<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><FictionBook xmlns="http://www.gribuser.ru/xml/fictionbook/2.0" xmlns:xlink="http://www.w3.org/1999/xlink"><description><title-info><genre>antique</genre><author><first-name>Miłosz</first-name><last-name>Skrzyński</last-name></author><book-title>Feluś.</book-title><coverpage><image xlink:href="#_0.jpg" /></coverpage><lang>rus</lang></title-info><document-info><author><first-name>Miłosz</first-name><last-name>Skrzyński</last-name></author><program-used>calibre 0.8.38</program-used><date>12.10.2012</date><id>920705da-4edc-4785-b045-9e789a6e12fb</id><version>1.0</version></document-info></description><body>
<section>
<p>Spisywanie życiorysów Wrocławian stało się moim hobby. Oczywiście tych nie wyssanych z palca,</p>

<p>obrośniętych dodatkowymi legendami przez kolejne osoby przekazujące sobie niby rodzinne historie</p>

<p>(takich słyszałem dużo).</p>

<p>Wiele jest jednak wspaniałych opowieści, potwierdzają je też świadkowie i prawda historyczna. O innych</p>

<p>nie pisuję. To wielkie i niezastąpione źródło wiedzy.</p>

<p>Moja nauczycielka języka polskiego powiedziała nam kiedyś na lekcji, że często właśnie życiorysy</p>

<p>przeciętnych obywateli czytać można z większymi emocjami niż przygody na przykład Hansa Klossa. I</p>

<p>miała rację. Spisałem już ich trochę, często też wykorzystuję w różnego rodzaju moich pracach. Żaden</p>

<p>jednak życiorys nie wpłynął tak na mnie jak ten Feliksa. Może zabrzmi to patetycznie ale śmiem twierdzić,</p>

<p>że takich ludzi już nie ma.</p>

<p>Nie przechwalał się tu nigdy, nie udawał bohatera. Wręcz na odwrót. Przyznawał się, że na tym się nie</p>

<p>znał, tego nie potrafił nigdy a tego by się bał i gdyby nie musiał, nigdy by nie zrobił.</p>

<p>Kresowiak, absolwent słynnej szkoły, prawdziwy patriota. Dobrze urodzony, posiadający ogromnę wiedzę</p>

<p>a jednocześnie znający też doskonale pracę fiyczną. Tę domową włącznie z obowiazkami kuchennymi jak</p>

<p>na przykład prace ogrodnicze czy rolne. Przyroda to była zresztą jedna z jego pasji. Rośliny i zwierzęta.</p>

<p>Kochały go dzieci i zwierzęta. Nie odstępowały na krok. On odwdzięczał im się zawsze sercem i dobrocią.</p>

<p>Uwielbiałem słuchać jego opowiadań. Pokazywały ten jakże już odległy, inny i nieznany świat.</p>

<p>Imponowała mi jego znajomość wszelkiej literatury ale z jego opowiadaniami porównywałem zawsze</p>

<p>Trylogię Sienkiewicza.</p>

<p>Znowu to może będzie patetyczne ale to pod wpływem Feliksa i jego opowieści, kiedy odchodzil z tego</p>

<p>świata, obiecałem sobie ( i jemu również) poznać te miejsca, o których opowiadał, co mi się zresztą do tej</p>

<p>pory udało doskonale.</p>

<p>Wszystkie opisane tu zdarzenia mają pokrycie w źródłach lub mówili o nich również inni świadkowie.</p>

<p>Żadnej fantazji. Urodził się w roku, w którym się wiele na świecie dziać zaczęło. Przeżył wojny dwie</p>

<p>światowe, z bolszewikami i z Ukraińcami.</p>

<p>Spisane raczej w formie takiej jak je zapamiętałem, nie starałem się robić z tego na siłę powieści. Może to</p>

<p>się wydawać niektórym zwykłym streszczeniem chociaż i tak właściwie można to nazwać. To temat na</p>

<p>obszerną powieść ale bałem się, że tam nie uniknęłoby się już w jakiejś części literackiej fikcji. A tego nie</p>

<p>chiałem.</p>

<p>Wstępem.</p>

<p>Był rok 1914. Czas, w którym wiele wydarzeń miało zmienić na zawsze obraz współczesnego świata.</p>

<p>Wszystko nieuchronnie zmierzało ku wojnie o przebiegu i skutkach jakich ogromu nikt nie był w stanie do</p>

<p>końca przewidzieć. Tymczasem z początkiem roku, w dalekiej zachodniej prowincji rosyjskiej, w</p>

<p>Warszawie po dziesięciu latach budowy otwarto uroczyście Most Mikołajewski później nazwany Mostem</p>

<p>Poniatowskiego. W Galicji, w mieście Kraków wiosną ukończono i oddano do użytku stadion Wisły Kraków</p>

<p>na Oleandrach. W jej stolicy zaś, we Lwowie, słynny sportowiec Władysław Ponurski ustanowił rekord</p>

<p>Galicji w biegu na 400 metrów a wynosil on 53 sekundy. Tam też odbyła się trwająca ponad miesiąc</p>

<p>wystawa motorów przemysłowych. 28 czerwca to zamach w Sarajewie na austriackiego nastepcę tronu</p>

<p>arcyksięcia Franciszka Ferdynada. Miesiąc później trwa już konflikt światowy,w wyniku którego świat stał</p>

<p>się zupełnie inny.</p>

<p>Oprócz wszystkiego co związane było ściśle z toczącą się wojną światową na całej kuli ziemskiej doszło</p>

<p>do wielu innych ciekawych wydarzeń. O niektórych warto wspomnieć. W tym to właśnie roku w Stanach</p>

<p>Zjednoczonych użyto po raz pierwszy karty kredytowej. Tam też, a ściślej na Florydzie, uruchomiono</p>

<p>pierwszą regularną pasażerską linię lotniczą. W zakładach Forda wprowadzono ośmiogodzinny czas</p>

<p>pracy i ustalono minimalną stawkę dzienną na 5 dolarów. 7 stycznia pierwszy statek przepłynął Kanał</p>

<p>Panamski. W Kaliforni pierwsi lokatorzy wprowadzili się do Beverly Hil s. W lutym w Nowym Jorku</p>

<p>utworzono instytucję mającą na celu ochronę praw autorskich czyli Stowarzyszenie Autorów,</p>

<p>Kompozytorów i Edytorów. W maju uruchomiono wytwórnię filmową Paramount Pictures.</p>

<p>W National Galery w Londynie obraz Diego Velasqueza "Wenus ze zwierciadłem" został pocięty nożem</p>

<p>przez sufrażystkę Mary Richardson. W Paryżu został zastrzelony wydawca "Le Figaro" przez żonę</p>

<p>francuskiego ministra, gdy zagroził publikacją jej listów miłosnych z okresu pierwszego małżeństwa.</p>

<p>3 września konklawe wybrało papieża, został nim kardynał Giacomo della Chiesa jako Benedykt XV.</p>

<p>Benito Mussolini został wyrzucony z Włoskiej Partii Socjalistycznej i zaczął myśleć o stworzeniu własnej</p>

<p>organizacji.</p>

<p>Do parlamentu francuskiego wybrany zostaje pierwszy czarnoskóry polityk pochodzący z Senegalu......</p>

<p>Świat ten na zawsze opuścili: Józef Chełmoński-wspaniały malarz, papież Pius X, generał rosyjski</p>

<p>Aleksander Samsonow czy król Rumuni Karol Hohenzollern-Sigmaringen......</p>

<p>Narodziło się również wiele sławnych postaci: George Reeves-aktor amerykański, malarz Karl Otto Gotz,</p>

<p>pisarz i poeta Wiliam S. Burroughs, przyszły prezydent Jugosławii Lazar Kolisevski, aktor Kevin McCarty,</p>

<p>polski biskup prawosławny Bazyli Doroszkiewicz, pisarz czeski Bohumil Hrabal, laureat nagrody Nobla</p>

<p>literat meksykański Octavio Pas, aktor Alec Guinness, pisarka Marguerite Duras, pisarz Claude Mauriac,</p>

<p>polska aktorka Antonina Gordon-Górecka, Jurij Andropow, Louis de Funes, Jan Nowak-Jeziorański, król</p>

<p>Afganistanu Muhammad Zahir Han i pisarze Stanisław Dygat i Hans Hel mut Kirst......</p>

<p>30 maja 1914 roku w mieście Jampol przyszedł na świat nasz bohater. 30 maja to dzień świętego Feliksa</p>

<p>więc dzieciątko ochrzczono właśnie tym imieniem. Feliks czyli szczęśliwy.</p>

<p>Miasto Jampol to siedziba ujezdu (powiatu) jampolskiego w guberni podolskiej, położonej na</p>

<p>południowo-zachodnim krańcu imperium rosyjskiego, granicząca z Galicją i Bukowiną, z centrum</p>

<p>administracyjnym w Kamieńcu Podolskim. Sam ujezd jampolski od północy graniczył z powiatem</p>

<p>winnickim i częścią bracławskiego, na wschodzie z bracławskim i olhopolskim, na zachodzie z ujezdem</p>

<p>mohylewskim a na południu płynęła już rzeka Dniestr i rozpoczynały się tereny Bessarabii. Jak na</p>

<p>większości ziem ukraińskich gleba czarna i tłusta rodziła wspaniałe plony. Miasteczek w powiecie było 13,</p>

<p>wiosek 130. Spis dokonany pod koniec XIX stulecia podawał następujące dane o ludności :</p>

<p>razem 163.537; mężczyzn. 82.240, kobiet 81.297: w tej liczbie:prawosławnych. 132.198,</p>

<p>katolików 15.493, Żydów14.254. Pod względem stanów: szlachty mężczyzn 697, kobiet 721</p>

<p>razem 1418; duchownych i zakonników:mężczyzn 906, kobiet 818 razem 1723; mieszczan</p>

<p>mężczyzn 9207, kobiet 9453 razem 18.660; włościan mężczyzn. 66.614, kobiet 67.539 razem</p>

<p>134.043; różnych stanów mężczyzn 5817, kobiet 2876 razem 7693.</p>

<p>Cerkwi było murowanych 34 i 92 drewniane, synagog i meczetów 18, 7 kościołów</p>

<p>rzymsko-katolickich. Sam Jampol miastem stał się na prawie magdeburskim w 1569 roku</p>

<p>.Należał do rodów magnackich Zamoyskich, Koniecpolskich, Dobrzańskich, Potockich i</p>

<p>Orłowskich. Znajdował się tu zamek obronny i klasycystyczny dwór Potockich położony w</p>

<p>malowniczym parku krajobrazowym. W XVI wieku Jampol był to duży ośrodek handlu</p>

<p>czarnomorskiego, podupadł w kolejnych stuleciach na skutek ciągłych wojen, najazdów Tatarów,</p>

<p>kozaków i częstych wędrówek wszelkich armii operujących w regionie. Do jakiej takiej</p>

<p>"świetności" powrócił w XIX stuleciu.</p>

<p>To, że Feliks urodził się tu akurat było raczej przypadkiem, mógł bowiem przyjść na świat w</p>

<p>jednej z kilku posiadłości z należących do jego rodziny. Ojciec jego był bowiem dość poważnym,</p>

<p>zamożnym człowiekiem, dziś określany byłby biznesmenem, prowadzącym interesy i</p>

<p>posiadającym nieruchomości nie tylko w imperium carskim a również na terenie Galicji.</p>

<p>Zarządzając umiejętnie posiadanym majątkiem a potem też łącząc go z wianem małżonki doszedł</p>

<p>do takich sukcesów. Do niego należały między innymi rzeźnia i masarnia, gorzelnia, lokale</p>

<p>gastronomiczne i restauracje w pobliskch Krzemieńcu, Wiśniowcu a nawet w dość odległym</p>

<p>Stanisławowie.</p>

<p>Był "miejscowy, tutejszy". Ziemiańskiego pochodzenia, wyznania katolickiego, w rubryce</p>

<p>narodowość wpisywał -polska. Miał wielu krewnych i kuzynów, nawet noszących to samo</p>

<p>nazwisko, którzy wyznawali prawosławie lub byli grekokatolikami. W tych stronach zdarzało się</p>

<p>to bardzo często. W takich przypadkach prawosławni uważali krewnych katolików za</p>

<p>spolonizowanych Rusinów (tzn. Ukraińców, bowiem to określenie nie zawsze było wtenczas</p>

<p>popularne, czesto używało się właśnie określenia Rusini), Polacy katolicy o swoich kuzynach</p>

<p>prawosławnych mówili, że ci na skutek prześladowań carskich (bo tak faktycznie też czesto</p>

<p>bywało) zmienić musieli wyznanie na takie same jak Rosjanie, inaczej nie można też było</p>

<p>marzyć nawet o jakiejkolwiek karierze w państwowej administracji czy w armii, bowiem wyższe</p>

<p>stanowiska w tych instytucjach były dla katolików niedostępne.Wielu Polaków wyznawało</p>

<p>prawosławie z powodu rosyjskich przepisów prawnych, które dotyczyły przyjmowania religii</p>

<p>przez dzieci urodzone z małżeństw mieszanych. Jeśli więc jeden z twoich rodziców był</p>

<p>prawosłanym a drugi katolikiem, o tym w jakim kościele ochrzczą ciebie decydował carski</p>

<p>urzędnik, oczywiście zgodnie z obowiązującymi w tej materii przepisami.</p>

<p>Jak to wtedy często bywało i uznanawane było za rzecz jak najbardziej oczywistą ojciec Felusia</p>

<p>był dużo starszy od swej małżonki. Mężczyzna bowiem żeniąc się powinien być już człowiekiem</p>

<p>odpowiedzialnym i ustatkowanym.</p>

<p>Mama Felusia, podobnie jak znowu jej mama czyli felusina babcia, była lekarzem medycyny.</p>

<p>Obydwie kończyły szanowane instytuty w Szwajcarii, były bardzo odważnymi i postępowymi</p>

<p>kobietami. Uwielbiała leczyć, była to wręcz jej pasja. Robiła to często za darmo albowiem jej</p>

<p>stan majątkowy pozwalał traktować pracę jako hobby. Zgodnie z ówczesnymi przepisami kobiety</p>

<p>praktykować mogły jedynie pediatrię a chorych dzieci na ukraińskiej wsi nie brakowało.</p>

<p>Szalała straszna wojna. Najpierw w okolicach pojawiły się tłumy ewakuowanych gdzieś z okolic</p>

<p>Warszawy, Lublina...z daleka. Przetaczały się carskie wojska. Najpierw na zachód a później</p>

<p>wycofując się w pośpiechu na wschód. Po nich przyszli Niemcy i ich sojusznicy. Stało się też coś</p>

<p>niewyobrażalalnego. W dalekiej stolicy Imperium Rosyjskiego przestał rządzić Car. Powstał</p>

<p>nowy rząd i ujawniło się od razu wiele ugrupowań politycznych. Z wygnania powrócił Lenin i</p>

<p>jego zwolennicy. W marcu 1917 roku na dworcu w stolicy pojawił się zbiegły z zesłania inny</p>

<p>zajadły rewolucjonista noszący pseudonim Koba. Rozpoczynała się krwawa walka o władzę nad</p>

<p>terytorium do niedawna podporządkowanym Imperatorowi.</p>

<p>Majątek rodziców Felusia topniał. Wojenny kryzys i rekwizycje robiły swoje. Jedyne co można</p>

<p>było zrobić aby dobro oddawać bez żalu to zdeklarować pomoc materialną dla powstałych pod</p>

<p>zwierzchnictwem austriackim Legionów Polskich. Do jednostek Piłsudskiego posyłać zaczęto</p>

<p>wszystko co tylko mogło być im potrzebne ale najważniejszą była żywność.</p>

<p>Mama jak zwykle miała mnóstwo pracy.</p>

<p>Chociaż czasy były ciężkie Feluś tego nie odczuwał. Beztroskie dzieciństwo pochłaniało go</p>

<p>zupełnie. Oczko w głowie ukraińskich opiekunek i pomocy domowych. Wesoły, rezolutny i</p>

<p>sprytny. Kochał zwierzęta i przyrodę. Wszystkie psy były jego przyjaciółmi. A później i konie.</p>

<p>Ojciec podarował mu kucyka i sadzał w siodełku a dla malucha było to największe szczęście.</p>

<p>Śmiano się, że w gospodarstwie są cztery i pół konia bo cztery były to normalne kobyły a</p>

<p>połówką nazywano kuca.</p>

<p>W domu też raczej niczego nie brakowało. A i wdzięczni pacjenci zawsze chętnie obdarowali</p>

<p>panią doktor czymś co zawsze w każdej kuchni było przydatne. Najodleglejsze wspomnienie</p>

<p>Świąt Wielkanocnych to eleganccy goście i wspaniałe ciasta i wypeki, mazurki, serniki i co tylko</p>

<p>jadano wtenczas, albowiem Feluś na zawsze pozostał miłośnikiem wszelkich kulinarnych</p>

<p>słodkości.</p>

<p>I.</p>

<p>Wiosenne słoneczko mocno przygrzewało. Tato Felusia siadł na ławce i zamyślił się...</p>

<p>"Piłsudski poszedł na Kijów. Czy da radę? Jak na razie wszystko mu w miarę wychodzi. Ale czy</p>

<p>Rosja jest aż taka słaba teraz? Bo pamiętam jak to było po 1905 roku. Po przegranej wojnie z</p>

<p>Japonią Car i rząd postawili na gospodarkę. Rozwój kraju właśnie w tym kierunku przy jego</p>

<p>możliwościach surowcowych i wielkim potencjale. Pojawili się zagraniczni inżynierowie i</p>

<p>specjaliści, zaczęto budować fabryki, kopalnie...Wszystko szło niesamowicie szybko i wspaniale.</p>

<p>Ktoś gdzieś napisał, że w takim tempie dogoni się niedługo, a nawet przegoni Stany Zjednoczone</p>

<p>Ameryki, bo możliwości są. A jaką potęgą gospodarczą jest już Ameryka widzieliśmy podczas</p>

<p>ostatniej wojny. A wojna zatrzymała wszystko. Potem bolszewicy. Przejęli władzę, wycofali</p>

<p>wojska z frontu, potrzebni byli chyba mocarstwom do całkowitego upadku Rosji. W różnych</p>

<p>częściach kraju pojawili się nawet zagraniczni interwenci. Amerykanie, Anglicy, Japończycy a</p>

<p>podobno i Francuzi i nawet gdzieś Włosi. A i Ukraina miała być niemiecka, dopiero co odjechali</p>

<p>ich żołnierze. Na Kaukazie jeszcze są. W Gruzji i w tych innych krainach. Czerwoni walczą z</p>

<p>białymi o władzę a wszyscy inni mają ochotę ugryźć coś dla siebie. Ale to już chyba koniec.</p>

<p>Bolszewicy poradzili sobie ze wszystkim. Opowiadali ci, którzy tam byli i udało się im wrócić.</p>

<p>Cały kraj to jeden wielki wiec. Wojsko nie walczyło tylko wiecowało. Robotnicy nie</p>

<p>produkowali tylko wiecowali. Chłopi nie siali i nie zbierali plonów tylko wiecowali. Tam gdzie</p>

<p>była czerwona władza zaczął panowac wielki głód. Nie było ziarna. Na Powołżu i Przykaukaziu</p>

<p>zboża było bardzo dużo ale nie docierało do potrzebujących. Lenin wysłał tam Kobę. Ten</p>

<p>terrorem opanował sytuację. Przy okazji oswobodził Carycyn od niedobitków białych i</p>

<p>kontrewolucjonistów. Właściwie to Koba wtedy już stał się Stalinem.</p>

<p>W całym kraju popowstawały też dziwne twory, jakieś chłopskie republiki albo lokalne</p>

<p>organizacje rządzone przez samozwańczych atamanów, często anarchistycznych. Fotografowali</p>

<p>się nawet wystrojeni w papachy i czerkieski a wokół leżały poucinane ludzkie głowy. Z tymi też</p>

<p>już się uporano prawie wszędzie.</p>

<p>Wykiwali mocarstwa, sami będą rządzić i nikomu nie pozwolą się wtrącać. Stało się coś czego</p>

<p>nikt z wielkich tego świata się nie spodziewał. Było tak, że kontrolowali tylko teren wokół</p>

<p>Piotrogrodu i Moskwy. Z północy na dawną carską stolicę szedł Judenicz. Trocki, zdaje się, że to</p>

<p>on właśnie, miasto obronił a później pobił białego generała. Z południa szedł Denikin i też już po</p>

<p>nim. Na Syberii z byłych jeńców austro-węgierskiej armii sformowano Korpus Czechosłowacki</p>

<p>(podobno powstała tam też i polska Dywizja Syberyjska). Ci szli na zachód i po drodze zmiatali</p>

<p>rewolucję. I też się cofnęli, dogadali się, a nawet Czesi wydali czerwonym tego admirała</p>

<p>Kołczaka. Bo ten Kołczak stworzył tam na krótko białe państwo. I też mu dobrze szło. Też jego</p>

<p>wojska przeszły Ural a w końcu i on oberwał zdrowo od nowej władzy. I to wtedy gdy pozostali</p>

<p>biali przywódcy, w tym Judenicz i Denikin, uznali jego za głównodowodzącego. Biali są jeszcze</p>

<p>chyba tylko na Krymie, to znaczy tak lepiej zorganizowani, Wrangel dowodzi. Ciekawe co go</p>

<p>czeka. Problem taki, że ci biali generałowie nie lubili siebie bardzo nawzajem. To im nie</p>

<p>pomogło. A i metody białego kontrwywiadu wcale nie były łagodniejsze niż czerwonych</p>

<p>czekistów. Piłsudski też ich nie lubi. Może dlatego, że nie zgadzali się na istnienie żadnych</p>

<p>niepodległych państw w granicach dawnego imperium? Może dlatego, że w końcu to też</p>

<p>rewolucjonista i z takimi kiedyś już wojował? Zachód popierał białych a za to Piłsudskiego nie</p>

<p>lubi. Nie wiadomo jeszcze właściwie jak będą wyglądały granice z Niemcami, z Czechosłowacją.</p>

<p>To jest problem a mocarstwa ciągle się w te sprawy wtrącają. W Galicji chyba sie już jakoś</p>

<p>wyjaśniło, po problemie już. Nikt chyba z naszych rządzących nie spodziewał się, że tam akurat</p>

<p>Ukraińcy zechcą sobie stworzyć swoje państwo. Niby niepodległe ale miało byc federacyjnie</p>

<p>związane z Austrią. I działo się! Prawie rok ciężkich walk. A mocarstwa były przeciwko Polsce.</p>

<p>Lwów się oswobodził i wyzwolił. Później jeszcze ponad pół roku był oblężony a bili się prawie</p>

<p>wszędzie, w całej Galicji Wschodniej. Polacy byli zawzięci ale i Ukraińcy też twardo stawali, kto</p>

<p>by pomyślał...We Lwowie zasłużył się bardzo ten młody oficer, Boruta-Spiechowicz. Lwowiacy</p>

<p>go na rękach nosili. Pamiętam jego akurat bo już i tu kiedyś o nim słyszałem. Było to wtedy gdy</p>

<p>Legiony miały być rozbrojone tu na Ukrainie. Wtedy to tu zakończyły swój szlak bojowy u boku</p>

<p>Austriaków. Kiedy odchodził ze swoją kompanią żeby się nie dać rozbroić drogę zagrodzili mu</p>

<p>Austriacy. Jakiś oficer zapytał:</p>

<p>-Kto idzie?</p>

<p>-Porucznik Boruta i druga kompania Legionów Polskich-ten odpowiedział i strzelił Austriakowi</p>

<p>w głowę. Przeszli bez problemów, Austriacy zaskoczeni nie interweniowali. Młodzież mamy</p>

<p>zaiste z fantazją.</p>

<p>Są tacy co mówią, że niepotrzebnie rozpoczął teraz wojnę z bolszewikami. Ale przecież ta wojna</p>

<p>juz od dawna trwała. A co się działo na Litwie a właściwie Białorusi? Tam przecież ciągle</p>

<p>konflikt z czerwonymi właśnie. I Łotwa i Dynenburg. To wtedy bolszewicy przysłali do</p>

<p>Warszawy delegację niby Czerwonego Krzyża w celu wymiany jeńców chyba. A w skład tej</p>

<p>delegacji wchodzili sami Polacy. Bo u bolszewików jasna cholera też strasznie dużo Polaków. I</p>

<p>to w tych ich najwyższych władzach! Dzierżyński, ten ich słynny krwawy miecz rewolucji a</p>

<p>oprócz niego jest wielu innych. Tę właśnie delegację polskie władze wydaliły rzekomo za sianie</p>

<p>propagandy i szpiegowstwo. A na ostatniej stacji, na terenach kontrolowanych przez Polaków,</p>

<p>polska żandarmeria wyciągnęła ich wszystkich z pociągu i rozstrzelała. Tu u nas też już byli</p>

<p>bolszewicy. Dopiero jesienią ich polskie wojsko wyparło. Odeszli Niemcy, na ich miejsce</p>

<p>pojawili się Ukraińcy Petlury z ich Dyrektoriatem a później czerwoni.</p>

<p>Feluś bawił się z dziećmi na tej górce pod lasem, nagle pojawili się czerwoni kawalerzyści.</p>

<p>Niektórzy w tych śmiesznych, niby tatarskich czapkach z gwiazdą, takich co wygladają jakby na</p>

<p>czubku miały patyk suknem obszyty. Chłopcy zaczęli uciekać a mały Feluś upadł i stracił</p>

<p>przytomność, zemdlał chyba ze strachu. Bojec podjechał, wziął go na konia i zawiózł do</p>

<p>najbliższych domów.</p>

<p>-Wiecie czyj to? I oddał dzieciaka całego.</p>

<p>Potem przyszło wojsko polskie. Kwaterowali nawet u nas. Pierwszego wieczora, kiedy się tylko</p>

<p>pojawili, zaczęli bardzo szaleć i demolować podwórko. Weszli do sieni i dalej bardzo grubiańsko</p>

<p>odzywać się do opiekunki dzieci. Nagle pojawiła się małżonka:</p>

<p>-Przepraszam panowie, o co chodzi i co to za maniery?!</p>

<p>-A to Państwo Polacy! Przepraszamy najmocniej! I od tej pory stali się prawdziwymi lwami</p>

<p>salonowymi. Wśród żołnierzy dyscyplinę trzymali jak należy. W jednym przypadku stali się</p>

<p>nawet bardzo pomocni. Otóż po drugiej stronie znajdującego się obok naszego domu jeziorka,</p>

<p>miejska biedota a wśród niej wielu starozakonnych, zorganizowała sobie miejsce, w które</p>

<p>wylewała wszelkie nieczystości i fekalia. A z tym był faktycznie problem. Bywało tak, że gdy</p>

<p>szedłeś przez ulice zamieszkiwane przez nich, można było oberwać przypadkowo zawartością</p>

<p>opróżnianego właśnie nocnika przez okno. Podczas ostatniej zawieruchy przyjechało tu bardzo</p>

<p>wielu takich ubogich uchodźców, głównie z terenów kontrolowanych do niedawna przez</p>

<p>Denikina, a wśród nich mnóstwo biednych Żydów, takich chałaciarzy. I za nic mieli wszelkie</p>

<p>prośby i uwagi. A z tej ich kloaki zapach unosił się niemiłosierny. O tym, że grozi to epidemią, a</p>

<p>tłumaczyła im to moja małżonka jako lekarz, też słyszeć nie chcięli. Tu dziarsko pośpieszyli z</p>

<p>pomocą wojskowi. Ułani zapędzili tę biedotę do sprzątania a opornych przekonali dając po dupie</p>

<p>płazem szabli. Interweniowałem tylko jak podpity kapral protestujacemu staremu Żydowi</p>

<p>obcinać zaczął szablą brodę.</p>

<p>A teraz właśnie odeszli wszyscy. Poszli na Kijów, na Moskala, na bolszewika. Tak trochę jak</p>

<p>Napoleon w 1812 roku. Dziwne jeszcze trochę to młode polskie wojsko. Szły pułki poznańskie</p>

<p>na wielkich pruskich kobyłach. W staroświeckich mundurach i wysokich rogatywkach ze</p>

<p>szkarłatnym otokiem, dźwigając ze sobą cały ciężki niemiecki ekwipunek. Pułki legionowe i</p>

<p>takie typowo ck-austriackie. Sformowane z synów szlachty galicyjskiej i takie bardziej</p>

<p>demokratyczne. Dowodzili tam oficerowie z legionów lub z armii austiackiej, wszyscy w nowych</p>

<p>angielskich mundurach. Były jednostki z armii rosyjskiej jak ci, którzy przyszli tu z generałem</p>

<p>Żeligowskim. Weterani walk na froncie wschodnim i na Kubaniu podczas wojny domowej. Ci</p>

<p>niechętnie posługiwali się austriackim ekwipunkiem. Oficerowie zachowali wysokie siodła</p>

<p>kaukazkie, krótkie strzemiona, długie wodze a najważniejsze to kozacki styl jazdy. Były też</p>

<p>resztki ukraińskich Strzelców Siczowych, którzy zmienili teraz front i podporządkowali się</p>

<p>atamanowi Petlurze. A wyprawa na Kijów za cel miała również stworzenie ukraińskiego</p>

<p>państwa, na czele którego on właśnie miał stanąć. Może im się powiedzie, bolszewicy biorą</p>

<p>właśnie w skórę od anarchistów Machny, cofają się...</p>

<p>I właśnie nie wiem. Czy tu teraz będzie Polska czy Ukraina? Czy jeszcze coś innego? I jak to się</p>

<p>wszystko potoczy? Ja już tu pozostanę...stary jestem, urodziłem się jako poddany Cara, przez</p>

<p>ostatnie kilka lat przeżyłem tyle zmian władzy...tu jest moje miejsce na ziemi i mój świat".</p>

<p>
<strong>II</strong></p>

<p>Pokój Ryski wyznaczył nowe granice na wschodzie Rzeczypospolitej. Nie było w nim miejsca na</p>

<p>niepodległą Ukrainę.</p>

<p>Rodzice Felusia rozeszli się. Ojciec, jak sobie obiecał, pozostał tam gdzie jego miejsce. Chociaż</p>

<p>to teraz Bolszewia ale liczył w duchu, że nie na długo. Pozostała również przy nim dorosła już</p>

<p>córka. Mama z Felusiem przeniosła się do Polski. Co, jak dokładnie i dlaczego stało się między</p>

<p>rodzicami, dla Felusia było niewiadomym. Starszy brat wybrał też Polskę. Był już dorosłym</p>

<p>człowiekiem, zaczął więc żyć własnym życiem. Tu przecież, to znaczy na terenach należących</p>

<p>obecnie oficjalnie do II Rzeczypospolitej Polskiej, a konkretnie w Stanisławowie i Krzemieńcu,</p>

<p>do rodziny należały jeszcze niewielka gorzelnia i restauracje. Było więc z czego żyć. Mama</p>

<p>zamierzała nadal zajmować się leczeniem, na interesach nie do końca się wyznawała, oddała</p>

<p>więc to wszystko w dzierżawę rozumnym i wypłacalnym Żydom. Ci umieli już na tym zarobić</p>

<p>nawet w tak ciężkich czasach jakie obecnie nastały.</p>

<p>W odrodzonym państwie należało stworzyć dopiero cały system gospodarczy. Przez kraj</p>

<p>przechodziły strajki i fale masowego niezadowolenia. W niektórych miastach i okręgach</p>

<p>przemysłowych dochodziło do dość poważnych zamieszek. Jeszcze do roku 1920 w obiegu jako</p>

<p>pełnoprawne środki płatnicze były marki niemieckie, austriackie korony i marki polskie. Później</p>

<p>pozostała już tylko marka polska. Na stumarkowym banknocie z 1919 roku widniała podobizna</p>

<p>Tadeusza Kościuszki. W tamtym czasie musiał on posiadać jeszcze dużą wartość powstało</p>

<p>bowiem ciekawe powiedzonko. Otóż wykonywało się gest pokazując najpierw na portfel a</p>

<p>następnie na własny tyłek mówiąc przy tym: " jak ja tu mam Kościuszkiego to ja tu mam</p>

<p>Piłsudskiego".</p>

<p>Szalała inflacja. W listopadzie 1918 roku dolar kosztował 9 polskich marek. W styczniu roku</p>

<p>1923 za dolara zapłacić należało już 15 milionów marek polskich. Ludzie chodzili z walizkami</p>

<p>po wypłaty a i tak nigdy do końca nie wiedzieli co zdążą za to kupić przy tak szalejącej</p>

<p>dewaluacji pieniądza.</p>

<p>Feluś jechał na wycieczkę do Wiśniowca. Dawnej posiadłości i siedziby rodu Wiśniowieckich i</p>

<p>słynnego Jeremiego albo Jaremy, tak dobrze znanego wszystkim czytelnikom Henryka</p>

<p>Sienkiewicza. Nie było tak daleko, ot taki wypad dla maluchów. Mamie, jak to być powinno,</p>

<p>wypadało dać synkowi parę groszy na drobne wydatki i tak żeby lepiej się czuł. Wysupłała</p>

<p>milionowy banknot. Feluś złożył go na cztery i wcisnął do kieszeni.</p>

<p>Miasteczko Wiśniowiec było siedzibą gminy o takiej samej nazwie. Dzieci z takim sobie</p>

<p>zainteresowaniem oglądały osiemnastowieczny pałac Wiśniowieckich, park czy stare cerkwie</p>

<p>Wniebowstąpienia Pańskiego i Archanioła Michała. Ważniejszym wydarzeniem była</p>

<p>samodzielna rundka po miejscowych sklepikach prowadzonych głównie przez starozakonnych.</p>

<p>Feluś długo przebierał i rozmyślał nad oferowanym mu przez uprzejmą ekspedientkę</p>

<p>asortymentem. Miał przecież pieniądze do wydania a to zrobić należy mądrze. Oglądali,</p>

<p>rozmawiali, najważniejsze to liczyli na ile i na co milion marek wystarczy.</p>

<p>W końcu chłopiec podjął decyzję. Taką rzecz warto mieć a wręcz mężczyzna posiadać powinien.</p>

<p>I pieniędzy też wystarczy. Milion marek polskich starczyło Felusiowi na piękny scyzoryk.</p>

<p>
<strong>III</strong></p>

<p>Stanisławów wielką metropolią nie był. Takim miastem zaledwie kilkudziesięciotysięcznym.</p>

<p>Zbudowali go Potoccy na miejscu wioski Zabłotowo w XVII stuleciu. Początkowo miał służyć</p>

<p>jako typowa kresowa twierdza, później przemienił się w jedną z siedzib magnackiego rodu. Od</p>

