrj5Dzz60/7afQVrF6HjYmheo2jgmHytz0pIT+9UU9+pHqKWJQMN3
FejfQ8J9yxVW4/1mKmJzTWx1PWlcG7jFcBMAc4qOQYxnrU/HtSEqeuDihMRDEP3i1alP7s9
6jBUc8UpcDFDd2NaaEUOQ+elOkUk56mn5B4FKOSABkmk2JXQkNtLcypFECzucAV6X4W8LRa
XGLi4CtcEcn+7UHhXw/HY263dyoM7DgH+EV0yI0zfLwnc1hObeh0wjbUnEmRtiH409Uxz1P
rSqiou1RgVJHGzttXrWZbGYqTEYhBz85PSnvEIQXcZAHNQxtwzSr16AdqdrCuct4tWYT28g
J8vP4ZrEvAWjHK9a9AurSG8snilAJPSuE1C18oyQ55jPX1rKSs7no4aXNTlEy6KUrtxyOfQ
0FSpAPemc9mIBk1ZhtWJDMAVPvT7a1XdvYhsdhVsAAccVLkehh8Lf3pjURVUYUCpUUs1Ojj
3854qcYU5xx6VmeklZWQ5UO3P+TT8AR7CmWPOT2pI98jgrkkcir8WmzSt5jEjnvVJXOWtWU
H7zI7DTWupN0nEa9vWuijtwiqkQB+nam28BVRHGvQdq04IRCnuetbwgeJiMRKpK7CGFYl/w
Bo9TRcEiBiOKkqOcM0eFGea3tZHJfUobQhVmIYHqKJijn5V2jHSrU1tmIbeq1SrFqxqtTMv
rYA57Hp7VTjyxZW6g1t3UauhAyR2rLMZD4xzU2NYzsrD4DsO0d6I2KTZzU9tDujY45Bpgg5
3DsaCLl5V/iXjPUVLHIY3DjtTNjKqvxhh2pyJvzjsM0ydzQdRNGHjOD1BrNud8ikOMtVqzb
Y5VyQCOAaW+iJxIPSrequStHY5a/t/k80D7pw1ZxPpXSyxBmO7Gx+DXP3NuYJ2jYfdPFc81
1PbwFbmjyPoUiDvxjrQwCHb1PrU0g79PpVdm3HNZnpiUpJOM+lIODSuADwSfrQBUv0LwcLl
gcioP7RH9wf981cuZPKt3cDJArB86b1Faw2PNxUlGe5iOecflTl6GoPM9qf53H3a9CzPm2S
YAowPSo/O/2aTzj/AHaVmSS4HpQR6ACovNf0o8xyelOzGSgewpfwqEGQnIFLmXOKLASc59q
3/Culfbb7z5FzFDyc9CawYYpppUReSxxivUdE0+Oxs4bYYDEAt6k1lUdlY2pR6s0reAytjo
taKqEUKBgChEWNMDoKz/7SS6vXtrds+Qu+XH8q5zc0WB2HB2+5qRH+zr5URLN3c1zdnHqeq
apFdTN5NjG5KxscZx0JrpFYlWMYGCfvdzVbEsdJLhNjDc2RyDTHKEgHkDqfWmr8pyOtNeTy
42btii4WGyyJFG8jHCAE/hXGXcn2m5ll2/K/QHuK2tdvh5SQFuG4YD+VYE5LIxXjjispvoe
rgqNk6jM1oJAx+X8BUsUSsytgjB5zT7MNtZyc5P41aCqOgAzUtm1HDxl7wiqFzgYB5p1KAW
bAqeNFBxjkVB6CVgiGEBx1qaONpGCqM0+O1mk+6hrd03TNhUMPmNXGLbOPEYqNOPuvUbp+l
DIOOfetKSIRyBAc1eWNbeNio5AqG2j81zM/rxXRy20PAlUcm5NliKMRrwBk0+iitrGTCiii
gQVFJbo6kAYyeoqakpNXGUZrQoBsy1Zs8YWbOK6Djms+9gUOCBwazlG2pcZXKlvwrY707yw