<p>samego początku swojego istnienia, podobnie jak większość kresowych osad, był miastem</p>

<p>wielokulturowym i wielonarodowym. Tu żyła liczna wspólnota Ormian. W ormiańskiej świątyni</p>

<p>znajdował się cudowny obraz Matki Boskiej Łaskawej.</p>

<p>Rozbudowany w stylu barokowym, czasami nazywano go "małym Lwowem". Od XVIII wieku</p>

<p>funcjonować zaczął tu browar.</p>

<p>Pod panowaniem austriackim, w jednym z ostatnich przeprowadzonych tu spisów, wymieniano</p>

<p>18 626 mieszkańców. 9 734 Polaków, 6998 Żydów wraz z Niemcami, 1643 Rusinów i 42</p>

<p>Czechów.</p>

<p>Podczas wojny 1918-1919 toczono o miasto walki. W II Rzeczypospolitej stał się miastem</p>

<p>wojewódzkim i siedzibą tychże władz.</p>

<p>Feluś nad pobyt w mieście przedkładał raczej prowincję. Tam była przecież wspaniała przyroda,</p>

<p>zwierzaki i co najważniejsze, koniki. Z wielką radością wypuszczał się więc z mamą na</p>

<p>kilkudniowe wyjazdy służbowe w okolice. Tam też szybko zaprzyjaźniał się z rówieśnikami i</p>

<p>razem spędzali czas na zabawach i odkrywaniu otaczającego ich świata dla siebie.</p>

<p>W okolicach było już spokojnie. Pomału przycichły wszelkie zatargi narodowościowe. A</p>

<p>przecież to tu całkiem niedawno ścierały się ze sobą armie młodego państwa polskiego i</p>

<p>proklamowanej 1 listopada 1918 roku Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej. Po trudnych</p>

<p>zmaganiach dla obu stron dopiero pod koniec czerwca 1919 roku Polakom udało się przełamać</p>

<p>front i zmusić pomału Ukraińców do wycofania się za rzekę Zbrucz na tereny Ukraińskiej</p>

<p>Republiki Ludowej, która już wtenczas na skutek zawirowań politycznych stała się polskim</p>

<p>sojusznikiem. Przeszło ich prawie 50 tysięcy. Tu większość z nich zasiliła miejscowe formacje</p>

<p>militarne i wyruszyła na front przeciwko bolszewikom. Do końca 1919 w polskich obozach</p>

<p>jenieckich przebywali jeszcze internowani Ukraińcy, wielu z nich zmarło na skutek epidemii</p>

<p>czerwonki i tyfusu.</p>

<p>Po upadku Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej a później i Ukraińskiej Republiki Ludowej,</p>

<p>świadoma narodowo ludność ukraińska musiała pożegnać się z szansą na utworzenie</p>

<p>jakiegokolwiek tworu przypominającego choć trochę niepodległe państwo. Pozostały jednak</p>

<p>organizacje polityczne, które działać mogły bez większych przeszkód. Oczywiście, jak wszędzie</p>

<p>w nowej sytuacji, dokonało sie w nich wiele zmian i podziałów. Organizacje socjalistyczne, to</p>

<p>znaczy skupiające w swych szeregach robotników i chłopów, podzieliły się. Część z nich zaczęła</p>

<p>współpracować z polskim PPS a część przeszła do utajnionych już organizacji komunistycznych i</p>

<p>promoskiewskich. Ale ukraińskie partie uczestniczyły aktywnie poprzez swoich posłów w</p>

<p>polskim życiu parlamentarnym. Ukraińskie Chłopsko Robotnicze Socjalistyczne Zjednoczenie,</p>

<p>Ukraińska Socjalistyczno Radykalna Partia czy Ukraińskie Narodowo Demokratyczne</p>

<p>Zjednoczenie.</p>

<p>Ukraińska Organizacja Wojskowa powstała za granicą a celem jej była walka o niepodległość</p>

<p>Ukrainy. Metodami dywersji i sabotażu oraz przygotowanie do ewentualnego przyszłego</p>

<p>wystąpienia zbrojnego. Od samego początku istnienia współpracowała ściśle i dofinansowywana</p>

<p>była przez niemiecki wywiad. W swoich nielegalnie rozprowadzanych czasopismach</p>

<p>nawoływała:</p>

<p>"Terrorem i sabotażami należy odstraszyć polskie zajdy od wstępowania na nasze ziemie. Niech</p>

<p>każdy polski kolonista będzie świadomy tego, że musi stracić ziemię prędzej czy później, czym</p>

<p>prędzej pozbędzie się ziemi sam, tym lepiej dla niego, gdyż nie naraża swojego życia i majątku".</p>

<p>W tym wypadku chodziło o pojawiających się licznie w tym czasie tak zwanych osadnikach</p>

<p>wojskowych, przeważnie byłych legionistach. Otrzymywali oni z nadania ziemię i</p>

<p>gospodarstwa i tworzyli własne, silnie patriotyczne polskie skupiska wśród miejscowej ludności.</p>

<p>UOW zaczął działać bardzo aktywnie. Tylko w roku 1922 podczas wyborów do sejmu, wraz z</p>

<p>komunistami ukraińskimi, na ich konto zalicza się 2300 podpaleń i 38 aktów dywersji na kolei.</p>

<p>Ale potrafili równiez zorganizować dużo poważniejsze akcje takie jak ta z 25 września 1921</p>

<p>roku:</p>

<p>Ukraińska Organizacja Wojskowa pułkownika Jewhena Konowalca współpracowała z ugrupowaniami</p>

<p>ukraińskimi Wolą oraz Komitetem Ukraińskiej Młodzieży. Ich celem było prowadzenie sabotażu a</p>

<p>następnie otwarta walka z Polską i Związkiem Sowieckim celem stworzenia niepodłegłego państwa</p>

<p>ukraińskiego. Lwowscy działacze WOLI zorganizowali zamach na Józefa Piłsudskiego , który odwiedzić</p>

<p>miał miasto w związku z otwarciem pierwszych Targów Wschodnich. Plan jego pobytu był ogólnie znany:</p>

<p>po uroczysym powitaniu na dworcu, defiladzie i przemówieniach miał zostać przewieziny na nabożeństwo</p>

<p>do katedry katolickiej, spotkać się z arcybiskupem po czym wziąć udział w otwarciu targów w Parku</p>

<p>Stryjskim. Po czymś w rodzaju konferencji prasowej ( na której mówił o potrzebie porozumienia z</p>

<p>Ukraińcami) pojechał do ratusza skąd po uroczystościach odsłoniecia godła państwowego i obiedzie,</p>

<p>wieczorem odjeżdżał na spektakl w Teatrze Wielkim a po nim bankiet. Zamach zaplanowano</p>

<p>przeprowadzić w chwili opuszczenia przez marszałka ratusza. Podobno drogą losowania wybrano tego,</p>

<p>który miał bezpośrednio strzelać. Został nim Stiepan Fedak, syn znanego lwowskiego adwokata i</p>

<p>działacza ukraińskiego. W tłumie ludzi tuż za nim miał stać student prawa Dmitro Palijiw i po zabiciu</p>

<p>Piłsudskiego jego zadaniem było rzekomo przytrzymać i obezwładnić Fedaka a kolejny ze spiskowców</p>

<p>przebrany w mundur polskiego oficera fikcyjnie go aresztować i odtransportować do aresztu. Dla Fedaka</p>

<p>przygotowany był już fałszywy paszport i zbiec planował po zdarzeniu do Niemiec. Kiedy samochód z</p>

<p>Piłsudskim i towarzyszącym mu wojewodą Grabowskim powoli rusza padają trzy strzały. Dwa lekko ranią</p>

<p>wojewodę w prawe ramię i lewą rękę. Piłsudski instyktownie pochyla się nietrafiony po czym podtrzymuje</p>

<p>osuwającego się Grabowskiego. Stojący w tłumie niedaleko Fedyka policjant rzuca się na niego i</p>

<p>obezwładnia. Podczas szamotaniny zamachowiec rani się poważnie postrzałem z pistoletu w klatkę</p>

<p>piersiową.Tłum próbuje go zlinczować ale bronią go wojskowi wartownicy. Piłsudski udaje się na</p>

<p>zaplanowany spektakl do teatru gdzie jest owacyjnie witany a na uroczystym bankiecie po przedstawieniu</p>

<p>zjawia się też już opatrzony wojewoda Grabowski. W wyniku śledztwa zatrzymani zostają i są sądzeni</p>

<p>wszyscy uczestnicy zamachu. Fedak zeznaje cały czas (jako syn prawnika wie jak starać się o otrzymanie</p>

<p>niższego wyroku),że jego celem miał być wojewoda,ponieważ był on wrogiem Ukraińców, następnie miał</p>

<p>oddać pistolet Piłsudskiemu i poddać się sprawiedliwemu wyrokowi. Ustalenia śledztwa i zeznania</p>

<p>świadków stwierdzają, że nie mówi prawdy. Zostaje skazany na 6 lat więzienia, jego pomocnicy na 2,5 i</p>

<p>1,5 roku. Niektórzy zostają uniewinnieni. Nie odsiaduje pełnego wyroku, w wyniku amnestii zwolniony</p>

<p>wyjeżdża do Niemiec. Po odbyciu kary Dmytro Palijiw jako działacz Ukraińskiego Zjednoczenia</p>

<p>Narodowo-Demokratycznego (Українське Національно-Демократичне Об'єднання) i Mychajło</p>

<p>Matczak członek Ukraińskiej Socjalistycznej Radykalnej Partii zostali nawet posłami na sejm</p>

<p>Rzeczypospolitej.</p>

<p>( "Lwów z pieśnią. Historia w pigułce". M. Skrzyński)</p>

<p>Następnie organizowano przeważnie podpalenia, podkładanie ładunków wybuchowych pod</p>

<p>obiekty rządowe, przemysłowe, wojskowe oraz chętnie napadano na ambulanse pocztowe. Od</p>

<p>samego początku w grę wchodziło również szpiegowstwo na rzecz Niemiec. Stosunkowo</p>

<p>niedługo pojawiły się zabójstwa na tle politycznym i narodowościowym. Cały czas też</p>

<p>przygotowywano się do wystąpienia zbrojnego.</p>

<p>Jednego pięknego dnia Feluś biegał z kolegami po okolicy. Zabawa szła w najlepsze. Lasek na</p>

<p>uboczu a w nim jakieś resztki starego muru. Tu dopiero można powariować. Szaleją więc jak to</p>

<p>dzieciaki.</p>

<p>Jeden z chłopców przypadkowo znalazł jakąś dziurę w murze. Jeśli jest dziura to dlaczego tam</p>

<p>nie zaglądnąć? Komisyjnie więc wszyscy zaciekawieni rozpoczynają eksplorację.</p>

<p>-Ooo! Coś naprawdę interesującego!</p>

<p>-Prawdziwe karabiny! Takie krótkie, kawaleryjskie! Zakładamy, bawimy się w wojsko!</p>

<p>Starczyło dla wszystkich. Zarzucili broń na ramię, nie bez wysiłku co prawda ale dali radę.</p>

<p>Uformowali kolumienkę marszową, wiedzieli jak, przecież do widoku maszerujących żołnierzy</p>

<p>przyzwyczajeni byli od urodzenia. Krokiem paradnym wkroczyli do miasteczka. Przechodnie</p>

<p>zaczęli dziwnie się przyglądać ale pierwszy był policjant.</p>

<p>-Stać! Skąd to macie?- i rozbroił ich natychmiast.</p>

<p>Wyjaśnili wszystko. Gdzie i kiedy to znaleźli. W okolicy zaroiło sie od policji i wojska. Feluś z</p>

<p>przyjaciółmi przypadkowo odkrył i zdekonspirował miejscowy tajny skład broni tutejszej</p>

<p>komórki Ukraińskiej Organizacji Wojskowej.</p>

<p>IV.</p>

<p>W 1919 roku zebrał się tak zwany "sejm nauczycielski". Należało stworzyć jednolity system</p>

<p>nauczania w całym kraju. Nauka stała się bezpłatna i obowiązkowa. Nowy system udało się</p>

<p>całkowicie wdrożyć w ciągu kolejnych trzech lat. Mniejszości narodowe otrzymały również</p>

<p>mozliwość prowadzenia własnych szkół aczkolwiek finansowane nie były one tak chojnie z</p>

<p>budżetu jak placówki polskie.</p>

<p>Pierwsze lata nauki Felusia to jak zwykle nauka czytania, pisania, rachunków, podstaw języka</p>

<p>obcego w lokalnej, pobliskiej szkole. Nauczyciele cieszyli się wielkim poważaniem i respektem</p>

<p>ale i dzieci dawały sobie doskonale radę. Klasa była koedukacyjna, dziewczynki i chłopcy, w</p>

<p>przypadku klasy Felusia uczniowie byli narodowości polskiej i kilku żydowskiej. Budynek</p>

<p>szkoły ukraińskiej znajdował się obok. Wspólne toalety dla obu placówek na zewnątrz. W</p>

<p>przerwie czy to po lekcjach wspólna zabawa na podwórzu. Czasami spokojna, czasami jak to</p>

<p>dzieciarnia, głośna i awanturująca się. Wtedy interweniował Pan Woźny. Rozpędzał i uspokajał</p>

<p>towarzystwo. Funkcję tę w obu szkołach pełnił postawny mężczyzna szanowany ogromnie przez</p>

<p>grono pedagogiczne i uczniów. Był to inwalida wojenny wojny 1920 roku. Przez środek jego</p>

<p>głowy przebiegało znaczne zgrubienie, które było pamiątką właśnie z tej wojny. Wszyscy</p>

<p>wiedzieli, że to Moskal rąbnął go potężnie szablą. Cios był na tyle mocny, że francuski "adrian",</p>

<p>specjalnie wzmacniany na taką okoliczność, pękł ale gdyby nie on nasz woźny rozcięty zostałby</p>

<p>chyba do pasa. A tak hełm ocalił mu życie.</p>

<p>Jeden z chłopców wyznania mojżeszowego cierpiał bardzo gdyż szpeciła go okropnie brodawka</p>

<p>na samym czubku jego nosa. Kiedy tylko pojawiał się w klasie zaraz przy nim wyrastał Feluś i</p>

<p>wykręcał tę narośl we wszystkie strony. Jednego pięknego dnia brodawka pozostała u Felusią w</p>

<p>ręku. Jakże upiększony teraz o jej brak był mu wdzięczny! Podziękowaniom nie było końca i stał</p>

<p>się wielkim Felusia przyjacielem.</p>

<p>Zabawy były przeróżne bo każdy wiek ma swoje prawa. Pospolite brojenie ale i coś</p>

<p>poważniejszego jak chociażby rymowanki. Wszyscy składali strofy bardzo umiejętnie. Nawet</p>

<p>Walerko Pyndyk, który wylosował wyraz dość trudny, poradził sobie. Trafił mu się "kartofle". I</p>

<p>dał radę! "Kartofle bofle"!</p>

<p>Odkrywało się świat po swojemu. Dyskusje toczyły się zawzięte.</p>

<p>-A wiesz jak zrobić, żeby pies zjadł cały słoik musztardy?</p>

<p>-No jak? Co ty? Przecież psy nie jedzą musztardy.</p>

<p>-Normalnie. Złapać psa, wysmarować mu cały słoik pod ogonem...od razu wszystko wyliże!</p>

<p>-A wiesz jak zrobić żeby były od razu dwa nosy w dupie?</p>

<p>-No jak?</p>

<p>-Normalnie. Wsadzasz mi nos do dupy. I ty masz wtedy nos w dupie i ja mam nos w dupie. Czyli</p>

<p>są dwa nosy w dupie...</p>

<p>Zawiłości mowy ojczystej również poznawano na życiowych przypadkach. Po lekcji, na której</p>

<p>przerabiano przykłady polskich nazwisk i kiedy nauczyli się, że jest Nowakówna, Nowakowa</p>

<p>itp...uwagę zwróciło się na klasowa koleżankę. Na nazwisko miała Kwartag. Chłopakom więc</p>

<p>spodobało się wołać za nią, publicznie oczywiście, "kwarta gówna, kwarta gówna". Kiedy</p>

<p>usłyszał to przypadkowo przechodzący jeden z nauczycieli, objaśnił:</p>

<p>-Chłopcy, w takim przypadku nie mówi się kwarta gówna tylko Kwartażanka!</p>

<p>Radzić sobie też trzeba było w każdej sytuacji. Żartów nie było z nauczycielką niemieckiego.</p>

<p>Kazała uczyć się na pamięć wierszyków, w których nie do końca wszyscy wiedzieli o co chodzi.</p>

<p>I po co? Przeciez znali i często cytowali taki wierszyk i zgodnie z zawartymi w nim wytycznymi</p>

<p>pragnęli postępować.</p>

<p>"Rzuć tę książkę do repeci</p>

<p>niech w kawałki się rozleci.</p>

<p>Niechaj zginie, niech przepadnie</p>

<p>chodź się z nami bawić ładnie..."...</p>

<p>A tu te niemieckie wierszyki, ile można?</p>

<p>-Nauczyłeś się? O czym to było?</p>

<p>-No jakoś tak: "przyszła mrówka do amajzy i powiada daj mi szpajzy".</p>

<p>-Albo tak:"hapen gewejzen".</p>

<p>W końcu zauważono, że w szczelinę pomiędzy ścianą a piecem idealnie wpasować można</p>

<p>książkę. I to tak, że strona z tekstem wiersza jest bardzo dobrze widoczna a stojąc i</p>

<p>odpowiadając, można wszystko dokładnie przeczytać. Nauczycielka ze swojego stanowiska</p>

<p>niczego nie zauważy. Szło bardzo dobrze. W końcu recytować zaczęła koleżanka, która nie dość,</p>

<p>że była trochę otyła, to i właśnie okazało się, że i nie dowidzi. Wygięła się bowiem tak mocno w</p>

<p>stronę ukrytej książki, że cały spisek został zdemaskowany.</p>

<p>Okolica była pagórkowata. Przez miasteczko też trzeba był się wspinać lub zbiegać dość krętymi</p>

<p>dróżkami, zwłaszcza jeśli chciało się wykorzystać znane skróty. Kiedyś jeden z nauczycieli stał</p>

<p>się właścicielem żywego osła. O pomoc i dostarczenie zwierzęcia poprosił swoich uczniów, gdyż</p>

<p>sam był człowiekiem dość zajętym. Osła odebrać należało w części miasta położonej dość nisko</p>

<p>a dostarczyć właśnie tymi stromymi uliczkami wiodącymi w górę. Dziatwa chętnie się tego</p>

<p>podjęła a Feluś na czele oczywiście. Osioł jak to osioł. W pewnej chwili zatrzymał się. Koniec.</p>

<p>Próbowano różnych sposobów. Dwóch go pchało, dwóch ciagnęło. Nic. Teraz wszelkie możliwe</p>

<p>zmiany i konfiguracje. Dalej nic. Oślisko wydaje z siebie tylko te dziwne odgłosy, całe miasto się</p>

<p>zleci. Przechodzący obok batiarzyna (no batiar to tylko we Lwowie a to lokalny, pozujący na</p>

<p>takiego) radzi chłopakom:</p>

<p>-Gorącego kartofla mu pod ogon! Tylko jak wtedy poleci do nie dogonicie! Albo za ogon go</p>

<p>ciągnijcie!</p>

<p>Ale jak to osioł, w końcu mu przeszły kaprysy i bez przeszkód dał się doprowadzić do nowego</p>

<p>właściciela.</p>

<p>Chłopaki też codzień przebiegali obok apteki. Do farmaceuty należała wspaniała, kolorowa</p>

<p>papuga, którą ten wystawiał w oknie lub na balkonie w klatce. Taka z tych gadających. Ponieważ</p>

<p>aptekarz był Rusinem-Ukraińcem to i do jego papugi mówić chyba należało w tym języku.</p>

<p>Słyszała więc codziennie głośno wykrzykiwane pod swoim adresem:</p>

<p>-Popka durak, popka durak!</p>

<p>Czymś tam ocinała się prowokatorom, stroszyła skrzydła, wydawała z siebie dźwięki.</p>

<p>-Słyszałeś? Słyszałeś? "Ty sam durak" chyba nam odpowiada!</p>

<p>Chodziło się też nad rzekę. Tam to się działo dopiero! Można było podglądnąć kąpiacych się</p>

<p>biednych Żydów i wyciąć im zawsze jakiś kawał.</p>

<p>-Felusz, Felusz, to znofu on!-krzyczęli przeganiając młodocianych podglądaczy a, jak widać,</p>

<p>nasz bohater był wśród wszystkich ogólnie znany.</p>

<p>Ale największa frajda to łowienie ryb. To opanowali szybko do perfekcji. A i w tych wodach</p>

<p>wspaniałych okazów nie brakowało. Połowy bywały przyzwoite. Złowioną rybę chętnie</p>

<p>kupowali starozakonni. Oczywiście w piatek. Ci bogatsi co mieli interesy w miescie. Sklepiki,</p>

<p>warsztaty. Wystarczyło tylko do nich z tym pójść. Pierwsze lekcje biznesu i to u dobrych</p>

<p>nauczycieli. A zarobione pieniądze zostawiało się i tak w ich sklepikach. Najchętniej na łakocie.</p>

<p>Był tego wielki wybór. Wszystko na regałach za plecami sprzedawcy ale też i dostępne na ladzie.</p>

<p>Przy wejściu i pod ścianami stały beczki z rybami, najczęściej śledziami, kapustą i takimi właśnie</p>

<p>przysmakami. Jednego dnia gdy Feluś z kolegą stali w sklepie wybierając rodzaj czekolady,</p>

<p>którego jeszcze nie próbowali, do środka wszedł mężczyzna, mieszkaniec okolicznej wioski</p>

<p>przyjechał na zakupy. Zapewne po tytoń w pierwszej kolejności. O czymś rozmawiał, o coś tam</p>

<p>pytał ale zachowanie jego było bardzo dziwne. Stał przy beczce ze śledziami, to musiało mieć</p>

<p>jakiś cel. W końcu sprzedawczyni nagle szybko, niespodziwanie obróciła się. Chłopcy też pilnie</p>

<p>obserwowali sytuację. I wszysto się wyjaśniło. Otóż chłop trzymał w ręku suchą kromkę chleba a</p>

<p>gdy nikt nie patrzył moczył ją w beczce i szybko konsumował. Tak smakowała mu zalewa, w</p>

<p>której trzymano śledzie. No ale zawsze to lepsze niż suchy chleb. Przyłapany zawstydził się</p>

<p>trochę ale kobieta uśmiechnęła się tylko i powiedziała:</p>

<p>-Ty łasuchu...</p>

<p>W tamtych czasach popularne były bardzo potrawy i napoje pozyskiwane bezpośrednio z</p>

<p>przyrody. Grzyby, jagody a do picia sok z brzozy. Bardzo ceniony też w medycynie ludowej. Ma</p>

<p>lekko słomkowy kolor i cierpkawy smak ale doskonale gasi pragnienie oprócz oczywiscie</p>

<p>wszystkich swoich innych walorów. W lasach stały garnce, do których pomaleńku skapywał sok</p>

<p>z odpowiednio ponacinanych drzew. Podczas któregoś wypadu do lasu dzieciaki jak zwykle</p>

<p>szalały. Zmęczeni byli strasznie a i pić się chciało. Temperatura też robiła swoje. Wtem</p>

<p>zauważono stojący pod drzewem gar pełen soku! Teraz szybko na wyścigi, kto pierwszy!</p>

<p>Przypadli chciwie i zaczęli żłopać, żłopać...o jak wspaniale gasi pragnienie. Feluś pchać się nie</p>

<p>lubił i nie potrafił. Stał z boku i tylko się przyglądał. Soku ubywało i z niepokojem myślał, że już</p>

<p>dla niego nie wystarczy chyba ani kropelki. Wtem nagle wszyscy z krzykiem od gara odskoczyli</p>

<p>chyba szybciej niż do niego przypadli wcześniej. Cóż się takiego okazało? Otóż gdy poziom</p>

<p>wypijanego łapczywie napoju opadł pokazała się i inna zawartosc naczynia. Jakiś zwierz ale</p>

<p>bardziej prawdopodobne, że jakiś dowcipniś, załatwił tam swoją potrzebę fizjologiczną. Sok z</p>

<p>brzozy z kupą niekoniecznie musi posiadać te wszystkie walory. W tym dniu Feluś zrozumiał</p>

<p>jeszcze, że przepychanie się łokciami w życiu nie zawsze prowadzi do sukcesu.</p>

<p>Tak upływały pierwsze lata szkolne. Mały, lokalny, wspaniały świat. Nieważne co tam w</p>

<p>dalekim świecie a właściwie nienajważniejsze. A, że i tu w okolicy, w jednej z wiosek pozabijali</p>

<p>się bracia siekierami to też w dziecięcych umysłach było czymś dziwnym. Bo dlaczego zaraz</p>

<p>zabijać się w kłótni? Przecież jeśli nawet chodziło o spadek to można się jakoś zawsze</p>

<p>porozumieć.</p>

<p>V.</p>

<p>Reformę Grabskiego wszyscy przyjęli z wielką ulgą i zadowoleniem. Koniec inflacji, koniec</p>

<p>marki polskiej, teraz będzie nowa waluta czyli złoty polski. Koniec zamieszek, niezadowolenia.</p>

<p>Gospodarka ruszy i wszystkim będzie dobrze. Sytuacja się ustabilizowała a kraj ma szansę na</p>

<p>rozwój. Nie ma już Polskiej Krajowej Kasy Pożyczkowej tylko Bank Polski. Nowy polski złoty</p>

<p>ma być równy szwajcarskiemu frankowi. Jego kurs ustalono na 5,18 za dolara. Stare marki</p>

<p>wymieniono wszystkie na złotówki chociaż obie waluty były utrzymane w obiegu jeszcze przez</p>

<p>jakiś czas.</p>

<p>Bo w kraju sytuacja była napięta. Polityczna również. Rządy zmieniały się często. Czymś</p>

<p>strasznym było zabójstwo prezydenta Narutowicza. Jak w kraju, który dopiero co odrodził się i</p>

<p>odzyskał niepodległość pokonując przy tym wiele poważnych problemów, mogło dojść do aż</p>

<p>takiej eskalacji nienawiśći? Żeby zaraz zabijać politycznego przeciwnika? Dzieci nie do końca</p>

<p>orientowały się w tych wszystkich zawiłościach. Znały za to wszystkie Marszałka. Tak tu teraz,</p>

<p>zwłaszcza na Kresach, je wychowano. W wielkim szacunku i miłości do Piłsudskiego. Można</p>

<p>zaryzykować stwierdzenie, że w kulcie.</p>

<p>Kiedy więc dotarły wieści, że 12 maja 1926 roku Marszałek prowadząc kilka zbuntowanych</p>

<p>pułków legionistów pomaszerował na Warszawę, zapanowało wielkie podniecenie i radość.</p>

<p>Piłsudski wystąpił przeciwko władzy jaką sam stworzył ale według tutejszych miał rację. Zrobi</p>

<p>porządek w końcu. Takie nastroje i opinie panowały podsycane zajadle przez wojskowych</p>

<p>osadników. Przez trzy dni wsłuchiwano się w wieści z dalekiej Warszawy. W końcu Marszałek</p>

<p>zwyciężył. Stworzy teraz nowy rząd a nawet, czego wtenczas nikt się nie domyślał, nowy ustrój</p>

<p>polityczny. Niby, że w całym kraju obalony rząd miał większe poparcie a o wyniku przewrotu</p>

<p>zadecydowało poparcie PPS. Socjaliści poparli Piłsudskiego, strajk na kolei uniemożliwił</p>

<p>wszelkie szybkie ruchy wojsk wiernych prawowitej władzy i tak to się skończyło. Zginęło jednak</p>

<p>ponad 300 żołnierzy a to wcale nie tak mało jak na kilkudniowe potyczki.</p>

<p>Mówiono też, że tym posunięciem Marszałek uniemożliwił ewentualny faszystowski przewrót i</p>

<p>przejęcie władzy przez takich właśnie. Może i w całym kraju rząd miał to większe poparcie ale</p>

<p>nie tu. Tu zapanowała wielka radość ale wśród ludności polskiej oczywiście. Mniejszości</p>

<p>narodowe, które akurat tutaj stanowiły często większości, do tak poważnej zmiany podeszły nie</p>

<p>bez obaw. I nie był tu problemem sam Piłsudski, bo ten sprawy narodowościowe doskonale</p>

<p>rozumiał, sam pochodził z Wilna. Kłopoty kiedyś w przyszłości mogły wynikać przez niektórych</p>

<p>ludzi skupionych wokół niego i tworzących się z nich nowych nurtów narodowych i</p>

<p>politycznych.</p>

<p>Feluś wstąpił do Liceum Krzemienieckiego. Zamieszkać miał w internacie. Był bardzo zdolnym</p>

<p>uczniem więc taka elitarna szkoła stała przed nim otworem. Problemem mogło być czesne, które</p>

<p>było bardzo wysokie i wpłacić je należało w okresie od 15 sierpnia do 1 września za cały rok</p>

<p>nauki z góry. Kwoty były naprawdę dość znaczne wynosiły bowiem kwoty: 463 złote i 10 groszy</p>

<p>jeśli uczeń zamierzał spędzić wakacje w Krzemieńcu korzystając z internatu, wyżywienia i</p>

<p>wszelkich innych świadczeń zapewnianych przez szkołę, i 414 złotych i 10 groszy bez wariantu</p>

<p>wakacyjnego. Nie były to wszystkie opłaty, dochodziły też często dodatkowe za wszelkie zajęcia</p>

<p>pozalekcyjne i ekwipunek, do którego należał też oczywiście mundurek. W przypadku Felusia</p>

<p>wszelkie opłaty związane z jego edukacją przyjęło na siebie polskie państwo. Był to rodzaj</p>

<p>podziękowania za pomoc okazaną wojsku polskiemu w czasie Wojny Światowej przez jego</p>

<p>rodziców. Piękne granatowe mundurki, w wersji letniej i zimowej, też się chłopakowi na tej</p>

<p>samej zasadzie należały. Nie bez dumy przywdział takowy od razu u krawca specjalizującego się</p>

<p>w ubieraniu uczniów. Jak w tej piosence:</p>

<p>"Ozdobą mą te paski są</p>

<p>co na kołnierzu noszę,</p>

<p>orzełek ten na czapce mej</p>

<p>i te spodenki w klosze".</p>

<p>Szkoła ta dbała o rozwój intelektualny, kulturalny i obywatelski uczniów. Zgodnie ze starymi,</p>

<p>pięknymi tradycjami. Dziesięcioletni okres nauki obejmował pierwsze cztery klasy w systemie</p>

<p>rocznym. Przedmiotami były języki: polski, rosyjski, francuski i łacina. Geografia, matematyka i</p>

<p>religia. Pozostałe sześć lat nauki podzielono systemem uniwersyteckim na tak zwane "trzy</p>

<p>kursy". Z każdym semestrem przybywało przedmiotów. Rozszerzona matematyka, nauka</p>

<p>wymowy, logika, historia starożytna. Dalej fizyka, ekonomia polityczna i rachunek integralny.</p>

<p>Następnie chemia, botanika, historia naturalna, prawo krajowe. Oprócz tego uczniowe</p>

<p>uczestniczyli w wykładach z historii literatury antycznej i współczesnej oraz poezji.</p>

<p>Dodatkowymi przedmiotami były bibliologia, rysunek, mechanika, architektura i języki angielski</p>

<p>i grecki. Dla chętnych muzyka i śpiew. A dla rozwoju ciała fechtunek, jazda konna, gimnastyka,</p>

<p>taniec. Zajęcia odbywały się od godziny ósmej rano do dziesiątej, następnie od czternastej do</p>

<p>szesnastej. We wtorki i czwartki popołudnia przeznaczone były na zajęcia sportowe i</p>

<p>rekreacyjne.</p>

<p>Liceum Krzemienieckie powstało pod egidą Komisji Edukacji Narodowej i samego Hugona</p>

<p>Kołłątaja. Założył je Tadeusz Czacki, początkowo jako Gimnazjum Wołyńskie i pod tą nazwą</p>

<p>przetwała do 1819 roku. Na siedzibę wybrano dawne jezuickie kolegium należące do zespołu</p>

<p>architektonicznego pałacu Wiśniowieckich. Placówka szczyciła się wspaniałym księgozbiorem</p>

<p>opartym na części kolekcji Stanisława Augusta Poniatowskiego. Ponad 31 tysięcy ksiąg. Po</p>

<p>upadku Powstania Listopadowego szkoła, właściwie część jej kadry i zasobów, zostały</p>

<p>wchłonięte przez powstający wtenczas Uniwersytet Kijowski. Bibliotekę ostatniego polskiego</p>

<p>króla przewieziono do Kijowa i stała się ona zaczątkiem Narodowej Biblioteki Ukraińskiej.</p>

<p>Jako kadra naukowa pracowali tu tacy ludzie jak Joachim Lelewel, Józef Korzeniowski, brat</p>

<p>Adama Mickiewicza Aleksander czy ojciec Juliusza Słowackiego Euzebiusz.</p>

<p>Absolwentami byli między innymi Juliusz Słowacki, Feliks Bernatowicz, Antoni Malczewski,</p>

<p>Mark Kac czy Maurycy Gosławski.</p>

<p>Marszałek Piłsudski wznowił dekretem z 1920 roku działalnośc szkoły. Uczniowe rozpoczęli</p>

<p>naukę w roku 1922.</p>

<p>Samo miasto Krzemieniec było siedzibą powiatu krzemienieckiego w Województwie</p>

<p>Wołyńskim. Liczyło zaledwie 20 tysięcy mieszkańców z czego Polacy i Żydzi stanowili po około</p>

<p>30 procent a pozostali byli przeważnie narodowości ukraińskiej.</p>

<p>Pierwsze wzmianki o Krzemieńcu pochodzą z 1226 roku. Prawa miejskie w I Rzeczypospolitej</p>

<p>otrzymał w roku 1431. W roku 1538 królowa Bona ufundowała kościół, który w XIX stuleciu</p>

<p>został przekazany prawosławnym. W latach 1731-1753 powstały tu też klasztor i kościół</p>

<p>jezuitów. Katolicki kościół świętego Stanisława wzniesiono na wzór kościoła świętej Katarzyny</p>

<p>w Sankt Petersburgu w latach 1853-1857. Przy ulicy Szerokiej stał żeński prawosławny monaster</p>

<p>Objawienia Pańskiego. W centrum miasta stoją tak zwane "bliźniaki" czyli wyglądające jak</p>

<p>zrośnięte kamienice. Ponieważ to teren nierówny, górzysty, nad miastem królują ruiny dawnego</p>

<p>zamku. W tak niewielkiej miejscowości jest aż pięć cmentarzy, w tym żydowski i wojskowy.</p>

<p>Teraz to się dopiero zaczęło życie! Prawie dorosłe! Zwłaszcza w czasie ostatnich kursów!</p>

<p>Towarzystwo było też niezłe. Niby same paniczątka i inteligenciki ale w niczym nie odstawało w</p>

<p>poznawaniu i korzystaniu z uroków życia. Zaprzyjaźnił się z jednym najbardziej. Michał miał na</p>

<p>imię. Jego ojciec tu w okolicy prowadził świetnie prosperujące przedsiębiorstwo przewozowe.</p>

<p>Transport konny i samochodowy. A automobile to było coś! Nieliczni się na tym znali a Michał</p>

<p>już całkiem dobrze się w tych sprawach orientował. Felek jednak wolał konie. Na wszystkie</p>

<p>zresztą zajęcia dotyczące kultury fizycznej i sportu chętnie uczęszczał. Oprócz tego uwielbiali</p>

<p>wypady i wycieczki w okoliczne górki, lubili skakać przez szczeliny skalne i wspinać się.</p>

<p>Pływanie również było w kręgu ich zainteresowań. Tradycyjnie już dużo czasu spędzali nad</p>

<p>wodą. Ale i do nauki również należało się przykładać. Nauczyciele byli lubiani przez uczniów ale</p>

<p>i wymagający. W zamian dawali im olbrzymią dawkę wiedzy w sposób dla zdolnej młodzieży</p>

<p>bardzo przystępny. Feluś doskonale przyswajał przedmioty, zwłaszcza prawo i ekonomię i</p>

<p>pomału zaczął wiązać z tym kierunkiem swą przyszłość. Ale inne przedmioty również lubił.</p>

<p>Doskonale rozeznawał się we wszystkich problemach religijnych, to zasługa nauczyciela religii</p>

<p>oczywiście. Bo kto to wie i spamięta na przykład jaki święty jest od czego i czym zasłynął? A</p>

<p>Feluś wiedział. Albo poezja i literatura. Książki wręcz się pochłaniało. Od klasyki polskiej i</p>

<p>światowej, Mickiewicza, Sienkiewicza poprzez Tołstoja, Dostojewskiego po modnych Karola</p>

<p>Maya czy J. F. Curwooda. Doskonale wiedzieli któż to był Podbipięta, Skrzetuski,</p>

<p>Wołodyjowski, Jarema czy Jurand ze Spychowa. Co to był Zerwikaptur czy Scyzoryk...Ale nie</p>

<p>tylko, również na przykład czyj pies wabił się Cukierek.</p>

<p>Podczas jednej z wycieczek w okolicę przypadkiem zauważyli znajome twarze. To nauczyciele z</p>

<p>małżonkami wyruszyli na piknik. Biwakowali nad wodą, kobiety opalały się i zajmowały tym</p>

<p>czym przeważnie podczas takich wypadów należy, panowie postanowili popływać. Michał z</p>

<p>Felkiem dyskretnie ich obserwowali, nie planowali póki co się ujawniać. Przylgnęli płasko do</p>

<p>ziemi, a właściwie skały, leżąc na górce wznoszącej sie obok, mając świetny punkt</p>

<p>obserwacyjny. Panowie nauczyciele udali się więc do wody odziani w staroświeckie stroje do</p>

<p>pływania lub tylko w krótkie, takie do kolan, kalesonki. Z rozporkami w odpowiednich miejscach</p>

<p>oczywiście. Rozkoszowali się następnie wodą pływając różnymi stylami i we wszystkie strony.</p>

<p>Nagle na brzegu zapanowała konsternacja. Pływającemu na wznak profesorowi przez rozchylony</p>

<p>rozporek wysunęła się jego męskość i bezwstydnie unosiła się na powierzchni wody. Małżonka</p>

<p>interweniowała więc:</p>

<p>-Stachu schowaj! Stachu schowaj!-krzyczała.</p>

<p>Stachu niestety uszy miał w wodzie, nie słyszał niestety. Trochę to trwało zanim się zorientował.</p>

<p>Michał z Felkiem, zobligowani do nauczycieli lojalnoscią i szacunkiem, raczej nie rozpowiadali</p>

<p>co widzieli no bo po co? Każdemu się może przytrafić, ludzka rzecz. Czasami tylko pomiędzy</p>

<p>sobą używali w adekwatnych do tego sytuacjach zwrotu, który tylko oni rozumieli: "Stachu</p>

<p>schowaj". Można powiedzieć, że zagościł on na stałe w ich słowniku.</p>

<p>Nauczyciele byli luźmi bardzo kulturalnymi. Opanowanymi i umiejącymi zachować się w każdej</p>

<p>sytuacji. Kiedyś na ulicy, pomiędzy drzewami, na przechodzącego profesora załatwił swoją</p>

<p>potrzebę fizjologiczną ptak siedzący akurat na jednym z nich. Wielkie ptaszysko a więc i ładunek</p>

<p>był potężny. Nauczyciel oberwał w kapelusz. Błyskawicznie zerwał go z głowy i zaczął</p>

<p>otrzepywać o pień drzewa. Widać było, że jest wściekły ale gdy zauważył tylko przechodzących</p>

<p>akurat swoich podopiecznych, uśmiechnął się tylko i powiedział:</p>

<p>-Widzicie chłopcy! Jak to dobrze, że krowy nie latają!</p>

<p>Do obowiązkowego programu nauczania wprowadzono język ukraiński. Większość uczniów</p>

<p>doskonale go znała i na co dzień wokół siebie słyszała i używała również, nauka jednak</p>

<p>ukraińskiej literatury nie wszystkim się uśmiechała. Na pierwszej lekcji profesor zauważył</p>

<p>buntownicze spojrzenia. Zrozumiał o co chodzi i potrafił wybrnąć z kłopotu.</p>

<p>-Cóż ja z Wami mam zrobić Panowie? Jeśli uczyć się nie chcecie? Będę Wam opowiadał bajki i</p>

<p>różne historyjki.</p>

<p>I tak właśnie wygladały później te lekcje. Snuł chłopakom interesujące opowieśći a oni nawet to</p>

<p>bardzo polubili, chętnie uczestniczyli i naprawdę wiele z tego wynieśli.</p>

<p>Zimą na terenie szkoły organizowano lodowisko. To Felusiowi bardzo do gustu przypadało. Nie</p>

<p>można go było od łyżew oderwać. Jednego razu przeforsował się. Jeździł w szortach i bluzie,</p>

<p>złapało go więc dość poważne choróbsko. Troskliwie się nim zaopiekowano i dochodził do siebie</p>

<p>w swoim pokoju w internacie. Jednak leżenie w łóżku zaczynało juz mu doskwierać. Wokól tyle</p>

<p>się dzieje, chłopaki tam coś wyczyniają a on tu sam. Co można więc zrobić, żeby błyskawicznie</p>

<p>pomogło? Pomyślmy?</p>

<p>-No proste! Tran! Przecież dają nam pić dla zdrowia po kropelce, czasami łyżeczkę bo to taki</p>

<p>cudowny środek. Smakuje strasznie i przełknąć nawet kropelki się nie da nie zagryzając. Ale jeśli</p>

<p>tak wypić by tego dużo, najlepiej butelkę to uleczy natychmiast!</p>

<p>Tranu miał zawsze w zapasie. Mama jako lekarz o tym zawsze pamiętała. Zatkał więc nos,</p>

<p>przytknął butelkę do ust i rozpoczął kurację. Straszne to było ale czego nie zrobić dla</p>

<p>zdrowia...Pije, pije, pije, jeszcze choć jeden łyczek...Nagle stop! Torsje! Najbliżej do okna a więc</p>

<p>tamtędy! Zaniepokojeni koledzy i personel, przebywający akurat na podwórku, ze zdziwieniem</p>

<p>patrzą na to bombarowanie ale i szybko reagują! Po tej terapii Feluś poleżał jeszcze w łóżku</p>

<p>zdecydowanie dłużej niż planował.</p>

<p>Zresztą w internacie czas mijał wesoło. Jedną z rozrywek była gra w "salonowca" czyli</p>

<p>pospolicie nazywana w "dupaka". Polegało to na biciu po tyłku jednego z uczestników, tego</p>

<p>zadaniem było odgadnąć kto go uderzył. Jeśli nie zgadł wypinał się jeszcze raz aż do skutku. Jeśli</p>

<p>rozpoznał, to rozpoznany wypinał tyłek. Tu młodzież prześcigała się w pomysłach. Czasami po</p>

<p>dupie oberwać można było czymś zupełnie innym niz ręka, nawet bywało, że i stołkiem. A i tyłki</p>

<p>przeważnie po takiej zabawie czerwone były jak buraki.</p>

<p>Na stołówce też bywało wesoło i głośno a karmili doskonale. Jednego poranka podczas śniadania</p>

<p>jak zwykle opowiadano sobie kawały. Śmiechu co niemiara! Do śniadania zupa mleczna z takimi</p>

<p>kluskami, coś w rodzaju makaronu. Chłopaki zajadają jednocześnie śmiejąc sie głośno z każdego</p>

<p>usłyszanego dowcipu. Jeden z nich nagle aż zakrztusił się po czym nagle przez nos wystrzeliła</p>

<p>mu kluska z zupy i wylądowała w talerzu siedzącego na wprost kolegi. To dopiero było teraz do</p>

<p>śmiechu wszystkim! Takiego cuda jeszcze nikt nigdy nie widział. Opowieści o tym wspaniałym</p>

<p>strzale na stałe weszły do szkolnych historyjek i przekazywane były kolejnym młodym</p>

<p>rocznikom.</p>

<p>Inną znowu taką kultową historią było to co przydarzyło się jednemu z kolegów, a właściwie</p>

<p>raczej to, jak organizacyjnie i skutecznie poradził sobie z zaistniałym problemem koleżeński</p>

<p>kolektyw. Chłopak do tej pory mieszkał w majątku ziemskim otoczonym lasami. Miasta nie znał,</p>

<p>a co istotniejsze miejskiej kuchni. Wychowano go na zupełnie innej diecie. Grzybki, jagody</p>

<p>dziczyzna a tu takie wspaniałości kulinarne! Bardzo mu podeszły, najbardziej wszelkiego rodzaju</p>

<p>pierogi ze śmietaną i różnymi polewami czy sosami. Niestety żołądek potrzebował o wiele</p>

<p>dłuższej aklimatyzacji. Jednej nocy współlokatorów obudziły jęki a zaraz po tym zwrócili uwagę</p>

<p>na straszny fetor wydobywający się z łóżka kolegi. To jego system trawienny nie wytrzymał tak</p>

<p>nagłych zmian i ilości pochłoniętych smakołyków. Sam nieszczęśnik był unieruchomiony</p>

<p>bowiem każda próba nawet obrócenia się pociagała za sobą dalsze rozmazywanie wydzieliny...</p>

<p>-Zesrał się i to zdrowo, trzeba mu pomóc jakoś bo się ruszyć nie może, dalej cały się uszarga</p>

<p>gównem-stwierdzili przyjaciele i przystąpili do działania. Łóżka były na kółkach, powieźli go</p>

<p>więc do łazienki. Tam odkręcili wodę w kilku wiszących w rzędzie obok siebie umywalkach,</p>

<p>zimną i gorącą na przemian, i umiejętnie przerzucili kolegę pod zbawczy dla niego strumień.</p>

<p>Sytuacja została opanowana przy pomysłowości i zaangażowaniu właśnie całego kolektywu.</p>

<p>Większość uczniów była katolikami. Chociaż całkiem chętnie bywali i w świątyniach innych</p>

<p>wyznań, zwłaszcza w cerkwiach zarówno prawosławnych jak i unickich. Starym tamtejszym</p>

<p>zwyczajem wspólnie obchodziło się i szanowało święta wszystkich obrządków. Normalne był</p>

<p>więc świętowanie prawosławnego Bożego Narodzenia w styczniu i wigilii w katolickie święto</p>

<p>Trzech Króli. Nikogo nic nie dziwiło. Chłopaki często chodzili do cerkwi, najczęściej za</p>

<p>dziewczynami. Chociaż raz Felek o wystający gdzieś ze ściany gwóźdź rozerwał sobie kurtkę i</p>

<p>na jakiś czas trochę obraził się na prawosławnych. Ich liturgia trochę go męczyła, za długo trzeba</p>

<p>było stać na nogach. Sam świetnie wysportowany i młody i silny a nie dawał rady. Dziwiło go</p>

<p>jak starsi ludzie a zwłaszcza staruszki to wytrzymują. Za to o katolickim kościele prawosławni</p>

<p>mówili:</p>

<p>-Jak u Was organy zagrają to aż się tańczyć chce! To co to za modlitwa będzie?</p>

<p>Ogólnie żyło się w wielkiej zgodzie. Oczywiście pod kątem innych robiło się często śmieszne ale</p>

<p>nie złośliwe przytyki. Chłopaki kiedyś pytali Ukraińca czy to prawda, że pop ich leje za grzechy</p>

<p>nahajką? Bo podobno byli świadkiem takiego zdarzenia. Spowiadający się chłopak tak mocno</p>

<p>musiał zgrzeszyć, rozsierdził popa na tyle, że ten poderwał się, złapał za bat i jazda za nim po</p>

<p>całej cerkwi podtrzymując swą czarną szatę. A nieszczęśnik uciekał próbując uniknąć razów. Ale</p>

<p>katolikach też się mówiło. W biednych okolicznych wioskach naród żył dość ubogo a</p>

<p>przynajmniej nie przywykł kłaść pieniędzy na tacę. To zwyczaj zachowany z dawnych,</p>

<p>faktycznie bardzo złych czasów. Jako ofiara pojawiały się często płody rolne a najczęściej jajka.</p>

<p>To bardzo potrzebne ale gotówki też by się przydało no bo jakby na przykład wyremontować</p>

<p>kościół? Bez grosza? Ksiądz więc apelował z ambony do wiernych:</p>

<p>-Ludzie, parafianie drodzy! Dzwonnica się wali, dzwon pękł, wymieniać albo naprawić trzeba!</p>

<p>Cóż ja mam zrobić? Jajami mam dzwonić?</p>

<p>Chodziło mu o te niefortunne jajka z tacy i tak się nieszczęśliwie wyraził. Chłopaki oczywiście</p>

<p>podłapali to i zaraz dopowiedzieli jako anegdotę:</p>

<p>-Szkoda, że nie powiedział, że jak się dzwonnica wali to czy fujarą mam podpierać?</p>

<p>Kościół rzymskokatolicki nie był w niczym uprzywilejowany i nie miał żadnych oficjalnych</p>

<p>związków z państwem. A koalicje rządzące były przeważnie znacznie antyklerykalne.</p>

<p>Konstytucja marcowa definiowała jego rolę dając mu "czołowe miejsce wśród innych wyznań</p>

<p>religijnych cieszących się takimi samymi prawami". Szeroką autonomię nadał mu konkordat</p>

<p>podpisany z Watykanem w 1925 roku, z tym, że jednakowe prawa otrzymały właściwie obrządki</p>

<p>łaciński, unicki i ormiański czyli wszystkie podległe papieżowi. Nierozwiązane do końca były</p>

<p>problemy dotyczące prawa rodzinnego. I tak na przykład rozwód możliwy był na terenie</p>

<p>dawnego zaboru pruskiego i tylko tam. Czyli decydowały tu dawne, przedrozbiorowe umowy</p>

<p>państwo-kościół bo jak już wspomnieliśmy, Rzeczpospolita a Kościół były to dwie oficjalnie nie</p>

<p>związane instytucje.</p>

<p>Na terenie szkoły również znajdował się kościół. Normalna rzecz jeśli cały jej teren dawniej</p>

<p>należał do jezuitów. Czasami, zwłaszcza podczas jakichś uroczystości odbywały się i tu</p>

<p>nabożeństwa. Na co dzień ucznowie korzystali z innej parafii. Pierwszy z proboszczów jakiego</p>

<p>Feluś miał okazję tu poznać, znany był z dość, jakby to powiedzieć, nie całkiem jego stanowi</p>

<p>duchowemu odpowiedniego trybu życia. Lubił zabalować, dobrze zjeść i wypić. Za</p>

<p>dziewczynami też się oglądał. Chłopcy sami widzieli jak spodziewając się jakiejś, może w</p>

<p>całkiem niewinnym celu, kropił sień i okolice perfumami, przystrajał kwiatami i sprowadzał na</p>

<p>plebanię drogie delikatesy. W końcu dotarło to gdzie trzeba. Pojawił się biskup i wysłał</p>

<p>proboszcza do klasztoru na dożywotnią pokutę. Podobno przywdział tam pokutną szatę i żył</p>

<p>tylko o wodzie i skromnym jadle. Na jego miejsce przybył prawdziwy duszpasterz, taki z</p>

<p>powołania. Od razu polubił parafian z wzajemnośćią a chyba najbardziej wesołych chłopaków z</p>

<p>liceum. Wielu z nich a Felek z Michałem bardzo często, pomagało w różnych pracach na plebani.</p>

<p>Tych dwóch zresztą też często wysyłał dla załatwienia ważnych spraw w mieście. Zgadzali się</p>

<p>chętnie bo dawał na koszty a dokładniej na dorożkę. Oni jednak chodzili piechotą a</p>

<p>zaoszczędzone pieniądze było zawsze na co wydać w żydowskim sklepiku. Ostatnio odkryli</p>

<p>wspaniałe kabanosy. Suche, aromatyczne a jak się je łamało to aż trzeszczały.</p>

<p>Inaczej niż kościół instytucja wojska była ściśle powiązana z państwem a jego rola dalece</p>

<p>wykraczała poza sprawy typowo militarne. Armia cieszyła się ogromnym prestiżem, była</p>

<p>ponadklasowa, łączyła naród i społeczność. W Krzemieńcu a dokładniej w pobliskiej</p>

<p>Białokrynicy, oddalonej od centrum miasta o jakieś 5 kilometrów, stacjonował 12 Pułk Ułanów</p>

<p>Podolskich. Jego parady uświetniały wszystkie święta państwowe i religijne a chłopcy patrzyli z</p>

<p>zachwytem na wspaniale prezentujących się w siodłach kawalerzystów. Zwłasza Feluś jako</p>

<p>miłośnik koni. Pięknie wyglądali w tych rogatywkach z amarantowymi otokami.</p>

<p>Wspominać chyba nie trzeba, że żołnierze garnizonu i oficerowie często gościli w miasteczku,</p>

<p>brali czynny udział w jego życiu politycznym i kulturalnym a także w rozrywkowo knajpianym.</p>

<p>Część ich żołdu była stałą, solidną częścią dochodów miejscowych lokali i sklepów. Tekst</p>

<p>żurawiejki o tej jednostce brzmiał nastepująco:</p>

<p>"Pułk dwunasty rusza w pole</p>

<p>po majątki na Podole".</p>

<p>Tradycjami i rodowodem sięgano do czasów Księstwa Warszawskiego i Powstania</p>

<p>Listopadowego. Wtedy to powstawały jednostki, które przyjęły nazwę 12 Pułku. Podczas Wojny</p>

<p>Światowej z części 1 Pułku Kirasjerów Gwardii Rosyjskiej wyłoniono oddział jazdy, który stał</p>

<p>się zalążkiem obecnej formacji. Po wielu perypetiach organizacyjnych, rozformowywaniach,</p>

<p>przeformowywaniach wziął udział w walkach o Lwów w 1918 roku i czynnie uczestniczył w</p>

<p>zmaganiach z Ukraińcami w Małopolsce Wschodniej w roku 1919. 25 pażdziernika 1919 roku</p>

<p>pułk otrzymał oficjalną nazwę 12 Pułku Ułanów Podolskich. Brał też udział w zajmowaniu</p>

<p>Pomorza i zaślubinach Polski z morzem. W wojnie z bolszewikami również brał czynny udział.</p>

<p>Uczestniczył też w słynnej bitwie kawaleryjskiej z Konarmią Budionnego pod Komarowem. Tam</p>

<p>przez jakiś czas dowodzony był przez rotmistrza Tadeusza Komorowskiego ( Bora). W 1923</p>

<p>roku, 2 lutego Marszałek Józef Piłsudski wręczył uroczyście nowy sztandar. Pułk</p>

<p>przyporządkowany był oficjalnie najpierw do VI Brygady Jazdy, następnie do II Brygady Jazdy,</p>

<p>która w 1924 roku przemianowana została na 2 Samodzielną Brygadę Kawalerii. Dowództwo</p>

<p>nad nią objął w 1926 roku pułkownik dyplomowany Władysław Anders.</p>

<p>Oficerów widywano też często w miejscowym kasynie a raczej salonie gier hazardowych bo</p>

<p>kasyno dla tego akurat przybytku to nazwa zbyt szumna. Lokal mieścił się przy jednej z</p>

<p>głównych ulic, w dwukondygnacyjnym bydynku, którego parter zajmowała piekarnia. Na piętrze</p>

<p>zaś grano na pieniądze, przeważnie w karty. Feluś z kolegami, najczęściej jednak z Michałem,</p>

<p>też tu oczywiście zaglądali.</p>

<p>Byli pod wielkim wrażeniem książki Fiodora Dostojewskiego "Gracz". Tych emocji próbowali</p>

<p>na własnej skórze. Najlepiej, najchętniej i najczęściej grywali w "21" czyli "Oczko". Rezultaty</p>

<p>były różne, nie zawsze przegrywali bo i też za bardzo nie mieli co. Chociaż jednego razu...To</p>

<p>wydarzenie też przeszło do lokalnej historii.</p>

<p>Feluś tylko obserwował tym razem. Do gry siadł Michał. Przy stoliku jego partnerami byli sami</p>

<p>miejscowi handlarze żydowscy, którzy tu całkiem niedaleko prowadzili swe interesy. Jak to w</p>

<p>grze. Wciąga i emocje rosną. Wraz z nimi stawki. Michałowi szło całkiem dobrze ale karta jak to</p>

<p>karta...co jakiś czas się odwraca. Przegrywał, wygrywał, ich gra wzbudzała coraz większe</p>

<p>zainteresowanie ze względu na dość już wysokie stawki. Ponieważ rezultat był jeszcze cały czas</p>

<p>nierozegrany w "banku" zebrała się już całkiem przyzwoita suma. Wszyscy łakomie spoglądali</p>

<p>na kupkę banknotów. Wokół stolika zebrał się tłumek publiczności, większość z brodami i w</p>

<p>chałatach ale na sali byli i pracownicy znajdującej się poniżej piekarni, chyba w przerwie. W</p>

<p>tłumie ciemnych chałatów wyróżniał się Felek swoim granatowym mundurkiem i piekarz białym</p>

<p>kitlem, wielką czapką na głowie i zatkniętym za pasem nożem kuchennym. A publicznośc cały</p>

<p>czas ekscytowała się tym co dzieje się przy stoliku nerwowo reagując. Tylko prawdziwy gracz</p>

<p>jest w stanie zrozumieć te emocje. Banknoty leżą i leżą, coś tam do nich się dokłada ale</p>

<p>właściwie jeszcze niczyje. W końcu pora Michała. Jest "bankierem", gra więc po "banku". Jeśli</p>

<p>teraz podejdzie mu karta wyższa niż u przeciwnika i jeśli oczywiście suma nie przekroczy 21</p>

<p>punktów, wygra wszystko. Emocje rosną, tłum zamilkł...Przeciwnik ma już w ręku kilka kart,</p>

<p>zapewne niskie figury bo dobiera jeszcze...Wykładamy karty...U Żyda 17, u Michała 19. "Bank"</p>

<p>jego. Nagle tłum rzuca się do stołu i wiele rąk wyciąga się po pieniądze. Przecież taki gówniarz</p>

<p>nie może zgarnąć takiej wygranej! Chłopcy też w szoku, nie wiedzą co robić, z takimi żartów nie</p>

<p>ma jeśli chodzi o pieniadze. Nagle brzdęk i posrodku stołu ląduje wbity olbrzymi, ostry nóż. To</p>

<p>piekarz zainterweniował. Wyciągnięte łapska cofają się przezornie. Piekarz ściąga swą wielką</p>

<p>czapę, zgarnia do niej ze stołu banknoty, wyciaga nóż a za jego plecami już wyrośli koledzy z</p>

<p>pracy, widać więc białe ubrania przeciwko ciemnym chałatom.</p>

<p>-Chłopcy wychodzimy, wygraliście!- Zakomenderował i opuścili lokal bez przeszkód. Z</p>

<p>wygranej chłopakom niewiele zostało, ci co przyszli im z odsieczą solidnie sobie za to policzyli.</p>

<p>Ojciec jednego z kolegów szkolnych miał ciekawą pracę. Ciekawą i zarazem bardzo dochodową.</p>

<p>Był Rządcą w jednym z wielkim majątków na Polesiu, należącego do jednego z milionerów,</p>

<p>będącego częścią jego latyfundiów. Kolega kiedyś pochwalił się, że w gabinecie jego ojca stoi</p>

<p>skrzynia pełna pieniędzy więc gdyby co...to można na niego liczyć w potrzebie. Wymyślili więc</p>

<p>wycieczkę za miasto. Ale taką prawdziwą, z muzyką, zabawą i końmi. Należał to wszystko</p>

<p>zorganizować, wynając konie, woźniców, muzykę...Na tym wszystkim znał się dobrze. Na</p>

<p>koniach i na muzyce też bo grywał przecież w szkolnej orkiestrze. Radził sobie z każdym</p>

<p>instrumentem ale wyspecjalizował się w trąbce. Grywał nawet solo kiedyś na urodzinach</p>

<p>dyrektora za co ten odpalił parę groszy. Największym jego występem publicznym był ten, gdy</p>

<p>zagrali kilka kawałków kiedy szkołę odwiedził Marszałek Piłsudski. Wracając do wycieczki</p>

<p>Felek podjął się zorganizowania tego co mu zlecono a kolega miał dostarczyć fundusze.</p>

<p>Faktycznie następnego dnia przyniósł 100 złotych. Dla porównania warto wiedzieć, że na</p>

<p>przykład niewykwalifikowany robotnik, pracujący dajmy na to przy łopacie, za dzień pracy</p>

<p>pobierał złotówkę. A pokojówce czy służącej za miesiąc pracy, dając też dach nad głową i wikt,</p>

<p>płaciło się 20 złotych miesięcznie. Oczywiście te stawki mogły być różne gdyż taryfikatora i</p>

<p>żadnych reguł w tej kwestii nie było ale i takie kwoty często wchodziły w grę. Felek wszystko</p>

<p>miał już obgadane, zostawała nawet jakaś przyzwoita reszta za fatygę. Pech chciał, że spotkali się</p>

<p>z Michałem i skręcili do kasyna. Tym razem fortuna nie była łaskawa. Za to co zostało kupili</p>

<p>trochę łakoci w żydowskim sklepiku na poprawę nastrojów. Tylko co teraz? Co powiedzieć</p>

<p>koledze inwestorowi? Felek spóbował go przekonać:</p>

<p>-Tak wiesz, z forsą trochę nie tak, nie starczyło i miałem nieplanowane wydatki...jak Ci to</p>

<p>wyjaśnić, mmm?</p>

<p>-A dobra, nie sprawy, ja jutro jesze stówę przyniosię...ojca nie ma a ja wiem gdzie leży kluczyk</p>

<p>od skrzynki. Tam byś i kilka takich banknotów wyjął i nikt by nie zauważył.-Felusiowi kamień</p>

<p>spadł z serca. Tym razem załatwił wszystko a piknik udał się wspaniale.</p>

<p>Z tym kolegą równiez bardzo się lubili. Bywało, że zapraszał ich do majątku, którym zarządzał</p>

<p>jego ojciec i spędzali tam wolne dni. Był to wspaniały czas dla Felusia. Tam było wszystko co</p>

<p>tak kochał. Wspaniała przyroda, psy i konie. Spędzał wiele czasu w siodle, bawił się z psami,</p>

<p>pogłębiał swoją wiedzę z agronomii i nauczył się świetnie strzelać i brać udział w polowaniach.</p>

<p>Mogli też do woli pławić się w luksusie. Jak każdego chłopaka jakoś pociągała go broń palna. Tu</p>

<p>miał okazję nauczyć się tego wszystkiego. Dobrze mu szło. Wkrótce odnosił pierwsze</p>

<p>myśliwskie sukcesy. Jak to na Polesiu polowało się najczęściej na ptactwo wodne, którego na</p>

<p>takich terenach były ogromne ilości. Wypływali na łódkach. Strzelali ile dusza zapragnie.</p>

<p>Strzelając pierwszy raz z łódki Feluś mało nie wyladował w wodzie. Siła odrzutu była tak duża,</p>

<p>że aż o mało nie doszło wywrotki kiedy próbował utrzymać równowagę. Szybko i tę umiejętność</p>

<p>opanował. Specjalnie do tego szkolone psy rzucały sie do wody, wyławiały i przynosiły</p>

<p>ustrzeloną kaczkę. Bywało, że zdrowo musiały się napracować. Psy były dwa, Bekas i Karo. Nie</p>

<p>należy chyba dodawać, że oba było bardzo z Felkiem zaprzyjaźnione.</p>

<p>Kawały też się robiło, jak to młodzież. Jednego dnia po dość udanym polowaniu, chłopcy</p>

<p>postanowili zażartować. Wracając do domu upolowane kaczki powiązali za nogi jak marchewkę</p>

<p>w pęczki i ukryli przyczepiając za plecami do pasów. Przy tym robili miny bardzo</p>

<p>niezadowolone. Witająca ich mama kolegi popatrzyła na twarze, nie zauważyła żadnych efektów</p>

<p>dzisiejszej wyprawy i krótko podsumowała trochę się z chłopaków podśmiechując:</p>

<p>-Oj chłopcy, co z Was za mysliwi! Straszne fujary jakieś!</p>

<p>Ci pierwsze kroki skierowali do kuchni i poprosili kucharki o przygotowanie dziś pieczonych</p>

<p>kaczek na obiad. Oczywiście wywiązały się znakomicie. Pani Rządcowa zdziwiona wielce, gdy</p>

<p>zobaczyła te wspaniałości i taką dużą ich ilość pytała:</p>

<p>-A skąd to u Janiny dzisiaj to wszystko?</p>

<p>-Panicze przynieśli proszę Pani...</p>

<p>Feluś też polubił i inny sport, piłkę nożną. Zaczął grać w szkolnej drużynie. Tu dopiero można</p>

<p>było pozbyć się nadmiernej energii! Najbardziej lubił te buty i piłkę. Piłki były wtenczas takie</p>

<p>wiązane. to znaczy pompowało się taką do oporu a potem zasznurowywało mocno rzemieniami.</p>

<p>Aż dzwoniła taka kiedy się ją odbijało o murawę. Najczęstszym przeciwnikiem w rozgrywkach</p>

<p>była tutejsza drużyna mniejszosci żydowskiej. Makabia Krzemieniec. Wszystkie zresztą ich</p>

<p>drużyny sportowe nosiły tę nazwę. Makabia Krzemieniec, Makabia Wiśniowiec, Makabia</p>

<p>Stanisławów, same makabie. A na meczu jak być powinno czyli głośny i szczerze mobilizujący</p>

<p>doping kibiców!</p>

<p>Młoda polska złotówka była walutą już na tyle silną i poważną iż pojawiły się przypadki jej</p>

<p>fałszowania. I to nie tylko banknotów ale i monet. W monetach specjalizowano się podobno za</p>

<p>sowiecką granicą a trafiały na teren Rzeczypospolitej poprzez, jeszcze wtedy, regularnie</p>

<p>kursujacych tam przemytników, świetnie zorganizowanych w grupy przestępcze, powiązane</p>

<p>ściśle z półświatkiem, nie tylko zresztą lokalnym. Michałowi i Felkowi też się kiedyś taka trafiła.</p>

<p>Była to jakaś moneta obciągnięta blaszką imitujacą polską mennicę. Problem był taki, że blaszka</p>

<p>w jednym miejscu zaczynała się odginać. Kłopot pojawił się kiedy próbowali zapłacić nią za kurs</p>

<p>dorożką. Żydowski dorożkarz wziął monetę w rękę i natychmiast zareagował:</p>

<p>-Ona jest fałszywa!</p>

<p>-A skad Pan wie?</p>

<p>-No ja nie wiem ale mnie ukłuła, znaczy fałszywa jest! Proszę mi zapłacić normalną!</p>

<p>-Ale my nie mamy więcej innych pieniędzy...</p>

<p>-A co mnie to obchodzi, jeśli nie tak jedziemy na policję....- i zaciął kobyłę ruszając pomału.</p>

<p>Michał zeskoczył z dorożki a Felek nie. Myślał sobie " a co mi tam?". Zawsze to jakaś rozrywka.</p>

<p>Żyd podjechał pod komisariat.</p>

<p>-No wchodzimy? Chodźmy!- Felek zaproponował...Ale dorożkarzowi nie bardzo się to</p>

<p>uśmiechało. Przesłuchania, pytania a pieniędzy i tak najprawdopodobniej za kurs nie odzyska.</p>

<p>-No niech Pan się zlituje...może dogadamy się...-i zawrócił konia. Biedny człowiek, sam nie</p>

<p>wiedział co ma do końca robić. Zrobił z Felkiem jeszcze jeden kurs i w końcu wrócił tam gdzie</p>

<p>chłopaków zabrał. Był to placyk, który miejscowi nazywali "czarnym rynkiem". Tam wśród</p>

<p>tłumu żydowskich handlarzy załatwic można było podobno wszystko. A ci całymi dniami</p>

<p>załatwiali tu swoje dziwne "interesa". Zauważyli dziwne zachowanie współziomka i jego</p>

<p>jeżdżenie z chłopakiem w mundurku tam i nazad.</p>

<p>-Jozik! A co ty tego Pana tak wozisz i wozisz? Ty pieniędzy już dużo dzisiaj zarobił!</p>

<p>-A odczepcie się ode mnie wy głupki...-dorożkarz był zły jak cholera, dał upust temu dyskutując i</p>

<p>kłócąc się z innymi...Felek wykorzystał sytuację i oddalił się ale bardzo grzecznie. Oczywiście</p>

<p>pożegnał się kulturalnie. Michał gdzieś musi być w okolicy, nie zostawiłby przyjaciela tak</p>

<p>samego w kłopotach. Ale wiadomo było, że tu raczej woli się na dłużej nie pokazywać bo i tutaj</p>

<p>zdążył już kiedyś nawywijać. No w zasadzie nic takiego strasznego nie zrobił i nikt by go nie</p>

<p>rozpoznał raczej ale obaw trochę miał. Kiedyś tylko też wysiadając z dorożki spowodował tu</p>