tSW0LO2FHAOTU8sAed1XrjNTbQq5GnzRBRwOhpIwRKAOueKdAEJZH4yOD6U42zxkMGHBot1
FfoPY/vFYnLA8qKknYvGcY6jikTdK6SYUY6+pqQlW3gDBzgmtESzJuYztZQOfSsu9g+02vn
LzJHwR6iuiuoR874wABish8Qz5P3H4IrKUTajUdOakjnGG4Yziq7rtbArRv7Y2s7cfIeVPt
VJkDjcoxXOz6aElOKkiGjNKFO7GOaQ8HFIshuQTbOB1xWDg+hreuZfJgZypI6Vh7zW1PY8z
G8vOrswh5eO1GY/aoKK9HlPmrlgsnbFIWXjG2oKKOULk5kGeAKXcCQcCq9FHKO5YD8nPSnD
nmqufenBmHQ0nEVzpfCtskuom4l4jgXec1qNqtxd6gGi3Kxb93/u5rJ0m48vSZ4EOJJ3Vc+
1dHBaxoivaxs0saeWWPQY6muSb1PQox0SOnm1BfsbBJFM23GAe9VPDumGwE9xK4eWX75+va
sDTbx5rt4IFDzMcAnkKB1NdjDDtiihc7mA3MfU1CKqKMXaJLAjtKGYYCn5VPSrMr5bCkYHT
FR/U5phbnav507mQ5n52ryaJITJAwLBcjgnvU9ta7vmbhe5PenzL5sojiwQop20FfU88vUu
V1ORbgFin3eODTCPNXaVYZHNeinTIny0qK7AccUWukWkKljAm5uuRmp9k2z0KeOUI2aPOYo
liBC5696mWKRhkKSB7V2beG7V5S5jAyegPAq01jBCiW8UKk9c4qfZPqbf2jCKSijltO0C4v
SGYFF9xW/b+HIY4syHLjvWxDEsUYUYz3p56fWtY00jz62Mq1HvoZsVoMgRphO5xV+KFIs7e
/rUgAAxQeBmtFFI5XJsimzIfLBx3NPRdihR2psQBy/wDeNSU0IKKKKYgooooAKKMUUAFVr0
jywO5PFWabJGkgw4zik1dDTsyGzXEROOppzo3mF16kYFSoiou1eBTShMwfPAGMUraDvqQzW
wZRsAB55xToVbIDqp44PqKlILLg/KaIxhMenFFtQuQvHtO8ZyM/hTYJjtdmHQ8npUp87Yeg
IJ/Ks5pGYtk9TyKl6DWpfkK3C7FPyjqRWRdR5jYdSOmK0LLduODhe4xVa5GJZOOMmk9VcWz
MyeH7bYHu8fT3rn5cqcYrprI/vHA6elZer2X2e6zj5H5FYTXU9rAVv+Xb+Rkq5B6c01x82c
YzTygEh52gUTcsD2xWR6xn6lKEt9nUv61j4rQ1V8yInoM1n4rqpr3TxMXLmqs52iiiu88EK
vaLph1jWbTThOkBuZRH5j9Fz3qjSgkHIOCO9AHqzfAudUDt4gtgrdCY+D+tU9R+CerQWb3G
nahb37IMmNRtJ9h15rS1/R9X1v4T+Fo9KtZ7qRCWkEXUDDcmm/DrwV4t0jWYtV1CdtNsIMt
NHLKcyLjkben4mgDyeaGSCZ4ZkaOWNirIwwVI6giu98O/CTUdV0walqt7HpFsw3IZlyxHqQ
SMCrNsul+K/jeHtkV7L7QXPA2ylBkn3BIqPx1r154k8eSaUkzDT7OURJCrEKcAbiR9c0m7K
40ruxqz/CyfT7EX+manHqcEaliYU5OPTBOahjFydKlSGP5hGQARzu71seALqTTbpNr4huZd