<p>niemałe zamieszanie. Jak zwykle tłum starozakonnych zajęty był swoimi sprawami. Stali,</p>

<p>targowali się głośno, o czymś zawzięcie dyskutowali. Jeden z nich w ręku trzymał pęk</p>

<p>banknotów. Michał nie wytrzymał, coś go poniosło i uderzył niby przypadkowo w nadgarstek</p>

<p>tego właśnie handlarza. Pieniądze wypadły mu z ręki, a że akurat dzień był dosyć wietrzny, tak i</p>

<p>zaczęły fruwać po całym placu. Tłum zostawił wszystkie swoje sprawy i rozpoczął łapanie i</p>

<p>pogoń za banknotami. Jaki to był dla chłopaków śmieszny widok! Jeden wielki szum chałatów.</p>

<p>Monety należy jednak jakoś się pozbyć. W jeszcze jednym sklepie grzecznie odmówiono jej</p>

<p>przyjęcia. Co więc robić? Należało to wykonać tak aby sprzedawca nie brał monety do ręki.</p>

<p>Spróbujemy jeszcze tutaj. Michał rozeznał sytuację i stwierdził, że tu jest szansa. Poprosił</p>

<p>kabanosów na kwotę, która stanowiła wartość monety. Szuflada od kasy była otwarta. Pokazał</p>

<p>więc monetę sprzedawczyni, niby, że chce odebrać od niej paczkę z zakupami a oboje mają</p>

<p>trochę zajęte teraz ręce, cisnął więc zamaszyście pieniądzem prosto w otwartą kasę, wziął</p>

<p>kabanosy, podziękował ładnie i szybko się oddalił.</p>

<p>Władze szkoły urządziły kiedyś wycieczkę krajoznawczą dla uczniów. Zorganizowano pociąg, w</p>

<p>którym nasi podróżni mieszkali podczas objazdu całej Rzeczypospolitej a postoje i zwiedzanie</p>

<p>odbywały się w interesujących miejscach. Poprzez Lwów, Kraków do Zakopanego i na Górny</p>

<p>Śląsk a raczej jego polską część. Później przez Poznań do Gdyni. To przecież nowe, piękne i</p>

<p>tylko polskie miasto i port. Nasze okno na świat. Powrót przez Warszawę i Lublin. W Warszawie</p>

<p>oprócz tego co wszędzie robili po drodze, czyli zwiedzania miast, muzeów i wszystkiego innego</p>

<p>co zobaczyć warto, zaplanowano jeszcze i inną atrakcję. Młodzież szkolną miał przyjąć</p>

<p>Marszałek Piłsudski w Belwederze. Chłopaki odstawili się jak na bal i poprowadzono ich na</p>

<p>salony. Marszałka jednak nie było. Jak to bywa często z tak ważnymi personami. Potrzebny był</p>

<p>pilnie akurat gdzie indziej. Cóż było robić? Za to zajęto się młodzieżą serdecznie chcąc im jakoś</p>

<p>tę niepowetowaną stratę wynagrodzić. Oglądali wszystko dokładnie i prawie wszystko co chcieli,</p>

<p>był i poczęstunek. Feluś miał inny problem. Pęcherz zaczął dawać mocno się we znaki.</p>

<p>Przybytku nie było nigdzie widać a jakoś wstydził się zapytać w tak wspaniałym miejscu o rzecz</p>

<p>tak banalną. Co robić? Zawsze jest jakieś wyjście a on szczególnie zawsze da sobie radę.</p>

<p>Atmosfera trochę się rozluźniła, towarzystwo trochę rozlazło. Felek też się trochę oddalił i</p>

<p>znalazł w końcu w ustronnym miejscu klomb z kwiatami i jakimiś roślinkami. Wokół nikogo.</p>

<p>Trzeba więc działać. Sprawę rozwiązał właśnie w tym klombie. W tej chwili stał się zapewne już</p>

<p>postacią historyczną bo niewielu raczej może się takim czymś w takim miejscu pochwalić.</p>

<p>Zajęcia i szkolenia w ramach Przysposobienia Wojskowego obejmowały już chłopaków</p>

<p>uczęszczających do męskich liceów. Nie tylko zresztą ich. Były to formacje, które w razie</p>

<p>konfliktu miały wspierać militarnie i nie tylko regularne oddziały obrony kraju. Formowano</p>

<p>nawet z nich pełne jednostki bojowe jak na przykład szwadrony jazdy słynnych ,,Krakusów".</p>

<p>Oprócz tego w sprawności bojowej, ku chwale ojczyzny, doskonaleni byli harcerze i ochotnicy.</p>

<p>Dla dziewcząt i kobiet taką instytucją było Przysposobienie Wojskowe Kobiet. Członkinie zwane</p>

<p>" pewukaczkami" szkolono w tak zwanej służbie pomocniczej, również umundurowano a</p>

<p>nowością u nich wtedy był berecik z orzełkiem.</p>

<p>Felek również na takie szkolenie trafił. Umundurowano ich i odpowiednio wyposażono. Potem</p>

<p>odjechali specjalnym pociągiem do jednej z kresowych mieścin. Tam mieli zdobyć wiedzę</p>

<p>zarówno teoretyczną jak i też trochę sobie postrzelać. Kiedy już dojechali na miejsce, wysypali</p>

<p>się na jedyną ulicę w miasteczku, i głośno się przekrzykując bezładną kupą ruszyli do miejsca</p>

<p>swego przydziału. Po drodze jakiś mocno zdziwiony takim niefrasobliwym i niespotykanym</p>

<p>zachowaniem ludzi w mundurach major, zatrzymał się, podniósł rękę:</p>

<p>-Stać! Co to za wojsko?! Tak się zachowuje?!</p>

<p>-PW- odkrzyknęli...</p>

<p>-Aaaa-machnął ręką i poszedł dalej.</p>

<p>Zajęcia jak to w wojsku. Teoria, musztra, strzelanie i to ostre. Zakończyły się naprawdę niezłą</p>

<p>strzelaniną bo przy udziale artylerii. Na koniec chłopcy, teraz już prawdziwym wojskowym</p>

<p>krokiem uformowani w czwórki jak prawdziwi żołnierze, przemaszerowali przez miasteczko.</p>

<p>Mieszkańcy, którzy tu akurat w większości byli wyznania mojżeszowego, pozatrzaskiwali</p>

<p>okiennice i nigdzie nie widać było żywego ducha. Mieszkając w takim miejscu i w takich</p>

<p>czasach nie byli pewni co się dzieje bo wojsko takie atrakcje urządziło w pobliżu po raz</p>

<p>pierwszy. Może to jakaś wojna znowu się zaczęła? I kto wie co to za wojsko idzie i po co? Z tego</p>

<p>nigdy nic dobrego nie wynika!</p>

<p>VI.</p>

<p>Po ukończeniu Liceum Krzemienieckiego Feluś otrzymał przyzwoitą posadę. Specjalizował się w</p>

<p>ekonomii i prawie krajowym więc nowa jego praca związana była z finansami. Można</p>

<p>powiedzieć taki trochę księgowy. Pensji otrzymał prawie 130 złotych, stał się więc całkowicie</p>

<p>samowystarczalny. Wiedzę cały czas uzupełniał na kursach ( w tamtym tego słowa znaczeniu) w</p>

<p>związku z czym wyruszał często do Stanisławowa, czasami i do Lwowa. Trochę praktykował,</p>

<p>przyuczał się co było mu potrzebne na kursy, w sądzie ale tylko na wydziale, który dzisiaj</p>

<p>nazywałby się cywilnym. Tam przysłuchiwał się naprawdę ciekawym przypadkom konfliktów</p>

<p>międzyludzkich. O cóż to ludzie potrafili się sądzić...Sędziowie, ławnicy i wogóle wszyscy</p>

<p>uczestnicy takich rozpraw czasami naprawdę bardzo musieli się starać aby zachować pełnię</p>

<p>powagi jak na tak szacowny urząd przystało.</p>

<p>Kiedyś stary Żyd odpowiadał za łapanie gołębi i ich zjadanie. Zadanie miał o tyle ułatwione, że</p>

<p>mieszkał na poddaszu i przez okno sięgał na dach gdzie ptaki często przesiadywały. Przyuważył</p>

<p>go ktoś kiedyś i sprawa trafiła tutaj. Przyznał się do winy, ale jeszcze na koniec sędzia zapytał</p>

<p>dlaczego właściwie to robił? Czy mu aż tak takie dzikie ptaki smakowały?</p>

<p>-Oj tak smakowały Wysoki Sądzie- i tu mlaskając gładził się po brzuchu,</p>

<p>-Pyszne były takie.</p>

<p>Okradziony handlarz, również żydowskiej narodowości, dochodził swoich straconych pieniędzy</p>

<p>u człowieka, którego uznał za winnego ich zagarnięcia. Mając do załatwienia interesa w terenie</p>

<p>wynajął furmana i wóz, ukraińskiego chłopa z pobliskiej wioski, z którym objeżdżali okolicę.</p>

<p>Pech chciał, iż nie zdążyli ze wszystkim do końca jak planowali i przyszło im nocować w lesie.</p>

<p>Żyd na szyi miał woreczek z pieniędzmi, bał się jednak, że nocą Ukrainiec mu je ukradnie.</p>

<p>Postanowił nie spać ale zmęczenie brało górę. Twardy był, no niestety nie mógł wytrzymać.</p>

<p>Marzył by choć na chwilkę się zdrzemnąć! W końcu zauważył, że chłop usnął. No teraz tylko</p>

<p>ukryć gdzieś pieniądze i on też mógł odpocząć. Tylko gdzie je ukryć? Starym, znanym sobie</p>

<p>sposobem, to zrobi. Wyszukał młode, wysokie ale giętkie jeszcze drzewko. Jeszcze raz upewnił</p>

<p>się czy furman śpi i nie podgląda. Przyciągnął gibki pień do siebie, na czubek uwiązał swój</p>

<p>drogocenny woreczek i puścił jak sprężynę a zawiniątko dyndało wysoko na czubku niewidoczne</p>

<p>dla wtajemniczonych. Miało swoją wagę więc nic mu nie groziło, żadne nieplanowane</p>

<p>odfrunięcie. Teraz spokojnie można pospać. Bladym świtem dyskretnie udał się pod swoje</p>

<p>drzewko. Chłop spał jeszcze twardo. Zerknął do góry, woreczek wisi, wygląda, że wszystko w</p>

<p>porządku, i objętość i waga. Ściągnął, zagląda do środka a tu normalne...śmierdzące gówno. O</p>

<p>nie! Chyba chłop go przyuważył, okradł a dla uzupełnienia wagi i z czystej złośliwości dośrodka</p>

<p>się sfajdał. Furman przed sądem absolutnie do niczego się nie przyznawał. Przemianę gotówki w</p>

<p>gówno tłumaczył karą boską na niewiernego i złego Żyda.</p>

<p>Trochę podobna była skarga leśnika na zachowanie pewnych młodocianych wieśniaków w lesie.</p>

<p>Otóż ci po załatwieniu potrzeb fizjologicznych używać mieli w celach higienicznych, czyli do</p>

<p>podtarcia, młodych brzózek. Mieli oni przykładać młody pniaczek do tyłka i puszczać go właśnie</p>

<p>w taki sposób jak sprężynę, przy okazji dokonując tej higienicznej właśnie czynności. Oskarżeni</p>

<p>przycisnięci przyznali się do winy a sądzia skomentował:</p>

<p>-Dobrze, że nie próbowali tego z drzewami iglastymi.</p>

<p>Feluś postanowił odwiedzić ojca. Legalnie nie było to za bardzo możliwe. Ale przecież znał</p>

<p>wszystkich i wszyscy jego. Mało tego, wszyscy go bardzo lubili i szanowali. Dotarł więc gdzie i</p>

<p>do kogo trzeba. Przecież to pogranicze, Kresy a chłopcy "pracujący pod znakiem Wielkiej</p>

<p>Niedźwiedzicy" cały czas tu działali.</p>

<p>"Granica wykarmi, granica napoi,</p>

<p>granica pocieszy, granica wystroi".</p>

<p>Tak naprawdę, to całe pograniczne kontrolowane było przez odpowiednie służby zarówno</p>

<p>polskie i sowieckie. W każdej mieścinie był ktoś kto pracował dla służb wywiadowczych czyli</p>

<p>agenci obu stron a często i w jakiś jeszcze sposób powiązani jeszcze z innymi. Przykładem</p>

<p>Ukraińcy, od dawna współpracujący z wywiadem niemieckim, ci z organizacji konspiracyjnych i</p>

<p>niepodległościowych oczywiście. Polski wywiad często wypuszczał z kraju bez nijakich</p>

<p>przeszkód niebezpiecznych działaczy komunistycznych. Była to bardzo wygodna forma pozbycia</p>

<p>się ich bowiem był to już czas wielkich czystek stalinowskich. Los takich "uciekinierów" był z</p>

<p>góry przesądzony, nigdy już nie wracali.</p>

<p>Krótko mówiąc granica była do pokonania dla chcącego. Tak i forsował ją Feluś. Zabierał</p>

<p>oczywiście ze sobą towar bo po pierwsze, u Sowietów wszystko było potrzebne więc wszystko</p>

<p>było dochodowym towarem, a po drugie jeśli łapali bez towaru dawali od razu wyrok za</p>

<p>szpiegowstwo. A to było coś najgorszego, największe przestępstwo to takie przeciwko ludowej</p>

<p>władzy a szpiegowstwo na rzecz imperialistów pod takowe podpadało.</p>

<p>Ojciec wtedy był już starym człowiekiem. Takim go zapamiętał. Spokojnym, opanowanym,</p>

<p>postawnym jeszcze mężczyzną z długą siwą brodą i takimi włosami. Rozmawiali jak to ojciec</p>

<p>synem, prezenty chętnie wszystkie przyjął. Siostra wyszła za mąż za sowieckiego oficera, który</p>

<p>tu kiedys stacjonował. Teraz wyjechali na Ural bo go tam przenieśli. Na pytanie pełne oburzenia</p>

<p>dlaczego to zrobiła, spokojnie odpowiedział:</p>

<p>-A za kogo miała wyjść? Za kołchoźnika? Ty nie wiesz dziecko jak tu jest.- I Felek zrozumiał.</p>

<p>Rzeczywiście było strasznie ciężko po tamtej stronie. Słyszało się o tym ale nie do końca można</p>

<p>to było sobie wyobrazić. Bo i jak? Jeśli już jakiś obywatel sowiecki miał możliwość chociaż</p>

<p>połowić ryby w granicznej rzece lub tylko pojawiał się w polu widzenia kogoś z drugiej strony</p>

<p>granicy, obowiązkowo musiał występować w "odświętnym" ubraniu. Od butów po czapkę. Było</p>

<p>to powodem drwin mieszkających tych na terenie Rzeczypospolitej ale nikt nie rozumiał sytuacji</p>

<p>tam za rzeką.</p>

<p>Felek powtórzył ojcu rymowankę dziecięcą jaką usłyszał:</p>

<p>"Stalin, Stalin daj nam mydła</p>

<p>bo już wszy dostały skrzydła"</p>

<p>i śmiał się, że jak to dzieciaki przekrecały ją na</p>

<p>"Stalin, Stalin daj nam skrzydła</p>

<p>bo już wszy dostały mydła".</p>

<p>Rodzic znowu, jak to on, bardzo spokojnie objaśnił coś niezrozumiałego:</p>

<p>-Ty nie zdajesz sobie sprawy co za to grozi. A inna rzecz, że jak wiesz, mydła naprawdę tu nie</p>

<p>ma a są wszy. A to słyszałeś? Delegacja przyjechała do Stalina i żeby mu dobitnie pokazać jaka</p>

<p>jest bieda jedli siano pod jego oknem. Ten się wychylił i mówi im " siano na zimę zostawcie,</p>

<p>teraz trawę jedzcie".</p>

<p>Było tam zupełnie inaczej. Chociaż to jeden rejon, rodziny często rozdzielone granicą jak i w</p>

<p>jego przypadku było, to on sam już nazywał tutejszych Moskalami. A sowietyzacja robiła tu</p>

<p>swoje. Jak w całym Związku Radzieckim Stalinowi udawało się stworzyć nowy typ człowieka.</p>

<p>Nawet w karty nie było z kim pograć. To znaczy chętni byli, rozrywka bardzo popularna jak</p>

<p>wszędzie. Tylko kartami grali już strasznie sfatygowanymi. Felek ciągle przegrywał. W końcu</p>

<p>rozgryzł Moskala. Karty były znaczone woskiem Walet to dwa punkty więc dwie kropki, dama</p>

<p>trzy i tak dalej. Do aż tak prymitywnego szulerstwa nie był przyzwyczajony.</p>

<p>Oprócz pracy i nauki Feluś robił to co lubił czyli przyroda i sport w każdym wydaniu. A w wolne</p>

<p>dni można było pobawić się na festynach czy na tańcach. Festyny to ciekawe tylko o tyle, że na</p>

<p>świeżym powietrzu. Muzyczka przygrywała, byli tacy co przy tym tańczyli, jadło się smakołyki,</p>

<p>popijało czymś mocniejszym. Panny lubił zabierać tam wtedy na łódkę. Ale później przestał, to</p>

<p>też mogło być niebezpieczne. Wiosłowałeś siedząc tyłem a woda krystalicznie czysta nie była w</p>

<p>tych sadzawkach a wręcz odwrotnie. I pełno jakichś starych powbijanych w dno słupów. Jednego</p>

<p>razu przyrżnął w taki. Jak chlupnęło do środka tym bagnem! Na nowiutką jasną, elegancką i</p>

<p>drogą sukienkę współpasażerki. Zdaje się, że się popłakała. A miało być tak romantycznie, jak w</p>

<p>Wenecji.</p>

<p>Za to potańcówki udawały się zawsze! Tańce, hulanki, swawole jak u poety. Kapela grała</p>

<p>kawałki w stylu "Wesele Mańki Pryszcz" a na parkiecie wywijali wszyscy bez względu na</p>

<p>narodowość, pochodzenie, biedni czy bogaci. Przy stolikach wódeczka i zakąska, bo nie</p>

<p>wszystkim tylko zabawa w formie tańca była w głowie. Od jakiegoś czasu ściany podpierało</p>

<p>dwóch takich i do tego pilnie obserwowali dziewczyny. W głowach coś im siedzieć musiało,</p>

<p>jakiś plan. Wystrojeni w marynarki, kaszkiety i apaszki jak najlepsze lwowskie batiary. W końcu</p>

<p>Michał przechodząc do bufetu, bo alkoholu brakować zaczynało, nie wytrzymał i zapytał:</p>

<p>-Chłopcy a wy czego nie tańczycie?</p>

<p>-Ne, my ne tancjory-odpowiedział z powagą jeden z nich po ukraińsku.</p>

<p>-My jebaki.-szybko objaśnił drugi. Cel ich przybycia na zabawę i powód dziwnego zachowania</p>

<p>to jest obcinania dziewuch, stał się dla Michała jasny i całkowicie zrozumiały.</p>

<p>Do Lwowa też lubił jeździć. To już była znaczna metropolia. Wspaniałe, pięknie rozwinięte</p>

<p>miasto. Z alejami, parkami, pełne zachwycającej architektury i zabytków. Uczelnie wyższe</p>

<p>kształciły masy studentów. Być Lwowiakiem to coś znaczyło. I za takich wielu się chętnie</p>

<p>podawało. Wychodziło jakoś tak, że co szósty obywatel naszego kraju twierdził, że pochodzi z</p>

<p>tego wspaniałego grodu. Dopiero po wnikliwszej analizie faktów przeważnie wychodziło, że tak</p>

<p>naprawdę to miejscem jego urodzenia i zamieszkania jest jakaś dziura gdzieś pod Tarnopolem</p>

<p>czy wręcz w drugą stronę, powiedzmy pod Sanokiem. Oczywiście byli i tacy co irocznie i</p>

<p>szyderczo się o Lwowie wyrażali. Feluś z kolegami doszli kiedyś do przekonania, że to tylko</p>

<p>Krakusy. Powodował to kompleks wywołany przez upadek znaczenia ich miasta w Galicji. Bo to</p>

<p>przeciez Lwów został stolicą a nie Kraków. To lwowskie uczelnie wspaniale się rozwijały.</p>

<p>Miasto się rozbudowywało. Szybciej niż w Krakowie jeździć zaczęły tu tramwaje, pojawiła się</p>

<p>energia elektryczna, gaz, wodociągi i kanalizacja...Albo dworzec! Ten lwowski to chyba trzeci w</p>

<p>Europie, po Paryżu czy Londynie czy jakoś tak. A dworzec w Krakowie? Toż to jak wiejski</p>

<p>budyneczek. I jeszcze wiele, wiele, wiele spraw decydowało o przewadze Lwowa nad</p>

<p>Krakowem. Nikt tego oczywiście nie podnosił i nie zauważał oprócz tych złośliwych i</p>

<p>zakompleksionych. Ale co tam. Jak w batiarskiej przyśpiewce: "a kto Lwowa nie szanui naj nas</p>

<p>w dupę pocałui". Chociaż batiary kochający bardzo swoje miasto też potrafili się sprawnie</p>

<p>odcinać mówiąc tamtym na przykład, że "w Krakowie to nawet jeszcze psy pitolami wody piją"...</p>

<p>Prawdą jest, że jak w każdym wielkim mieście istniał tu i półświatek, którego symbolem był</p>

<p>lwowski batiar. Nie tylko zresztą. "Mieściła" się tu stara, dobra szkoła kasiarzy czyli speców od</p>

<p>obrabiania banków i poważniejszych przestępstw. Ostrzegano więc Felka zawsze przed</p>

<p>przyjazdem tutaj:</p>

<p>-Pamiętaj, że we Lwowie to tylko kurwa i złodziej! Uważaj na ulicach!-On jednak taki klimat</p>

<p>bardzo lubił a i dać sobie zawsze radę też potrafił. W każdej sytuacji. Problemy umiał rozwiązać</p>

<p>dyplomatycznie ale i w mordę dać jeśli trzeba. Będąc tu w celach służbowych i edukacyjnych</p>

<p>ocierał się więc zarówno o wielki świat, ludzi bogatych, wykształconych, kulturalnych jak i</p>

<p>chętnie zaglądał do miejsc odwiedzanych przez batiarkę.</p>

<p>Wysiadając z pociągu, w oczy już na peronach, potrafiły rzucać się dziewczyny uprawiające</p>

<p>najstarszy zawód świata. Szukały i tu frajera a ten wcale aż tak często się nie trafiał. Nudę więc</p>

<p>zabijały jakoś. Raz dorwały starego Żyda w chałacie, zabrały mu kapelusz i rzucały go do siebe</p>

<p>jak piłkę. Ten biedny skakał za nim prosząco pokrzykując:</p>

<p>-Aj, aj, aj, Panie! Oddajcie!</p>

<p>Potem wychodziło się przez eleganckie wnętrza dworcowe, wyłożone pięknymi kamieniami i</p>

<p>ozdobione sztukateriami, na ruchliwą ulicę. Chociaż budynek cofnięty był od jednej z głównych</p>

<p>arterii miasta, ulicy Gródeckiej, to jednak ruch powodowały kursujące tu dorożki, automobile i</p>

<p>grupki ludzi. Ci ostatni oferujący również wszelką pomoc przybyłym do Lwowa.</p>

<p>Wystarczył teraz wskoczyc w dorożkę lub pójść pieszo do Gródeckiej i w lewo do samego</p>

<p>ścisłego centrum. To wcale nie tak daleko. Może 20 minut marszu, może nawet mniej i już</p>

<p>byliśmy przy budynku Teatru Wielkiego na Wałach Hetmańskich. A to już, wraz z położonym</p>

<p>tuż obok właściwie Rynkiem, serce grodu. Po drodze mijało się kościół świętej Elżbiety</p>

<p>znajdujący się bardzo blisko dworca, położoną na wzniesieniu cerkiew świętego Jura i siedzibę</p>

<p>głowy ukraińskiego kościoła oraz kilka innych ciekawych miejsc jak na przykład Brygidki czyli</p>

<p>więzienie. Pozostałe też Felkowi wydawały się znajome ale to dlatego, że słyszał o nich ucząc się</p>

<p>o walkach prowadzonych tu w listpadzie 1918 roku. Góra Stracenia, ulica Bema, szkoła</p>

<p>Sienkiewicza, całe miasto to jedna wielka historia.</p>

<p>Idąc w drugą stronę od Rynku, mijając starą Wieżę Prochową, wchodziło się na Wysoki Zamek.</p>

<p>Najwyżej położony punkt miasta. A widać było calutki Lwów! I pobliski Kopiec Unii Lubelskiej</p>

<p>i Górę Lwią. To tutaj wojska kozackie pod dowództwem Krzywonosa ( tak, tego</p>

<p>sienkiewiczowskiego) pokonały siły polskiego pospolitego ruszenia. Faktycznie tu historia co</p>

<p>krok...</p>

<p>Z Rynku też całkiem blisko na Cmentarz Łyczakowski. Można przejść przy Akademii</p>

<p>Weterynarii ulicą Piekarską i już jesteśmy. Chyba najbliżej. Tu Felek też lubił przychodzić.</p>

<p>Centrum miasta a cisza i spokój zmuszające do zadumy. Cmentarz położony na wzgórzach.</p>

<p>Piękny, zabytkowy. Leży tu wiele znanych osób, Maria Konopnicka, Gabriela Zapolska...To o</p>

<p>ten cmentarz toczyły się walki w 1918 roku, broniły go Orlęta Lwowskie...Tu zginął Jurek</p>

<p>Biczan, symbol tych właśnie Orląt...To o nim było w tej piosence:</p>

<p>"Bije się Jurek w szeregu, cmentarnych broni wzgórz,</p>

<p>krew się czerwieni na śniegu, ach cóż tam krew, ach cóż?"...</p>

<p>W części cmentarza wydzielono obszar, na którym pochowano poległych tu w latach 1918-1920.</p>

<p>Nazwano go Cmentarzem Orląt.</p>

<p>Zastanawiał się Feluś dlaczego Cmentarz Łyczakowski nazywany jest cmentarzem polskim?</p>

<p>Wiele tu polskich mogił ale widział i ormiańskie i niemieckie. A ukraińskich wcale chyba nie</p>

<p>wiele mniej niż polskich. Biorąc pod uwagę to, że Ukraińcy stanowią jakieś 20 procent</p>

<p>mieszkańców Lwowa to pochowano ich tu bardzo wielu.</p>

<p>Jeśli na obiad to nie do eleganckiej restauracji a najlepiej do szynku jak tu nazywali takie knajpy.</p>

<p>Tu gdzie bywa "lwowski ludek", barwne postacie batiarów i zabiegających o ich względy panien.</p>

<p>Felkowi bardzo przypadł do gustu zwłaszcza taki jeden mieszczący się w dwupiętrowej</p>

<p>kamienicy narożnej łączących się ulic Janowskiej i Kleparowskiej. Prawie, że w samym ścisłym</p>

<p>centrum, idąc w kierunku dworca zaraz za Brygidkami. Swoją drogą był to lokal znany bo i o</p>

<p>nim od dawna już lwowska ulica śpiewała:</p>

<p>"Tam na rogu na Janowskiej przy ulicy Kleparowskiej</p>

<p>Tam jest nowe urządzeni, elektryczne oświetleni.</p>

<p>Tam się schodzi panna Mania</p>

<p>I ta spuchła krzywa Frania</p>

<p>Tam się schodzi ludzi moc, i się bawią całą noc....."</p>

<p>Wchodziło się przez bramę prosto z klatki schodowej. W środku klientela spokojna ale barwna.</p>

<p>W ciągu dnia najczęściej wpadało się tu na "halbę" piwa i coś przekąsić. Wybór był niezły, od</p>

<p>rybki po schabowego. Wtedy jeszcze Felek nie wiedział, bo i skąd wiedzieć mógł, że w tym</p>

<p>domu na pierwszym piętrze od ulicy Janowskiej, mieszka jako kilkuletnia dziewczynka jego</p>

<p>przyszła małżonką, z którą spędzi prawie 50 lat swojego życia ale to już nie w tym mieście tylko</p>

<p>zupełnie gdzie indziej.</p>

<p>Bywał też w lokalach o trochę gorszej reputacji. W jednym zwrócił uwagę, że dziewczyna</p>

<p>pracująca w kuchni, mięso na kotlety rozbijała butelką. Następnego dnia spacerując zobaczył</p>

<p>jakiegoś górala sprzedającego swoje wyroby. Czy to był Hucuł czy Podhalańczyk? Trudno było</p>

<p>stwierdzić na pierwszy rzut oka bo wszyscy oni nosili kierpce i takie białe portki, bardzo</p>

<p>podobny styl. Ale w jego ofercie były drewniane tłuczki własnoręcznie wystrugane, nabył więc</p>

<p>Feluś aż dwa takie. Popołudniem zaszedł na obiad do knajpki i obydwa podarował od razu</p>

<p>kucharce. Stał się tam bardzo lubianym klientem. Zaczął spędzać tam więcej czasu. Wśród</p>

<p>batiarki. Wsłuchiwał się w ich gwarę, która stawała się bardzo popularna wśród literatów i</p>

<p>artystów, zapewne i pod wpływem pojawiających się właśnie audycji radiowych, w których</p>

<p>aktorzy takową dokładnie posługiwali się. Tylko, że na żywo nie brzmiała ona aż tak pięknie. To</p>

<p>znaczy nie wszystkie słowa nadawały się do używania akurat na antenie a w mowie potocznej</p>

<p>musiały chyba miec trochę inne znaczenia. Było oczywiście wszędzie słynne "ta joj" ale</p>

<p>ciekawymi zwrotami były też: "nos do dupy...", "naser twoja mater..","ta poszedł żryć..". Dla</p>

<p>wzmocnienia efektu na końcu zwrotu dokładało się jakieś słowo, najczęściej "skurwysynku" jeśli</p>

<p>pieszczotliwie, lub poważniej "skurwysynu". Brzmiało to tak: "nos do dupy skurwysynu, "ta żryj</p>

<p>skurwysynu,"nie wykryncaj mordy", "naser twoja mater skurwysynu, "złam pysk skurwysynu",</p>

<p>"jakiej kurwy mamy mordy drzesz" i tak dalej. A na przykład "laluniu, spójrz cóż to jest za</p>

<p>skurwysynek" to pieszczotliwie kobiety do siebie o dziecku bo właśnie coś wesołego maluch</p>

<p>wywinął.</p>

<p>Tak mijał dzień za dniem. Praca, rozrywka, trochę nauki, znajomi. Nie było źle. Dobrze zarabiał,</p>

<p>były życiowe perspektywy, postanowił więc i trochę zaszaleć. U żydowskiego sklepikarza nabył</p>

<p>na raty piękny rower. Po jakimś czasie w innym sklepie ale również należącym do takich</p>

<p>handlowców, radio. To już było zobowiazanie na kila lat spłacania. Co tam, raz się żyje. Czasami</p>

<p>szkoda było tego grosza odnosić kiedy przychodziły terminy. Wymyślał wtedy na ten żydowski</p>

<p>handel ale innego w okolicy nie było. Kiedy w jednym sklepiku nabył skarpetki a okazało się, że</p>

<p>to towar na potrzeby nieboszczyka bo po godzinie noszenia całkowicie się rozlazły, stracił</p>

<p>cierpliwość. Wrócił z reklamacją ale stary sprzedawca nie uznał takowej.</p>

<p>-Czy wy jeśli rano kogoś nie oszukacie to do tej pory i śniadania nie zjecie? Prawda to chyba</p>

<p>jednak co ludzie o was mówią.-Wyrzucił z siebie trochę wściekły Feluś i pogodził się ze stratą.</p>

<p>Nie to, że ich nie lubił, nawet po takich doświadczeniach. Wśród nich miał wielu kolegów. Jeden</p>

<p>taki, Morduś czyli Mordechaj był bardzo Felkowi oddany. Trochę chyba upośledzony bo nie</p>

<p>bardzo był bystry. Ale dobry człowiek i do tego wielkie, potężne chłopisko. Prawdziwy atleta.</p>

<p>Kiedyś Felek mknął na swoim pięknym rowerze. Zbliżał się do mostu a tam stała grupka jakiś</p>

<p>nieznanych mu chłopaków. Takie jakieś typowe, prowincjonalne łobuzy. Chyba Polacy bo</p>

<p>między sobą rozmawiali po polsku. Trochę dziwni, strugali cwaniaków.</p>

<p>-Ty, zrzuć go z tego roweru!-usłyszał nagle Felek jak to knują coś już pod jego adresem. Długo</p>

<p>nie czekał. Stara zasada-uderzaj pierwszy, z zaskoczenia. Szybko zeskoczył z roweru, niedoszli</p>

<p>napastnicy nie zdążyli się zorientować jeszcze o co chodzi. Jeden i drugi nagle dostali szybko</p>

<p>pięścią w szczękę. Dość solidnie, trochę ich zaskoczyło. Trzeci kopniaka poniżej pasa. Z takim</p>

<p>zabijaką to nie przelewki, trzeba się ewakuować. Uciekać zaczęli na drugą stronę mostu.</p>

<p>Zapewne planowali dalej ale niespodziewanie pojawił się Morduś. Rozłozył szeroko ręce i</p>

<p>zagarnął nieszczęśliwych zbiegów do kupy. Co ich potem naprali po mordach!</p>

<p>W bardzo popularnej restauracji krzemienieckiej, która nosiła nawę "Udziałowa", Felek spotykał</p>

<p>się z przyjaciółmi. Tam można było i dobrze zjeść i pogadać po kumplowsku przy pełnym szkle.</p>

<p>Jeden z kolegów, zawodowy muzyk, zawodowo służył w 12 Pułku a konkretnie w pułkowej</p>

<p>orkiestrze. Wzrostu metr pięćdziesiąt z kawałkiem ale wielki duchem i swój chłop. Z wojska</p>

<p>wyleciał jednak w końcu, po tym jak ożenił się bez zgody dowództwa. Opowiadał często</p>

<p>wojskowe różne smaczki, o starozakonnych również ale bez złości, tak bardzo wesoło i całą</p>

<p>prawdę, to co widział i nie zmyślał.</p>

<p>-Słyszałeś Felek jak oni mówią o Rydzu-Śmigłym? "Panie Rygły-Śmidz...".</p>

<p>-A wiesz co ostatnio widziałem przypadkowo jak szkolili rekrutów? Ćwiczyli wsiadanie na</p>

<p>konia, wszyscy wskoczyli a jeden taki wylądował tył na przód. Odwrotnie siedzi. Wachmistrz</p>

<p>patrzy zdziwiony i rozdarł się "co ty wyprawiasz!". A ten cwaniak wiesz co mu odpowiedział?</p>

<p>"A skąd Pan wachmistrz wie, w którą ja stronę będę jechał? I tak dobrze, że nie udawał, że</p>

<p>rozkazów nie rozumie. Kiedyś jak jeden Ukrainiec tak robił, no, że komendy nie rozumie "na</p>

<p>koń", to mu wachmistrz po ukraińsku rozkazał. Wiesz jak? "Hop sraku na kulbaku". A jeden</p>

<p>Żydek ostatnio i kapralem nawet został, taki zwykły z poboru bo oficerów przecież jest trochę</p>

<p>takiego pochodzenia. Tylko z polskim miał problemy czasami. Zamiast rozkaz wydać "biegiem</p>

<p>marsz" to "biegiem bieg" zarządził.</p>

<p>Inny kolega studiował medycynę. Kiedy zjawiał się w Krzemieńcu także obowiązkowo</p>

<p>meldował się w "Udziałowej". I też opowiadał co tam słychać w wielkim świecie nauki.</p>

<p>-Ale ostatnio był numer! Profesor nas oprowadzał po szpitalu jak zawsze. Coś nam pokazywał,</p>

<p>jakiś przypadek na pacjencie. Ten leżał rozebrany na brzuchu. Nagle profesor mówi tak: "kto</p>

<p>zrobi teraz to co ja i dokładnie jak ja zaliczam semestr". Po czym wsadził palec w tyłek choremu</p>

<p>i potem taki oblizał. Jakoś nikt się nie kwapił zrobić to co on. W końcu taki jeden się podjął."Ja</p>

<p>tak zrobię, co za problem". I już widział się zwolnionym z nauki i egzaminu. Wsadził palec w</p>

<p>dupę, później do gęby i czeka zadowlony i dumny. A profesor:"niestety Pan nie zdał. Lekarz a</p>

<p>szczególnie chirurg musi być bardzo spostrzegawczy. Otóż ja ten palec wsadziłem pacjentowi w</p>

<p>odbyt ( tu pokazał serdeczny) a ten oblizałem ( wskazujący). Pan wsadził i oblizał swój palec</p>

<p>wskazujący".</p>

<p>-A słyszeliście chłopaki jak to dwóch Żydów poszło się ochrzcić?</p>

<p>-Nie! Dawaj! Opowiadaj!</p>

<p>-Dobra. Postanowili się ochrzcić ale trochę się bali. Losowali, który pierwszy. Jeden się ochrzcił,</p>

<p>wychodzi już po wszystkim taki dumny a ten drugi wystraszony pyta " no i jak to jest, boli?". A</p>

<p>ten wychrzczony do niego "a ty mi parszywy Żydzie dupy nie zawracaj!".</p>

<p>-Ale wy grubicie. To i ja gorszy nie będę. Hrabia miał kucharza. Mistrza nad mistrzami. Potrafił</p>

<p>zrobić wszystko i tak, że oderwać się od tego nie można było. Tylko pan hrabia był bardzo</p>

<p>nerwowym i niezrównoważonym człowiekiem. Czasami się zapominał i strasznie poniewierał</p>

<p>ludźmi. Obrażał, poniżał, wyzywał. Naszemu kucharzowi też się często obrywało. A jak już</p>

<p>kiedyś usłyszał, że nie potrafi dobrze gotować i czasami coś spieprzy..."O ty" pomyślał sobie i</p>

<p>postanowił w duchu:"poczekaj, ja Ci takie danie zrobię z takiego czegoś kiedyś, że zeżresz i</p>

<p>nawet nie zauważysz co to było a smakować będzie...a to będzie moja piękna zemsta". Długo nie</p>

<p>przyszło czekać. Jednego razu na dwór jaśnie pana zawitali dragoni. Popili, pojedli, odpoczęli.</p>

<p>Srać chodzili za stodołę bo tylu ich było, że w kolejce stać nie chcięli do sracza. Kucharz</p>

<p>wykorzystał moment. Kiedy sprzątano dragonie gówna kazał i sobie trochę tego przynieść.</p>

<p>Przyrządził hrabiemu obiad. Z przyprawami, z cebulką, z zieleninką, z grzybkami. Pięknie podał,</p>

<p>doprawił, ozdobił. Jaśnie pan się zajadał...."Mmm, Janie jakie to dobre, jakie to smaczne, nie</p>

<p>znam takiego dania. Jak to się nazywa Janie?". "A to danie jaśnie wielmożny panie nazywa się</p>

<p>Dragonia".</p>

<p>-Fuuuuuuuuuuu!!!! Przesadziłeś chyba z tą opowieścią!</p>

<p>-Jeden kupiec żydowski mi opowiadał jak to kiedyś przypadkiem musiał nocować u chłopa na</p>

<p>wsi w jego chałupie. Kupę pieniędzy miał przy sobie to się trochę bał. Zarżnąć mogli i</p>

<p>obrabować. Na noc kaszy i grochu pojedli i spać poszli. Ten się bał usnąć, leżał za taką zasłonką</p>

<p>bo to prawie jak w jednej izbie. U tamtych groch w jelitach zaczął działać. Pierdzenie zdrowe. A</p>

<p>Żydowi w tej psychozie się zdawało, że te ich fuuuuuurtt, prrrr, pszszszzzzzzzzzzz to brzmią</p>

<p>inaczej. Usłyszał jak najpierw jeden niby mówi "bieszzzzzzz nószszzzzzzzzzzzzzz" a drugi mu</p>

<p>odpowiada "nie ruszzzzzzzzzzzz Żyd,ddddddddddd".</p>

<p>Tego jesze Felek nie znał. Bywał często służbowo w wiejskich obejściach. Jeździł konno po</p>

<p>wszystkich dzierżawcach i odwiedzać musiał też czasami sołtysów. No takie przygody jak temu</p>

<p>handlarzowi jemu się nie przytrafiały. Był zawsze gościnne przyjęty i poczęstowany wspaniałym,</p>

<p>domowym jadłem i kwasem chlebowym czy czymś mocniejszym. Najbardziej lubił pierogi.</p>

<p>Zwłasza te duże, takie jeden na cały talerz, ukraińskie. Fakt, czasami było zabawnie. U polskich</p>

<p>gospodarzy zapamiętał taką rozmowę. Mama pyta syna "co ojciec robią?" a ten szczerze</p>

<p>odpowiada "zjedli obiad i chleb teraz jedzą". U Ukraińców raz nastoletni syn, nie zważając na tak</p>

<p>ważnego gościa, ponieważ ojciec zagnał go do roboty w chałupie i wyjść nie pozwalał zanim nie</p>

<p>skończy, usprawiedliwiał się dlaczego on na zewnątrz musi: "tato, ja hoczu sraty".</p>

<p>Końca nie było historyjkom.</p>

<p>-Wiecie jak to pop poszedł na katolicki pogrzeb. Spodobało mu się jak ksiądz mówił " z prochu</p>

<p>powstałeś i w proch się obrócisz". Potem chował i swojego parafianina. Chciał też to powiedzieć</p>

<p>ale zapomniał jak to dokładnie było. Za cholerę sobie przypomnieć nie mógł. Myśli, myśli, myśli</p>

<p>i w końcu "aaa...z p....y wyszoł, w p...u paszoł!".</p>

<p>-A widzieliście jak panienki ze szkoły żeńskiej na murze wypisują? Tak po kolei wyznają</p>

<p>uczucia. Piszą tak:"kocham Staszka. Marysia. Kocham Tadeusia. Zosia. Kocham Walerego.</p>

<p>Krystyna. Kocham Jasia. Weronika..." i taka lista chyba na pół metra. A jak tamtędy ostatnio</p>

<p>przechodziliśmy z Luckiem ten wiecie co zrobił? Podkreślił wszystko grubą krechą i podpisał</p>

<p>"kurwy". Pięknie podsumował, co?</p>

<p>Przy innym stoliku popijali zdrowo oficerowie. Przyjezdni, nie tutejsi z 12 Pułku. Czasami w</p>

<p>okolicach Krzemieńca odbywały się manewry i różnego rodzaju gry wojenne. To był już ich</p>

<p>ostatni wieczór chyba bo wspominali a raczej jeden relacjonował pozostałym:</p>

<p>-Manewry jak manewry panowie. A wy wiedzieliście, że ta Białokrynica słynna jest też z</p>

<p>tutejszej szkoły? Tej gdzie uczą na leśniczych? W przerwie w ćwiczeniach zdążyliśmy zwiedzić</p>

<p>Ławrę Poczajkowską. To taka tutejsza prawosławna Kalwaria. Założył ją kiedyś jeden z</p>

<p>Potockich. Wielu pątników tam przybywa. Wisi tam taki obraz co przedstawia szturm aniołów na</p>

<p>Tatarów oblegających Poczajów. Warto mieć zawsze taki odwód niebieski żeby go wykorzystać</p>

<p>w sytuacjach bez wyjścia.....</p>

<p>"Udziałowa" była spokojnym miejscem, raczej nic tu się nigdy niebezpiecznego nie działo.</p>

<p>Nijakich awantur. Czasami tylko Pan Radca poszumiał. Tytuł "Radcy" nosił chyba tylko</p>

<p>grzecznościowo, przynajmniej nikt nie wiedział dlaczego ale tak się utarło i już. Osadnik</p>

<p>wojskowy, działacz polityczny na lokalnycm szczeblu oczywiście. Wielki chłop z wielkim</p>

<p>brzuchem. W klapie marynarki Virtuti którejś tam klasy. Bo uhonorowany takim odznaczeniem</p>

<p>za poprzednie wojny był. Te jego ekscesy kończyły się też raczej spokojnie. Pokrzyczał,</p>

<p>powyzywał, powietrze z niego uszło i stawał się normalny. Raz tylko, zaraz na samym początku</p>

<p>jego tutejszej kariery, próbowała interweniować policja. Stanął wtenczas dumnie, odkrył swoje</p>

<p>Virtuti, pokazał policjantom. Ci przyjęli postawę na baczność, zasalutowali i tym się na tyle</p>

<p>dowartościował, że aż się uspokoił. Przeciwników politycznych w okolicy zbyt poważnych nie</p>

<p>miał. Tu większość popierała Marszałka. Swoją energię zużywał więc na walkę z mniejszościami</p>

<p>narodowymi a konkretnie na Ukraińcach. Do czasu. Któregoś dnia wracał z miasta bryczką do</p>

<p>domu. Jechał z żoną. Na drogę wyszło trzech zamaskowanych mężczyzn. Zatrzymali konia, w</p>

<p>rękach pojawiły się pistolety. zona zaczęła krzyczeć, Radca podniósł się gniewnie.</p>

<p>-My do Pani nic nie mamy i nic nie chcemy-powiedział do kobiety jeden z napastników. Kilka</p>

<p>strzałów i wyrok na Panu Radcy został wykonany.</p>

<p>Było to coś niespotykanego w tej okolicy. Gdzieś tam z kraju dochodziły słuchy o jakichś</p>

<p>pojawiających się problemach narodościowych. Nasiliły się zwłaszcza po śmierci Piłsudskiego.</p>

<p>Ale tu, przynajmniej dla Felka i kręgu jego znajomych, współistnienie kilku narodowości pod</p>

<p>polskim godłem było czymś całkowicie normalnym i bezproblemowym. Tak to widzieli i</p>

<p>odbierali. Nawet po tak głośnej sprawie, jaką było zabicie ministra Bronisława Pierackiego.Jakoś</p>

<p>do ludzi tu niebardzo docierało, że są w Polsce ukraińscy nacjonaliści, którzy aż do czegos</p>

<p>takiego mogli się posunąć. Aż tak źle im w Polsce? Dziwna to była sprawa. Jesienią 1934 roku</p>

<p>bojowe skrzydło Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów czyli Ukraińska Organizacja Wojskowa</p>

<p>przyznała się do przeprowadzenia tego zamachu. W swoim oświadczeniu napisali:</p>

<p>"15.VI.1934 bojowiec UWO wykonał w imieniu ukraińskiej rewolucji narodowej wyrok śmierci</p>

<p>na jednym z katów narodu ukraińskiego. 15.VI.1934 bojowiec UWO zabił w Warszawie Ministra</p>

<p>Spraw Wewnętrznych polskiego Rządu okupacyjnego na ZUZ – Pierackiego.</p>

<p>Czyn bojowca, uderzając w lackiego ministra Pierackiego, jako jednego z twórców, realizatorów</p>

<p>i przedstawicieli okupacyjnego lackiego panowania na ZUZ, uderzył tem samem w system</p>

<p>gnębicielskiego panowania Lachów nad narodem ukraińskim ZUZ"</p>

<p>Znowu politycy polscy, przynajmniej niektórzy, również o tym wszystkim dziwnie się</p>

<p>wypowiadali. Witos przykładowo napisał:</p>

<p>"22 lipca 1934 r. przybył Bagiński (Kazimierz)z wiadomościami. (...) Posiada zupełnie pewne</p>

<p>wiadomości, że Pierackiego zamordowali przyjaciele polityczni. Znaleziona bomba pochodzenia</p>

<p>ukraińskiego była umyślnie podrzucona, by zmylić ślady. Zupełnie bezpodstawne jest</p>

<p>aresztowanie studenta ukraińskiego".</p>

<p>A starosta gnieźnieński Julian Suski:</p>

<p>"Pieracki był jedynym pośród bliskich Marszałka, który pragnął porozumienia z obozem</p>

<p>narodowym i jego śmierć była prawdopodobnie zamknięciem tych planów. I dlatego nie wierzę,</p>

<p>by była ona postanowiona przez Ukraińców".</p>

<p>Teorie spiskowe były różne. Może to stał się przez to, że Pieracki uczestniczył kiedyś w tajnych</p>

<p>misjach zlecanych mu przez Piłsudskiego? Albo to przez Niemców, przecież na kilka godzin</p>

<p>przed śmiercią żegnał na dworcu będącego w Polsce z wizytą Goebbelsa? Wersja ukraińska</p>

<p>zamachu była najmniej popularna i często z nią polemizowano. Ukraińska gazeta "Diło" pisała:</p>

<p>"zamachowiec był albo urodzonym warszawianinem, albo znał doskonale topografię Warszawy",</p>

<p>"Jeśli już przyjąć, że za zamachem na Pierackiego rzeczywiście ukrywała się OUN, to jak</p>

<p>zrozumieć, że na wykonawcę zamachu wyznaczono Maciejkę, nierozgarniętego półanalfabetę,</p>

<p>który gdyby został schwytany, skompromitowałby na sali sądowej Ukrainę i jej</p>

<p>niepodległościowe marzenia. To niemożliwe. Nie my zabiliśmy Waszego ministra".</p>

<p>Śmierć ministra zrobiła jednak swoje. Stepan Bandera stał się idolem dla wielu Ukraińców</p>

<p>marzących o niepodelgłej Ukrainie a rząd polski szykował się do wielu radykalnych posunięć.</p>

<p>Nad trumną Pierackiego premier Kozłowski zapowiadał:</p>

<p>"Rząd Rzeczypospolitej jest zdecydowany dać społeczeństwu i naszej dobrej sławie narodowej</p>

<p>satysfakcję za tę obrazę i zadośćuczynienie za życie Bronisława Pierackiego oraz sięgnąć po</p>

<p>stanowcze środki pohamowania instynktów, z których rodzi się zbrodnia".</p>

<p>Akcja niszczenia prawosławnych obiektów sakralnych rozpoczęta w maju 1938 roku na poprawę</p>

<p>stosunków narodowościowych nie wpłynęła pozytywnie. Niszczone miały być niby tylko</p>

<p>cerkwie na ziemiach niezamieszkałych już przez ludność prawosławną na terenach</p>

<p>Lubelszczyzny, Chełmszczyzny czy Zamojszczyzny. Nie liczono się jednak wogóle z potrzebami</p>

<p>religijnymi ludnosći a przy okazji często dawano przykłady bezmyślnego wandalizmu.</p>

<p>Zniszczono i świątynie będące wspaniałymi zabytkami kultury materialnej i architektury</p>

<p>cerkiewnej.</p>

<p>Słuchy o tym dochodziły i tutaj umiejętnie jeszcze podsycane przez ukraińskich nacjonalistów.</p>

<p>Kolega Felka z pracy, Mykoła kiedyś i ten temat poruszył:</p>

<p>-Wiesz Feluś, ja to do cerkwii raczej tylko za dziewuchami chodzę. W Polsce też mi się całkiem</p>

<p>dobrze żyje. Ale jakbyś ty zareagował gdyby to polskie kościoły zaczęli niszczyć? No jak?</p>

<p>Pozwoliłbyś?-</p>

<p>Wtedy Felek zrozumiał, że znowu nadchodzą straszne czasy. Ale jak straszne będą tego jeszcze</p>

<p>wtenczas nikt nie mógł sobie do końca wyobrazić.</p>

<p>VII.</p>

<p>I nadszedł sierpień 1939 roku. Mobilizacja. Felka nie wzięli póki co. Miał stać się żołnierzem</p>

<p>dopiero później, tak pod koniec września. Chyba mama się o to postarała. Jako lekarz znała wielu</p>

<p>i na razie go wyreklamowała. Najmłodszy syn. Teraz poszedł na wojnę jego brat jako kapitan</p>

<p>rezerwy. Wielu znajomych i rówiesników również, w tym i Michał. Felkowi był trochę głupio,</p>

<p>był przecież patriotą i prawdziwym mężczyzną, wojska i wojny się nie bał. Argumentację matki</p>

<p>jednak zrozumiał i przyjął. Jego kolej przecież też miała nadejść.</p>

<p>12 Pułk Ułanów Podolskich załadował się w pociągi i odjechał bronić zachodnich granic przed</p>

<p>Niemcami. Wspaniale prezentowali się kawalerzyści w nowych polowych mundurach. Żegnano</p>

<p>ich przy orkiestrze "z wódką i Bogiem".</p>

<p>Wojna. Słuchało się komunikatów z frontu. Początkowo z optymizmem. Później pojawiać w</p>

<p>okolicy zaczęli się uchodźcy. Różni. Wielu znacznych ludzi i ich rodziny. Tu nawet planowano</p>

<p>formować nowe jednostki i stworzyć bastion do kontynuowania walk w oparciu o granice z</p>

<p>Rumunią i Węgrami.</p>

<p>Stało się jednak coś czego nikt się nie spodziewał. Przecież nikt nie znał planów i treści</p>

<p>porozumienia niemiecko-sowieckiego. Sowieci zgromadzili potężne siły wzdłuż granicy z</p>

<p>Polską. Podzielono je na dwa fronty.Front Białoruski i Front Ukraiński. Krzemieniec znalazł się</p>

<p>na kierunku działania Frontu Ukraińskiego, którym dowodził Siemion Timoszenko. Celem jego</p>

<p>były Dubno, Łuck, Włodzimierz Wołyński, Chełm, Zamość, Lublin, Tarnopol, Lwów, Czortków,</p>

<p>Stanisławów, Stryj, Sambor, Kołomyja. 16 września wieczorem dotarł do nich tajny rozkaz</p>

<p>Woroszyłowa nr 16634, który brzmiał:"uderzać o świcie siedemnastego". Rozpoczęły się</p>

<p>regularne działania wojenne. Opór jednostkom Armii Czerwonej stawić mogły tylko związki</p>

<p>taktyczne Korpusu Obrony Pogranicza, Brygada Rezerwowa Kawalerii Wołkowysk a póżniej i</p>

<p>Grupa Operacyjna Polesie. Rząd Rzeczypospolitej ewakuował się za granicę. Wódz Naczelny</p>

<p>Marszałek Edward Śmigły-Rydz wydał dyrektywę, która mogła zdezorientować:</p>

<p>"Sowiety wkroczyły. Nakazuję ogólne wycofanie na Rumunię i Węgry najkrótszymi drogami. Z</p>

<p>bolszewikami nie walczyć, chyba w razie natarcia z ich strony lub próby rozbrojenia oddziałów.</p>

<p>Zadanie Warszawy i miast, które miały się bronić przed Niemcami – bez zmian. Miasta do</p>

<p>których podejdą bolszewicy, powinny z nimi pertraktować w sprawie wyjścia garnizonów do</p>

<p>Węgier lub Rumunii".</p>

<p>Na zajetych terenach wraz Armią Czerwoną pojawiły się specjalne grupy operacyjne NKWD. Ich</p>

<p>zadaniem było zniszczenie struktur państwowych Rzeczypospolitej i stworzenie w ich miejsce</p>

<p>nowych organów władzy. Zajmowali w pierwszej kolejności wszystkie urzędy. W ich posiadaniu</p>

<p>były listy przygotowane przez sowiecką agenturę, na podstawie których dokonywali aresztowań.</p>

<p>Dochodził też często do zbrodni wojennych. Sam Timoszenko napisał w jednej z odezw:</p>

<p>"Bronią, kosami, widłami i siekierami bij swoich odwiecznych wrogów – polskich panów".</p>

<p>NKWD czynnie pomagały szybko zorganizowane bojówki, które szumnie nazwano milicją</p>

<p>ludową.</p>

<p>Innym bardzo ważnym problemem było gwałtowne zubożenie społeczeństwa. Do Związku</p>

<p>Radzieckiego wywozić zaczęto co tylko przedstawiało jakąkolwiek wartość. Od zakładów</p>

<p>przemysłowych, maszyn, pojazdów po żywy inwentarz. Ograbiono też wszystkie muzea i zbiory</p>

<p>prywatne. We wrześniu 1939 roku wartość polskiego złotego zrównano z rublem. To między</p>

<p>innymi spowodowało i znacznie przyśpieszyło zniknięcie wszelkich towarów z rynku.</p>

<p>Zablokowano również wszystkie konta bankowe i skonfiskowano oszczędności obywateli.</p>

<p>Szybko uporano się ze stworzeniem radzieckiej administracji państwowej. W październiku</p>

<p>przeprowadzono wybory do Zgromadzenia Ludowego Zachodniej Ukrainy. Następnie to samo</p>

<p>zgromadzenie obradujące we Lwowie ogłosiło:</p>

<p>"Naród ukraiński w byłym państwie polskim skazany był na wymarcie ... Polscy panowie robili</p>

<p>wszystko, by spolszczyć ludność ukraińską, zakazać używania słowa Ukrainiec i zastąpić je</p>

<p>słowem bydło i chłop ... Armia Czerwona, wypełniając wolę wielkiego narodu radzieckiego,</p>

<p>wyciągnęła do mas pracujących Zachodniej Ukrainy pomocną dłoń i oswobodziła je z ucisku</p>

<p>polskich kapitalistów i obszarników. Zgromadzenie Ludowe Zachodniej Białorusi obradowało</p>

<p>pod hasłem śmierć białemu orłowi".</p>

<p>Ustanowino władzę radzieckę na zajętych obszarach i zwrócono się do Rady Najwyższej ZSRR z</p>

<p>prośbą o przyłączenie do Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej. Oficjalnie stało się</p>

<p>to dnia 1 listopada 1939 roku. Dekret z 29 listopada stanowił o tym, że wszyscy dotychczasowi</p>

<p>zamieszkujący tu obywatele polscy stają się obywatelami radzieckimi ze wszystkimi tego</p>

<p>następstwami.</p>

<p>Początkowo część ludności ukraińskiej, zwłaszcza wielu młodych, niepamiętających</p>

<p>bolszewików z roku 1920, z radością powitała upadek państwa polskiego. Szybko jednak</p>

<p>zrozumieli, że nowe władze Ukrainę widzą tylko jako radziecką republikę. Rozpoczęły się</p>

<p>represje wobec ukraińskich działaczy niepodległościowych takie same jakie dotyczyły innych</p>

<p>wrogów sowieckiego państwa.</p>

<p>Tu w okolicy represje i wywózki na wschód w pierwszej kolejności dotknęły rodziny osadników</p>

<p>wojskowych i służby leśnej. Dobrowolnie działało też wielu konfidentów starając się pomóc</p>

<p>nowej władzy.</p>

<p>Jednego dnia do mieszkania Felka zapukał ktoś energicznie w drzwi. Otworzył i zobaczył</p>

<p>funkcjonarusza NKWD wraz z właścicielem sklepu gdzie nabył jakiś czas temu radio na raty.</p>

<p>Rosjanin zapytał:</p>

<p>-U Was jest radio? Ten towarzysz mówi, że kupiliście u niego. Teraz trzeba je nam oddać.</p>

<p>Felek radio zdążył już sprzedać ale tego nie powiedział.</p>

<p>-Wojsko zabrało jak tu było. Polskie.</p>

<p>-Ale raty nie zapłacone wszystkie!!!-zmartwił się handlarz.</p>

<p>-Raty nie raty, radia nie ma już. Panowie zdążyli zabrać.Idziemy.-Zakomenderował NKWD-zista</p>

<p>i poszli.</p>

<p>Po kilku dniach podobna sytuacja. W drzwiach inny podoficer i żydowki sklepikarz, tym razem</p>

<p>ten, który sprzedał Felkowi rower.</p>

<p>-Roweru nie mam już. Wojsko zabrało!</p>

<p>Tym razem była to prawda ale goście niczego nie uzyskali. Nowa władza nie windykowała</p>

<p>imperialistycznych zadłużeń.</p>

<p>Na Żydów też przyszła kolej. Zwłaszcza ta trzecia wywózka. Jakieś 80 procent wywiezionych</p>

<p>wtedy to byli właśnie Żydzi. Bo stalinowska sprawiedliwość sięgała wszystkich.</p>

<p>Granicy, którą kiedyś nielegalnie przekraczał już nie było. Ale ojciec zmarł. Okazało się, że</p>

<p>siostra też. Gdzieś tam na dalekim Uralu, na który wyjechała z mężem. Podczas srogiej zimy</p>

<p>zaziębiła się poważnie, wynikło z tego zapalenie płuc i koniec. Poległ też brat na Lubelszczyźnie</p>

<p>jeszcze we wrześniu. O tym Felek z matką jeszcze nie wiedzieli. Tylko od Michała dotarły jakieś</p>

<p>wieści cudem przez kogoś przekazane. Przeszedł ze swoim oddziałem do Rumunii.</p>

<p>W państwie radzieckim wszyscy musieli pracować. Ktoś umiejący tak dobrze rachować jak Felek</p>

<p>też był potrzebny. Notował i podliczał więc dobra należące teraz do całego radzieckiego narodu,</p>

<p>jak mówił znajomym, do pracy poszedł "z własnym ołówkiem bo Moskale niczego takiego nie</p>

<p>dawali". Modlił się aby nie wcielono go do Armii Czerwonej co przydarzało się teraz niektórym.</p>

<p>Póki co się udawało. Najtrudniej było z żywnością. Kiedyś będąc służbowo w jakiejś wiosce, jak</p>

<p>w dawnych dobrych czasach, widział jak tam żołnierze postawili kuchnię polową. Stary jakiś</p>

<p>podoficer coś tam niby pichcił a wokół zebrała się zaraz gromadka głodnych miejscowych</p>

<p>dzieciaków. Zamieszał chochlą, przelewał wodnistą zupinę:</p>

<p>-Co ja wam mogę jeść dać jak tu krupa szuka krupy?</p>

<p>W tak beznadziejnej sytuacji pojawiały się dowcipy o okupantach. Śmiać się przecież też</p>

<p>trzeba. Jeden taki właśnie Felek usłyszał od kolegi.</p>

<p>-Wiesz, przyszli Ruscy do nas. Jednemu bojcowi zachciało się za potrzebą ale nie było gdzie i jak</p>

<p>za bardzo się schować a tu ludzie na ulicy. Wbił więc bagnet, kucnął za nim i sra. Tak się</p>

<p>schował. Ludzie patrzą i się śmieją z niego a on "wot Polaki, jaki mądry naród, nawet przez</p>

<p>żelazo widzą".</p>

<p>Jakoś sobie radził jednak. Wystarczało mu niewiele. Dokarmiał też błąkające się psy. Dwa takie</p>

<p>przywiązały się do niego. Czekały ale nie tylko na miskę bo Felek był człowiekiem, którego</p>

<p>zwierzęta takie jak psy i konie bardzo lubiły i lgnęły do niego a on odwdzięczał się im tym</p>

<p>samym. Przecież już od dziecka tak to z nim było. Dobre serce o mało nie doprowadziło go do</p>

<p>kłopotów, które mogły mieć dość poważne następstwa. Jedna z kobiet mieszkająca w pobliżu,</p>

<p>można powiedzieć, że sąsiadka, przyuważyła to dokarmianie piesków. Jakże tak można? Przecież</p>

<p>jeść nie ma co a tu psy będą zżerać takie dobra? Niewytrzymała i w końcu przyłapała Felusia</p>

<p>robiąc wielką drakę.</p>

<p>-Psy trzeba zabić!-Takie były ostatnie słowa z jej wywodów. Czekała teraz chyba aż on to w tej</p>

<p>chwili zrobi. Zadeklarowała się, że ona kogoś zawoła do pomocy i ten nie będzie miał oporów.</p>

<p>Pomoże jeśli Felek jest taką pierdołą i nie potrafi. Teraz i on nie wytrzymał. Z babą się inaczej</p>

<p>nie dało jak tylko ostro odpowiedzieć.</p>

<p>-Odczep się kobieto! Jak można psy zabić! Co one nam zrobiły?!-Następnie dołożył jeszcze</p>

<p>epitet:</p>

<p>-Stara k...a!</p>

<p>Zorientował się, że to jednak nieładnie, jacyś przechodnie przyglądali się całej sytuacji.</p>

<p>-Przepraszam.- zmusił się aby dość głośno to zabrzmiało.</p>

<p>Baba jednak nie odpuściła. Złożyła skargę, sprawa trafiła przed sąd. Musiała być nie bardzo</p>

<p>normalna bowiem wszyscy wiedzieli czym może zakończyć się kontakt z tego typu instytucją.</p>

<p>Dla oskarżonego oczywiście. Lepiej dmuchać na zimne, nie mieć z nimi żadnego kontaktu.</p>

<p>Przyszło jednak wezwanie i stawić się trzeba było.</p>

<p>Zebrał się sąd w imieniu Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej, Związku</p>

<p>Radzieckiego i Towarzysza Stalina. Wysłuchał oskarżenia, stron i świadków. Na szczęście dla</p>

<p>Feliksa, powiedział on wtedy słowo przepraszam. Świadkowie jak i sama powódka potwierdzili.</p>

<p>To zadecydowało o jego uniewinnieniu. Władza ludowa jest jednak sprawiedliwa.</p>

<p>VIII.</p>

<p>Z żadną polską organizacją podziemną Felek nie mógł nawiązać kontaktu. Słyszał już, że takie</p>

<p>działają ale nie wiedział jak tam dotrzeć. Chciał coś robić a nie tylko biernie czekać. Orientował</p>

<p>się, że działa tu cały czas dobrze zakonspirowana Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów. Oni</p>

<p>od zawsze byli w konspiracji doskonale więc sobie z tym radzili. Byli przygotowani do podjęcia</p>

<p>wszelkich działań, zbrojnych również. Pod okupacją niemiecką działały już legalnie ich</p>

<p>organizacje. Czego po nich można się będzie spodziewać też się domyślał. Zresztą co można</p>

<p>pomyśleć sobie jeśli już od dawna, od wielu lat krążyły takie ulotki i odezwy przez nich</p>

<p>wydawane:</p>

<p>"Trzeba krwi – damy morze krwi! Trzeba terroru – uczyńmy go piekielnym. Trzeba</p>

<p>poświęcić dobra materialne – nie zostawmy sobie niczego. Nie wstydźmy się mordów,</p>

<p>grabieży, podpaleń. W walce nie ma etyki. Każda droga, która prowadzi do naszego</p>

<p>najwyższego celu, bez względu na to, czy nazywa się bohaterstwem czy podłością jest</p>

<p>naszą drogą</p>

<p>lub:</p>

<p>"Całkowite usunięcie wszystkich okupantów („zajmańców”) z ziem ukraińskich, co nastąpi w</p>

<p>toku rewolucji narodowej i otworzy możliwości rozwoju narodu ukraińskiego (Nacji</p>

<p>Ukraińskiej), zabezpieczy tylko system własnych militarnych sił i celowa polityka sojusznicza"</p>

<p>"Kiedy nadejdzie ten nowy, wielki dzień, będziemy bez litości. Nie będzie żadnego zawieszenia</p>

<p>broni, nie powtórzy się ani perejasławska, ani hadziacka umowa – przyjdzie nowy Żeleźniak,</p>

<p>nowy Gonta. Nie będzie miłosierdzia ani dla wielkiego, ani dla małego, a poeta zaśpiewa: „I</p>

<p>zarżnął ojciec syna”. (…) Tylko w morzu krwi, tylko bezwzględnością, tylko w jednym</p>

<p>żelaznym szeregu i z jednym wodzem wywalczymy sobie prawa człowieka.".</p>

<p>Kiedy więc 22 czerwca 1941 roku Niemcy zaatakowali Związek Radziecki wśród miejscowych</p>

<p>Ukraińców zaczęło wrzeć. Niby wszystko normalnie ale coś się wyczuwało w powietrzu.</p>

<p>Jednego dnia widać już był wyraźnie odwrót a wręcz paniczną ucieczkę sowietów. Felek kręcąc</p>

<p>się po okolicznych drogach spotkał dwa patrole zmęczonych, zdezorientowanych i</p>

<p>wygłodniałych żołnierzy. Wszyscy pytali czy nie widział gdzieś kuchni polowej. A jeśli nie to</p>

<p>gdzie tu można zdobyć coś do jedzenia. I odeszli. Tu w przeciwieństwie do wielu innych miast</p>

<p>NKWD uciekając nie dokonała masakry więźniów. Szybko jakoś tak poszło. 2 lipca do</p>

<p>Krzemieńca wkroczyli Niemcy. Uaktywnił się od razu miejscowy OUN. Już 3 lipca jego</p>

<p>członkowie dokonali pogromu Żydów. Zginęło między 300 a 500 osób. Jako pretekst posłużyło</p>

<p>to, że wielu przedstawicieli tego narodu chętnie współpracowało z władzą radziecką a stosunek</p>

<p>Niemców do Żydów jest chyba ogólnie znany. Działo się to więc przy ich pełnej aprobacie.</p>

<p>Nacjonaliści przygotowali też listę miejscowej inteligencji, głównie nauczycieli Liceum</p>

<p>Krzemienieckiego. 28 lipca na jej podstawie Niemcy dokonali aresztowań. Następnie</p>

<p>rozstrzelano pod Górą Krzyżową 30-u z nich.</p>

<p>Wielu członków OUN, ale nie tylko, wstąpiło do Ukraińskiej Policji Pomocniczej. Działała ona</p>