rRjhQOnStS+igtfF15aIuFjKTkdsPnj8wa45JS95HdGo4Jweo3QvB8Gm6TBd6jcQaczqM+Z
gcn1JI5rUvNB+xWdxqLXkbW0EBk3juoGSfyqXXfCKeINXj1bz1uIlhCR28pyinPLAetc/4n
1TUvDfhXUdGl0WeSG7heCK4jYeXHvUr/WtuSO1jn55PW4on8wgRnduGQfUVs6boqXFsJnu4
o9xIwx5rl/DNnPFpsLTM7yuoOG6jjpW/Lo9jexIt7axz7eQHGcVjFK+ppJu2htHQcQjzL9B
Geh4wf1qppsFldS3EdvewsLdzG8gYY3DHH6isvxlZWq6L4Zslt0Nt9vC+SB8pHlScYqfSfD
9m0X2BbSJYJTlogvy+5I/CtmopqyMk5NM27rSzbWklz5wZI1LHA7VRpbTWzd+MLjSrbaul6
fCLaVccNK3YewAA/Gql7usLp9PYn90cqc/eQ/d/wAPwpzSSuhQbbsWC6qMswFRwfvGaXGM8
CoIo2uJN7k7c96uABRgDArNamj0Fq3bWSTRCR7mOLJwAx9Kpnlf8Kr3mm2WoIiXltHOqcqH
GcVStclmrcaHyj/bo48jjPGf1rNeeAzzWsN1HPJC4jkKHOCQD/I1Q8V6faXXiDQLOeBHt1s
pcRkfKMbMcVNp+n2dkWSztordFbJWNcAn1NOSS2FFt7l8AAADoKKKKQye0tvtUhXzFTA6mk
1aO10e1M93fRIAyrhjg5JwKZCiyTxq6hhvHB+tYd7p1nffEDWJLu2jnaBbcxmRc7DtPSqVr
Etu51MGlCdFIuE3EZ29SKr2sNrd31zZw30Ly2xUSKpyQWBI/kal0a2h/tGW58pfOMOzzMc4
z0rn/AFhaR2WnzpbxrLJmR3C8s3IyT68mnZWFdmxqi2ulLGbi9iDSyCJFJwSx6CrqaQWgWZ
p1VSuSSOlZlh4OhPiTVNZ1G0ilaS58y2yNzBQoHfpyDWPqEeseKL4rqaPpukQPhLANh5sHr
IRxj2puKW4k2zo7C1g1FHe2vYZAkjRnYc8qeanGlxk7RexFvTI/wAaqeHdNsrKcR2trHCsc
bbAi4xnrXP+H/BKNYRyX+kKLsyOzPIPm++cHP0xRZWuO7vY6K6s5bRgJBwejDoaLW0W4DFp
kiC92NUPFOpJpFppeiwSCXUJrhPLiBztjB+Yn2xkVai02DVXFrcwpLCTuZXGQcVNrMd7otX
ummytWuGlDKuM4HQetUqfpOvnXfEWqWvynS4cWiDrvkGS5HtyB+FRKrwySW0gO+BthJ/iHZ
vxFOSXQIvuW7a0S4jZmuI4gDj5jTZPDa7/ADXvolRjwemf1rI1Kwt9Rh8meGORN24h+RxR4
k0+1lsvC9i8KPbeaw8sj5cCNu1SrPcHdbF+BbM6o+lQ3kUksSqz4IO0HOM/lTdZ0trSFJlK
vGTjcoqvZaVp+nBxZ2kUAk+/sXG761ty39layaXoc1uPLvonCEdE2AHFPlUkDbRg6Pof20v
L9qSL59oQ9TTPE1hbW6Q2Et3E13KGMUY+8doyePpT5NIFj4qsVmUOomDRMf0P1qncwQN461
2d4EeZZIkSQj5lBhTgGs+WPK7msKkozTixY/h5JcqCNThLYyQozj9a5rXtLk0TUWsJW3sqh