<p>na podstawie zarządzenia gubernatora Hansa Franka z 17 grudnia 1939 roku. Początkowo znana</p>

<p>jako milicja. Funkcjonować miała na terenach z przewagą ludnosci ukraińskiej. Do tej pory</p>

<p>działała w okolicach Lublina, Chełma i Zamościa. Jej obowiązki polegać miały na</p>

<p>utrzymywaniu ładu i porządku wśród ludności cywilnej, kontrolowaniu ruchu ludności ściąganiu</p>

<p>kontyngentów, ściganiu szmuglerów poborze ludzi do wyjazdu na roboty do Niemiec, ochronie</p>

<p>obiektów, linii kolejowych i kwater niemieckich funkcjonariuszy, zwalczaniu partyzantki</p>

<p>sowieckiej i polskiej konspiracji, tropieniu ukrywających się Żydów, egzekucjach i</p>

<p>pacyfikacjach, pilnowaniu obozów jenieckich, karnych i gett oraz udział w likwidacji gett. Hans</p>

<p>Frank tak ich przedstawiał kiedy mówił o problemie walki z polską partyzantką czy ogólnie o</p>

<p>łamaniu oporu poprzez chociażby pacyfikacje:</p>

<p>"W rozwiązaniu tych problemów przyjdzie wam z pomocą 600 tys. Ukraińców, wrogów Polski</p>

<p>od kolebki. Będziemy świadomie przyciągać tych Ukraińców i angażować ich do policji oraz</p>

<p>służb publicznych. Mamy pod ręką sokoły, które nie będą oszczędzać Polaków.".</p>

<p>Niedługo bo już w sierpniu Felek był w Stanisławowie. Tam właśnie funkcjonariusze tej policji</p>

<p>wzięli udział w aresztowaniach polskiej inteligencji i przewieźli wszystkich zatrzymanych do</p>

<p>Czarnego Lasu, gdzie zostali zamordowani przez gestapo.</p>

<p>Matka też opowiadał co tu wyprawiało NKWD zanim uciekło.</p>

<p>- Odgłosy strzałów zagłuszali warkotem silników samochodowych. Bardzo się śpieszyli ale</p>

<p>wszystkich nie zdążyli zamordować. Podobno 2500 tysiąca ludzi rozstrzelali. Specjalnie wracali</p>

<p>żeby to zrobić bo najpierw w panice uciekli. Potem też zwiali, rano ludzie, przeważnie rodziny</p>

<p>tych zatrzymanych włamały się do więzienia i było tam jeszcze jakieś 150 osób. Przeważnie z</p>

<p>okolic. Polacy i Ukraińcy. A jeszcze wcześniej, wtedy co bolszewicy niby już uciekli, to mówią,</p>

<p>że udało się aż tysiącu ludzi uciec. Skakali przez płoty, te ogrodzenia więzienne. Ludzie im</p>

<p>pomoc organizowali. Gdzie uciekli i co teraz z nimi..tego nie wiem.</p>

<p>Szybko zabrano się za miejscowych Żydów. Początkowo konfiskując resztki tego co im</p>

<p>pozostało i zapędzając do pracy. Oprawcy przypuszczali, że wielu z nich ma jeszcze pochowane</p>

<p>różne dobra i drogocenne przedmioty, które perfekcyjnie ukryli przed równie zachłanną władzą</p>

<p>radziecką. W wielu przypadkach się nie mylili. Doprowadzeni do rozpaczy Żydzi w końcu sięgali</p>

<p>do tajnych schowków kupując sobie kilka dni życia lub wierząc naiwnie, że może i wolność.</p>

<p>Felkowi na długo utkwił w pamięci widok ss-mana i idącego przy nim starozakonnego</p>

<p>uginającego się pod ciężarem wiader. Na wierzchu jednego z nich widać było złote monety.</p>

<p>1 marca 1942 roku utworzono getto. Nie przetrwało ono długo. Już w sierpniu tego samego roku</p>

<p>zabrano się za jego likwidację. Formacje SD, żandarmerii i ukraińskiej policji przystąpiły do</p>

<p>akcji. Jakieś osiem tysięcy ludzi rozstrzelano w okolicy. Nieliczni Żydzi ukrywali się a nawet</p>

<p>podejmowali próbę obrony ale były to tylko przypadki ostrzeliwania się z broni krótkiej. W celu</p>

<p>zlikwidowania oporu i wypędzenia ich z kryjówek na terenie getta wywołano pożar. Dość</p>

<p>poważny bo trwał kilka dni, rozprzestrzenił się bowiem i zniszczył zabytkowe centrum miasta.</p>

<p>Z rostrzeliwaniem w rejonie byłej fabryki, przetwórni tytoniu i okolicznych lasach nawet zbytnio</p>

<p>się nie kryli. Wielu ludzi to widziało, Felek też. Straszne przeżycie. Kazano się rozbierać do</p>

<p>naga. Potem wchodzić do rowu i układać się, na początku na ziemi a później na ciałach już</p>

<p>nieżyjących. Do grupki wystraszonych kobiet podszedł rabin, coś im powiedział, wytłumaczył i</p>

<p>teraz już pokornie dały się zamordować. Bo wrzucać tak od razu do rowów, co też się miało</p>

<p>miejsce na terenie fabryki, to nieekonomicznie, zbyt wielu się nie zmieści i roboty dużo przy</p>

<p>układaniu. A Niemcy naród praktyczny.</p>

<p>Kiedy jeszcze armia niemiecka posuwała się szybko na wschód w drugą stronę wędrowały tłumy</p>

<p>sowieckich jeńców. Pędzono ich czasami i ulicami Krzemieńca. Zmęczeni, obdarci, wystraszeni</p>

<p>ale i tak jeszcze nie wiedzieli co ich do końca czeka. Zrezygnowani na tyle, że pilnujący ich</p>

<p>strażnicy nawet nie trzymali w pogotowiu broni. Karabiny przewieszone na plecach a z</p>

<p>powodzeniem zastępowały je drewniane drągi. Jeden z jeńców przykucnął poprawiając coś w</p>

<p>swoim parcianym bucie. Wtedy wachman użył swojej pałki zdzielając go solidnie po karku. Mało</p>

<p>nie zabił.</p>

<p>Do miasta powrócił Marian. Znajomy rzemieślnik, któremu przytrafiło się to, że wcielono go do</p>

<p>Armii Czerwonej. Opowiadał o przeżyciach.</p>

<p>-Pracowałem u nich w kuźni. W takim małym zakładzie gdzieś na środku stepu. Robiliśmy różne</p>

<p>części, do czego nawet nie wiem. Nie mieliśmy broni, przynajmniej ja i kilku jeszcze chłopaków.</p>

<p>Raz dziennie, czasami rzadziej, przyjeżdżał samochód i przywoził jedzenie. Kiedyś czekamy i</p>

<p>czekamy, nie przyjechał. Następnego dnia też nie. W końcu słychać warkot silnika ale to już</p>

<p>przyjechali Niemcy. Zabrali nas do niewoli. Popędzili aż pod Rzeszów. Tam kawałek pola</p>

<p>ogrodzony drutem kolczastym i tak nas trzymali. Trzeba było sobie wygrzebać jamę w ziemi</p>

<p>żeby choć trochę się schronić od wiatru czy deszczu. Żarcia prawie wcale nie dawali. Umierało</p>

<p>się masowo. Ja też już kilka razy myślałem, że koniec. Rosjanie mówili, że ci z tych ich republik,</p>

<p>skośnoocy, Uzbeki i jacyś tam inni to zżerają tych umarłych ale ja nie widziałem. Polaków też</p>

<p>trochę było. Któregoś dnia przyjechał ojciec jednego z nich. Jakimś cudem się dowiedział gdzie</p>

<p>on jest. Chłop ale całkiem bogaty. Przyjechał po syna i prosto do komendanta. A to żaden</p>

<p>poważny obóz nie był. Tak nas trzymali na wymarcie chyba. Komendantura też bez wysokich</p>

<p>szarż. Przywiózł wódki, mięsa całe torby no i pieniędzy. Tłumaczył tam frycom, że to Polak jest,</p>

<p>że on tu całkiem przypadkowo. Zapłacił, nakarmił, popili. No i podchodzi do bramy szwabisko i</p>

<p>woła tego kolegę."Wychodzić". Ten idzie pomalutku bo i sił nie miał. Ja sobie myślę wtedy " a</p>

<p>co mi tam, i tak tu zdechnę, idę za nim, najwyżej zastrzelą, będzie szybciej" i poszedłem. A</p>

<p>Niemcy nic. I mnie też puścili. Tamten, to znaczy ojciec jego, pokapował szybko o co chodzi i</p>

<p>też mi pomógł. Boże, jaki mu wdzięczny jestem! Wystawili jeszcze nam kwity i noga! Trochę</p>

<p>pomieszkałem u nich żeby siły odzyskać pd Mościskami i potem do domu.</p>

<p>Trochę ruszył się za Niemców czarny rynek. Felek wielu ludzi znał z dawnych czasów, potrafił</p>

<p>zawsze coś skombinować i zahandlować. Nie tak żeby robić kokosy, tak tylko żeby przeżyć.</p>

<p>Zaczynało się też robić niebezpiecznie. Postarał się i o coś do obrony. Skombinował karabin i</p>

<p>trzymał go za piecem, dobrze ukryty.</p>

<p>W piątek przed samymi Świętami Wielkanocnymi jechał do mamy pociągiem. Na przeciwko</p>

<p>siedział ksiądz. W podróży jeść się chce. Duchowny wyjął kanapkę z kiełbasą.</p>

<p>-Proszę księdza, przecież dzisiaj Wielki Piątek!-Zdziwił się Felek.</p>

<p>-A tak, no czasy takie, że trzeba jeść co akurat jest.</p>

<p>Wytłumaczył się szybko i chytrze. Tylko czy czasem Feluś nie spotkał jakiegoś partyzanta czy</p>

<p>agenta wywiadu podróżującego w takim przebraniu?</p>

<p>Pierwsza zima dała Niemcom popalić na wschodnim froncie. Nawet w takiej dziurze jak</p>

<p>Krzemieniec przeprowadzali akcję zbierania ciepłej odzieży dla zamarzających żołnierzy. Felek</p>

<p>też musiał oddać szalik bo nic lepszego nie miał.</p>

<p>Raz też widział na stacji pociąg z rumuńskimi żołnierzami. Jako sojusznicy zdążali walczyć z</p>

<p>Armią Czerwoną. Siedzieli, śpiewali, oficerowie ze złotymi epoletami. Nie zdawali sobie chyba</p>

<p>sprawy co ich tam czeka. Temperatury też raczej nie takie jak w słonecznej Rumunii.</p>

<p>Przewinęli się i Włosi i Węgrzy. Ci ostatni nawet dość długo kwaterowali w okolicy. Z jednym</p>

<p>oficerem Felek nawet się zaprzyjaźnił. Kiedy odjeżdżali proponował mu nawet:</p>

<p>-Jedź z nami. Założysz czapkę, bluzę mundurową i pojedziesz ze mną w szoferce. Nikt nie będzie</p>

<p>niczego sprawdzał. A tu widzisz co się dzieje, po co tu siedzieć.</p>

<p>Węgier miał tu na myśli problemy z ukraińskimi nacjonalistami i ich czystki etniczne. Kilka razy</p>

<p>udało im się uratować od zagłady polską ludność z okolicznych wiosek.</p>

<p>Zaczynały się już bowiem i te inne problemy i to bardzo poważne dla miejscowej ludności,</p>

<p>zwłaszcza polskiej. Kiedy w 1941 roku Ukraińcy próbowali utworzyć coś na kształt własnego</p>

<p>państwa Niemcom, którzy na tę sprawę wyrażali zupełnie inne poglądy, nie bardzo to się</p>

<p>spodobało. Ukraińscy działacze niepodległościowi, wśród nich i Stepan Bandera, zostali</p>

<p>uwięzieni. Wśród ukraińskich nacjonalistów nastąpił również podział, pomijając to, że istniały</p>

<p>jeszcze i inne ugrupowania, które politycznie różniły się od OUN.</p>

<p>Sam OUN podzielił się na dwie frakcje. OUN B czyli zwolennicy Bandery i OUN M tak zwani</p>

<p>Melnikowcy od nazwiska swojego lidera.</p>

<p>Jeszcze do roku 1942 roku w OUN panował pogląd, iż należy tworzyć armię ukraińską walczącą</p>

<p>u boku niemieckich sojuszników. Jednak zupełnie odmienne plany Niemców wobec Ukrainy a</p>

<p>także uwięzienie przez nich wielu działaczy OUN poprowadziły do zupełnie innych rozwiązań.</p>

<p>OUN B opowiedział się za walką zbrojną ze wszystkimi wrogami, w tym również Niemcami i</p>

<p>zaczął tworzyć struktury i oddziały partyzanckie. Pierwsze formacje powstały w październiku</p>

<p>1942 roku na Polesiu, kolejno niedługo po tym na Wołyniu. Początkowo nosiły one nazwę OUN</p>

<p>SD czyli Samostijnikiw Derżawnikiw.</p>

<p>Zwolennicy i członkowie OUN M przez cały ten czas opowiadali się za współpracą z Niemcami,</p>

<p>polityczną i militarną.</p>

<p>Wiosną 1943 roku formacja liczyła już kilka tysięcy bojowników. Powstawały nowe oddziały a</p>

<p>także przechodziły na ich stronę załogi policji pomocniczej. Wielu nie miało wyboru bowiem</p>

<p>odmowa była równoznaczna z uznaniem tego za dezercję i groziło za to rozstrzelanie.</p>

<p>Do pewnego czasu w Galicji Wschodniej istniała inna organizacja nacjonalistów o nazwie</p>

<p>Ukraińska Narodowa Samoobrona. Do grudnia 1943 roku wszystko przekształciło się już</p>

<p>całkowicie w jedną Ukraińską Powstańczą Armię.</p>

<p>Nazwa ta została przejęta od innej ukraińskiej organizacji niepodległościowej. Otóż z polecenia</p>

<p>żyjącego na emigracji prezydenta Ukraińskiej Republiki Ludowej również w latach 1940-1941</p>

<p>zorganizowano ukraińskie zbrojne podziemie. Powstało na terenach zajętych przez ZSRR.</p>

<p>Kierował nim i zorganizował Taras Boroweć występujący pod pseudonimem "Taras Bulba". Nie</p>

<p>popierał on nacjonalistycznych i dyktatorskich zapędów OUN, nie zgadzał się też do końca z ich</p>

<p>polityką. Według różnych źródeł nie popierał czystek etnicznych i nie planował prowadzić walki</p>

<p>zbrojnej z istniejącą już tu również partyzantką polską. Jego oddziały zdążyły atakować</p>

<p>wycofujące się jednostki Armii Czerwonej. Organizacja ta nosiła właśnie nazwę Ukraińskiej</p>

<p>Powstańczej Armii nazywanej też często UPA Sicz Poleska.</p>

<p>Odmawiał całkowitego podporządkowania się OUN, w końcu w sierpniu i wrześniu 1943 roku w</p>

<p>wyniku walki zbrojnej formacja została całkowicie rozbita przez siły OUN. Niedobitki wstąpiły</p>

<p>w szeregi nacjonalistów, które przejęły nazwę Ukraińska Powstańcza Armia, często zwanej też</p>

<p>banderowcami od nazwiska Stepana Bandery oczywiście.</p>

<p>W obwodzie krzemienieckim powstały też wojskowe oddziały OUN M zwane Ukraińskie</p>

<p>Powstańcze Wojsko ale na początku sierpna 1943 roku zostały rozbrojone przez banderowców i</p>

<p>przez nich wchłonięte.</p>

<p>Jesienią 1943 roku OUN B i OUN M doszły do porozumienia na jakiś czas co umożliwiło</p>

<p>również szybki rozwój UPA.</p>

<p>W lutym 1943 roku oddziały banderowców rozpoczęły na Wołyniu czystki etniczne wobec</p>

<p>ludności polskiej. Zgodnie z tajną dyrektywą likwidowani mieli być mężczyźni w wieku od 16 do</p>

<p>60 lat. W rzeczywistości mordowani byli wszyscy, również kobiety i dzieci w bardzo brutalny</p>

<p>sposób. Zorganizowane akcje trwały do lutego 1944 roku. W sierpniu wydano decyzję o</p>

<p>przeprowadzeniu czystek również na terenach Małopolski Wschodniej.</p>

<p>Z rąk banderowców ginęli również i Ukraińcy i przedstawiciele innych nacji, przeciwnicy</p>

<p>nacjonalistów i pomagający w jakikolwiek sposób mordowanej ludności polskiej.</p>

<p>Latem 1943 roku UPA było na tyle silne, że kontrolowała duże obszary Wołynia, tworząc nawet</p>

<p>czasami powstańcze republiki. Zorganizowała tam władzę administracyjną a ziemię odebraną</p>

<p>Polakom rozdawała ukraińskim małorolnym chłopom. Niemcy kontrolowali jedynie miasta,</p>

<p>większe osady i ich najbliższe okolice. Czasami zawierali z banderowcami lokalne porozumienia</p>

<p>w celu zwalczania partyzantki sowieckiej czy polskiej. Oficjalnie więc UPA wtenczas walczyła</p>

<p>ze wszystkimi, sowietami, AK, Niemcami czy takimi organizacjami antybanderowskimi jak</p>

<p>Front Ukraińskiej Rewolucji Tymofija Basiuka Jaworenka.</p>

<p>Do obrony przed masowymi mordami Polacy zaczęli tworzyć oddziały samoobrony jako</p>

<p>zgrupowania ludności cywlinej i oddziałów Armii Krajowej. Ze względu na załogi niemieckie w</p>

<p>niektórych miejsowościach częściowo zakonspirowane. Tworzone placówki obronne posiadające</p>

<p>umocnienia i wzajemnie się wspierające, podejmujące wspólne akcje. Współpracujące z</p>

<p>oddziałami partyzanckimi.</p>

<p>Komendant Okręgu AK Wołyń pułkownik "Luboń" przedstawiał to tak:</p>

<p>"a/Tworząca się samorzutnie wołyńska samoobrona na terenach zagrożonych uniemożliwia lub</p>

<p>co najmniej utrudnia dalsze napady rezunów. Na dowódców wszystkich szczebli kładę</p>

<p>obowiązek wzięcia w swoje ręce inicjatywy w organizowaniu samoobrony, nie dekonspirując</p>

<p>swoich związków organizacyjnych. Na nas jako kadrę dowódczą spadł obowiązek i</p>

<p>odpowiedzialność za obronę Polaków na Wołyniu, gdyż już się krew polska nie z naszej winy</p>

<p>polała. b/ zakazuję stosowania metod jakich stosują ukraińskie rezuny. Nie będziemy w odwecie</p>

<p>palili ukraińskich zagród lub zabijali ukraińskich kobiet i dzieci. Samoobrona ma bronić się przed</p>

<p>napastnikami lub atakować napastników, pozostawiając ludność i jej dobytek w spokoju".</p>

<p>Felek załatwiał coś za miastem. Trafił do takiej właśnie bazy samoobrony. Ufortyfikowana</p>

<p>wioska, mężczyźni z karabinami. Zaczął rozmawiać z kimś kto wygladał na dowodzącego tutaj.</p>

<p>Panowie wymienili uściski dłoni, przedstawili się sobie nawzajem. Jego rozmówca stwierdził:</p>

<p>-My chyba jesteśmy kuzynami. Na to wychodzi. Ze strony Pana ojca. Tylko, że my jesteśmy</p>

<p>prawosławni. Pan chyba katolik?</p>

<p>-Tak, katolik. To i prawosławnych Ukraińcy atakują?</p>

<p>-A tak. Jak Pan widzi. Niedawno się dowiedzieliśmy, że planują na nas uderzyć. Otwarcie nie</p>

<p>zaatakują, możemy się tu skutecznie bronić. Ale tu widzi Pan, rośnie zboże. Spalić żal bo jeszcze</p>

<p>większa bieda z jedzeniem będzie. To wtedy co dostaliśmy tę informację, no, że będą na nas</p>

<p>napadać tej nocy, waliliśmy na ślepo po tym zbożu, seriami i pojedynczo. Zawsze to mniej strat</p>

<p>niz spalić. I dużo się uchowało. A rano jak poszliśmy zobaczyć jak sytuacja wyglada to</p>

<p>nazbieraliśmy kilku ubitych banderowców. Jednak się skradali tędy po cichutku.</p>

<p>Czasami była możliwość pojechać popracować trochę za miastem. Dorobić ale pieniądze nie były</p>

<p>aż takie ważne. Bardziej zależało tym co się na taką pracę zdecydowali na produktach jakie</p>

<p>można był zdobyć za miastem. Coś do jedzenia, słoninę czy samogon. Znajomi namawiali Felka.</p>

<p>Właściwie go namówili. Ojciec z synem. Mieli możliwość, często wyskakiwali na takie fuchy.</p>

<p>Ale Felek akurat tego ranka jakoś źle się poczuł. Nie mógł się podnieść z łóżka. Nawet zaspał</p>

<p>chcociaż wiedział, że mają po niego wpaść, tak się umówili. Kiedy przyszli wyjaśnił jak sprawa</p>

<p>wygląda i pozedł pospać dalej.</p>

<p>Następnego dnia na ulicy znajomy pytał:</p>

<p>-Słyszał Pan Panie Felku? Tych wczoraj co jechali na wieś do roboty banderowcy wszystkich</p>

<p>wystrzelali. Zasadzkę ustrili po drodze. Zatrzymali ciężarówkę a ci na pace siedzieli. Uciekali,</p>

<p>próbowali ale seriami ich wykosili. Trzeba im było skoczyć w krzaki przydrożne czy w zboże i</p>

<p>się czołgać. Może by się wtedy udało. Bo to niedaleko od miasta było, tamci się śpieszyli bo</p>

<p>Niemcy zaraz zaalarmowani tam pojechali.</p>

<p>Przyjechał znajomy ze Stanisławowa.</p>

<p>-Panie Felku, siadaj Pan. Złe nowiny mam. Pana mama nie żyje. Banderowcy szaleli. Wszystko</p>

<p>co żywe rżnęli w okolicy. Pana mama z jedną staruszką ukrywały się w takim grobowcu. Ale</p>

<p>wszystko jedno, co jakiś czas wyjść trzeba. I je dorwali.</p>

<p>-I co? Proszę mówić, chcę wiedzieć wszystko.</p>

<p>-Poderżnęli gardło kosą, zwłoki wrzucili do studni. Już pochowaliśmy, proszę zrozumieć, trzeba</p>

<p>było to zrobić szybko.</p>

<p>Feluś został teraz całkiem sam na tym świecie. Mamę jego być może zamordował jakiś jej były</p>

<p>pacjent albo ktoś z takiego rodziny. Odwdzięczyli się za te lata pomocy i darmowego,</p>

<p>bezinteresownego leczenia.</p>

<p>Inny znowu znajomy wpadł kiedyś niespodziewanie. Przyprowadził ze sobą jakiegoś mężczyznę,</p>

<p>Felek go nie znał. Wielki, ciemnowłosy chłop. Zarośnięty i wystraszony jakoś bardzo.</p>

<p>-Panie Felku, pomóż Pan coś, człowiekowi coś doradzić trzeba. To Ukrainiec, kazali mu wstąpić</p>

<p>do UPA, on nie chce, dobry z niego chłop. Znajdą to zabiją jak się nie stawi...co robić?</p>

<p>Przed UPA nie było wcale tak łatwo się tu ukryć. Ich wywiad doskonale działał. Uradzili, że</p>

<p>chyba jedyną możliwością aby nie dać się im zabić jest zgłoszenie się na roboty do Niemiec.</p>

<p>Jedną z zasad banderowców jeśli chodzi o pozbycie się ludności polskiej było doprowadzanie</p>

<p>spraw do końca. Jeśli podczas czystki nie zginęła cała rodzina to ich wywiad poszukiwał jeszcze</p>

<p>żyjących aby właśnie tę sprawę doprowadzić do końca czyli zlikwidować wszystkich. Felka też</p>

<p>odnaleźli. Wyszedł z mieszkania a na klatce schodowej przy bramie stoi dwóch nieznanych mu</p>

<p>mężczyzn. Coś mu nie pasowało. Przy sobie nosił grubą, ciężką metalową sprężynę. Kiedyś mu</p>

<p>wpadła w ręce i bardzo się spodobała. Można było ją zapiąć i mieściła się wtedy w kieszeni.</p>

<p>Jeden ruch palcem zwalniał blokadę, rozwijała się wtedy błyskawicznie, aż gwizdało i stawała się</p>

<p>niebezpieczną bronią. Teraz postanowił jej użyć. Zgodnie ze starą zasadą "uderzaj pierwszy!".</p>

<p>Potężne ciosy poleciały na tych typów w bramie. Nieźle oberwali.</p>

<p>-Panie Feliksie! My od Pana nic nie chcemy!</p>

<p>"A skąd oni wiedzieli kim ja jestem? I, że jestem Feliks?". Pomyślał sobie i stwierdził, że chyba</p>

<p>dobrze postąpił. Teraz trzeba było uważać. Tak też robił.</p>

<p>Jakiś czas żył prawie w konspiracji. Jednego dnia został zatrzymany przez żandarmów. Dostał</p>

<p>nakaz pracy. Nie wysyłali go jednak na roboty do Niemiec tylko tu całkiem niedaleko. Polesie.</p>

<p>Normalny obóz pracy, przynajmniej jeśli chodzi o zakwaterowanie i wyżywienie. Baraki z</p>

<p>pryczami, w których brakowało desek. Karmili śmierdzącą zupą, najczęściej z brukwi. Żelazne</p>

<p>umywalki z zimną wodą, toalet prawie brak, zastępowały je rowy kloaczne. Załatwiało się</p>

<p>potrzebę trzymając się drewnianego drąga. Właściwie przy wszystkich. Jedna Rosjanka</p>

<p>próbowała odejść gdzies dalej. Wpadła do rowu i utonęła w fekaliach. Nikt nie zdążył pomóc.</p>

<p>Też straszna śmierć.</p>

<p>Pluskwy, wszy, czerwonka i tyfus.</p>

<p>Żyli tu i pracowali Polacy, Ukraińcy i Rosjanie. Różna ale najczęściej przy przekopywaniu</p>

<p>jakichś kanałów, chyba melioracyjnych. Ciężka praca, warunki higieniczne i wszysto pozostałe</p>

<p>wykończyły nawet Felka. Chociaż zdrowy, młody i bardzo silny organizm ale tyfus i jego dopadł.</p>

<p>Odizolowali i poleczyli trochę bo Niemcy tej choroby straszliwie się bali. Wytrzymał. Zwolnili</p>

<p>do domu. Wracał do sił. Szybko się udało stanąć znów na nogi.</p>

<p>Felka odwiedził funkcjonariusz gestapo. Przeraził się widząc w drzwiach postać w czarnym</p>

<p>mundurze i w czapce z trupią główką. Ten przemówił całkiem dobrą polszczyzną.</p>

<p>-Doszła do nas informacja, że Pan zbiegł z obozu dla pracowników zatrudnionych dla Rzeszy.</p>

<p>A więc to o to tylko chodzi!</p>

<p>-Nie, zachorowałem poważnie i mnie zwolniono.</p>

<p>-A dokumenty jakieś na to są?</p>

<p>-A oczywiście.-Tu Felek sięgnął po teczkę z dokumentami i wszystko pokazał. Niemiec</p>

<p>dokładnie przeczytał:</p>

<p>-W porządku. Jak ja temu Ruskiemu mordę skuję! Zawraca mi głowę takimi niesprawdzonymi</p>

<p>historiami!</p>

<p>Gestapowiec opuścił mieszkanie. Felek wywnioskował, że jakiś Rosjanin musi tu funkcjonować</p>

<p>jako konfident i współpracownik niemieckiego aparatu bezpieczeństwa. Kolejna lekcja.</p>

<p>Zbliżała się Armia Czerwona. Teraz to niemieckie jednostki tyłowe, administracyjne czy</p>

<p>policyjne rozpoczynały pośpieszną ewakuację. Wielu wysługujących się im miejscowych,</p>

<p>przeważnie Ukraińców też starało się zbiec na zachód. Co do swej przyszłości, jeśli pozostaną,</p>

<p>nie mieli żadnych złudzeń.</p>

<p>Na wycofujących się Niemców uderzały coraz śmielej i agresywniej jednostki UPA. Operowały</p>

<p>tu już całkiem dużymi formacjami. Słychać było nie tak odległą strzelaninę i widziało się łuny</p>

<p>pożarów nocami. Panował straszny rozgardiasz.</p>

<p>Pijany wyrostek ukraiński szedł po ulicy zataczając się. W jednej ręce butelka samogonu, w</p>

<p>drugiej karabin. Nagle zatrzymał się przy nim motocykl, zeskoczył niemiecki podoficer. Zdzielił</p>

<p>w mordę, podkutym butem kopnął w tyłek, wyrwał karabin i roztrzaskał go o ścianę. Pojechał</p>

<p>dalej. Tak tu i o wiele gorzej się tu teraz działo. Najbezpieczniej było siedzieć w domu.</p>

<p>Niemcy jednak jako naród praktyczny i jeszcze dość dobrze zdyscyplinowany do końca</p>

<p>wypełniali powierzone im rozkazy. A ich cel wybiegał zawsze w przyszłość i dotyczył dobra ich</p>

<p>państwa. Wszystko było zaplanowane. Walenie do drzwi:</p>

<p>-Wszyscy wychodzić!</p>

<p>Lokatorów spędzali na podwórko. Młodzi, zdrowi i silni zostali oddzieleni, kazano im pakować</p>

<p>się na ciężarówki.</p>

<p>-Co z nami będzie?</p>

<p>-Potrzebni jeszcze będziecie Rzeszy!</p>

<p>Zabierano zdolnych do pracy i ewakuowano na zachód. Felek też oczywiście został</p>

<p>zakwalifikowany. Takich było wielu. Uformowano konwoje i ruszyli.</p>

<p>Droga nie była łatwa, przynajmniej z początku. Często zatrzymywano się bo dochodziło do</p>

<p>ataków banderowców. Raczej tylko ostrzał i próby pościgu przez Niemców. Na poważniejsze</p>

<p>wystąpienie formacje UPA nie decydowały się gdyż siły niemieckie były dość poważne a i też</p>

<p>walka nie miała większego sensu z ich strony, nie przynosiła żadnego efektu militarnego a</p>

<p>narazić mogła na znaczne straty.</p>

<p>Dotarli gdzieś w okolice Przemyśla. Tu przynajmniej wyładowano Felka. O tym, że już nigdy nie</p>

<p>zobaczy stron rodzinnych nawet wtedy nie pomyślał.</p>

<p>Skierowano go do pracy przy terenach zajętych przez Luftwaffe. Jakieś baraki, magazyny, dalej</p>

<p>strefa zamknięta, przynajmniej dla nich. Zakwaterowanie i ogólne warunki bytowania o niebo</p>

<p>lepsze niż kiedy poprzednio pracował dla Rzeszy. Obowiązki również. Udało mu się. Raczej</p>

<p>prace porządkowe, czasami jakiś załadunek czy wyładunek. Pracował z samymi Polakami.</p>

<p>Strażnicy i cały personel niemiecki to w wiekszości ludzie już w podeszłym wieku, którzy znów</p>

<p>okazali się potrzebni swojemu krajowi i trafili pełnić służbę w takim miejscu. Nie byli źli, dawało</p>

<p>się z nimi żyć. Robić swoje, nie podpadać, nie chodzić w miejsca zakazane bo za to groziło</p>

<p>rozstrzelanie. Dokarmili, czasem dali kielicha.</p>

<p>W tych magazynach mieściło się wszystko. Od wszystkiego co potrzebne wojsku po dobra</p>

<p>luksusowe czyli żywnosciowe delikatesy. W warsztatch szyjących dla wojska, bo i takie tu były,</p>

<p>wyreperowali swą odzież (Felek i tacy jak on tu) zgodnie z obowiązujacą wtenczas modą.</p>

<p>Jednego wieczora do baraku gdzie trzymano te delikatesy próbował dostać się jakiś oficer.</p>

<p>Wiadomo, łakomy towar. Strażnik nie puszczał, tamten nie słuchał, próbował jakoś zastraszyć</p>

<p>wartownika. Doszło do tego, że oficera zastrzelił. Afera, gestapo, śledztwo. Strażnik się</p>

<p>wybronił, dostał jeszcze nagrodę materialną czyli dodatkowy przydział papierosów i alkoholu,</p>

<p>pochwałę i przepustkę.</p>

<p>Jak zwykle Felusia polubiły wszystkie psy. Było ich tu trochę, przecież używane były przez</p>

<p>strażników do patrolowania i pilnowania wojskowego terenu. Kiedyś go nawet uratowały przed</p>

<p>dużymi być może kłopotami. Miał wtedy nocną służbę w kotłowni. Zdrzemnął się jednak zamiast</p>

<p>pilnować swoich obowiązków. Patrol jednak chodził i sprawdzał co się dzieje na obiekcie. Psy</p>

<p>były pierwsze. Przybiegły i obudziły swojego ulubieńca. Spanie na służbie groziło surowymi</p>

<p>konsekwencjami.</p>

<p>Front znowu się zbliżał. Niemcy szykowali się do odwrotu. Ewakuacja. Masa roboty,</p>

<p>zamieszanie, bardzo nerwowo. Co tu zrobić żeby nie dać się czasem szkopom znowu wywieźć na</p>

<p>zachód? Albo dać się zlikwidować co też mogło się przytrafić. Razem z dwoma jeszcze</p>

<p>współtowarzyszami zaplanowali ucieczkę. Trzeba było wyczuć odpowiednią chwilę kiedy</p>

<p>zamieszanie sięgnie szczytu i wiać. Potem gdzieś się zamelinować i przeczekać. Ryzyko było ale</p>

<p>co robić?</p>

<p>Stało się trochę inaczej. Podczas właśnie tego całego zamieszania Niemcy ich zwolnili.</p>

<p>Powiedzieli po prostu "idźcie" i zajęli się dalej własnymi problemami. Poszli więc ale nie</p>

<p>wystawiono im żadnych dokumentów. Groziło im teraz i tak rozstrzelanie przez pierwszy lepszy</p>

<p>napotkany patrol. Uniknęli co prawda ryzyka zastrzelenia pdczas próby ucieczki ale sytuacja nie</p>

<p>była wcale zbyt wesoła. Felek trzymał się ze swoimi dwoma znajomymi, z którymi planowali</p>

<p>ucieczkę. Dołączyła do nich jeszcze jedna dziewczyna. Młoda, nawet niebrzydka ale cierpiała na</p>

<p>młodzieńczy trądzik. Brak możliwości leczenia tego powodował, że wygladała wręcz odrażająco,</p>

<p>przynajmniej dla Felka, z ropiejącymi pryszczami na twarzy.</p>

<p>Musieli jakoś sobie radzić i radzili. Lata wojny nauczyły ludzi naprawdę wiele. Raz zrobiło się</p>

<p>gorąco. Szli drogą w pobliżu jakiegos miasteczka. Nagle przed nimi wyłoniło się dwóch</p>

<p>żandarmów idących w przeciwnym kierunku czyli na wprost nich. Na szyi blachy, w hełmach i z</p>

<p>karabinami. Z daleka widać, że to żandarmi. Co robić? Przecież są bez papierów? Ale idą dalej.</p>

<p>W końcu się mijają. Jedni udają, że nie widzą drugich. Po jakimś czasie dopiero zrozumieli.</p>

<p>Ubrani byli zgodnie z obowiązujacą modą. Czapki cyklistówki, płaszcze. Żandarmi wzięli ich za</p>

<p>partyzantów (tych nie brakowało teraz w okolicy, z różnych ugrupowań a ostatnio byli dość</p>

<p>aktywni w związku ze zbliżającym się frontem) bo młodzi ludzie i tak ubrani, mogli nagle wyjąć</p>

<p>ukryte automaty a po co im to? Pytanie tylko kto się kogo bardziej bał w tamtej chwili?</p>

<p>Rozstali się w końcu. Każdy poszedł w swoją stronę. Teraz i Niemców już tu nie było, chyba, że</p>

<p>jakieś niedobitki ukrywające się teraz po lasach jak Felek do tej pory. Szedł drogą, podjechała</p>

<p>ciężarówka. Na niej żołnierze w polskich mundurach. Zatrzymali się przy nim i zabrali ze sobą.</p>

<p>IX.</p>

<p>Formowano 2 Armię Wojska Polskiego. Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego ogłosił pobór</p>

<p>na terenach już wyzwolonych. Rekrut pochodził również i z Kresów ale tam miało już istnieć</p>

<p>inne państwo więc oficerowie polityczni mieli dużo pracy usiłując wytłumaczyć to żołnierzom.</p>

<p>Oprócz poborowych w szeregach 2 Armii pojawili się byli partyzanci i to zarówno z AK, Al i</p>

<p>Batalionów Chłopskich. Kadra oficerska i podoficerowie w większości przyszli tu z Armii</p>

<p>Ludowej lub Armii Czerwonej. Wielu Rosjan, u których doszukiwano się teraz polskiego</p>

<p>pochodzenia. Z mobilizacji pozyskano tylko około 4 tysiące przedwojennych oficerów</p>

<p>zawodowych i rezerwy. Były więc z tym straszne braki zarówno jeśli chodziło o obsadzenie</p>

<p>stanowisk dowódczych jak i słabe często jej wykształcenie i doświadczenie. Wielu oficerów</p>

<p>miało mniej niż 25 lat a prawie połowa z nich nie miała nawet średniego wykształcenia. Wśród</p>

<p>podoficerów zaledwie 6 procent mogła wykazać się skończoną szkołą wyższą niż powszechna.</p>

<p>Felka również wcielono do wojska. Nie miał dokąd wracać, służby się nie bał. Doceniono jego</p>

<p>intelekt, inne cechy także i skierowano do podchorążówki. Zostać miał łącznościowcem.</p>

<p>Wyfasował nowiutki mundur, o jedzenie teraz też nie musiał się martwić. Tu pierwszy raz</p>

<p>zobaczył konserwy ze słynną amerykańską "tuszonką". Jak to wtedy wspaniale smakowało!</p>

<p>Rozpoczęło się normalne szkolenie wojskowe. Niedługo przecież skierować ich miano na front.</p>

<p>Dawał sobie radę doskonale. Przyswajał wiedzę fachową a i fizycznie ułomkiem nie był. Nie</p>

<p>lubił porannej toalety bo chłopa było tyle, że tworzyły się zawsze kolejki do łazienki. Wstawać</p>

<p>zaczął po prostu godzinę wcześniej niż wszyscy i załatwiał te sprawy bez nerwów i pośpiechu.</p>

<p>Nie potrafił tylko nigdy szybko jeść. W wojsku je się na rozkaz. Prawie zawsze wstawał od stołu</p>

<p>i zostawiał niedokończony posiłek.</p>

<p>W końcu wyruszył na front. Łączność była zawsze i wszędzie bardzo potrzebna. Przydzielano ich</p>

<p>do różnych jednostek. Nie jeden raz przyszło mu czołgać się, czasami pośród gwiżdżących nad</p>

<p>głową pocisków, i szukać gdzie i jak jest uszkodzony przewód. Naprawiać też oczywiście bo</p>

<p>wszystko musiało działać.</p>

<p>Zdążył nawet oberwać kiedyś w akcji. Trzy odłamki w nogę. Na szczęście niegroźnie, szybko</p>

<p>powrócił do służby. Chociaż blizny zostały.</p>

<p>Zginąć można było całkiem przypadkowo, jak to na froncie i w jegu pobliżu. Gdzieś podczas</p>

<p>przemieszczania się jednostki przysiadł na wielkim przydrożnym głazie. Droga nieutwardzana,</p>

<p>wokół las. Z drugiej strony głazu swój tyłek posadził jakiś czerwonoarmista. Poprawiał onuce.</p>

<p>Nagle usłyszeli dziwny świst. Automatycznie obaj odskoczyli jak najdalej mogli i przywarli</p>

<p>mocno do ziemi. W kamień trafił pocisk artyleryjski niewielkiego kalibru. Cudem jakoś nic</p>

<p>nikomu się nie stało. Później okazało się, że to niemiecki obserwator w balonie całkiem</p>

<p>skutecznie podawał swoim artylerzystom współrzędne celu.</p>

<p>Żołnierze plądrowali w opuszczonych domach niemieckich, zresztą nie tylko w opuszczonych.</p>

<p>To nie było jeszcze szabrownictwo bo i frontowiec nie miał dużych możliwości zabrania wielu</p>

<p>rzeczy ze sobą. Ale wiele ciekawostek znaleźć było można. Felka zatrzymał na ulicy jakiejś</p>

<p>niemieckiej miejscowości nieznany czerwonoarmista.</p>

<p>-Ty nie masz sprzedać czasy?-Zapytał z nadzieją w oczach. Chodziło mu zegarek. Dla wielu z</p>

<p>nich, zwłaszcza pochodzących z dalekich republik lub chowanych w głuchej tajdze czy na stepie,</p>

<p>zegarek był czymś naprawdę wyjątkowym. Marzenie!</p>

<p>-Nie, nie mam.</p>

<p>-A szkoda. Bo znalazłem tu jakieś pieniądze i chciałem kupić za nie zegarek. Poszukam dalej.-Tu</p>

<p>wyjął z kieszeni plik dolarów, które musiał wygrzebać, gdzieś ukryte zapewne dobrze. Jak widać</p>

<p>o wartości pieniądza i o tym, że są jakieś dolary i co to jest, też pojęcia nie miał.</p>

<p>Padł Berlin. O tym co działo się na jego ruinach i nie tylko powstała niejedna książka, film czy</p>

<p>opracowanie naukowe. Felek chodził po okolicy, w której akurat kwaterowali. Z ciekawością</p>

<p>oglądał co pozostało z tego dużego i ładnego miasta. Ruiny. Wiele mieszkań opuszczonych.</p>

<p>Czasami zaglądał do takich budynków. W jednym całkiem dobrze zachowanym mieszkaniu stało</p>

<p>łóżko. Na nim snem sprawiedliwego spał jakiś czerwonoarmista. Obok na stole leżał kapelusz.</p>

<p>Dziwne jakoś miejsce dla kapelusza, przecież to cywilne nakrycie głowy. Felka to zaintrygowało.</p>

<p>Podniósł jakiś kij i strącił kapelusz ze stołu. Pod nim ukazała się kupa.</p>

<p>-Moskal jaki mądry. Nasrał na stół, kapeluszem przykrył żeby mu nie przeszkadzało, zapach</p>

<p>chyba, i spać teraz spokojnie może.-Felek znowu bardzo się zdziwił. Myślał, że wszystko już</p>

<p>widział, uczymy się jednak przez całe życie.</p>

<p>Sam dla siebie jakoś nie miał szczęścia znaleźć niczego ciekawego czy drogocennego. Owszem,</p>

<p>konfiskował kilka razy rowery. Zatrzymywał ze swoimi chłopcami jadących i zabierał. Ale to na</p>

<p>rozkaz. Trochę potem sami ich używali, zostawały jednak własnością armii.</p>

<p>Zobaczył Berlin, zwiedził Poczdam. Najbardziej utkwiła mu w pamięci jednak wycieczka, na</p>

<p>którą kazali jechać politrucy. Zawieźli ich samochodami. Jakieś chyba więzienie, fabryka i</p>

<p>laboratoria.</p>

<p>-Tu z ludzi robili mydło-objaśniał oficer polityczny. Czy naprawdę czy tylko w przenośni Felek</p>

<p>nie wiedział. Były tam co prawda jakieś kadzie i dziwne urządzenia. Kwasy i palniki.</p>

<p>-Tu leży wyprawiona ludzka skóra-dalej pokazywał politruk.</p>

<p>Jak tu zapomnieć wielkie słoje, w których w jakimś roztworze trzymano niemowlęta? Czy to był</p>

<p>noworodek czy płód? Nie wiedział. Słoiki z mózgami i innymi organami nie robiły takiego</p>

<p>wrażenia.</p>

<p>Niestety zdrowie znów zaczęło się psuć. Lata takiego życia i ostatnie trudy wojenne dały o sobie</p>

<p>znać. Znowu tyfus. Kiedy lekarze dowiedzieli się, że raz już chorował nie dawali wielkich szans.</p>

<p>Nie bardzo też mieli go tu jak leczyć. Felka wielu ludzi bardzo lubiło. Uznali, że należy go</p>

<p>odtransportować do wojskowego szpitala niedaleko Warszawy. Tam może się mu uda powrócić</p>

<p>do zdrowia. Zadania podjął się jeden z kolegów. Zorganizował w miarę możliwości jakieś środki</p>

<p>transportu i ruszyli. Wszystko oczywiście było oficjalnie załatwione ale jak to bywa często w</p>

<p>trudnych czasach w końcu coś gdzieś się musiało popsuć. Decyzje lekarzy i rozkazy wyjazdu</p>

<p>zaginęły gdzieś na szczeblu administracyjnym. Zanim się wyjaśniło Felka poszukiwać zaczęto</p>

<p>jako dezertera. Na szczęście kłopotów większych nie było. Problem się wyjaśnił. Dotarł do</p>

<p>szpitala i zajęto się nim troskliwie. Kolega, który się nim opiekował na pożegnanie podarował</p>

<p>mu swoje zdjęcie. Zrobił je w tym celu u miejscowego fotografa. Na portrecie miła twarz</p>

<p>młodego człowieka w mundurze. Na odwrocie napisał:</p>

<p>"Drogiemu koledze Felkowi na pamiątkę".</p>

<p>Więcej już się nie widzieli.</p>

<p>Wyzdrowiał. Zwalczył po raz drugi tyfus. Dochodził do siebie. Cały czas był żołnierzem, czekał</p>

<p>na rozkaz kierujący go znowu do służby. Wielu już wychodziło do cywila, on jeszcze się tego</p>

<p>spodziewał. Zresztą dokąd miał wracać? I do kogo?</p>

<p>W miarę możliwości starał się poznać okolicę. Tak z nudów ale też kto wie co go w przyszłości</p>

<p>czeka? I dokąd losy rzucą?</p>

<p>Raz byli prawie na przedmieściach Warszawy. Wojsko coś tam zaczynało robić, Felek</p>

<p>postanowił podejść, zapytać, porozmawiać. Szedł w stronę jakiegoś podoficera ale ziemia jakoś</p>

<p>dziwnie mu się pod nogami ruszała. Nie wiedział o co tu może chodzić. Gdy doszedł plutonowy</p>

<p>mu objaśnił:</p>

<p>-Obywatel podchorąży szedł po trupach. Tu dużo ludzi pochowali, chyba powstańców. Tak tylko</p>

<p>trochę z góry ziemią przysypali. Dlatego taka ruchoma. My się teraz mamy tym zająć.</p>

<p>W końcu przyszedł przydział. Miał stawić się w Gdańsku.</p>

<p>X.</p>

<p>Według ustaleń potwierdzonych na konferencji w Poczdamie Gdańsk miał zostać przyłączony do</p>

<p>Polski. Już 9 lipca 1945 roku zebrała się ty Miejska Rada Narodowa.</p>

<p>Miasto zostało zdobyte 30 marca. Zniszczeniu uległo 90 procent śródmieścia, wogóle zniszczenia</p>

<p>były olbrzymie. Oficjalnie mówiło się, że to wszystko w wyniku działań wojennych ale wiadomo</p>

<p>było jak zachowywali się tu sowieci po wkroczeniu. Połowa tych zniszczeń powstała już po</p>

<p>zakończeniu walk. Miasto traktowane było jako niemieckie i zdobycz wojenna. Używali więc</p>

<p>sobie ile wlezie. Ponadto wywozili wszystko co się dało i przedstawiało jakąkolwiek wartość.</p>

<p>Wszelkie maszyny, urządzenia portowe i tego typu rzeczy. Polacy, którzy przypuszczali już, że</p>

<p>Gdańsk przypadnie Polsce, starali się temu przeciwstawiać. Często dochodziło do dość ostrych</p>

<p>spięć, nawet wymiany ognia a raz nawet, jak mówiono tu sobie nieoficjalnie, jeden z polskich</p>

<p>pułków piechoty stoczył z jednostką Armii Czerwonej regularną bitwę broniąc którejś z fabryk</p>

<p>przed demontażem i wywiezieniem.</p>

<p>W mieście było jeszcze dość wielu jego niemieckich mieszkańców, wszelkiego rodzaju</p>

<p>uchodźców i ludzi próbujących i starających się wyjechać do Niemiec. Przybywało też już wielu</p>

<p>repatriantów z Kresów. Ruch w portach Gdańska i Gdyni był również duży. Transporty</p>

<p>przychodzące i wychodzące. Ludzie, towary, sprzęt. Felka przydzielono do jednostki zajmującej</p>

<p>się ochroną portów. Pracy miał dość dużo i to odpowiedzialnej i niebezpiecznej. Przemytnicy,</p>

<p>złodzieje, bandy często uzbrojone i niewahające się tej broni użyć bo i było o co ryzykować.</p>

<p>Transporty chociażby UNRRY były bardzo łakomym kąskiem.</p>

<p>Dowodził oddziałem żołnierzy. Chłopaki z poboru, większość nie miała doświadczenia</p>

<p>frontowego.</p>

<p>Warunki bytowe bardzo dobre. Mieszkanie, żołnierz do pomocy, tak jakby coś w rodzaju</p>

<p>dawnego ordynansa, stołówka wojskowa. Pojazdy do dyspozycji w miarę potrzeb.</p>

<p>Komendantura oczywiście sowiecka. Dowodził wszystkim pułkownik Rosjanin. Nie był zły.</p>

<p>Do komendantury należała też stajnia z końmi. Takie do jazdy wierzchem też były. To się</p>

<p>Felkowi bardzo spodobało. Uzyskał od komendanta zgodę na ich używanie. Dobrał sobie</p>

<p>podoficerów umiejących dosiadać koni i od tej pory patrole po porcie i okolicach odbywali</p>

<p>wierzchem. Swoją drogą bardzo to im ułatwiało często służbę i stwarzało dodatkowe możliwości.</p>

<p>Poznał dziewczynę, Krystnę. Dużo młodszą od siebie ale bardzo dojrzałą już jak wielu wtedy w</p>

<p>wyniku przeżyć wojennych. Lwowiankę. Była tu z rodzicami i o kilka lat młodszą siostrą, jeszcze</p>

<p>dzieckiem. Bracia służyli w wojsku. Starszy miał niedługo być zdemobilizowany, został</p>

<p>poważnie ranny na froncie, służył jako saper, do tej pory jeszcze dochodził do zdrowia. Młodszy</p>

<p>niedawno dopiero został powołany, frontu nie widział, nie ten rocznik. Do wybuchu wojny żyli</p>

<p>we Lwowie całkiem dobrze. Nie byli biedni, ojciec pracował na dobrej posadzie. Władza</p>

<p>radziecka tak im sie dała odczuć, że wyjechali pierwszym transportem. W nieznane, byle tylko</p>

<p>jak najdalej od nich. Trafili tu do Gdańska. Opuszczenie Lwowa traktowali jako tymczasowe.</p>

<p>Przez cały czas wierzyli, że wydarzy się coś co pozwoli im tam wrócić. W tej chwili myśleli o</p>

<p>wyjeździe do Wrocławia. Tam trafiło wielu ich znajomych. Do Wrocławia Lwowianie</p>

<p>przybywali w zorganizowanych grupach. Ocaleni pracownicy wyższych uczelni, rzemieślnicy,</p>

<p>nauczyciele... Przenieśli ze sobą klimat swojego miasta nad Odrę.</p>

<p>Przypadli sobie do gustu, pokochali. Krystyna pomieszkiwała u Felka. Jej rodziną się zajął i</p>

<p>pomagał jak mógł. Organizował jakąś pracę, załatwił coś do jedzenia, często posyłał żołnierza z</p>

<p>prowiantem albo gorącym obiadem z wojskowej kuchni. Krystynę żołnierze z Felka oddziału też</p>

<p>bardzo polubili. Dobra była, życiowa i "taka swoja". Pomagali w domu, nosili posiłki, nawet</p>

<p>strzelać uczyli. Szybko opanowała tę sztukę. Bez problemu też rozbierała i składała pistolet,</p>

<p>czyściła.</p>

<p>Felek też jej rodzinie przypadł do gustu. Na każdym kroku wychodziło z niego jego dobre</p>

<p>wychowanie i pochodzenie. Przystojny pan podchorąży to był gość. I taki dobry dla nich,</p>

<p>bezinteresowny.</p>

<p>-Niech Felo uważa na siebie!-Prosiła go zawsze jego przyszła teściowa.</p>

<p>Żyli, stali się rodziną. Kiedyś w darach UNRRY przysłali konserwy mięsne australijskie. Ludzie</p>

<p>mówili, że to mięso z kangurów. Krystyna gotowała kilka godzin i straciła cierpliwość. Jej mama</p>

<p>jako doświadczona gospdyni o wiele dłużej. Nadal pozostało twarde a konsystencją</p>

<p>przypominało gumę.</p>

<p>Felek z kolegami oficerami wyskakiwał czasem w okolice. Sam został już podporucznikiem.</p>

<p>Kolegów miał o różnych stopniach. Wielu lubiło takie rozrywki jak on, na przykład polowanie.</p>

<p>Kiedyś pojechali bo podobno mozna tam było ustrzelić dzika nawet. Później Feluś opowiadał</p>

<p>Krysi:</p>

<p>-Wiesz co, nieuwierzysz. Pierwszy raz coś takiego widziałem. Chodziliśmy za zwierzyną po</p>

<p>lesie. Temu naszemu majorowi nagle dzik wyskoczył nie wiadomo skąd! Musiał spać a on nad</p>

<p>nim przechodził. Przebiegł mu między nogami! A ten normalnie posiwiał! W oka mgnieniu</p>

<p>włosy białe jak mleko!</p>

<p>Jako dowódca był lubiany. Dobre miał serce więc byli i tacy co to wykorzystywali. Niektórzy</p>

<p>chłopaki pochodzili z wiosek, do których z Gdańska nie było daleko. Na wsi zawsze pracy dużo,</p>

<p>pomagać trzeba. Czasami puszczał ich nieoficjalnie. Dało się zorganizować tak aby nikt nie</p>

<p>zauważył. Problem był jak jeden nie wrócił z takiej "przepustki". Afera, sam jeździł go szukał.</p>

<p>Wybrnął z kłopotów jak zawsze.</p>

<p>Jakoś kiedyś, gdzieś tam, dowiedzieli się, że na Mierzei Wiślanej są jeszcze miejsca opuszczone</p>

<p>przez Niemców, którymi nikt się jeszcze nie zajął. W pozostawionych tam domach i</p>

<p>gospodarstwach znaleźć można jeszcze wiele wspaniałości tak tu potrzebnych w tych ciężkich</p>

<p>czasach. Ustalili dokładnie gdzie to jest. Przygotowali się starannie do wyprawy. Spodziewali się</p>

<p>znaleźć tam dobra wszelakiego masę. Krystnie mówili:</p>

<p>-Wie Pani, my idziemy na szaber.</p>

<p>-Tak, na szaber idziemy, przyniesiemy tu Pani skarbów...</p>

<p>Krystyna pomagała im szyć nowe worki i łatać dziurawe. To całe dobro należało przecież jakoś</p>

<p>w czymś przydźwigać.</p>

<p>Nadszedł czas. Podekscytowani wyruszyli...</p>

<p>Na miejscu zastali już kwaterującą tam jednostkę Armii Czerwonej. Dowodzący nimi major</p>

<p>ugościł chętnie naszych szabrowników ale łupów żadnych nie było. Wszystko już dokładnie</p>

<p>przeczesane.</p>

<p>Krystyna z obiecanych skarbów otrzymała jedynie i aż szpulkę nici.</p>

<p>W tranportach UNRRY przychodziły też konie. Tych brakowało, zwłaszcza potrzebne były</p>

<p>rolnikom. Gromady i delegacje chłopów przewijały się przez biura portu usiłując dowiedzieć się,</p>

<p>co należy zrobić aby konia otrzymać. Po pierwsze należało napisać podanie do odpowiedniego</p>

<p>urzędnika. To był kłopot no bo jak? Chłop głowił się nad tym i postanowił poprosić o pomoc</p>

<p>przechodzącego właśnie sympatycznego oficera. To był nasz Felek a pomóc w kłopocie zgodził</p>

<p>się od razu. Cóż to takiego napisać podanie? Dziecinnie dla niego proste. Podziękowaniom</p>

<p>rolnika nie było końca. O sympatycznym poruczniku co to pisze podania opowiedział innym</p>

<p>zainteresowanym. Gdzie go znaleźć też. Do Felka przybywały delegacje. Za napisanie</p>

<p>odwdzięczały się wszelkimi wiejskimi dobrami spożywczymi, których wtedy w mieście cały czas</p>

<p>był niedobór. Problem polegał na tym, że rolnicy złożone podanie traktowali już za całkowite</p>

<p>załatwienie sprawy. Po jakimś czasie więc przychodzili konie odebrać. Problem stał się na tyle</p>

<p>poważny, że w lokalnej gazecie ukazał się komunikat informujący o tym, że " złożenie podania</p>

<p>nie jest równoznaczne z przyznaniem...na razie jeszcze koni nie ma i prędko nie będzie.." oraz</p>

<p>całe wyjaśnienie procedur i sytuacji.</p>

<p>Wśród oficerów krążyły opowieści o tym co się dzieje w kraju i okolicach. Felek nie wiedział czy</p>

<p>wszystko było prawdą jak na przykład opowieść jednego kapitana.</p>

<p>-Słyszałeś? W Sopocie ruskim generałom odbiło. Kazali sobie uruchomić poniemieckie kasyna.</p>

<p>Grać im się zachciało. Krupierów się znalazło. Tak się wciągnęli...! Co noc grali, worki</p>

<p>pieniędzy kazali sobie przywozić i przepuszczali. Dolarów. Tych co na Niemcach naszabrowali.</p>

<p>Jeden się zdenerwował jak przegrał, kazał oddawać sobie wszystko, swoich żołnierzy nasłał.</p>

<p>Strzelanina była, prawie nnormalna bitwa. Teraz tam węszy NKWD i nasz kontrwywiad.</p>

<p>Pieniądze zniknęły. Podobno to podziemie przejęło. Mają teraz za co organizować ucieczki na</p>

<p>zachód...</p>

<p>Normalny dzień służby, jak każdy. Wraz z podoficerem dosiedli koni i patrolują tereny portowe.</p>

<p>Świetnie trzymają się w siodle. Konie piękne, prezentują się wspaniale. Kłusują wzdłuż</p>

<p>nadbrzeża. Nagle ze stojącego tu statku doszły ich okrzyki i głośne brawa:</p>

<p>-Niech żyją ułani! Brawo! Wiwat polska kawaleria!</p>

<p>Spojrzeli w górę. Wzdłuż burty tłum uradowanych mężczyzn, bijących brawo, radośnie im</p>

<p>machających. To żołnierze z armii Andersa powracający do kraju. Szczęsliwi, że w kraju</p>

<p>pierwsze co zobaczyli to tak umiłowany obraz czyli kawalerzystów. Wzięli ich za ułanów.</p>

<p>Na repatriantów, weteranów z Anglii czekały już podstawione ciężarówki. Odjechali. Część do</p>

<p>budynku miejscowego więzienia, reszta w nieznanym kierunku.</p>

<p>Krążyły opowieści jak to ich transportowali. Kierowcy i konwojenci byli odpowiednio</p>

<p>"przygotowani". Jechali tak ostro, że wielu wypadło zabijając się o bruk lub kończąc pod kołami</p>

<p>samochodów.</p>

<p>Niektórzy trafiali prosto w miejsce przygotowane na ich przyjęcie, ogrodzony teren leśniczówek,</p>

<p>oddalony kilka kilometrów od podtrójmiejskich wiosek. Tam likwidowano ich strzałem w tył</p>

<p>głowy w stodole. Grzebano też na miejscu.</p>

<p>Jednemu biedakowi udało się jakoś wyrwać oprawcom. Nie na długo. Uszedł może niecałe 2</p>

<p>kilometry. Na rozstaju dróg, niedaleko wioski go dorwali. Na miejscu zastrzelili. Miejscowi</p>

<p>pochowali. Na mogile położyli jakiś hełm, walało się tego tu mnóstwo jeszcze. NKWD-iści</p>

<p>powiedzieli, że to był złodziej. Ukradł krowę, zabili go bo uciekał.</p>

<p>Wkrótce ludność okoliczna wymieniła się. Tutejsi wyjechali do Niemiec, na ich miejsce przybyli</p>

<p>repatrianci. Grób na rozdrożu pozostał. Mówiono o nim "grób nieznanego żołnierza co to go</p>

<p>Ruscy zabili jak ukradł krowę".</p>

<p>Tych którzy póki co trzymani byli w więzieniu Felek przypadkowo widział. Wezwali go tam w</p>

<p>sprawie jednego zdarzenia. Na jednym z balów oficerskich młodemu oficerowi wystrzelił pistolet</p>

<p>w kaburze w czasie tańca. Śledztwo oczywiście się toczyło. Wezwali go na świadka. Tam</p>

<p>przypadkowo jakoś zetknął się z nimi.</p>

<p>-Panie poruczniku, my możemy nie wyjść już nigdy...niech Pan powiadomi choć naszych</p>

<p>bliskich co i gdzie się z nami stało...-Podyktowali adresy, nie miał jak zanotować, nie wszystko</p>

<p>zapamiętał. Częściowo jednak się wywiązał.</p>

<p>Krystyna z rodziną wyjechała do Wrocławia. Jakoś tam się urządzili, traktowali oczywiście to</p>

<p>jako tymczasowe osiedlenie. Felek też już miał prawo się zdemobilizować.</p>

<p>Jednego dnia wezwano go do komendantury. Na rozmowe zaprosili go jacyś nieznai oficerowie.</p>

<p>Szarże wysokie.</p>

<p>- Słuchajcie, obserwujemy Was od dawna. Zdolny i dobry z Was oficer. Wykształcony a to teraz</p>

<p>się liczy. Mamy propozycję. Podejmijcie pracę w wojkowej prokuraturze. Pojedziecie na szybki</p>

<p>kurs. Potem obiecuję Wam awans na podpułkownika! Służbowe, odpowiednie mieszkanie,</p>

<p>samochód z kierowcą, wynagrodzenie też wyobrażacie sobie jakie? Zastanówcie się, Wiecie</p>

<p>gdzie nas szukać.</p>

<p>Czym pachniała praca w wojskowej prokuraturze raczej się domyślał. Wiedział co się dzieje w</p>

<p>kraju i kto tu będzie jego wrogiem. Kogo będzie musiał skazywać. Polskich patriotów i</p>

<p>przeciwników władzy ludowej. To nie dla niego przecież.</p>

<p>Złożył podanie o demobilizację. Szybko przyjęli. Kupił bilet do Wrocławia i tam spędził resztę</p>

<p>życia.</p>

<p>Posłowie</p>

<p>We Wrocławiu wiódł normalne życie. Praca, dom, rodzina, żona i dzieci. Później emerytura,</p>

<p>oczywiście "stary porfel", wnuki.</p>

<p>Po kilku latach dotarło do nich, że o powrocie w rodzinne strony można jedynie pomarzyć. Tu</p>

<p>jest teraz ich miejsce na ziemi.</p>

<p>W latach 60-ych odnalazł się Michał. Felek przez przypadek natknął się na jednego z jego braci.</p>

<p>Zajmował się oczywiście transportem, rodzinna tradycja. Michał mieszkał w Anglii. Żołnierz</p>

<p>generała Maczka, nie wrócił do Polski. Być może spotkałby go tu wtedy taki los jak tych, których</p>

<p>tak uradował w gdańskim porcie widok kawalerzystów. Brat go powiadomił o tym, że spotkał</p>

<p>Felka. Ucieszył się bardzo, zaraz nawiązał kontakt. Przyjechał do Wrocławia bo już wtedy można</p>

<p>było. Miło spędzili czas. Dzieciom Felka wręczył po "grubym" banknocie.</p>

<p>Dalsze wspomnienia posłużyć mogą do napisania kolejnej książki o historii powojennego</p>

<p>Wrocławia, jego mieszkańcach i odbudowie.</p>

<p>Na podstawie między nnymi jego wspomnień odkryto miejsce kaźni i szczątki pomordowanych</p>

<p>żołnierzy generała Andersa przez NKWD. Powstał program telewizyjny a intensywne badania</p>

<p>historyczne cały czas trwają.</p><empty-line /><empty-line /><empty-line /><empty-line /><p>Сконвертировано и опубликовано на http://SamoLit.com</p>
</section>