gwHDA11tzJD4M8NahrKIPt18RFb4HJY8L+pJ/CquvA+IvBdrrGVN3YjZdHH3hjDH88H86id
KPLpuejQxtX2nvu8djzLVFAuFIHJHNU60NWX5o29RWdmph8I8SrVWc7RRRXeeGFSQwy3M6Q
wRtJLIdqogyWPoBUdWdN1G50nUYNQs32XFu4eNiM4IoA9j1W48VaH8MfDkeiRXcN2uVuEjh
3Mq4PUY45qLwp4yt/iBpc/hTxS4W8mGIJl+Xece38QP51xx+L3jEjH2+P/AL8r/hXIR3dzD
eLexysk6yeYJFOCGznNAHaaXp978N/iJZy6tCyWcc5j+0bTsdDkbgfoc4rqvEngy5t/FF34
h0+P7Tp97EZFaLkoxXn8zzmvOfEPjXXfFFtDbardCaKF96qEC/NjGePY11XgPxP4jtolsrS
9Jt1BIjmXeqfT0rOo1y2ZrST5ro63wPpF3OsV5ewNbW1qQ++X5d2Oe/b3p+kzp4m8aahqS5
FncSLbwuOrpHn5vxJNVL2TX9fTydW1bZZnh7e0Ty1kHox649qoXHiD+x7uCx0eIGaHhUQcL
WN4xVkavmqSuzofEthrGkXkkmlJdhWAWOSF+vru+nuK1tAfWV8P3j+JrgSwLCzb5EClQBz9
axNK1bxWtsWuNWjkmck7ZYQVX24waNStNX1mMR67rPmWuctaWsflpJ7Nzkj2zVpxWtzNqW1
je8GMl1YR3WwbprcNyPWsfSk1qTSrWLULeVbwriUFeSf5VZtxdRQBbKVrZFAVAhxgDpTpLz
xUI/Lg1W2H/TSW3y36ED9KStJW2HqncZ4qKxy+FtNZgbpLsytGDkhRG4J/NhW4Jn0bSLnU2
tJriRFwkMaku56AAfU1zum6ObS+fU768kv9RkGDcTYyq/3VHQCpb+58RCV5INfMSMcrGbdD
j8au8URaTETxBqNmWZPB9rE0rl3AuVBLHqTx1rVv4rzWNKtdRksDa3SMVlhzuOw+hHXsfzr
D0iyuUV5L29lvJWkLmSTA5PYAdBV25k8RSXLvb6+YY2OVj+zodo9M0lLmvcbjy7FoJ5fyYx
jjFFU9MtLizgdbu+kvZpJGkaWQY69gOwq5nAyakoaSpcLnnrUyQSyDckTMPUDNU4yWvCSMf
LTr6fVRFFHp2pGzwTnESvuz9aItPcHfoJ4is7t/EujTQ20rpFZzKzKhIUnbgGpY4miQK6kN
1IIwazvM8U+b5Y8Sdsn/AEZKn0+1vYGuJb/UZL6adwxZlChQABgAdOlVKz1QldaFyiiipGS
QMEnjY9AwJpl1o1zD4k1DVFHmQXiRbSvYqCD/AEpKWS71OOMCyu1jI6LIm9f8apPoJ9y9BM
mkWN1qd83k28MRZmb0rI8CwSJpOmEoeIgx46AgkZ/Os670vVNclT/hINV+02qNu+xwR+XEx
7Fh1Nak7X6Wwi02++xNkciMNkDtg07rYmz3IUGrt4t1O/ubm7jhglENrH92MptUk4789639
Qj+22kd5Au51wsiqOf8AIrlp4Nbnkg/tDxHI0EcgcokSpvx2JHatOa4vvsbR6fffZXYghwg
f9DQ5K4KLsamkxSx3TM0bLhCMkd6wPDdz4hiCXuq6jdP5juGtZolVQAxxjjPSmgeJhHx4kc
uWJJNsmMenSmR2urvqEd5qWty3SQoyrCI1RTnucdaLpLQLNvU2Ljw9p8d7JrGn2qme6OZXG
S2f6VNPdT6Dokt+lhNeXDsqRwRj5mycc+g96o3E2o/ZPK0+/NoxbO7YH/Q1QZvFPOPEbcdM
2yU01uFnsSWmt6naxhLXwdawrncFS6Ucn8K17+C5u4bTUvsbRXEihLiIHJX0574OR+NZmk2
0unWUUMl3JcypkmWT7zHOaq3d14lN04h8QFIySQv2dDtHpS5l1DlfQ0Bb3DwkRRFyCQSBRr
tndyJ4c8q3kcwyuZMKTtHlsOaybR9astLisrTVpROHLyTyRq5ckk9+3P6VMkniplOfEeGHb
7MlTFx7jakairIcBo2Vz/CRzUPiGzupdc8PSxQSMkMc/mMqnCZQYz6VW0yHU7fUJr2+1WS8
mkCgAqFVAM9AO5zTZl8TyB1HiRlVsj/j2TIFUrA7s6PT5odS8qG75uLZ98bdzjvXNrZzXnj
vXEjRiv2iHcwHAHkpSwRS6TZ2wWeSaaFQDO5+Zj6mshL7W7K8vZYtWKTXsqyPJ5KnooUDH0
AqeaNrMOV3ujoPEOtOt81inhcahBZbSstwQi78fwZHOB3FQeGvE39o37ad/wAIytnbzArLJ
E4YA4/iAFZTNrl9cW73+uySwwtu8tIlQPx3I7VVvtR1XQ3kfSroW4nOWOwN0+tTKqlJdjoo
UedOPXoc94w0K50W6eKaJ/KSQiKTB2sp5HPriuYrovEmta7rFrEmpaiZ4YpN+xY1XnGOcVz
vPrULl+ydVT2l/wB4rM52iiiuw8gKKKKAClII696SlLE4yelAD4o9569K9K8G2BtXlzz8qj
P1Ga87sI/Nu4Y+u6QDHrzXr2jWzW0JLnOefp6fpXNWfQ6aWkWy7PKIVCKfmbpVeDT7aGdrl
YgJpfvN3qtY3x1G7uZAimGJtkbA9fWtW3Tjc3JrA1tYsRqcgKMmrqWmfmlYk+lLaRbY9xHJ
qxWkY9zOUgAAAA4FFFFaEEM8DScqxBHaqjIzSKh5bv7VcuJhEhwfmPQUW8e1NzY3Hkmoau7
Fp2RIqhFwoxS0HkUtWQJTHTe4yflHb1p9FADAAJun8NV7mXZcKWOEQbjU4Ym4K+i1z/i69+
x6ZcOpIcqFBHvUPYpLUjTXje6my2YPlqOZexPtXSxyAhUZh5hXJFefaBOsOkRHGHXJwOSx+
lbejai8l+C7sc4DFlxwRUp2ZUonTTOY4mYDOKit7rzm2MAGxkehFSysFiYkZGKpww28UifO
Q2MgHpzVtu5CL9FFJzntiqEL3rPm1mzguvIkfDDvUGq63HpsgUDe5H5VyE87zzyTsQNxzWE
6ltEejhcG6vvS0Rra5qZubvEUv7pRwRxUNlr9zZDy9wdf9rnFZjuoUkkbcdaiLZX73WsHJ3
uexHDUlDkaudzY6/aXUILuEfoQavw3UFwheNwVHevOg2CFU44rY0XUPs04jlf921axqvZnn
YjL1GLlA7MEEAg8Go8t5hXBx60y2njli/dn5RwDnrSb4Q2fMHHvW99DyLW0ZOO3Bqpebkfc
AMEYJq0jo4+RgwHHFQ3AjZWBYFscCh7AtCrFxOvzY45zVqFg0rFXBAGMCoh+9gJUAOuBn1q