</body><binary id="_0.jpg" content-type="image/jpeg">/9j/4AAQSkZJRgABAQAAAQABAAD//gA7Q1JFQVRPUjogZ2QtanBlZyB2MS4wICh1c2luZyB
JSkcgSlBFRyB2ODApLCBxdWFsaXR5ID0gNzAK/9sAQwAKBwcIBwYKCAgICwoKCw4YEA4NDQ
4dFRYRGCMfJSQiHyIhJis3LyYpNCkhIjBBMTQ5Oz4+PiUuRElDPEg3PT47/9sAQwEKCwsOD
Q4cEBAcOygiKDs7Ozs7Ozs7Ozs7Ozs7Ozs7Ozs7Ozs7Ozs7Ozs7Ozs7Ozs7Ozs7Ozs7Ozs7
Ozs7Ozs7/8AAEQgBHgFeAwEiAAIRAQMRAf/EAB8AAAEFAQEBAQEBAAAAAAAAAAABAgMEBQY
HCAkKC//EALUQAAIBAwMCBAMFBQQEAAABfQECAwAEEQUSITFBBhNRYQcicRQygZGhCCNCsc
EVUtHwJDNicoIJChYXGBkaJSYnKCkqNDU2Nzg5OkNERUZHSElKU1RVVldYWVpjZGVmZ2hpa
nN0dXZ3eHl6g4SFhoeIiYqSk5SVlpeYmZqio6Slpqeoqaqys7S1tre4ubrCw8TFxsfIycrS
09TV1tfY2drh4uPk5ebn6Onq8fLz9PX29/j5+v/EAB8BAAMBAQEBAQEBAQEAAAAAAAABAgM
EBQYHCAkKC//EALURAAIBAgQEAwQHBQQEAAECdwABAgMRBAUhMQYSQVEHYXETIjKBCBRCka
GxwQkjM1LwFWJy0QoWJDThJfEXGBkaJicoKSo1Njc4OTpDREVGR0hJSlNUVVZXWFlaY2RlZ
mdoaWpzdHV2d3h5eoKDhIWGh4iJipKTlJWWl5iZmqKjpKWmp6ipqrKztLW2t7i5usLDxMXG
x8jJytLT1NXW19jZ2uLj5OXm5+jp6vLz9PX29/j5+v/aAAwDAQACEQMRAD8A4eCUqpAA5oZ
iWBbt0qHB5K9RzUiNlMHgnpXLzNeh3ruPQgtgcfSnyW7ocpls9MCommSGNwNzMAecVu+FzD
dSvFcqTuHy+xqW5JXew4pN2I9KjFxK8j4Up0BrbmiFzYK67kZR83t6VoxaFDHnaNvf61LPY
L9mZCdoI7elCbTTNXa1jjtTu9qrAhdgB1YdTWR5jh8ngD2rpn01CWkkkbYDjLCsHUmiWUrC
T6ZwOlN7WbM2tbtjBKSQRzzimyHIK4wahgl2k569hT9+5sk8mpd7aBcFdozjIP0qeKYHHAJ
Hr2qB9pXChgfUCmLuXnJJP4UX5idja+2W72TKyEvWWVYLvAwGNNWUgfNk1LFl8Ak49KaVla
5TdxbebDgPnb34rTWOK4w6ZK96o+SjN1rpPD0EY+WSPcp9amz1aZcdPQx7i3RmCxBmPfA6V
VaJ4XAORg5rtm0Ifammgztbt2qteaC8gztyfam5aFcqZypLzqXyfTpTDuA2nNdB/Y8ltC25
cKetYMx8uYqCSCaNXrcT0GxBmbFXLWzLzruYAFupqlE5EgYVfinIYDGT7UNvYE1uzesrdWv
9gIbZ1ANQeIowmD7dBVzQoXUyTMDvboKzvEBmclSpyB/n/PtQ78obs53g9PSmMDuzmpN2Mg
9ajJJNDegtBufmHrUqqx3NUTHip4HAVlbPSpUm9ybajY0AU5PNaMYyq81R6djircRyAADTd
2Uki2pCjrinqxz1qEkkjjH1qVccUJtD0J4xx15pxRgTmkiAVgaLudkIIXdVXYXEIPqaQKxO
RkfhVU3kx+7EfyprT3WOFIqbtDLpDEctSFW2bsj86phrthzxTGW6CNlx+dCZLLgVfMAY9ak
nRYwNuTWXCsvmq7yk47Grt5MRGNnNU2+jGn3AzBQB+lS8bc9Ky4xNI245wKuLIQmD2o1sCJ
Op61DKckjPSnNINmfWmxpuXOeaa31Jk9DnCF6dM03aF/iHp1qZ4Svcn8KaY9w6DP0pW6GfQ
ruOmKns7iW1mDoxUqc0vlEZ45FHqNvPvTldq1gSs7naaf4mjks18x8yKcN9Kuwa/azxs8mU
UcZbiuKt7SRkBIYKx9OtbUWjzPa5ZBsA5U8ZFSm7WaNEm3cTXtZjnU21sAwPPFctKm1z8uD
3rrl0lHiaX5VwK5q76kYB5xTlqrW0IcV1KZH4U5AW4zSEYXkVLCvI4Jz7VN+gXTZJGrHAI4
9a07fTFukzGCSvXBqvEASMZ4rZ0ljBPjoG603vctLQwbixeKY5GBUkaoqZOT7VvarHAGJBB
9awnYRkgcint6hdJDcrnPQ9q2NE1b7Kxicgqe5rDJJfpipI2HmA4xUtMafQ9J0m+iuUwpzV
u64TKkVw9hdzWcQkiY89qvtrl55eNoyfWq1S1DqX9Ykb7Adq7h7Vx4tjJG8h7duhrYOryPG
I5MYI5GKyrtmJOzIB9KN7AQ28CyKSByDW5o2lrLIZZhhR05rL0yTaxjIJL10u4pFFGox8vO
Knd+Q1ZGxZQovKYIHHFYXiZTvLjoa2tOuEWABjWD4luFb5V547Gm9EF9TlZAOuKr7cnOcVM
+STTUQluQcU7aEsWOMnoOKteUsa5wM1IkXyjYOfpUNwXXhuDU6FLRCMx9KtwY2g1nks2Pet
K1ULEBRdtivqThcnNPPCbs0wEetKx3DBPFKzKHxS7pAKtOoJBOKzfNaJywGcVNFdu+N2B+N
PdCuW/LUdhQwUDH51Gs6k8GnO4Y5yMUdA6i4BHGKiZQOSM0PcBOAagNzvVvamrBca8kQbnA
NRS/N0YdegqpMd0hLNx7UKuI9+847Uk3cRbUlRgY4pj3GMZXg9OaiikGCScmmyNuGWNF31B
MsK3mEAD9anSKQZydtUIpdq8fhVsXX7vLHvVpXZMmYnmMG5PUUiyAknuaMAt16UhVs8cgnt
TSS1TIdx6yfKfWliw/ORnpimtCSvynr2pkYZMk8EUpDTtudFp0wcKj4wo4zW1qOo/ZdKLRB
d5GMGuT0+78qUM4yPQVJf3clzOoRCIunPrUpPoaN3RNPqkkltsVgpPXHSseRGOTknPrV94l
8vGeeKrg8bae1mJu+hU2HOSKlhwDnoatJAGwMfjUotAsJ6Z7Gl6CUdbkUTgOBkc11Wjaes6
75G2iuQSJhcgZ6HOa6vT7pYoRukC496FvdlJ6F690e2Lg5z7mue1XT0gYFK321G3fkydOtY
+o3ME84EbZqtLXBvuYcsTKcnpUlrbhvmY8e9aDQLKATgYprwhYdq9c9qTsx7DrYp5qgEHHe
ta68gW6FAN/fisEQyRNuGasy3blApHNLYV7j5LdpsFU574ouIxDBg4JHarFhfeQPmAJ96dc
yxTRMSACTQkNmLayEXQPQA1tyXjyFQh+YnHFY7Ivm5X1rQssmQAcmn8wOj0xRJalWHzetZu
pWYZyM5rZsbJhHkvt4p13aRJHknJ96GhrzOAuoDFKc9KdGuUzj6VpaoIvNAGMVTZgq8YpPb
QTaGpceWeRzUE7+a2fWn7Ff601IiG3fpSQn5EARgQ2OKvwnanNVcSFjuwMdquwJmLLYxTXd
gu5MpBGaQOM4bpUanDHniopJQH2qM0rjux87IPunNQbunNNbduyR1pjsc7VPTvQK5ZimAO4
jpVtJPN5HGaz48r/DmplkdQSFwKLWAknV8dcc1X2ELnPWlkuXZdmBURLgcnNHQLjWUM4HQ9
6lIQRhAc+pqMMSakwMdqprQV9SEcZH8qazkrgD86l2lBnOKVF38AZFCtYHqVRKVHP0xVhbo
iMKEHB9KR7YjkimgCNcEd6aE0UGOD1qQSgDA696jZ+MMMd6arYbJpNX0RF7MsByeVpBGzZz
+JpqSnPSpHkypCtjNO9nYaae5LBGAwGKuXESCHg84rPtH/fgsc+tbWoRwxRRtHwTUNNMtWs
Z0aYU5ByaUwKikk0LcKcjOaDuZST0p9UG+w1CQ461rQwI0P7wkk9KzodhO0jpWg0yi1BXtQ
027oa21Ks8CWlwBwfWrMtrHcRL5cmCe2azbh2kIYt0qxYyiJtxbIp+okzRsrFIVZZmySD1r
MntzDMWByD0q1e3bTRgqCD6iqqyEoAw6UX0KfcVJiow3WpUlGMnmqzYYg4PFP6LmpaYkXFl
VzyKrTAlzgcUIcLkVbtFjZGJ5I9aVk0MqRknqDSszevFXyiEcLzVe5hBFPyAqbgx461d01x
FNukOBnjNRW1kH3Nux7VYit0ZzG9JBbQ6ODUogNvmAmobzUYChUyc1mQaWsVwrFsg9s0660
yF7rduIGPWqTdtQt5mTeHzJ8qxwKYYgVGDV26SJMInQVWdQMAVIra6kCRsAQKER84NWFYKm
W60oZW5Ap2GQGPJyQanHCbTxTtyg5PNV7i4HQUCY5vlqEggk9qRpgQBTywCEClpsBH9485p
BnzMEdacm4cgUrbh0A5p9NQ3Hu6IpxjNMXLJgVXdSGyxzTixEfy55otbqGo4EAkGlWVTlTS
L9zLcGo3CxjcWFNa9QFkOw0nnc9KYx3Dk596ljtlZcg0aBcm3I8YHemF9uApqORfL+XOajJ
2560mIs+YzHmkaINyW71XViTnJqRTleWPWrjFbibKv2eXdkxkjHpTGt5gSwU4+ldykKtKdq
qM+1RuAuRsXB9qG7oOU4k2823hD+VPjgmGcofyrstq4/1aHj+7RhTwY1/LpQ2raAonJJDLG
D8h/KrDi4mjCkN2/Cumwi/wDLNPqRS5QA/ul/KptZFaM5YWMi4YZ+lOAmHBWuoRVY/wCrX8
q0IdKR03GNee2KLJgkcdBbySsAoOfYVeTSbuQBNhAro00hg++Pap7DFXoraRTlzzTsrA7HI
XuiPbW25jzWGS8DgEdK9IvbT7TCVI7VyupaUVRnC8in00E9TMXUNsYBUVGJC/zgVG1uwGMV
raPpjzAK6HBqH2GrsoKxbjGKfLwg2iunHhgJgoevY07/AIR5hyQD7U0nYdtDl1U7RUlu5jz
gEj0rqW0iJI8tF9ahFrbociMcUON9gMR7hhHnZg1Gs5cYcVvPBAeqU0WcRPEdJp9Q0MJZDG
x25pTK/D4x7108OjQyfMUApl3o8UkJSMDIppNBoYZvJBHuXk0qXcrIxfrVZ0l0+Qq4zz0xU
DXTspAGBS2egrEzq7lnzknmmxRSHJYEn6Ve0RGuBgpuFbBtFQfNGKGhnMPFI3GKeQVj2gc4
roTDEq5KCgRwkf6tfyqumwXRzJjccEHFRPBIzHCGusMUR/gGPpTRHGp4RR+FILo5E2c+/Ow
4qdLOYD5lNdR8n9xR+FKSpH3R+VFknoDsc79ml8vAjOKhFjcb/ukZrpyygAU7coHanbzC/k
c22my7CdhJ+lNh065wN0Rz6V0plB4FHm96TC6OfNjM/wApiANZ95aS2/DLwa66PaXzVTV4V
aHeAMim9NkCs9DkguPvGrMU/lrhFz9aj8o+Zlzx6VMYww+TqKV77k7Ee5i288k1E5ycsalm
dtm01VYEYODzSHccDxTTMUXHvTS35U4W7y9B0qnZIhvudgXIJwcVF5mCec1hand3cN8FR8I
V6e9V7W9upLgIX+UnFDXUcZdDqUfK0F9vUVnzJJbws4kJIGcVly6rOCVDnBpO7HfWx0nnAg
ZFHm8ZxVHTopruAuZKz9Vubiyn8tZD69KLjdkdRp+ZJcgDit2NxtxjBFcZ4U1GSa8ZZORiu
zJAGcU49hseH+YUk8hjjLAZxUEku1dw7UyK/t5RsMq7/wC7nmq0JJEnklHCEfWkubNZoTx1
HNWAivHgED3FQyzm2X5jlRS1HojIOhwM4OPwratbOKGIbVAwOtMgaOU+YGyKSW/QzCCLlqX
L1HfoW1Zucr0qSN93VcUyJtsfznmmzToi5zVdA0JZFVlIIrBvFWGUgcitnf50WVPFcbr1/O
l8yRj5expNXQbm7ZWpn+Yj5avi1UNgAVHo4b+z4y3UjNWZNynIot1DYfFAEqC5mgtPmkYD6
1NFMvQsPzqOW0t7qXfIA2O1PUSaMY28Grh22bQOhxWQ+iuk5jCEjPBrp76ykZf9FcRsBxUG
nR3CsUuiHfPBxUbOzKvoS2Gnx2NopROdvNOhuYryYx7CpXjmrkkijEQ70sMESNuCgNVP8BF
SfSzIMIxFVbiwNtFlucVsS3UcJAZhk9Kguh9pgYAcGiwaGB5q880m9T3qqtuBfNHI5K56el
M1NlgACEgGpvpdBbWxdLJ/eFRtMi9SBVDTW86QlyTTdUhxICGwtJvQC8JkZh8wpzzR9CwH1
qhpkSb2ycn3pupbYH3E59qd9LgXvtEeMA5pGvYY/vsF+tVNKKS5B69ag1iHLgYPBpN2BWZp
wX8E0uyIgkdan1BN1oeOlYWkw+VdA56npXS3I327cdqevKSnqclmMNhhVWTf5h2Zx1p16V8
8qODRAWEW1mHNCtYG9RnkOy5/Gmy5UbMdqshggxnOKhuJQMDvU6jtcqGNjg4PWrayBEBHeo
42YDcwO3tTHuCvTH41cXrqRLRE+rS5vVPtg1FaY+1rjnnIpusjbdk56GodPYm8Q7u9En2FD
VnU3IL2zfSuaIXzCGIPNdNebkt2OP4cn8q5QNvkJbg0FdTrtCwLYLVLxDFGZlYjnFW/D7bo
c8dareIQ3mL3HNJbOw5bq5J4VWL7XlcZruEAIwRXn3hlwuoqAOa9CT7oNEbvcrohHjQqRxi
sWfSYXuTIvyydiK2WbANUpP8AWBgelV0F1J7eGZIwrODgdac9gspy7E+1SRSZUHNShxTGUZ
IPJHlxDGaS20tYiX6s3fvVie5ih+eRguPWi3v4J+I5FP0o3BMRrZsffP51lzx3Ul0sXmfL3
xW4wLdKhS3/AHpc0t9GC3JYIfLhC+1YHibT1jt1uETPIz+ddKvYVX1KAXFlJGR1HFPyAj0s
/wChRgdNoqzLgDmqOkNm3AI+7xV9138UtkDOd1O4eO4IicqT2punveRbmaUvu6CtHU7FHjD
gfMvpVWAhUGKFHW4OyJWur7eMIpHfNXg3yByPmxyagjYHrT3k/d4FAh9vCdzSHOT61SuLm+
hmKxICnrWhBMJYgV6d6imIDUmmBls9zcTKZUAC1sQybYQuOcVSkZByTirVs4YAgZpphp0Mu
4tBFdCYkAt2rJ19P3atiusubQXBUkfdrA160JhOOMdKmWhS3MbQ5f3xXHWreuR4jD+lUNJD
Jcge9autrutM0PbQS3M7R2/fnJxUutpwD2rO0qYrdAE85rU1cbrfPXvSktAT1KuiP++IzWh
q8aNHuPFY+kyFbsAVt6rC0tnzxim7NIFvoZmnri6DBu9dJIP3BGc8VytjmKQAnJzXUIweMf
SjoK2pyGoxKtyw4z1NV1fbgVsalGhmYkDk1mSQZHynGPamrMbI3LAZqnLuL5JqZ3YMVJzTG
UOSAeaRLZZa6jNmkR+8KpykHjjrTCChHc01mJH40LVkO/LYt68CLw+mBVTT932tOnWrevAG
+6jHeqVqWjuYwE4znNaNaEw3TR2Nx81mxJzla5R5E8xgvY11Mrf6EQfTtXHscStj1qG3Y0l
udToEmIj2GaZrrZkVs03RC4hyQQDVfWpcuoPHNC6jlbQt+H8NqCnAHvXbtcRxJlmAHua4TQ
5UW4QhsYrsHRblArKCDRHq2N2srBNq1onWQGqralDcNiN8GoL/AE+ytoizct6VkQz/ADeXA
iqoPJIpyvYVrs6eC4JUDeM1a38ZLVz0VwIyPmLepq097mPhsUrjNSQwSLhyD7GsC9kWwvEl
gYKCcEetVbvU5IzhGyaozSTTYZ1IHqaV9Q1SudzZXnnRK2eaurKM1xVhqxt02FWOO9WF8Sh
iV24wetO49TrJJQOQagmuiFOSMVjxalHNHuD8/nQ1z8jZOeOKd+oFrSrsGeVf9qttWDDiuO
0eUrfOrHljkV06ylUoTuFyHU/PaMpCDn1rAM09rlJEO72rpgXbkiqGoqNvmAAkUaiMqPUJi
/zMEFTt4gtIUKFt0mKoG7jkkEaICT1JHSrDabZhNzEFiOTST0Y2V7fxJHAxUZMZOavLrMN0
QY3APoawbuxij+4MD6UmnWIupTGGKe5BFCTYaGnd6lIZFiUfMT2robFtlupbriuXbSry2fe
w3gHgitqO8CQqrDGBSV1uJmwtwCcCqerQi4tmA4OKYbr/AEc+Vjfjgmqosbu4BZ7tssOi9K
b12GjmYS1rf+WxGM1u6mofTyQM8VDL4bYS+aZCzDnmrN2uyyZTyQKLaahfU5Czyl6Oehrf1
DDWOR1xmueUbbzOMfNXSOm+w5/u1P2RfaOd06bbfKSec11N/Juscg5zXIn91eAL0zXURnfY
t3470J3QtpGJDnzM57109q263UDriuViO25f0z0rftLhViBJxVLYOhS1gmOQEd6yjuc56Vq
6oUuOQc/Ss4b1wvGPpULQtlSa3Yc+tRQ202PM4ABxk1o3ELYBXnNV5Irp02DKqKpeZFiuyb
pQOCT6UlxYyRNh+M09bOYEY5I71LJDdSY3EkDpk1SVlqJkGtI32veASCKpWuTdIDkfNXSTx
W9598nPbFQppcET71bnOee1ErNb6iimpbaGnJxZFsZ+WuPk5mPy9666VgLYr14xXKzJJDOz
MuCSSBUrYqTtKxu6O2+Ig8YqvrgCheOam8Psfm3Hk0viCPdGMdM0WT0CXQytPkKTjFdtYX6
FAm7DAVxFlG3nqPU1r37G2RJInIPfFK407I39VxKp3nt0rDYhHx3HYd6zn1a6k5ZtxxjpVm
xF5eSDy0J96b12FHU04Y5ZSBs61ch0rf8A66Xavpmki0e+KgvMB7DI/rTo9IlM/wC8mJHtm
nqVZdywLXS7ZPmCuR6tVSeWwkOI4gcenatKPQrRWyctnrk0S6PZoPkTb64o6hpbcw7i9gjt
mRIwpbjOKuaT4dimiWaY7t3OBSXWmW24fMcemasxyywwiOJiqgcUuok9DRXTbW2XIQACsa7
njkZlgPNTyXMvlYLE1jzqUVmjbD0OWmg15hp0jJfh3BBBxzXZxHzACa8/jMwjaVuSDXU6Nq
AkjUFjuwKa0Cz3N88rtFNNsHiKsM5p0bZwalB44qrgc5NoQjnLr0Jq9BpcJUbkyMd60pVJX
IHSs+S9bJQYQL1JpWQExsLYLtaMED2qm8VvDKPLiAb2pjalHGpJlJ+lc5fa9dTSuscaqoOA
xJzSctNAsb95fiJSu7nsKzJjfXar91Bn1rnZrmZm3OxJqW3lmds7yfQZqU29x6Gw8VyFKm5
Vce9aNhqiwII3beQccVlW8JY5YHnrzWilvGBx1qlcTRen1y2Qbd2Sax5r6G5dw7HHpmrEtl
FIPmTNLFawQL8qAZovrqPSxzc0SC4zEpIzW/aozWPzDtUxjgzu2rmn+fEFxuAHpSbFc5W5t
JhdfLGzc10FkH+x7XBBxUj3NspJLr+lRnULZB/rFoVrWFrczX02U3LPsOKbdCS2h6HFaJ1O
3PRxVSe5huwVj+b8KWmyHcxmv5MY5pn2tmHU5p1zC0bkYxVPJ3ULQll0XMhKrnPNWv3iqSW
4rLRyDu9KsNcu0eeeaG0NCNdsjkA5pFnmk5ANVnBd+AeOavQM4iAKgVSj1uQ9Sqmog+v5Cp
Rq4jJBasdm2sAOpq9Bp0kwDAZzRJatApPYurq5c7Vyc8Vp21t50m+cdhweaxjpk1uplCfd5
psOsXAIGV/KpScXoWrdTrIYordfkQAnvTJY458bgCK5t9buAcFsk1ImqzFRz1o5pdtw02N0
WlumGVACPSqGqjMPLfL0qst9cMuM5Y+gxQ0k8+FY5Iqt3qFjT0PQkuAJHxt9xXVQ2sFnGFV
QMVR0XMVooYc4qPVdUWFSobmhMHpoixe6vFAMAgn2rPh1qd5STB8nvjNYaCW7nMjFiM/3jW
pDEVUcVOt/IEbMetW42+bujY/3qllvoHjLLID9KxWUYw2PxFRLChfC4/Cm29h6F1ESeTeee
aupGu0CqMbCIBV7datxy5HWlHQHqR3MW1SRWHPLtlO4cGugkO7ism9tg6HGAcVVhXKjtGLV
ueDVfSb5oLxTu+XNQSM6jy2GarLuRs9OaLag2ekQXYkYKnOOSa0FkGwZ4riNG1nywImxnjn
1rqklzAHLA8Z60XAj1TWrewQh2+Y9BXPHWk1EmNAVXPUcVHd6Zc6xM06t8oBAHrVaHTnsz8
w2miz3Y3saaJhcDn3NUbqx8zJHWrKSHaBTgxLUIPUwHtniPzrxmr9vHHDGHJFXpokeNt1Yj
TES7M5UGizQWNu2cOOBVxWwap2XEIJ71axxmmBNvyKq3SF4ztOD9afzjBpjFicD9aleYI5u
8kuIpz8zED3qmZ5d2SxJ+tdHfWSzqSBg4rnZ7Z4XO6paSE31QwzOxwWNL5hPBbt2qIcE0Zx
0FUtCdSeEkkgsRxWtpcag9axeSwPStvTcrtahAh2qIq8jmsJzuY4AFdTqKLLFkenSuYmjKu
fShK5UloM3BRirFsqup3NwKrIcsAw4zU09xjKxnge1DTTITuXBHHGu8AH3pGuR5YwMfhVFL
2RUKdR702aV9n40JjM4AeaBnvXT2JAiAHtXLLnzh9a6yyiJhDGnbUIdx18x+yOemF/OuRZm
GRjBrtLqLdYuMjOK41lcyH5Scmq6ESfvDfvHvmpVmZMeopEgduqHr6UrwOMDBFS9lcFdMuR
Xr4GMVoWcrph2UDNYcUE27hSMVd23IClQxxQlqXHzOsOpGG0BDdqwzPLfT8qdueuag+1O4V
JDjHb1qxBOkIAUZNS2tiupqWsexcGrqkBaz45yQDT/ADmp3sOxbZlbrimAKhyuBVfecHAp2
5iAM0XCxZQlz1NWkGAKghyqgmplcntTWgWJFPrVWQ7ptuMg1Mz1XzmUY60NisZt9abiWXg1
kSo6tgmureLPJqheWCSDIPNMRhI5jbcDtPrWrba7OtsYnkLcYFZU8bRyFQOBUY4P1oetmCd
jtNKvES2RR6d6tXduJow/HtXN6NLs+Zmyo7E10scy7VVz8rdKPUd+pksrRn0pol2HJqfWyY
9piAJNZStO/XApXH5mk0oeOsmO2D3fHIBq2tvKw+ZqdEqwN6k0LUPQuxABQoHSrA6VXjcYq
dW4ppisDVEwIOTU2aY/WgYw8jGKpXVgtw2AOavHjpSpw4zStcRlDw9k8ycY7VInh2HPzPkj
2raC8cUoQ5qloxWMpdBtVP3jmraadDGoCE8VdCAdaaWVaVwsQm0R1wSapyaJBI3VqvvOFHa
mfaF9RSTRVmZbeGUwdsg/GqreGZATiRcGt43QzimG7XPWi9xcpzsnhq5j+YfMMdjUEuiXhX
lGAzxjmulN8o71FLfgqMdM000hNHIvpMsUwZlBAP51vWu/ygmOgqQyxunzYJ7U+3OVO0AUN
p7Aly6DHJCEMMjvmnwWthMobyUJFMu2/ckHrg1RsrO5L7o8qpPrSu0tAsr6mv8AZLYDiJcf
SgW1sQB5SfgKdDDMMCUjj0NS+WAevejpqU9yAxQBsiJQB04oYR4+VFOR6VP5aHODSBF6cU/
O4raHM6vbMsgkRcZNVrWKVjuI5rrpLOKZcPjiqzWCRjAxjNJ2YkmmZkUxXg1OshI4FSy2gU
kio+UA44HWlYoUltvAq3bR5xuqn9qjDBe9X7ZgcEGnpugLPSnK1NJJ6UKTmjqArkDmolID5
Ap8hJFM6CmxDnJwDUJcbwvrTnk4xVVZ1W4yx6VLHboTS6WknOBk1Tk0Qlvlq82pRggA0w6t
GOg5p81tAUSkumT27fIpI9qnlvpo4ijRsADwSKc+sM/CKfyqjcXjsMFDUj2JFvpLxSjqdwG
BnvSPHOihuvtUCPKSGVPyFK91IsgMgIA7U7NKwr6lmO8mKBShBqaImT7wwari4SRfkOCakt
XYykPSQFnDIc5qaJz3NLwR2qN5FjOO9VsBaEg4obnmqQuAp5NPW9jIxvFDdgLK8dajkfaw5
xSeeueGHNQyShnxUtgP/tIgYB5FB1GUcrn8qmjjj28gU7bH2AqlYTK63s7dVbn2ppe5d+Ac
VdBXH3elLu9BQrBcz3S5btim/Z52HLflWiW46Cmk0aD1Ki2crr8zgGkXTyCcuauqeDTctmn
pYRX+xIBjcTQtlHjBH61YIPpmkZW6haa3Ezl7a7y4jfg+pretgBEelY4tUacPtxxitiHAhP
tUpWeg1sV7hhtNMj1GOOFRuHSluEEgI5xUkOmwGNflB79KGrjIW1dVOAajbVSy5Bq2dNgBy
YxTvscG3AjH5UnFWshJlD+1G2kgEmkGoyklsH8q00tYkziMcikaCMDhRTtZD5ih/ak23IU/
lTTfXOQWQgVeESKSAmKZPEGjIxRYG+oqTrPEGyM1C8oDbTis2G5+x3BifoTV6RROodCaizH
0uSYiOGKAmrtucdqylk2LtfOfWtW0wYgTzVbCLIOaQEg09VzQRiqSAZI4UVEz54zSXKkkH2
qqrsrYao1uHQsZFRR28U7l6R3xGTUOnTMZHBPGeKEx2uXks4AclM04W0BP3F/KlHPGeDShc
DrxT1ErDVhhHAQflUVxbqVAUDrVgECmO2RQ2AwKiKMAZrO1RQV3KAD3q+cVVugHQrQ9QsZU
XByDzU8dwUnUk8VRctFKVwcZpHkAOaHawI35L6NEHIziqMt/luDWUZDI/J4rWsrBHALjmko
t7k8xWe4mk+lQb3U8k10i2UKr90VQv7OMAlRjFOUdCtWUlvJAoGeBVq1nLyDJzmsrADFRk1
oWi7CGI4pW6iudCh+UcdqXIFVY7ldoGKcLgk9KrQLFjcRS7iBVc3HbvVS8u5o0OG6Um9dB2
NItxzSqciuUk1S5Z8BjipLe5uHfl257ZoTYnZHUq6pwSKkLRgA7hWCvnHGSSKn+cgZPSnZ9
AujVFxDnBNRzXKDhQTzVRId/Hc06SzcAYaqSE3YzUwSCOc1dUnYaydJkzAuTnPrWwqhkJrM
q1ivJu5xWjb48lfXFUXHykZxVlZ4IwB5o6etPtcZO5GDUO8CmGeMgncKga4jBIBzSbCxaMv
piojJnvUPnpjNMa4jVdx9aG7oSLBfp6CmSPmqkl7HtyM1UOqbztQHPtRqDK+pxncJBwQam0
6/wAjYqOffMOelQpZmFfM560NN2JvqbcixygEYp8F7HB8rEDFZcdwyoB3qheTMWJyaWpTaO
r/tSBcfvBzSnVbcnG8ZrlLa0nuQCucU+ayuIMnJoUZWvcXMjq1uYZVyGH51WnKlsqQRXKCe
ZDgsR+Nathd7oQCTkChc3Ud0Wbu68pNo6niksRIrhiODWfdT7psdq6Gwg32yEjnFUmnoP0J
kmXIBzmh7lF6mpWsy44GDVeSyJXpQ73C6E+1IRwe9RvcY4qL7C6HoetNkjIwCDzSaa3FoSt
cAR5zVVrglvarH2cyDkdqngsFz865FJpMV7GU0AmYkrzWbcxGOQg/hXUy2QX7oxWTqlmVTf
xmmpJIOpjIcOCPXmukspg0S9uK5wKUJzWhb3ghhHc076aCVrnRZO3rWffS4U8jpVcXsxTIN
ULieVyd+am8mXdIiZzvJHrV+C4UIAcVmqwPUVYhQMwB4BptkJ7l4XBzkVOtyGwAcHvVq3s4
vs+Rg8VmSjypsds0tbldLl92wu7NVJ5keNsntUxniaDGecVkzEsTjpQw6ECPtlyB071btJS
Z19zzVDdhsdKtWjBJVb0NWldGfU6QKMDAqbycjjGakt2hljU5GSKWTZExNFy0iONijAlaWW
diOPWml0cAq1QTduaBM53TUZdjA8DtXSwjMXHFc1ZEiQDtmuoiIW3wT2p2s9R9EVL35bSQr
1ArDhVyxLEk5rcvti2rkk4xXPnUI4/lA4obQtbmko+VjnA60wsNpJrNbVc8Bf1pf7QGMY/C
o+Q79TQ8wDg1GxLt7CqX9oKcZU57Yp0l+oTKJg1S1FcumISDaKEs1j5AyapW99K7bUGTViS
S5RMsMZo5ZWHox5JVwOMd6ku72HhVxxWSLiSV9rfnUcuN1S32FeyLsUyvJg8Ci7t/MniVcE
E81QBKHjOBVqK7CsrEZx70a2BNM6qxhSO3CgAcVDfxqUOAM1Qh1JxHkCmPqTSZ3CnfYpJGP
dptk645pIZzEOtLdsHlNQJjOKrci63LaYeTcSTmuns7iSG3AK546Vy0eAwxW1Z6oIkKOCTj
HSodkUrssT69IjBVHfkGpBrXGCuTWBLKHnL0okyPU0tLXK5u5vtrKnjbVZtSLyEAAAVjtL9
aUSkDOKVrshyT2N77WRFvGKfFqbOAO4rGS5BjIbvSRyGNtytwaiz2Jubb3rNwxAqnezFkOW
BFZ811uOc81A8zN3OKajbcadxkmN3BpyHtTGcE5P8qeCoHStUvdEX7blRzUk9oGBPf2qpbz
hD0q2t3uI9KS0LSKn2GQYIGRTjG8Y54rYF1biEA43d8VQuzHIhKn8KOa/QOW2oxbx0TAk/C
oGnUtljmqLsc9xSFiaFuCehqR3UAXkVXlkRsleKo4PBPalLnsKdmJSFO3dU6DoRVbOG6Zqw
kqqMMOaaWgmy9b3727L82QKuPrCv97jNZG5GIxTjGT2FTbUfNY2EuEyrButWJHVlGDXO73X
AqYXska4J71SXcG7oktUInBxWxEWcCs+NVRtx7mtCCQbRgU3qxpaFfWcrYSAEZxXIRxNLKV
Pck11mslfsT59K5eCZYJd+Mih6K5nZc+5pQ6Qqx7mPX9Kp3axxTeXGuSOpqeTVXaPCkLmqm
9N5Yvkn1pOV1cclHZGnZ6fGsYklPJ6VW1GaGP93EA3vUfn7gQZcenNJCtu2S78GldjaRf0a
OMqJX69qdrN7GMQock81VhurePKjJAP0qG5u7dlOxPmz16073BtJFZXIOc0biWyR0qItnua
dnHU0dCbjt7HoafGpLDPOajDAkDmrllEDJu60kurC2tjRSLba5qlISoOOc1pnDqEzj6VVmt
woPpTRbMsjLEsOc09BzT4kHmlW9a0I7SIrmnZMlaFWCAscnoKdMRG4I79aviNUXCjFZ96AD
SbuikRSSZcY4pA3fNRqM8GnDAOM81K0eoMGJzmnZIX1prlce9R7xSkK5IWIHWl8zpzxUZbP
NJnnmr5dBPUcze9PEvyAMahznORRuHFFtAJNwLYGaeM5qOFcyKM4BPNaTQxKOO9LZDSuVIz
1JNPDsy4FRSHYxHakV8YxSdw2Jd79DQGcggnFJkHrxRuBPBo9B37jGGWzQy4GaftLCkMbnp
VJMCPGR0po61OIJCpAQ5qRLJ9mccmqs7WZN9SqenFJ8x5xVxbF+uKd9jPTaaSiLVlMMRS+a
yrkHP41cTTmZv6U5tNYNtC4FOw0rblRLjJG4VbgiSdCW9alj0gsmcVMtoYBtxTWjB3ZRedv
t6xnpmtm1banPSm3llEZPNAwR7U+LAjAxSaXQqLaWpT1xh9kOe9cgxyxFddrABsWYjP9a5A
nPah3aSMpbtgzEqMHFAztApMA5zn2peeozS1FzMXJzShmWmhc9B9akVR3OKdlYE7ib29adu
LMBgUmB2GaeBtbOBRLbQoVs0wnJAzT2bJ45pAgxjpSunoIEzk5ArQtjsj46/WqkKbnC4z9a
tSYQADijZFLua+lR7m3yOM+9S30Y5wRWEtxIv3WNSfa5j1YkVPMy7q1hwjYy5HJzwKuxxyB
fmqraz+XJvYcCludRaXKICopuSvZASyXax8ZzVCaTzH3etMKsxyc07HIB4NJ6A2mM/ioC5w
ScVIIyzcdamNjOR905HPSrTuS+xXIGP61GV9CKuCylIGV71INMnPIXH4UcugeRRVDtJ4NG0
HknitNdHuDggDB65qymgSH7zYB7CnZ2QupglTyBnBoxjjk10baAQmQ1ULjSZI24GfpScQ1R
moWBzjGKmNwx4zQ8EiHDLioscfQ1D3Gr2Hl9/Xk0wN04phyD1wKWPGcGmvMGXIkyoJPWniE
lwM9akhVWiAzyKsrD5iBs8jpxVWW6KsaVnpqPCpwKtrpMIO7bzUmjB/s4DDNagjGeeKq4rG
UbKNRwgz9KBp4ZCcAGtN4xnrShQOM0h2MZrHbj5AcVHJZhhkLzW26gjGM0JApHSiwGFFayF
ycfSrSWKkjP41qfZgM4FI8G3kU7AU/sqgfL2qrPYSPhgK1EQ5p5BVeR3o0JexgTyZQgc1Eg
yuB2qMPmPJqUcAEd6lFFPWONNbHOO1cgWbkgY966vV3P2YgelcoeOPWmtjKb1sCglecCg8f
40oXLYz6U8KDwe1JwaBEqtELc4U7/WoW4Galjj7CpRbBjgnmjlsg0exVUk/dpwBY9K0otNj
ZfvGrEdjH0qkrIfkY+xlAbj29aeVOM1ux2EZbaf5VbTTYSwGBSaTd2O3Q5hHMbZHWnPM0hG
TXQS6PC4YqcY+v+NY91apBIQvUUOPQd9CvkjrUiuQPamLgMcgH607FSo62DR6gXOMVNbRGZ
vQVWPBq7Z5VutSlrbqG+hJLGka7R1FV8gnmrc8YH481UKgE1XJK43ZDon8twRg811GmyR3E
GCgz3NczAgkcDpzXUaVbLCu0EnuTS63HFq2pbWzjJyFFNljVOAtXd2Fxiomw/UVTb2Hpe5S
xMeNvFSB3VgCtWIjuQZA5qcRqy5IHFK12O5EgDJ0pWgVh90GptgC8UqnHFAroxr3SVlOVHJ
rGv8ATWtY9+Biuwk6Vjay2bcqfXFGgWucc3XG3Bpo3A9KlmjwSQT1qPn1NCT2ZD3NGww2FY
gVs+ZbrGqrwe9cvHMUYY7VcW6c4PTFS30RaaOy065RUCAj2rSU7sHOa4yKVjErAnOK19Jun
Y7W5H1oTY3bc3mHPSk25GajLMRkHtUSXDDKmrTFuTEAc0K+7IHFGd1Rh9j9O1FxkpcgdaXz
ARzVaRiRmhDnim0xE7EDkGkaUMuM96jcHHWmMuQOaLMTtY//2Q==
</binary></FictionBook>