MSIiny0/hwxqVoPckO9rs/NjaRwB1q70FZBbBzk7s8kGr8LhYRmTJx3ppisLdMBCQVySOPa
sW6i3puHUVozXJaFgSDuPHHaqpHrUy1GtCOBg0S4I4HNR6hbC6s2TGWHIojQwzkZ+VhxVgH
FS9UaQm4SUkee6nuW1Zcd+fasaus8TWXlNJsGFcbhXJ/hShorHpYmXtGprqjnaKKUAnoK9A
8ASipVt5G7YqdLVVPzHJqXJItQbKZBHWlA7mtOWNZYlUJt9DVF7dkPNJSuVKm4mh4eC/2tF
KekJ3n8K9Jv8AUltfDz3I5MowuPU8V5rpZaPzdp+9hc13FyPtN3pVhgMsa+Y4+lc1TWR1RS
9mjY0OwNjpyRnl2+Zj71tQxgYA7mobdcnJ7VYHBHaswZqqNqgelLUccqyLlMnHrUtbowYlN
dwiljTqguYmlUbex6etDBEEQNxcF26Dmr1MhiEUYA696fSirDbuFFFFUSFFFRyscog6saQw
SLa7ueSxrgfHMst9rVvYRZWPOHOeCa9BY7VJ9BXLXdobzU0mKYkBO38amTsXHe5y11FLpoM
dkJHfOTxwAK7Dw28E8McjwKJJFDZx3xVbWtBkeOMKCQVILD+EkYzWnomly21iizMNwULgDu
O9SkOUro07pttu35VQu1dmUovCqA2OxqaeVmtZEYfOn61YtI9sAJ6tyc1T1ZGwqS7bQSP2X
Jrkp/EF6bhmWTap4xjitLxHqstufs0JxkfNXFLe7p3IQiNerE8ZrGpJ7I9bBUIqPPUW+xJq
2oyxhXb5yWwc+lVb6dfsSYYjzD1HaoEvZJbt92Gg+lVZpzchFVSo3nAqYx11OipWSi1Hrok
aGFuvKWObcB/CT1q8kJhRd2Dg9qq2mnfZrkTbuMcCr5dWBB4zxWcmtkdVGL+KS1IuGYknip
ocgZxiogASF708RkDrz6ZqToOn8OSP5cqsCyjBHtU+qCdSyWoUMRwxGQKxtL1B7UmJmAjIy
a1bC7a/tprgKPKB2pnqe1dEXeJ85jIONZsu6RYm3QlpGc5yzepqaSW3juZMMPMRSwWo2mOn
2DuwY8Z45xXlsmtXa+JZZ2ulUOxXLAkBSelbJaWOLc7+DVHkYS4ZQWyVIx0q6Jo5JsRkZfn
ae1cpd65Y2Vp5q3CyF+VCnOa57R9bnOurcviVmbaFL4BycA0lFtXKaR6WcZ4q0fLFvg5Lbe
3aqm7fhiACR0FS+cyZXI3MOnpUkkWaVmLHJo2kjdjjNKwI4IwRQAwgEUFgoyelLUNy22Lg8
k0gM/X4llsDKOfLP6VwW6L+4fzrudRLPp8qjn5D0rgMN6Gptc76VVxhy22MVLdR15qdAi4+
WoxMoOC2DSrIHzjmu1nmppE+dwHKjFOIjaP5eGHNQZx2pcgHvUOJqplhF5++CQOB6UOoYhH
BOep9KpTTNGwKjinNdtMABketLkYe0jsXYYjD8g5UtnP0rtPDoN1dyXjDKBVjTPbA5riUkY
QIFyd3Q+9db4Llk82e3cHaoDCspGvQ7aD7pqWoYOFPvU1QSX7NSsZ3AjJ71YqvbyiSMFiCw
61ODmto7GL3CiikDBmIB5FUIdSUtJQAUUUUAFQRgtcOzfw8CpJXEcZPtxUdoQY+uWPJqXvY
pbCXs4hh5ONxxmmwRwKBMHBwOuelUdU1KGO/jsiNzlC+O1cr5evrdT3Csvk7v9TuwrCpb1K
Ubo6nVvEFtYRFmVZV9M9aqW3jOyZGW5jaCRQflYYz+NczqNxLP5AksFZWHIfgqc9c+lRtHb
3rSW8mVwQ3zNnH0IpczL5FY7R9QtNStxNbSDePvK3DflWmkqxWSyFuFXqa8xhjv0vPPs4gf
JHzHfu3Cuwmu5Lzw4ssPGD8w6YFHNa7HGnzSUe5kate/brppHxxwKxLwCO0k+UEEdKnuHdk
baPmA4rAnmuAi28zEHOeeprninJ3PdqyjQpqCQ+K4fyvIjUBm6Edami025i8qRsMQckVZt9
PhRklyxYDNXlY5HzYqpT7EUsM5K9QmL5QYGSaj4aQcY9aeXKAZxg9cVFkbmbP0rE9AM4Y8/
jUgfkBcDPc1DGAerHB71ft7GSaJmiXeV6jvTJlJRV2FrF511GjJvGeR7V0kUeG+zRABS2do
HQCqmkWj28byTLtdugPUCrMIYSvIDyeh9q2grI8DG1lUqWWyLt7cQ2NpIWdiVUsQOa8mu7+
1v8AX/tBjCwO4DAj9a9Qu7D7Xpk4LEMRgYHJ4rgPD/heW51mWGZCUjBySOK6I26nCjF1SyF
squu0xyElGB6jNTeG5rdNTihns1uRK4AJ6qc9qtXmmyQ6mLZ1LwQviON+d4PJxXU6V4Os7W
/+2xOzoqh0UkfKetVe0bMb1dzol4A2ggY4piJm5Ge/A5qvLcTK+3JHt2xTo7gO8Zxh881hc
LM1lt0XcWGVXmoGKhWYrknp7US36TqY0IUqeeahEithXlG48+1U7E2YVRn3qx3cg9PSrisH
XIPFQXONhdmwENSxooToTbuDwCprhNg9a7ZNQi1CKUwnKxZXI6HiuOxSN4yaRzrRq69Kqsr
RN1ooruRwyJFuWA6Amhrl2GOBRRTshczI/MJ6806MYlUf3qKKTGtTopIAHgs1YblwW47mui
8KRyWt/cQOc/Kp496KK4meg/hOxiPFT0UUjFbiqzIcqcVZtJcuQxJY8CiinF6hJaFkSAy+X
3AzTgoBLYwT1oorZGTFooopiCiiigCpftwq1Nb48gMBjjmiioXxF9DkdPmS98aXPmDcVUqD
6YNdHaXEc/mxSIMIcdO1FFJblSK2pWdm0D/KdzL07Vx2nW91bahL5oVo8EkKcDHPaiipluO
GwllbTzNKton2bknIfrnpmtO6tZ9N03y/tBk3nLnpRRUS2Omh/GiY5IPPOe9Y+rTJ9oji2f
N1zRRWdP4j2MY2qZrKAI0x/dFLRRUM6Y7Ir3Nw9uu8gFOmO9XtJhTUYpHkUrH90YPOcUUVp
FJo87E1pwlZMltbUyS+REB+NdZoel/ZI5GlIct2oop0lqY4+rK3J0F1O9t7e2YomPU47Vxu
oeMnCbLKLYwP3m5/Siitup5sEmJ/wsC+UgJbx7SAHBPJrqtF1SG+08XUMZjZxgj0NFFNiml
YpLottLqDXMryM6vuXJ4HHpWktokUY2ZVTwMGiipIZG0MasGOck8VdNhGlqZGXMh6Y7UUUI
GzHg06O2jlYOxZmLHJzzU9tCsibm5weKKKQ76FG51iSDV0tAgEZ4z71Fr0zx6Tcyo21wnUU
UUR3LasjkoNa/szRYoIEBmlJLsfTNZn29v7lFFbqKYrs//Z
</binary></FictionBook>